wiesia.and.company
19.01.11, 20:44
W ciągu miesiąca guz zamienił się w wielkie guzy. Nie są nowotworowe na szczęście, ale są bardzo rozlane. Teraz są po obu stronach pyszczka i szyi. Kubuś wygląda jakby miał założoną oponę na szyję pod brodą. Po trzech tygodniach od pierwszego USG miał zrobione następne USG, które wykazało wielki rozrost torbieli. Z 2,3 cm jeden guz zmienił się w 5,4 cm potwora do którego przylegają jeszcze dwie duże cysty. Po drugiej stronie też jest teraz to samo, naciek się bardzo powiększył. Umierałam ze strachu przed USG w zeszłym tygodniu, bo miało ono pokazać czy guzy w ogóle są operacyjne, czy nie da się nawet operować. Konsultowali Kubusia równocześnie dwaj lekarze, bardzo dobry lekarz podjął się operacji. Nie było wolnego terminu dlatego jutro, chociaż już w sobotę panikowałam, że guzy go uduszą.
Guzy przylegają do tarczycy, zaciskają się na tchawicy, przełyku, krtani. Kubuś oddycha bardzo głośno z sapaniem, a wydech ma jakby z trudem wyciskało się z niego powietrze. Je.
Na całe szczęście. Zachowuje się normalnie, tylko dużo śpi, bo ogranicza ruch, żeby nie przyspieszać oddechu. Umieram ze strachu, co będzie jutro, czy operacja okaże się możliwa, bo jeśli nie da się wyodrębnić tych guzów... Lekarze mi powiedzieli (bo dwóch asystuje ostatnio przy badaniach Kubusia, nawet ostatnio nie wzięli opłaty za wizytę), że jest to bardzo trudna operacja ze względu na małe pole operacyjne (cienka szyja) za to bardzo trudne miejsce, bo mocno unerwione, z żyłami i tętnicami, krtanią, przełykiem, tchawicą, tarczycą, śliniankami usznymi, podżuchwowymi - Kubusiowi te guzy zachodzą od środka szyi aż na wysokość ucha, bardzo są rozlane po obu stronach. Umieram ze strachu, ale to jest jedyna możliwość, żeby Kubusia uratować od śmierci przez uduszenie. Bardzo bardzo się boję.
Ale to nasza jedyna szansa. Trzymajcie kciuki jutro!