Dodaj do ulubionych

dokocenie -pomocy

22.08.10, 08:56
w piątek po po przeszło tygodniowej kwarantannie przybył do nas
Jambus, kcurek (już bez jaj zaszczepiony) latał na dworzu w Gdańsku,
przywiozła go opiekunka w piatek był spokojny (do niej oswojony)
od wieczora jest problem, zle jest ...
siedzi pod łózkiem nie da sie dotknąć (nie miałam okazji poczuć jego
futerka jeszcze) w nocy od 23 wyje cały czas)do rana (wyje serio
dobrze ze to domek bo w bloku nie dałoby rady) mało śpimy chodzimy
do małego pokoju leżymy na podłodze i gadamy i prosimy itd... nic
nie je wczoraj i już dziś wetkneliśmy cudem 3plastry szynki ma karmę
od p. opiekunki i szynkę ulubioną tez identyczną, nie pije, wział
troche wody z tuńczyka, najgorsze ze nie mozna go złapać napoić,
wieczorem kolo 22h nasikał w łóżko, (kit z tym) a później
pobawawiliśmy się w kuchni 15min wętką obszedl mieszkanie i wrócił
pod łózko, siada na parapet i wyje, (moje koty zamkykam w pokoju bo
prychają) nie wiem co robić...
pomocy!
opiekunka jest na bieżąco informowana chyba zepsuł jej wyjazd bardzo
się martwi, jutro przyjedzie do nas w sumue moze go złapie to da mu
się kopelki do oczy i moze na siłe wody zobaczymy co znim...
tak bardzo się boję... że sie pochoruje od stresu.... i czy go mam
oddać? co mam robić ona wiem ze go weżmie taka była umowa ale mam
świadomość 8-go kota u niej trudno tylko co bedzie dla Jambo lepsze?
wczoraj popołudniu do jego kłopotów doszły moje osobiste problemy,
przepłakałam całe popołudnie,nie wiem co robić...
najsmutniejsze to to ze w piątek maz mi obiecał ze on u nas zostanie
jako 3-ci, moje koty w naszej obecności idą na podwórko a taki był
jego warunekm,
proszę pomózcie..
może krople uspokajace bacha czy friwey - kocie zapachy pomogą,
jest mi tak smutno i cięzko...
wiem czasu trzeba... ale nie wiem czy i jak damy rade z tą ryczaca
syreną, a w Jambo wierze naprawde to nie jest tak ze chce go oddać
sama...
znowu płyną mi łzy jestem bezradna....

wątek na miau: forum.miau.pl/viewtopic.php?f=13&t=115302
macie pomysły jak nam pomóc??
prosze
Obserwuj wątek
    • maryshaa Re: dokocenie -pomocy 22.08.10, 10:25
      Jedyną rada jest czas... czekać, pomału i na spokojnie.
      To dopiero drugi dzień.
      Moje po dwóch dniach się gryzły, zastraszały, warczały... a ja chodziłam i
      płakałam smile
      Dokocenie kota po przejściach wymaga czasu...
      • salimis Re: dokocenie -pomocy 22.08.10, 10:59
        Miałam kiedyś u siebie kocura który urodził się i swoje życie spędził na
        dworze.Póki był chory było wszystko ok.Gdy wyzdrowiał zaczęła się jazda.Wył jak
        opętany.Przez cały miesiąc pobytu u nas,ostatni tydzień był najgorszy.Kot się
        wręcz męczył w czterech ścianach.Wypuściłam go,tak było dla niego lepiej.Okolica
        spokojna,kocur nie podchodził do obcych ludzi,wręcz ich unikał.
        W twoim przypadku jest inaczej,doczytałam wątek na miau.
        Zaufał i pewnie przyzwyczaił się do p.Hani,poza tym miał swobodę.
        Potrzeba dużo czasu i cierpliwości.
        U karmicielki bywał w domu ?
        Jeśli nie to tęskni za podwórkiem.Jedno jest pewne,na pewno nie może wrócić tam
        skąd przyszedł.
        • mary4 Re: dokocenie -pomocy 22.08.10, 11:56
          u karmicielki był tydzień w domu, od momentu jak sie zobaczyliśmy to
          raz jej zwiał i wrócił pod okno na wybieg i złapałą do domu i był
          poczekamy zobaczymy
          chwile temu ustaliłam z karmicielką ze jutro nas odwiedzi i
          zobaczymy jak Jam to wytrzyma, jak zniesie dobrze to bedziemy
          regularnie sie u nas spotykać, wiem ze chce aby z nami był i był
          szczesliwy wieć wszyscy spróbujemy
          musi sie kurcze udać..
    • wadera3 Re: dokocenie -pomocy 22.08.10, 10:59
      Też myślę, ze tylko czas, moja (domowa dziś) dziczka przesiedziała w zamkniętej
      łazience bodaj tydzień, zanim zaczęła wychodzić na pokoje.
      W tej łazience, ukryta za wanną, tak przemyślnie, że latarką i lusterkiem
      jedynie mogłam sprawdzić, że w ogóle jest.
      jedynym śladem, ze żyje, że je i pije, sika i kupka, były opróżniane miseczki i
      zapełniana kuweta.
      Oraz cierpliwe siedzenie(człowiekowe)na sedesie w oczekiwaniu, że mała wyjdzie i
      się sama przytuli do nóg.
      bardzo lubiła głaskanie i mizianie, ale umierała ze strachu, więc sporo czasu
      spędziliśmy na owym sedesiebig_grin
      Potem już nie znikała za wanną, ale siedziała w schowku(pod tą wanną) bliski
      drzwiczek czekała aż wsadzi się tam rękę, wtulała się w nią, ale też sama,
      każda zmiana człowieczej pozycji, oznaczała zniknięcie za wanną.
      Jest u nas od lutego, czyli ponad pół roku, i nie każdy, kto nas odwiedza, miał
      zaszczyt ją w ogóle widzieć.
      Nadal ma zwyczaj na dźwięk domofonu, czy brzdęknięcia kodu wejściowego lecieć
      biegiem za kanapę, i stamtąd podglądać kto przyszedł.
      Wie, że kod piszczy jak my wracamy, ale utrwalony nawy jest silniejszy.
      Po wejściu na pokoje zaczęły się "walki" z rezydentami, i choć już wszystko jest
      ok, to mała często zaczepia rezydentkę, a potem chowa się za kocurem("starszy
      brat"wink)
      Myślę, że za parę dni mały trochę się ogarnie.
          • wadera3 Re: O kurde, ile literówek ;) 22.08.10, 12:22
            Muszę Ci powiedzieć, że moja dziczka(ta już domowa) urodzona i wychowana na
            działce, bez matki zresztą, znakomicie znajduje się w domu. Co prawda nie ma
            możliwości sprawdzić jak to jest za oknem i balkonem(4 piętro) ale w ogóle nie
            sprawia, ani nie sprawiała wrażenia, że chce na wolność.
            Zresztą jako młoda, płochliwa dziczka potrafiła zimą wchodzić do działkowego
            domku czekając na jedzenie i mimo, że się potwornie bała, to ocierała się o nogi
            i ręce.
            Teraz z zainteresowaniem wącha koszyk, który przywożę z działki, oraz moje buty,
            żadnych płaczów i jęków.
            Z dzikiego okresu została jej żarłoczność i płochliwość. Zjada prawie zawsze
            wszystko, znaczy więcej niż dwa dorosłe koty i prosi o jeszcze.
            W nocy włazi mi na piersi i tuli się do szyi, ale nie daj Panie jeśli chciałabym
            wziąć ją na ręce, ot tak z marszu - schron za kanapą i jużwink
      • wladziac Re: dokocenie -pomocy 22.08.10, 17:35
        mój ostatni nabytek czyli Filemon jak go porwałam w zimie z podwórka typowy
        dzikus nie znający domu wprawdzie nie wył ale bał się tak przeokrutnie że
        usiłował zbiec przez zamknięte okna,skakał do wszystkich okien jak
        opętany,wydawało mi się że rozniesie dom,a teraz panisko codziennie inny fotel
        testuje i chyba nie narzeka,pozostał pół dzikim kotem i nieufnym i dlatego nie
        szukałam mu domu bo uznałam że do adopcji się nie nadaje,u mnie koty żyją jak
        chcą i mnie to nie przeszkadza a nawet się cieszę że trafił do mnie,nie martw
        się powoli się przyzwyczai tyle tylko że może być facetem z dystansem do
        otoczenia,ludzi czy pieszczot,pozdrawiam
        • mary4 Re: dokocenie -pomocy 23.08.10, 09:53
          wieczorem była przecudna zabawa wętką, łapanko z pod szafy, łapał i
          wysuwał się ile trzeba było a jak skumal to się chował, nastepnie
          nastała noc i niestety powtórka z rozrywki wycie do rana, siusiu
          kupka po za kuwetą spacer po mieszkaniu śniadanie w postaci szynki
          konserwowej i do snu a my do pracy
          ziewajacy ;-(
          po poludniu przyjedzie p. Hanka- Karmicielka to moze uda sie go
          poglaskac i udobruchac choć troszkę..
          ehh
          onjest taki ładniutki wink a jaki strachulec....
            • mary4 Re: dokocenie -pomocy 23.08.10, 10:55
              siedzi w małym pokoju z kuchnią przedzielona meblami, w sumie mie ma
              gdzie go zamelinować...
              zastanawiam sie czy przypadkem moze w nocy nie słyszy lepiej
              dziwęków z dworu, tam tez sporo kotów...
              w dzień też sobie miałknie ale nie tak mocno...
              mam wrażenie że to reakcja na stes...
              ehh bedziemy obserwowac dalej...
    • xixx Re: dokocenie -pomocy 23.08.10, 12:19
      Dajcie kotu czas, u nas Kika siedziała pod łóżkiem 3 dni, potem zaczęła trochę
      wychodzić. Przez te 3 dni nie jadła i nie piła nic, nie sikała, w ogóle nic. A
      teraz to super przylepny kot. Tez się strasznie wtedy denerwowałam, głównie tym,
      że nie pije. A 4 dnia zaczęła wychodzić. Po miesiącu było wszystko ok.
      • mary4 Re: dokocenie -pomocy 24.08.10, 08:50
        ..........
        żłe mi...
        była p. Hanka i Jambus ożył, jeny wyszedł do niej, tańczył, śpiewał
        dał sie pogłaskać, czesać skakał i gadał zjadł od niej wszystko,
        tulił sie i miział nie chiał odejsc od niej, nawet go u niej
        pogłaskałam pierwszy mój raz, było mi ciężko...
        staneły mi łzy w oczach.... p. Hani też...
        oddałam go nie mogłam inaczej, tym bardziej, że zanim przyszła bał
        się i popłakiwał...
        jak odjeżdzali miałyśmy łzy w oczach, cały wieczór ja
        przepłakałam...
        nie wiem czy dobrze zrobiłam, biłam sie z myślami ale.. ustaliłyśmy
        z p. Hanka ze bedziemy do niej jeżdzić, ona go nie wypusci i
        spróbujemy oswajac inaczej, i jesli sie uda to wróci ponownie...
        dziś jedziemy wieczorem ustalać.... zdecydowaliśmy ze jak już by nie
        wrócił to bedziemy wysyłać p.Hani pieniedza na niego (wirualna pomoc
        aby się zgodziła) jeny 8-my kot, a ona sama z emerytury...
        czas pokarze swoje...
        natomiast moje koty ozyły, biegały, skakały cieszyły się strasznie,
        nawet razem sie bawiły co dawno nie było... no i Cleo nie chciała
        zejsc z kolan i uporczywie wtulała sie..
        ciesze sie no ale....

        za to noc była piękna, z kotami w lózku czyli jak kiedyś... smutno mi
        • wladziac Re: dokocenie -pomocy 24.08.10, 15:15
          współczuję ale bywa i tak że kot upatrzy sobie jedną osobę i nie odpuści,ale
          nadzieja jeszcze istnieje może jak będziecie go odwiedzać u Pani Hani to się do
          Was przekona,pozdrawiam
    • mary4 Re: dokocenie -pomocy 26.08.10, 08:47
      byliśmy wczoraj, kocio uciekał, ciekawsko wychodził i zwiewał... nas
      powąchał i pacał łapką u P. Hanki na rękach prawie anioł,
      zastanawiam sie czy poprostu nas żle nie kojarzy...
      myśle sobie ze najafajniej by było jak by mial dom z osoba
      niepracujaca mogaca z nim spedzać wiele czasu, bo dużo go potrzebuje
      i przestrzeni...
      szkoda że nie wyszło u nas bo miał by jak w niebie i opiekę i
      wyjscie w dowolnym momęcie, a kolejna szkoda ze Gdańsk Zaspa jest
      kawałek od nas, bedziemy, zdecydowaliśmy odwiedzać p. Hanke co kilka
      dni tak do okolo miesiąca zobaczymy co będzie... jeśli nie u nas to
      bede wspomagac finansowo... tyle mogę,
      poprostu trafił nam sie trudny przypadek i to wycie... i nie
      jedzenie... reszte byśmy przetrzymali i oswoili.... bo było jak u
      innych dziczków
      (moja mama jak zyła to miała dar zjednywania zwierząt, pies i jej
      kot byli w niej zakochani bo była ciepliwa i miała czas zawsze -
      moge jedynie po wspominać)
    • nomya Re: dokocenie -pomocy 26.08.10, 09:10
      Mary jak czytam Twój wątek, to jakbym o naszym Tenorku czytała. Przeszliśmy z
      nim przez piekło. Po adopcji tak niemiłosiernie płakał przez całe 3 noce, że ze
      skóry wychodziliśmy. A Ty myślisz, że dlaczego ma takie a nie inne imię? big_grin Na
      głowach stawaliśmy, żeby przestał. Jego opiekunka tymczasowa dopiero wtedy nam
      powiedziała, że Tenek już raz z adopcji wrócił po 2 dniach właśnie z tego
      powodu. My wytrzymaliśmy, bo mieliśmy nadzieję, że to minie. Mało tego, że
      płakał niemiłosiernie, to jeszcze rzucały się oba na szyby okienne, chciały
      uciekać uncertain Bałam się, że mi okna powybijają. Tenek syczał na nas, a Szimpek
      podłapał od Tenka płacz i drugiej i trzeciej nocy dołączył do Tenka, wyobraź
      sobie, że przez ten czas oka nie zmrużyliśmy, bo się nie dało. Dużo mi dało
      wsparcie dziewczyn na tym forum, które właśnie pisały, że potrzebny jest czas,
      że to się skończy. Faktycznie tak się stało, czwartej nocy jakby ręką odjął,
      koty ucichły, a my wreszcie wyspaliśmy się. Na Twoim miejscu dałabym szansę
      kociakowi i wzięła go jednak z powrotem do domu. Jemu się nic od stresu nie
      stanie, tylko Wam potrzeba cierpliwości. Trzymam kciuki za Was.
      • mary4 Re: dokocenie -pomocy 26.08.10, 13:40
        jeny,
        nomya, czemu tak późno mi o tym napisałaś?
        kurcze,,,
        nie wiem czy maz się zgodzi na ponowny jego powrót... do tego to
        jego nie jedzenie...
        i tańce przy opiekunce...
        możliwe że spanikwałam ale mąz jakos nie bardzo mial siłe i w sumie
        obwinial mnie za wrzaskuna...
        jest mi z tym zle...
        tak naprawde zostałam z problemem i decyzjami sama, bije sie z
        myślami cały czas...
        juz nic nie wiem...
        • nomya Re: dokocenie -pomocy 26.08.10, 14:17
          mary4 napisałam teraz, bo w sumie wcześniej nie miałam czasu doczytać o co
          konkretnie chodzi, ale jak już doczytałam, to wypisz wymaluj bliźniacza sytuacja
          do mojej. Przekonaj męża i jedźcie po kociaka, dajcie mu szansę. On naprawdę
          przestanie płakać i zacznie jeść! Nie martw się jego wrzaskami, to po prostu
          drugi Tenorek wink Kupcie sobie na noc stopery do uszu i dacie jakoś radę. Ja
          uważam, że Twoja historia skończy się jak u mnie smile
        • nomya Re: dokocenie -pomocy 26.08.10, 14:29
          Acha, dodam jeszcze, że u nas sytuacja była taka, że jednak mąż mnie wspierał i
          razem zdecydowaliśmy się, że damy kociakom tydzień. Jeśliby przez tydzień nadal
          wył faktycznie nie dalibyśmy rady dłużej tego znieść. Pomijam fakt, że mieszkamy
          w bloku i po prostu przygotowani byliśmy na skargi sąsiadów, a co się z tym
          wiąże wizytę kogoś z administracji. Dosłownie w głowie miałam ułożone
          wytłumaczenie kociaków, że mamy problem z aklimatyzacją itp. uncertain Naprawdę warto
          dać kociakowi szansę, tym bardziej, że on rokuje na miziaka- przywiązany jest po
          prostu póki co do opiekunki i potrzebuje czasu, by się oswoić do Was.
            • mary4 Re: dokocenie -pomocy 31.08.10, 13:21
              w niedzielę byliśmy w odwiedzinach, wypilśmy kawkę poglaskaliśmy
              większośc kociej zalogi a rudaś hmm mało gościnny siedział w pokoju
              drugim na łóżku i nie miał dnia audjencji ;-(
              opiekunk ago złapał i na jej kolanach głaskałam
              maleńki postęp bo nie prychał...
              nakarmiłam rozbujnika szyną
              pojedziemy w tym tygodniu
              ehh
              aha na bieżaco na miau.pl w wątku Jumbaska wpisuje wrążenia z
              odwiedzin

              żle mi z tym...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka