kotapsota
18.09.10, 21:02
Dzień dobry.
Mam sąsiadów. W lipcu ich kot zaczął molestować mojego tygryska Misia i wydawać charakterystyczne dźwięki. Misio kastratek nie wiedział o co chodzi. Uświadomiłam sąsiadów, że to kotka i na pewno ma rujkę (moja Misia tak śpiewała). Oni byli święcie przekonani, że to kot. No trudno. Po pewnym czasie "kot" zrobił się grubszy, no i sąsiad przyznał mi rację. Sama nie miałam nigdy małych kociąt, bo moje koty zawsze były kastrowane. Nie mam więc doświadczenia. Ale z pewną niecierpliwością i ciekawością czekałam aż pojawi się kotka z małymi. Dziś zapytałam córkę sąsiadów, czy już są małe kotki (bo czarnej koteczki od paru dni nie widać na podwórku). I okazuje się, że kotka dwa tygodnie temu zniknęła i nie ma jej. Chciałam pocieszyć dziewczynkę i powiedziałam, że na pewno kocica znalazła sobie miejsce i teraz opiekuje się małymi i niedługo przyjdzie z maluchami pochwalić się gospodarzom. Ale tak naprawdę bardzo się zmartwiłam i cały czas myślę o tej koteczce. Czy ona da sobie radę? Czy wykarmi maluchy. Gdzie ona może być? Jest mi bardzo smutno. Dlatego zapytuję, czy jest możliwe, że ona jednak przyjdzie? Sama straciłam koteczkę w tym roku-była chora na serce i nie wytrzymała upałów i też była taka sama czarna. Trudno mi wtrącać się do sąsiadów-to cala rodzina z czwórką dzieci, mogą poczuć się urażeni...
Pozdrawiam
Joanna z Misiem