gosiownik
13.01.10, 17:09
Jak to chyba u wiekszosci zakoconych bywa, odkad mieszkam z kotami, moj slownik stal sie o wiele bogatszy. Z biegiem czasu, poza niezliczona iloscia kocich imion ktorymi nazywamy nasze dwie kocie panienki, powstaly rowniez niezwykle uzyteczne kocie neologizmy, ktorych nikomu w domu nie trzeba tlumaczyc, ale budzace zdziwiwenie u gosci. Na przyklad:
-skulkowany - przymiotnik, oznaczajacy spiacego kota, zwinietego w ciasny klebuszek, uzywany tez w formie czasownika "ale sie skulkowala" w sensie - "ale zwinela sie w kulke!"
-namisiony - przymiotnik, znaczy tyle co: kot z nastroszonym futrem jak niedzwiedz, czyli mis, zwlaszcza jak jest zimno. Przykladowo: Siedzi taki delikwent na dworze, sierc nastroszona, coby mu bylo cieplej, pyszczek cofniety w strone kadluba, tak ze az tworzy sie drugi podbrodek i patrzy na stojacego w otwartych drzwiach i wolajacego go ludzia z mina "no co, przeciez mi cieplo". Wtedy mozna powiedziec, ze kot jest "namisiony". Oczywiscie, wyraza ochote wejscia do domu zaraz po tym, jak ludz zrezygnuje z zachet i zamknie drzwi. Po przyjsciu kot pozostaje namisiony jeszcze przez jakis czas.
A jak to jest z neologizmami u was?