mrumigawki
08.10.10, 17:26
Tosia.
Niewidzialny Kot. Niemy krzyk o ocalenie zza dzwiękoszczelnej szyby. Starch i niepokój w oczach zasłonięty czarnymi okularami. Wielkie serce zamaskowane drżeniem łap i udawaną wrogą przez niepewność mimiką. I ta nieustanna chęć zniknięcia przed człowiekiem, kierowana wspomieniem o krzywdzie wyrządzonej przez współpracę człowieka i losu. Kulenie się, przeobrażanie się w ślimaka, bojaźliwość silniejsza jest bowiem od miłości jaką kryje i maskuje w sobie Tosia. Nagle Kot kamienieje, traci zwinność i atlentyczność kociego ciała, kiedy widzi człowieka, wciska się w kąt szafy, bezpiecznego azylu niedostępnego człowiekowi, wypowida cicho zaklęcie: chcę zniknąć, używa magii, by stać się niewidzialną. I...chwilę potem - wystaczy jednej przyjazny dotyk zmierzwionego naznaczonego wiekiem futra, a zatrzymuje się czas, Tosia na moment zapomina o tym, że trzeba się bać, zapomina o tym co złe, zamyka oczy, przestaje drżeć. Choć wciąż czujna, wciśnięta w kąt szafy, wyraźnie czuje szczęście, nie boi się, na chwilę burzy mur nieufości. To piękna chwila móc głaskać Tosię i dostrzec, że ścisnięta z niepewności piąsta rozluźnia się, tak jakby ufała. Jest pięknie, ale to nie bajka. Ktoś inny nadchodzi, patrzy w stronę tego Kota, przecież teraz Tosia przestała być niewidzialna dla innych, trzeba uciekać, schować się, zniknąć, powraca przerażenie. Nieuzauważalnie przemyka po schronisku, froteruje kąty pod półkami, smutna opiera się o ścianę na niepewnych łapach, albo tkwi zamyślona w koszyku na dnie szafy. Niewidzialny Kot. Dzwiękoszczelna szyba. Ciemne okularny. Drżenie łap. Następny dzień, następny miesiąć, następna kartka z kalendarza, a schronisko nieprzerwanie jest domem. Tosia, uosobienie niegasnącego Oczekiwania na szansę, miłość, dom, na ocalenie przed samotnością. Odzwierciedlenie niekończącej się nadziei, że nadejdzie Ten dzień, kiedy zakończy się czekanie na normalne życie na kanapie. Osamotniony, nieszczęśliwy Kot, czekający na słońce po burzy.
Tosia, stworzenie normalne, a pominięte, jak gdyby bojaźliwość dodała jej kolców na futrze. Jeśli już zostanie dostrzeżona przez człowieka, nie zniknie na czas i pokaże się, i tak jej kolce wywołują u niego niechęć do niej. Przepraszam, tej nie chcę, chcę kota, który potrafi kochać. Ot, zwykły kot patrzący na świat tylko jednym okiem, z kolcami, będącymi wyznacznikiem starchu kota przed złem. I odchodzą do swoich światów, i człowiek, i Kot - ten z kolcami. I tym razem nie doceniono uroku Tosi, Kota, który chciałby stać się różą. Żeby stać się różą, Tosia potrzebuje niewiele. Cierpliwość. Miłość. Oddanie. Poświęcenie. Czas. I cztery ściany. Kanapa. Kuchnia. Dywan. A przede wszystkim otwarte dla niej drzwi serca. I róża zakwintnie, przeobrazi się w Kota, który ufa i kocha bezgranicznie. Tosia na to zasługuje.
Nie wiemy, czy mieć nadzieję na Ten dzień, kiedy przyjdziemy do schroniska i nieznastaniemy Jej w szafie, smutnie i przestarszonej, a dowiemy się, że ktoś Dobry i Odpowiedzialny otworzył dla niej Drzwi Swojego Serca.
Jednak trzeba wierzyć, próbować. Dla Tosi.
misia-wera@wp.pl