Upodobanie do trujących kwiatków

19.02.04, 22:50
Najpierw Leon dokładnie obgryzł końcówki listków u draceny. Potem je
widziałam w kuwecie. Dracena, jako trująca, mimo swego wdzięku została
zesłana do szkolnej sali. Następnego dnia zajął się jukką, znalezioną na
śmietniku i z trudem odratowaną (prawie jak on sam...). Do jukki ma bardzo
skomplikowaną drogę, bo stoi wysoko, a w pobliżu nie ma wygodnych szafek do
wspinaczki. Mam w domu mnóstwo innych kwiatków i kocią trawę, ale ma je w
nosie. Co jest? Dostaje regularnie karmę odkłaczającą...
    • uwazna Re: Upodobanie do trujących kwiatków 20.02.04, 14:17
      kocianna napisała:

      > Co jest?

      To jest słynny koci indywidualizm w połączeniu z pewną dawką
      nieprzewidywalności. wink
      Na wszelki wypadek lepiej te trujące rośliny trzymać poza zasięgiem kota. Licho
      nie śpi.
      • kicior99 Re: Upodobanie do trujących kwiatków 20.02.04, 14:25
        sadzisz ze te rosliny sa rowniez trujace dla kota?
        • kocianna Re: Upodobanie do trujących kwiatków 20.02.04, 19:13
          A dla kogo? Przecież ludzie ich nie jedzą, chyba że bardzo małe dzieci. O tym,
          że niektóre doniczkowe rośliny są trujące, dowiedziałam się z książek o kotach.
          Śp. Figa również obgryzała dracenę, nie mam pewności, czy nie przyczyniło się
          to do choroby jej nerek...
    • basia553 Re: Upodobanie do trujących kwiatków 24.02.04, 18:01
      Przez wiele lat mialam mieszkanie pelne kwiatöw. Kotka gonilam jak sie do nich
      dobieral, oczywiscie lekcewazac swoja trawke.
      Az kiedys wröcilismy po calodziennej wycieczce, a kotek siedzi caly drzacy, z
      wysoka temperatura, zrenice rozszerzone do niemozliwosci. Byl niedzielny
      wieczör, ale znalezlismy weterynarza, ktöry pröbowal ja uratowac zastrzykami.
      Leczenie jeszcze pare tygodni trwalo, ale nic nie pomoglo.
      Kotek poskubal wtedy kwiat, ktöry sie u nas nazywa Kroton, nie wiem jak to jest
      po polsku, ale to wysoce trujacy kwiat-bezkwiatowy. Liscie maja trujace soki.
      Kwiaty w domu zredukowalam w miedzyczasie do minimum i to omöwionego z
      weterynarzem. Nie pytajcie ile razy juz darowywalam sasiadom kwiaty, ktöre mi
      rözni znajomi przynosza. I to zaröwno konwalie, jak i wieksze "okazy".
      Trzeba byc naprawde czujnym.
Pełna wersja