kusama
20.05.12, 03:52
Wpadł mi do mieszkania szerszeń. Wielkie bzyczące fruwadło. Koty biegały za nim baaaardzo zaaferowane, machały łapami i kłapały zębiskami jak podczas polowania na inne, bardziej bezpieczne owady, ale kiedy szerszeń był tuż tuż albo wręcz między nimi - to się cofały. Bały się go, ale polowały zawzięcie. Jednak widziałam, że były bardzo ostrożne.
I dobrze, bo o nieszczęście wcale nie trudno. Pomyślałam, że gdyby mnie nie było w domu, to polowanie mogło się powieść i celnie pacnięty łapą szerszeń mógł grzmotnąć o glebę. Strach pomyśleć, jak mogłaby się taka przygoda skończyć, wszak szerszeń ma żądło jak "mały cygan nogę". Owada udało mi się wygonić i mam nadzieję, że to tylko jednorazowa przygoda.
Już wolę jak sobie polują na pająki
pzdr