justynchen
21.07.10, 21:49
Witajcie,
rzadko odzywam się na forum ale czytam was na bieżąco.
Poproszę was dziś o radę.
Mieszkam w Poznaniu na Jeżycach. Na podwórku wspólnym dla kilku
kamienic żyje kilka zaniedbanych kotów. Dziś wysiadając z samochodu
wreszcie mogłam obejrzeć je z bliska, bo do tej pory krążyły zawsze
gdzieś dalej. Są bardzo chude (dwa z nich to sama skóra i kości) i
mocno zaniedbane. Stadko liczy ok 5 - 6 kotów ale może ich być
więcej. Jeden z kotów wymaga wizyty u lekarza. Jest bardzo
wychudzony, ewidentnie chory i ma problemy z tylnią łapą. I tu
zaczynają się schody. Koty są dzikie i nawet dziś gdy wyniosłam im
jedzenie syczały na mnie jak się do nich zbliżałam. Jestem boidoopka
i przyznaję, że kot który chce mnie odstraszyć syczeniem szybko
osiąga zamierzony efekt

Dodatkowo ten chory kot nie zbliża się do
mnie. Nie masz szans go złapać (nawet gdybym się odważyła), a
bieganie za nim może spowodować, że wybiegnie na ruchliwą ulicę,
ktora znajduje się z drugiej strony kamienic. Czy możecie mi
doradzić jak można pomóc takiemu kotu? Jak go złapać?
Na razie będę dokarmiać stado. Dziś dostały moją wędlinę (akurat
miałam przy sobie, bo wracałam z zakupów), a potem wyniosłam im
karmę mojej kiciuchy. Jutro postaram sie zaopatrzyć należycie.
Napiszcie mi proszę jak radzicie sobie z karmieniem dzikich kotów?
Czym najlepiej je żywić, żeby było zdrowo i w miarę tanio? Czy
serca, żołądki będą ok? Dużo pracuję i późno wracam do domu. Czy
jeżeli wyniosę im jedzenie raz dziennie to będzie wystarczyło?
Nie wiem czy koty są wysterylizowane. Kociaków nie widziałam ale to
jeszcze o niczym nie świadczy. Może uda mi się kogoś o to podpytać.
Kurcze naprawdę chcę tym kotom pomóc ale czuję się bardzo bezradna.