Smutno mi...

10.10.11, 10:06
Wczoraj wieczorem wracalem do domu. W pewniej chwili zauwazylem cos bialego kotlujacego sie na poboczu drogi. Po chwili to cos okazalo sie dwojka bialych kotow.. Zwolnilem grubo ponizej dopuszczalnej predkosci (w terenie zabudowanym) i juz je mijalem gdy jeden z nich wbiegl mi pod tylnie kolo sad Nic nie moglem zrobic.. strasznie mi jest przykro.. Jeszcze nigdy mi sie cos takiego nie przytrafilo i mialem nadzieje, ze mi sie nie przytrafi..
    • wadera3 Re: Smutno mi... 10.10.11, 10:53
      No, bardzo to przykre, współczuję emocji.
      • hanka20074 Re: Smutno mi... 10.10.11, 11:37
        Współczuje bardzo. Mój mąż też ma na "sumieniu" życie małego kociaczka który razem z matką wygrzewał się pod maską naszego auta.
        Któregoś dnia M odpalił silnik nie zdając sobie sprawy że nie jest sam. Nie zapomnę widoku tego maluszka. Chłop mój odchorował to bardzo. Pierwszy raz widziałam łzy w jego oczachsad
        • 0ffka Re: Smutno mi... 10.10.11, 15:33
          <*>
          Bardzo mi przykro, ale to zdarza się wszystkim kierowcom.
          Mojemu znajomemu raz sarna wybiegła pod samochód i nic nie mógł zrobić... tylko ją później ściągnąć na pobocze drogi. Była martwa.
          Drugim razem niechcący przejechał po swoim ukochanym psie, ale nic groźnego nie stało się. Jakiś czas piesek kulał. Był z nim u weta.
          Facet ma pecha. Strasznie przeżywał i winił siebie za te dwa makabryczne wypadki.
          • pi.asia Re: Smutno mi... 10.10.11, 18:38
            Kontik, nie jesteś sam.
            Mnie też kiedyś kot wbiegł pod samochód - tzn. ja jechałam jako pasażer. Kierowca nic nie mógł zrobić - zwierzak po prostu w pełnym pędzie wyprysnął zza krzaka idealnie pod koła... Uczucie koszmarne, poczucie winy, wstyd, żal, bezsilność, wyrzuty sumienia. I tylko westchnienie - niech mu tam będzie dobrze za Tęczowym Mostem.
            I nie wytłumaczysz sobie, że tak miało być. Że nie chciałem.
            Do rozżalonego umysłu i serca nie trafiają żadne racjonalne argumenty.
            A wiesz dlaczego?
            Bo w takich sytuacjach dotkliwie czujemy (choć nie zawsze sobie to uświadamiamy!) , że jesteśmy narzędziem w rękach jakiejś Siły Wyższej.
            Czasem ta Siła Wyższa stawia nam na drodze zamorzoną kocią bidę do uratowania. I wtedy możemy zrobić coś dobrego i poczuć się na świecie odrobinę lepiej.
            Ale czasem niestety sprawdza, czy mimowolne odebranie życia zwierzęciu budzi w nas emocje. I jakie to są emocje. I uczy nas radzić sobie z nimi.
            Tak sobie to tłumaczę, w sposób może egzaltowany, może wydumany, może śmieszny...
    • beata197112 Re: Smutno mi... 10.10.11, 19:13
      Bardzo to przykre.Nie zazdroszczę Ci złych myśli.
      Taka sytuacja może zdażyć się najlepszemu kierowcy.Nie obwiniaj się bo reakcje zwierząt nie zawsze są przewidywalne.
      Moja znajoma - super odpowiedzialna kobieta- potrąciła własnego wnusia.
    • echtom Re: Smutno mi... 10.10.11, 21:02
      Smutne, współczuję bardzo, ale jak wszyscy wyżej piszą, może się zdarzyć każdemu i żadnej winy w tym nie ma. Dorota Sumińska opisuje w autobiografii, jak wyjeżdżając z podwórka przejechała własną ukochaną kotkę.
      • macarthur Re: Smutno mi... 10.10.11, 23:35
        kiedyś jechałem polną drogą i kot wbiegł mi pod koła ale miałem świadomość że to pole i zjechałem do rowu - kot przeżył i ja też ale po prostu miałem więcej szczęścia i kot też - w mieście nie zaryzykowałbym takiego manewru i zapewne
        jeden z nas by nie przeżył więc rozumiem i współczuję
    • olinka20 Re: Smutno mi... 10.10.11, 23:45
      Koty, niestety, maja taki głupi nawyk wbiegania pod koła.
      Bardzo mi przykro, ze cie to spotkało.
      • mitta Re: Smutno mi... 11.10.11, 19:53
        Może to nie o nawyk chodzi, bo koty raczej boją się samochodów. Ale zaobserwowałam, że jak są zajęte jakąś gonitwą, polowaniem to świata nie widzą, na nic nie zważają. Tak, niestety, zginęła moje Rodzynka sad
        • 3-mamuska Re: Smutno mi... 12.10.11, 00:56
          Strasznie przykre,ale niestety tak czasem bywa.
          Myslmy kiedys szli taka polna droga i wystraszylismy pieska,ktory wybiegl z krzakow prosto pod kola samochodu na trasie szybiekgo ruchu Wroclaw-Warszawa,to byl pis sasiadow bal sie ludzi,gdy nas uslyszal ze strachu uciekl,nie dalo sie nic zrobic,tylko odniesc do do domu,to znaczy moj maz to zrobil ja nie bylam w stanie podejsc do niego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja