Hipoplazja móżdżku - czyli Paralutek:)

23.07.10, 21:47
www.youtube.com/watch?v=M1VnKqg0T6U
    • wiesia.and.company Re: Hipoplazja móżdżku - czyli Paralutek:) 24.07.10, 00:06
      Ależ on pięknie chodzi! I nie traci równowagi, nie spada z blatu!
      Świetnie sobie daje radę! Moja Leosia pozdrawia Paralutka! Leosia też ma
      niedorozwój móżdżku, mocno się chwieje, traci równowagę i nie może złapać w
      pysio kawałka mięska, nie urosła, ale daje radę! Paralutek to chłopak na schwał!
      Ucałuj ten mądry pysiak!
      • marta_i_koty Re: Hipoplazja móżdżku - czyli Paralutek:) 24.07.10, 05:47
        Dziekismile
        Paralutek nie chodzi aż tak pięknie, ale bardzo sie stara. Jest u nas od
        roku, gdy sie przybłąkał był juz dorosłym kotem, wiec nie mam pojecia,
        jakim cudem przeżył z tym "defektem" - domyslam sie, ze u kogos mieszkał.
        Nasz facecik ma Fiv, ale poza tym jest w bardzo dobrej formiesmile I oby
        trwało to jak najdłużejsmile
        Całusy dla Leosi - czy ona jest u Ciebie "od dziecka"?
    • garraretka Re: Hipoplazja móżdżku - czyli Paralutek:) 24.07.10, 14:39
      Jaki miziak z niego!

      Może wykażę się ignorancją - ale co to jest hipoplazja móżdżku?
      • wiesia.and.company Re: Hipoplazja móżdżku - czyli Paralutek:) 24.07.10, 16:15
        Marto, pamiętam Twoje posty i miło mi Cię znowu widzieć na Zakątku.
        A Leosia trafiła do mnie prawie dwa i pół roku temu, kiedy miała już siedem
        miesięcy. Taka się ponoć urodziła i miała bardzo ciężko, bo poprzedni ludzie
        sypali jedzenie do jednej miski i biegły dwa psy i dwa koty + ich dzieci
        (rodziły się i ginęły i tak w kółko). Jej poprzedni właściciele postanowili ją
        uśpić (czytaj: w wiadrze z wodą) gdy urodziło im się siódme dziecko. Przywiozła
        mi ją w przeddzień kaźni starsza pani, żeby tylko uratować jej życie. Miała być
        Leosia u mnie przez dwa miesiące.... no ale jest już dłużej. I oby jak najdłużej.
        Leosia właściwie nie mogła chodzić, bo co drugi krok wywracała się na bok, nie
        trzymała dobrze główki, trzęsła jej się gdy chciała jeść i nie trafiała
        pyszczkiem do miseczki, nie mówiąc o tym, że nie mogła podnieść kawałeczka
        mięska. Ale potem ćwiczyłyśmy chodzenie na działce leśnej, bieganie, spacery.
        Teraz samodzielnie wdrapuje się na fotel, wskakuje na kanapę (bardzo wysokim
        rzutem ciała), je mięsko w odpowiedniej pozycji (w przykucku poluje łapką na
        jedzenie w misce podniesionej na słoju). Ale po blacie nie chodzi, bo ma
        niezborność ruchów. Próbuje, rzecz jasna, muszę ją asekurować.
        Tu zdjątko Leosi w charakterystycznym plaskatym przykucku, bo tak trzyma równowagę
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/ih/if/coof/ar4R84QFkTlVYNWWiX.jpg

        A dla wyjaśnienia zainteresowanym: hipoplazja móżdżku to niedorozwój móżdżku,
        organu odpowiedzialnego za czynności ruchowe. Za to mózg jak najbardziej
        funkcjonuje. Za niedorozwój móżdżku odpowiedzialny jest wirus kociego kataru,
        jeśli miała go ciężarna matka to często atakuje płody. W naturze takim
        upośledzonym ruchowo kociaczkom nie sposób jest przeżyć, chociaż są koty mniej
        lub bardziej dotknięte tą niezbornością ruchową. Jako kot domowy to taki kot
        jest cudownym domownikiem, niesłychanie mądrym, kochającym. A Leosia taka jest,
        aż do umęczenia kocha smile Zaborczą miłością. I jest malutka, nie urosła i nie
        urośnie, dlatego mogę ją nosić ze sobą bez zbytniego zmęczenia.
        Mam dla niej plecaczek z siateczką - taki extra - ale nie chce tak być noszona -
        szkoda, bo mogłabym nawet chodzić na spacerki wieczorową upalną porą z Leosieńką.
        Marto, przepraszam, że tak w wątku Paralutka się rozpisałam o Leosi, ale w końcu
        to identyczny przypadek tzw. jednostki chorobowej wink
        A mnie widok Paralutka i Leosi zawsze jakoś filozoficznie nastraja i
        optymistycznie, gdy upadam na duchu. Wtedy mówię sobie, że trzeba przezwyciężać
        słabości, nauczyć się tak upadać, by sobie nie robić wielkiej szkody... i potem
        się podnieść i iść.
        • gosiownik Re: Hipoplazja móżdżku - czyli Paralutek:) 25.07.10, 11:23
          > A mnie widok Paralutka i Leosi zawsze jakoś filozoficznie nastraja i
          > optymistycznie, gdy upadam na duchu. Wtedy mówię sobie, że trzeba przezwyciężać
          > słabości, nauczyć się tak upadać, by sobie nie robić wielkiej szkody... i potem
          > się podnieść i iść.

          Jak to ladnie napisane, Wiesiu.
          A Leosia i Paralutek maja szczescie, ze maja Was.
          • marta_i_koty Re: Hipoplazja móżdżku - czyli Paralutek:) 25.07.10, 20:20
            Nasz Paralutek trafił do nas jako roczny kot (nie mam pojęcia, skąd
            przyszedł) - i z miejsca podbił nasze sercasmile Nasze koty przyjęły go bez
            złego słowa, może były w szoku, ze ten niezdarny klocek tez jest kotem?wink
            Kocha nas bardzo, okazuje to na każdym kroku, jest niemalże upierdliwy w
            tej kwestiiwink Jest bardzo introwertyczny - asystuje nam na każdym kroku,
            a w związku ze swoja niezdarnoscią często włazi nam pod nogi...
            Ma problemy z poruszaniem sie, na sztywnych łapach wskakuje na łóżko -
            nie ma mowy, aby wspiął sie nawet na krzesło, bo buja nim tak, ze zaraz
            zwaliłby sie na podłoge jak kłoda.
            Jakis czas temu był bardzo cięzko chory - myslelismy juz, że rozwinął sie
            u niego pełnoobjawowy FAIDS, ale nie - nasz nieoceniony wet doprowadził
            Kiwaczka do stanu uzywalnosciwink i Paralutek wygląda teraz jak okaz
            zdrowiasmile
            Mam nadzieję, że jak najdłuzej bedzie w dobrej kondycji, choc przyznam,
            ze ten cholerny FIV jednak mnie przeraża...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja