Sterylka, czyli akcja marzec

25.02.12, 22:02
Piszę w dwóch sprawach:
1. aby podzielić się swoimi doświadczeniami,
2. aby podzielić się obawami (również swoimi).

Ad.1
Kastrowałam trzech chłopaków. Dwa załatwiłam "hurtem" - bliźniaki z jednego miotu, wiek 8 miesięcy, termin kastracji uzależniony był od osiągnięcia przez chłopaków dojrzałości płciowej (zalecenie weterynarza). Zabieg został przeprowadzony po zarejestrowaniu przez mój czuły nos ostrego zapachu z kuwety. wink
Trzeci kocurek został poddany zabiegowi w wieku 12 miesięcy. Wcześniej nie pozwalał na to jego stan zdrowia - bardzo chorował, był na sterydach, antybiotykach, miał za słaby organizm, istniało zbyt duże ryzyko.

Żaden z kocurów nie ma problemów zdrowotnych.
Rudi jest masywny i grubokościsty (typ "mięśniaka"), Maniutek wyższy i dłuższy, taka "sznurówka". wink Obaj kastrowani byli jako pierwsi.
Kuzco ma skłonności do nadwagi. Kastrowany później.

Równocześnie nikt mi nie wmówi, że kastrowanie/sterylizowanie kilkutygodniowego kocięcia nie odbija się na jego rozwoju.

Ad.2
Jestem umówiona na sterylizację dwóch moich panien. Również swojego czasu otrzymałam informację od weterynarza o najdogodniejszym terminie zabiegu najwcześniej po pierwszej rujce.
Przedsięwzięcie opóźniło się z powodu nagłych zmian w moim życiu, które związane były z deficytem wolnego czasu i gotówki.
Ale ad rem.
Teraz Iwa i Lara mają skończone 2 lata, są zdrowe i już nie mam wymówek. Oczywiście zaczynam się powoli stresować. sad
Zabiegi mają mieć miejsce w marcowy czwartek - na ów czwartek i piątek planuję urlop. Psychicznie nastawiam się na głodówkę kotek PRZED, mam już kubraczki...
Proszę, powiedzcie mi, na jakie niepożądane reakcje kocich organizmów PO powinnam się przygotować. Oczywiście nie wspomniane na tym forum.
Wolę wiedzieć zawczasu, żeby potem nie zejść na zawał.
Nigdy wcześniej nie sterylizowałam kotki, bardzo kocham moje dziewczyny, więc proszę o wyrozumiałość dla mojej paniki.
Każde dobre słowo w cenie.

(No i nie mówiłam, że będę trząść portkami? Nie mówiłam?...)
    • wadera3 Re: Sterylka, czyli akcja marzec 25.02.12, 22:29
      Bezpośrednio po zabiegu(znaczy już w domu) kotka powinna mieć dużo spokoju i ciepła. Więcej nie trzeba, nieraz zdarzy się że kot wymiotuje, ale nie jest to jakieś straszne wydarzenie.
      Moje kotki na szczęście były ograniczone kaftanikami, więc o skakaniu i lizaniu brzucha nie było mowy.
      Mamba( sterylka niecały miesiąc temu) praktycznie prawie się nie ruszała, na kanapę wkładaliśmy ją i zdejmowaliśmy, do kuwety chodziła w kaftanie noga za nogą, potem czekała aż położy się ją znów na kanapie, jadła prawie na leżącosmile
      Podobno niektóre kotki próbują skakać mimo kaftaników, więc tego trzeba pilnować, poza tym spoko - dasz radę.
      • pi.asia Re: Sterylka, czyli akcja marzec 25.02.12, 22:55
        Duszka była sterylizowana na kilka godzin przed pierwszą rujką. Dosłownie! Rano usłyszałam charakterystyczne miiaaaaueuuaaau i wieczorem poszła na stół. Wetka orzekła, że moment trafiony był idealnie - kotka w pełni dojrzała. Następnej nocy już bym nie przespała w ciszy i spokoju.
        Problemów pooperacyjnych nie miałam z nią absolutnie żadnych. Pilnowałam tylko żeby nie skakała (taaaa... upilnujesz kota....). Zagoiło się jak na kocie wink

        U Fraszki przegapiłam początek rujki. Jak się zorientowałam to już miałam śpiewy operowe. W ruch poszły tabletki na wyciszenie i po paru dniach sterylka. I Fraszka bardzo ciężko zniosła operację. Przez cztery dni prawie się nie ruszała z brodzika w łazience (emaliowany metal, zimny), nie chciała leżeć na ręczniku który jej dawałam, najwyraźniej chłód przynosił jej ulgę. Do kuwety szła z płaczem, ale szła.
        O ile Duszkę nosiłam na zastrzyki do wetki, o tyle do Fraszki musiała wetka przychodzić, bo kicia nie pozwalała się ruszyć ani wziąć na ręce - nie to że gryzła czy drapała, ale rozpaczliwie płakała z bólu.
        Nie wiem, czy to kwestia szczególnej nadwrażliwości na ból, czy jakiegoś błędu podczas zabiegu, czy wpływ miały hormony podawane przed sterylką.

        Zresztą oba moje kastrowane psy zachowywały się też diametralnie różnie. Supeł parę godzin po operacji wyszedł na spacer na własnych trzech łapach, a Kłopota przez miesiąc nosiłam na rękach i karmiłam pyralginą.
    • andy3458 Re: Sterylka, czyli akcja marzec 25.02.12, 22:56
      Wiem co to znaczy , chociaż facet jestem ąle przeżywałem jak stonka wykopki. Wiadomo że to jest jakiś ból dla kotki - ale po znieczuleniu - wierz mi że Kcia nic nie czuła przez ok. 3 godz. była nie do życia. Po prostu spała i tyle. Jak ją odebrałem od weta to jeszcze w domu była pijana. wieczorem - normalnie zjadła mokrą karmę, zaczęła się przytulać , a następnego dnia szalała jak zawsze. Nie pozwalaliśmy jej skakać- była w "kaftaniku" ,a po 2-3 dniach nawet wetka kóra przyszła do nas na kontrol( sąsiadka) pozwoliła to wszystko zdjąć. Stres jest na pewno i będzie - to normalka, ale na 100% będzie ok. Trzymam kciuki. Daj znać jak będzie już po...
      • jottka Re: Sterylka, czyli akcja marzec 25.02.12, 23:30
        to są dwie kotki, więc ja bym na wszelki wypadek zapewniła sobie pomoc kogoś jeszcze (choćby na telefon, żeby w razie czego mógł ten ktoś od razu podjechać, ale lepiej żeby na początku po odbiorze kotek był z tobą). przy czym przemawia przeze mnie doświadczenie z okazji kocura - w klinice spał grzecznie, w domu natychmiast sie zbudził i dostał szału.

        nic to że jeszcze był trzepnięty narkozą (choć odebrałam wybudzonego), łapki się gięły, nosem walił o ziemię, ale latał po całym mieszkaniu, a ja za nim na czworakach, podkładając ręce pod buźkę, żeby sobie krzywdy nie zrobił. przez półtorej godzinysad część kotów w ten sposób szybciej pozbywa się z organizmu resztek narkozy, metoda przez ruch jest dobra, tylko trochę upiorna dla otoczeniasmile no więc druga osoba przy dwóch kotach bywa przydatna, zwłaszcza jeśli kot wymiotuje albo ma jakieś inne uciążliwe objawy.

        natomiast przy kocicy jedynym problemem było zdjęcie-wreszcie-tego-cholernego-kubraczka! pół godziny w kubraku wytrzymała, acz pracowała nad nim dzielnie, w końcu nie wiem jakim cudem do połowy się z niego wyzwoliła, no to jej już pomogłam. maggie się ucieszyła, wylizała, po czym poszła uprawiać ulubiony sport pt. skok wzwyż na ścianęsad usiłowałam przeszkodzić, ile zdołałam, ale niewiele. rozłożony specjalnie materac, miętkie koce i podkłady schowałam po godzinie, bo kompletnie bez sensu były..
        • salimis Re: Sterylka, czyli akcja marzec 26.02.12, 08:59
          lauralay napisała :
          CytatProszę, powiedzcie mi, na jakie niepożądane reakcje kocich organizmów PO powinnam się przygotować. Oczywiście nie wspomniane na tym forum.
          Wolę wiedzieć zawczasu, żeby potem nie zejść na zawał.


          Uczulenie na szwy ?
          Poza tym dobrze byłoby kotki umieścić w dwóch transporterkach,nie zrobią sobie krzywdy nawzajem.
    • elzet58 Re: Sterylka, czyli akcja marzec 26.02.12, 09:55
      A po co Tobie kubraczki. Nasza miała sterylizację przeprowadzoną metodą nazywaną - cięcie boczne zażebrowe. Tak nazwała to wet. W efekcie na boku kotka miała nacięcie długości ok. 2 cm, które dobrze się goiło i niepotrzebne były żadne kubraczki itp. Zabieg był po południu. Do wieczora kotka była otumaniona. W nocy zaczęła dochodzić do siebie i trzeba było ją pilnować, aby nie skakała. Nie jest to łatwe. Następnego dnia funkcjonowała prawie normalnie. Przez kilka dni było widać (jak skakała), że odczuwa wewnętrzny ból. Istotne jest, aby po zabiegu zapewnić kotkom ciepłe, zaciemnione miejsce. Nasza weszła pod kołdrę. Wynika to podobno z nadwrażliwości na światło (źrenica po narkozie nie funkcjonuje tak dobrze jak u zdrowego kota). Przez kilka dni interesowała się też fragmentem skóry pozbawionym sierści. Ale szybko to minęło. Po jakimś czasie na boku wyrosła nowa sierść i kotka jest jak nowa.
      • wadera3 Re: Sterylka, czyli akcja marzec 26.02.12, 10:38
        elzet58 napisał:

        > A po co Tobie kubraczki.


        Nawet jeśli kotka nie interesuje się szwami, to kubraczki na ogół zmniejszają chęć do skoków, które są dla zwierzęcia z raną na brzuchu, czy boku, niebezpieczne.
        No i nie każdy gabinet robi sterylki metodą małego cięcia, bo i nie u każdej kotki można to wykonać.
        W moim przypadku, pomijając to, że kotka próbowała lizać ranę, a koci język jest jak tarka, więc rozdrażnia miejsce zszycia, bałam się, że w nocy kotka zacznie ciągnąc za szew i się "rozpruje".
        Skoki z raną, czy świeżym zrostem mogą powodować również przepukliny(i w efekcie konieczność następnego zabiegu).
        Wyznaję zasadę, że "strzeżonego pan bóg" itd.
        Nie czułabym się na siłach, żeby przez 24 godziny na dobę, mieć kotkę na oku.
        • lauralay Re: Sterylka, czyli akcja marzec 26.02.12, 13:05
          Wielkie dzięki za rady smile
          • mysiulek08 Re: Sterylka, czyli akcja marzec 26.02.12, 16:20
            U Kici zabieg i rekonwalescencja przebiegly bez komplikacji wiec tu nic nie doradze. Ale moze poprawie Ci nastroj w ten sposob smile

            Najwiekszego fiola na punkcie Kici ma MD, z wzajemnoscia zreszta smile Wiadomym bylo, ze sterylka bedzie bo musi byc. Zaczelo sie wiec szukanie info o lokalnych wetach, choc juz wtedy mielismy 'swoja' lecznice, glownie pod katem sterylek laparoskopowych aby zmniejszyc stres i Kici i MD smile. Wetka ze trzy razy powtarzala, ze nikt z wetow takich zabiegow w Chile nie wykonuje, ale MD w kolko swoje. W koncu zabieg umowiony u 'naszej'wetki. Oczywiscie zanim w ogole do niej pierwszy raz trafilismy bylo duzo sprawdzania tongue_out
            Na polowe czerwca smile Lokalni weci zalecaja wczesne sterylki. MD co tydzien termin przekladal bo nie mogl sie pogodzic z mysla, ze jego Kicia bedzie cieta i ze bedzie caly dzien poza domem. W koncu jakos udalo sie go przekonac, ze jednak jest to mniejsze zlo niz rujki i pozniejsze problemy zdrowotne.
            Nadszedl w koncu TEN dzien. MD nie spal cala noc, biegal do lazienki i trzeba bylo zaaplikowac jakies srodki uspokajajace smile Kicia na glodzie tongue_out Wizyta umowiona na 11.30.

            MD to facet z gatunkow wrazliwcow co to na widok chocby kropli krwi czy wszelkich zabiegow medycznych mdleja. Ale nie opuscil Kici ani gdy lapy miala golone, ani gdy podawana narkoze, zreszta dwa razy, bo zasnac nie chciala.
            Wetka niemal sila wyrzucila nas z gabinetu, bo nawet na sale operacyjna chcielismy isc smile Kicie mielismy odebrac wybudzona albo poznym wieczorem, albo na dzien nastepny. Wetka byla niechetna bysmy czekali w poczekalni, wiec z trudem wyciagnelam MD. Nie bylo mowy o powrocie do domu, mieszkamy pod miastem, dosc daleko od lecznicy a przeciez mogli w kazdej chwili zadzwonic aby przyjechac bo cos tam.

            Obeszlismy pobliskie centrum handlowe, wypilismy kilka herbat w kawiarni itp. W miedzy czasie MD dzwonil kilka razy do lecznicy a do nas co pol godziny Starszy, ktory nie mogl w ten dzien miec dnia wolnego.

            O 17 (dluzej MD nie wytrzymal) pojechalismy do lecznicy. Zastalismy inna wetke i praktykanta. MD koniecznie chcial Kicie zobaczyc, pomimo protestow personelu.
            I jak zobaczyl, ze jego Kicia lezy bezwladna w kontenerku, w zimnym, ciemnym pomieszczeniu, tuz obok sali operacyjnej (lipiec, zima, lokalne budownictwo nie przewiduje ogrzewania, lecznica w domku) natychmiast chcial ja zabrac. Bez czekania na wybudzenie do konca. Ledwo udalo mu sie wybrac numer do wetki, tak mu sie rece trzesly, zeby mu Kicie wydali. A jak zobaczyl, ze ta biedna, wymeczona narkoza Kicia niemal nie pogryzla praktykanta, ktory jej kocyk poprawial to juz w ogole nie bylo o czym mowic.

            Ciezko tez bylo przekonac, ze jednak w samochodzie bedzie Kici lepiej w transporterku niz na jego kolanach smile Jakos do domu dojechalismy. Starszy ciagle dzwonil smile
            Transporterek z Kicia postawiony w sypialni MD, wlaczone na full dwa olejowe kaloryferki, bo Kicia musi miec cieplo, a troche sie trzesla. Zaczela odzyskiwac swiadomosc okolo 20. Jak wypezla z kontenerka, to MD wzial ja na lozko, przykryl kocykiem i lezal przy niej przez caly wieczor i cala noc. Mowil i glaskal. Zreszta nie spalam i ja, nie spal Starszy.
            Na nastepny dzien bylo juz lepiej, Kicia zjadla troche specjalnego paszteciku, MD ciagle jej ani na krok nie odstepowal, ale antybiotyk i piguly p/zapalne to ja musialam aplikowac. Podobnie jak pozniej przemywac szew.

            No co bylo poradzic, pomimo tego, ze tez mialam niezle nerwy musialam byc ta 'silna baba' bo dwa chlopy stracily glowe kompletnie smile

            Trzymaj sie Llauralay, bedzie dobrze smile
            • lauralay Re: Sterylka, czyli akcja marzec 26.02.12, 22:22
              Dzięki wielkie smile

              MD cudowny smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja