Dodaj do ulubionych

Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne dokocenie

30.05.10, 22:47
Kochani, mam problem i proszę o pomoc. Namówiłam swoją babcię na
dokocenie. Do tej pory mieszkała u niej kotka Zuzia -
wysterylizowana, ma około 9-10 miesięcy, bardzo energiczna i wesoła
(wszędzie jej pełno), u babci mieszka też króliczka Zosia - starutka
już, ale wciąż żwawa, trochę chyba zmęczona obecnością kota, który
cały czas chciał się z nią bawić - króliczka biega wolno po
mieszkaniu (choć ma też klatkę), właściwie zamieszkuje jeden pokój z
którego czasem wychodzi 'na salony'.
W piątek przywiozłam do babci kotkę Jadzię - świeżo po sterylce
(była kotna jak się okazało). Jadzia ma około 3 lat, była dokarmiana
na jednym z osiedli, mieszkała na dworzu (w piwnicy?), choć nie
wykluczam, że kiedyś miała dom bo bardzo garnie się do człowieka
(podobno kiedyś nie była tak śmiała) i po przyniesieniu jej do domu
bezbłędnie załatwia się do kuwetki i czuje się jak 'u siebie'.
Problem polega na tym, że kotki nie przypadły sobie do gustu. Jadzia
po zabiegu była dość słaba, a Zuzi niespecjalnie się spodobał się
pomysł dokocenia, i strzeliła focha. Obsyczała Jadzię i uciekła pod
stół, skąd patrzyła na nas z wyrzutem. Wczoraj gdy Jadzia zaczęła
dochodzić do siebie nie była dłużna Zuzi i też na nią syczała, lub
wydawała takie buczenie, gdy Zuza była w pobliżu.
Jak pisałam Jadzia bardzo szuka towarzystwa człowieka, ociera się,
wskakuje na kolana, wciąż domaga się uwagi, chce by ją głaskać, choć
potrafi też ostrzegawczo złapać ząbkami gdy nie chce by np. drapać
ją w okolicach brzuszka. Jadzia chodzi za babcią krok w krok i przy
każdej możliwości siada jej na kolana, mam też wrażenie, że jest
zazdrosna o Zuzię, gdy babcia próbuje tamtą głaskać - wtedy Jadzia
podbiega, zaczynają się syki, wrzaski i gonitwa. Nie wiadomo co
byłoby dalej, bo babcia zawsze je rozdziela, ale po takim pościgu
Zuzia jest bardzo zdenerwowana, syczy na babcię, pokazuje zęby, paca
łapą. Dziś nad ranem, do łóżka w którym z babcią spała Jadzia,
przyszła jak zawsze Zuzia i kotki zaczęły się tłuc, krew się nie
polała, ale jednak bójka była uncertain
Aktualnie Zuzia siedzi w pokoju z króliczką (która notabene olewa
koty z wzajemnością), jest obrażona, nie daje się głaskać, zresztą
jak tylko babcia zbliża się do Zuzi zaraz pojawia się i Jadzia, więc
zaczynają się syki. Jednym słowem Zuzia została zepchnięta na
margines, prawie wcale nie wychodzi z pokoju Zosi, nie bawi się,
tylko siedzi tam naburmuszona i chyba mocno zestresowana. Natomiast
Jadzia wykorzystuje sytuację i niczym pies wszędzie chodzi za
babcią, sprawia wrażenie spokojnej i zadowolonej, od czasu do czasu
coś nowego w mieszkaniu ją zainteresuje.
Obie kotki jedzą, ale w innych pomieszczeniach. Natomiast co mnie
dziwi to załatwiają się do jednej kuwety, więc już wogóle nie wiem o
co chodzi.
Niemniej mam straszne wyrzuty sumienia, bo babcia jest zestresowana
(boi się że koty zrobią sobie krzywdę), boi się na dłużej wyjść z
domu, szkoda jej Zuzi, która niewątpliwie też przeżywa tą sytuację,
no i rozdzielając koty już kilkakrotnie została dotkliwie podrapana :
(
Choć chciałam dobrze to przykro mi, że naraziłam wszystkich na stres
i nieprzyjemności. Babcia absolutnie nie pozwoli odwieźć Jadzi na
ulicę, ale zastanawiam się nad znalezieniem dla kotki innego domu,
bo dla człowieka to jest fantastyczny kot - jak ktoś lubi namolne
miziaki smile Wiem, że dwa dni to krótko, sama mam dwa koty, choć u nas
dokocenie nie przebiegało tak dramatycznie, ale wszystko trwało 5-7
dni. Zrobiłam jednak Jadzi ogłoszenia, choć w głębi duszy liczę na
to, że zanim ktoś się zgłosi sytuacja się poprawi.
Chciałam Was prosić o pomoc, może macie jakieś rady w tej sytuacji?
Trudno mi ocenić/zrozumieć zachowanie kotek, mam jednak wrażenie że
Zuzia była na początku ciekawska, Jadzia wystraszona. Teraz
natomiast po każdej gonitwie Jadzia nie wydaje się być zestresowana,
zresztą dopóki nie ma w pobliżu Zuzi, albo gdy babcia nie idzie do
pokoju gdzie jest Zuzia, to Jadzia jest spokojna. Szkoda nam
wszystkim Zuzi, bo musi się ukrywać we własnym domu, jednak nie wiem
jak kotom pomóc. Słyszałam o kroplach i feromonach kocich, ale po
ostatnich wydatkach (opłaciłam sterylizację, a czekają nas jeszcze
szczepienia i odrobaczanie) ta opcja odpada, babcia ma jedynie
kocimiętkę i koty dość szybko się przy niej wyluzowują po każdej
awanturze. Próbowałam już z głaskaniem ich naprzemiennie, ale o ile
Jadzi to zupełnie nie przeszkadza, tak Zuzia odsuwa się ze wstrętem,
a czasem syczy i paca łapą gdy próbujemy pogłaskać ją ręką, którą
dotykaliśmy Jadzi. Zuzia odmawia też jedzenia z miski, z której
jadła Jadzia. Trudno mi zrozumieć zachowanie i motywy kotów, ale
niepokoi mnie to przywiązanie Jadzi do babci (zresztą ona do każdego
się tak łasi).
Jak mogę pomóc tym kotom? Czy jest szansa, że obejdzie się bez
oddawania Jadzi (dodam, że izolowanie ich całymi dniami nie jest
możliwe).
Bardzo proszę o odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • wladziac Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 31.05.10, 08:16
      może być tak że Jadzia rzeczywiście miała kiedyś dom i w nim rządziła niepodzielnie co teraz też czyni,ja jestem zwolenniczką izolacji kotów na początku po wprowadzeniu nowego kota i zaznajamianiu się kotów stopniowym a już szczególnie po sterylce kiedy to kot śmierdzi zapachem weterynaryjnym którego koty nie lubią,teraz to tylko trzeba czekać aż się dotrą i polubią albo będą tylko tolerować co też nie jest złe,Zuzia jest zdenerwowana bo nagle została jej dokwaterowana lokatorka a do tej pory była jedynaczką więc nie ma się co dziwić tym bardziej że Jadzia nie jest nieśmiała i zestresowana więc dominuje a pewnie jest spragniona człowieka którego nie miała od dawna,w sumie u mnie dokocenia wyglądały podobnie tylko bez bójek na początku za to teraz nie jeden raz się zepną na co nie reaguję wcale,koty też mają prawo się posprzeczać,ja bym przeczekała i dała kotkom czas
      • madalenka25 Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 31.05.10, 08:26
        przejdzie jej smile ponad miesiąc temu znalazłam kotkę w rozsypce - szybka strylka
        aborcyjna uratowała jej życie - maluchy były już martwe - zabrałam ja do domu,
        dwa tygodnie do zdjęcia szwów mieszkała w moim gabinecie - szybko zaczęła
        korzystać z kuwety a z rak to by mi nie schodziła - nasz wet stwierdził ze za
        czysta i za dobrze "utrzymana" jak na podwórkowego kota - w domu mamy jeszcze
        cztery koty - rozpiętość wiekowa od 2,5 do 16 lat - kiedy kicia zaczęła zwiedzać
        dom kłaki fruwały a moje koty pochowały się po kontach - teraz powoli wychodzą -
        wprawdzie kicia nadal nie pozwala żadnemu się do mnie zbliżyć a salon traktuje
        jak swoje królestwo i w zależności od humoru wpuszcza koty na balkon lub nie -
        ale widac już ze nie reaguje od razu agresją - fakt ja od razu reagowała i
        grożąc palcem mówiła nie wolno i dopieszczałam w osobnym pokoju resztę stada -
        dziś widzę już światełko w tunelu - Funia otarła się o Lafiego i nie skończyło
        się to jatką

        więc cierpliwości - równe traktowanie i dopieszczenie rezydentki i czas, czas i
        czas - powodzenia smile
        • mysh84 Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 31.05.10, 08:41
          Strasznie trudno babci dopieszczać rezydentkę, która ciągle się na nią
          boczy i patrzy z wyrzutem wink Dziś koty spały osobno, od tej pory na
          noce i momenty kiedy babcia musi wyjść z domu będą izolowane. Od rana
          siedziały w kuchni: Jadzia na podłodze, Zuzia na radiu, gdy Zuzia
          chciala zejść zaczęło się prychanie.
          Jadzia ewidentnie czuje się właścicielką salonu - dziś pogoniła
          króliczkę, która w kierunku salonu zmnierzała. Nic jej nie zrobiła, bo
          Zosia uciekła do 'siebie', ale fakt jest faktem.
          Jadzia uzurpuje sobie też prawo do babci, i nie podoba jej się jak inne
          zwierzaki się do niej zbliżają. Może trzebaby Jadzię jakoś ignorować,
          ale jak to zrobić jak ona chodzi jak pies za człowiekiem i domaga się
          brania na ręce, lub od razu wskakuje na kolana.
          Babci bardzo szkoda Zuzi, bo to ona jest zamykana w najmniejszym
          pokoiku z Zosią (pozostałe pokoje nie mają drzwi), i to ona najbardziej
          się boi. A ja z jednej strony złoszczę się na Jadzię, że taka niedobra,
          a z drugiej jest taka rozkoszna, że aż mi się serce kraje gdybym miała
          szukać dla niej nowego domu sad( Oby się to jakoś unormowało.
          • mysh84 Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 31.05.10, 09:02
            Zapomniałam dodać, Jadzia rzuca się też z łapami na babcię, gdy ta
            próbuje ją przytrzymać, bo Jadzia nie biegła za Zuzią. Wogóle jak
            Jadźka tylko zobaczy Zuzię, zaczyna burczeć i widać że jest
            poddenerwowana, a Zuzia raczej z ciekawości przychodzi, a może na
            głaski do babci. A Jadzia nie odstępuje babci na krok, nawet do toalety
            nie da jej samej wejść uncertain
      • mysh84 Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 31.05.10, 12:33
        Właśnie jstem u babci i mam wrażenie, że kością niezgody jest salon.
        Gdy tylko Zuzia zbliża się do niego Jadzia zrwa się i zaczyna ją
        ganiac. Dopóki Zuzia była w kuchni - cały czas siedzi na lodówce lub
        na szafkach to Jadzia daje jej spokój, Zuzia od czasu do czasu
        syknie na Jadzię. Gdy Zuzia próbuje się przemieścic Jadzia zaraz
        rzuca się w pościg za nią. Nie doszło do większej awantury, bo
        użyłam spryskiwacza. Zuzia siedzi teraz wystraszona na parapecie w
        sypialni, bije łapkami i syczy na wszystkich. Podobno już drugi
        dzień Zuzia nie wchodzi do salonu, który do tej pory był jej
        ulubionym miejscem. Jadzia natomiast w salonie triumfuje. Czy starac
        się na siłę przynosic Zuzię do salonu, czy zostawic koty zeby same
        się dogadały? Mozna im jakos pomoc, pokazac Jadzi ze nie jest
        jedyna, a Zuzi ze nie ma się czego bac?
        • madalenka25 Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 31.05.10, 13:52
          nie - ja bym na siłe nic nie robiła - u mnie tez salon jest pokojem wojen - ale
          po prawie 5 tygodniach moja Babcia Tekla wróciła na swoje ulubione miejsce na
          kanapie - i jak przechodzi koło Funi to ta syknie druga odsyknie ale rzuca się
          tylko wtedy gdy ja siedzę na kanapie chyba ze zareaguje szybciej i powiem NIE
          WOLNO - tylko cierpliwośc zobaczysz dziewczynki jeszcze razem będą spały
          • wladziac Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 31.05.10, 14:23
            z kotem nic na siłę nie zdziałasz a może się zdarzyć że dodatkowo się wystraszy
            wpychania w sytuację której się boi,koniecznie daj im czas i przeczekaj nie
            denerwując się bo sytuacja musi się unormować tak że będziesz wiedziała czy jest
            do przyjęcia dla dobra kotów,teraz jeszcze nic nie da się określić bo bywają
            zadziwiające zwroty w zachowaniu kotów w stosunku do siebie
            • wiesia.and.company Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 03.06.10, 20:54
              Moje pierwsze dokocenie odbyłam kilkanaście lat temu: do dwóch dorosłych kotów
              doszła kotka piwniczna, również dorosła. I to ona biła moje koty. Ze strachu
              przed nimi, była na ich terenie, ona obca, na wszelki wypadek syczała, machała
              łapą i napadała na przestraszonych panów. A oni się chowali przed tą furią. Po
              trzech dniach pobytu Kiciusi ja płakałam, że chłopcy zestresowani we własnym
              domu, ona agresywna, a ja jej bym się chętnie pozbyła... ale przecież jej nie
              wyrzucę, skoro adoptowałam. No bo jak to? A ona się powoli uspokajała, widziała
              że koty nie mają złych intencji, tylko zżera je ciekawość, muszą ją obwąchać,
              zaznajomić się z "nowym". A po miesiącu kotka okazała się spokojną, uległą
              milutką koteczkę, zgodną i niewadzącą. Pozwalała się spychać z wygrzanego
              miejsca, odepchnąć od miski, pacnąć łapą.
              Trzeba dowartościowywać rezydentkę, głaskać, brać na ręce. I to samo z nowo
              przybyłą. Nie separowałabym kotów w oddzielnych pomieszczeniach, bo wtedy
              niemożliwa jest wymiana zapachów, za to ciekawość jest większa, ale też i złość
              za takie haniebne potraktowanie i zamykanie na małej przestrzeni. Koty sobie
              ułożą granice tylko swoich (na razie) terytoriów i teren, gdzie obowiązuje pakt
              o nieagresji np. kuchnia gdzie są oddzielne stanowiska.
              No i na wszelki wypadek dwie kuwety, w różnych pomieszczeniach.
              A potem się zacznie zacieranie ścisłych granic, skończy się zazdrość o
              pieszczącą rękę człowieka, a obdarzanie łaskami babcinymi.
              Koty się stresują, ale dogadują. Człowiek ma wyobraźnię i ta wyobraźnia podsuwa
              jak najgorsze scenariusze. Babcia musi spokojnie reagować na próby bójek, na
              syki, bo histeria udziela się kotom i nie pomaga w zaprowadzeniu ładu.
              Na pewno dzisiaj już sytuacja wygląda inaczej. Czasem między kotami nie ma
              wielkiej miłości, ale panuje spokój, bo one wiedzą, że na tym terytorium
              stanowią stado. A więc spokojnie. Mówię z doświadczenia.
              • mysh84 Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 08.06.10, 17:47
                Dzięki za wszystkie porady, jest coraz lepiej. Kotki spokojnie
                przebywają już w jednym pokoju, raz nawet spały w bliskiej
                odległości. Od czasu do czasy jedna syknie na drugą, przyjaźni nie
                ma, ale chyba się tolerują.
                Natomiast pojawił się inny problem - Jadzia chyba chciałaby
                wychodzić na dwór. Siedzi pod drzwiami, kilka razy uciekła - na
                szczęście zbiegła tylko na dół na klatce. Pilnujemy drzwi wychodząc,
                ale ona tylko czycha by czmychnąć. Przejdzie jej to?
                • wladziac Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 08.06.10, 22:03
                  Jadzia była kotką wolnożyjącą więc na razie trudno jest jej przebywać w zamknięciu i ciągnie ją ku wolnosci,z czasem się przyzwyczai ale tu też potrzeba dać kotu czasu,jest ciepło i słonecznie więc kota tęskni,wszystkie koty mam zabrane z podwórka ale to już mija parę lat jak stopniowo były zabierane do domu,też początkowo próbowały każdy na swój sposób przechytrzyć mnie i zwiać choćby na klatkę schodową ale z czasem przywykły i dały się zdyscyplinować ale konsekwencja jest potrzebna,koteczka nie wie że nic dobrego ją nie czeka za drzwiami,musicie mieć cierpliwość-przywyknie,pozdrawiam
                  • a.kudla5 Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 09.06.10, 10:48
                    Moj kotek Macius jest kotem piwnicznym,bardzo chcial do czlowieka i
                    udalo mu sie.Jest z nami 2 lata.Ale na poczatku polowal na
                    drzwi,tylko myslal jak tu zwiac,nieudalo mu sie ,bo bardzo
                    pilnowalismy i teraz cieszymy sie soba.Niestety nie jest kotem
                    wychodzacym , bo mieszkamy w centrum miasta i poza domem jest
                    niebezpiecznie.Pozdrawiam.
                    • wiesia.and.company Re: Zaborcza miłość kota do człowieka-trudne doko 11.06.10, 19:24
                      Wszystkie moje koty pochodzą spoza hodowli, nie urodziły się w ludzkim domu
                      (tylko niepełnosprawna Leosia jest urodzona w domu, ale ona nie przeżyłaby w
                      innym środowisku). To koty zabrane z krzaków, z piwnic, z szosy. One czasem
                      stają pod drzwiami, wystawiają nosy poza drzwi, ale najmniejszy hałas na klatce
                      schodowej powoduje u nich nerwowość i ucieczkę do mieszkania. Kiedyś Uranek dał
                      nogę z mieszkania i pół godziny przesiedział 4 piętra niżej z głową schowaną pod
                      kaloryfer a dupskiem czarnym wypiętym na schody. Wydawało mu się, że w ten
                      sposób nikt groźny go nie widzi. Od tamtej pory już nigdy nie próbował ucieczek.
                      Natalka, która uciekła mi z transportera podczas przenoszenia do samochodu
                      (jechałyśmy do weta) przebywała 12 dni poza domem. Złapana i wniesiona do domu
                      natychmiast poczuła się bezpieczna. Teraz nie wchodzi nawet w korytarzyk
                      prowadzący do drzwi na klatkę schodową.
                      Koty są ciekawskie z natury, więc każde zamknięte drzwi powodują u nich reakcję
                      : a co to tam jest poza drzwiami? Zaobserwuj, gdy zamkniesz się w łazience, czy
                      kot nie będzie chciał się natychmiast dostać do środka. Za to - wpuszczony do
                      łazienki, gdy zostanie z Tobą zamknięty - znów natychmiast będzie się upierał
                      przy znalezieniu się po drugiej stronie drzwi. Tak już mają.
                      Pilnuj zatem, żeby kiedyś nie wyleciał na klatkę, bo wtedy ze strachu się
                      zagubi, może wylecieć przestraszony poza klatkę (jeśli do piwnicy to jeszcze pół
                      biedy) i wtedy zaginie.
                      Przyzwyczai się, że nie może i pogodzi z tym faktem. Wyniesiony w objęciach poza
                      drzwi, podrapie Cię ze strachu przy najmniejszym hałasie, pryśnie z objęć i
                      będziesz miała okropne przeżycia i być może dozgonne poczucie winy. (Wiem,
                      miałam...). Zaoszczędź kotu i sobie tych przeżyć. Trudno, czasem trzeba być
                      twardym i konsekwentnym. Dla dobra kota, wbrew bezlitosnemu odrzucaniu kociej
                      prośby. wink

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka