mitta
24.05.12, 14:47
Pamiętacie moją Rodzyncię, która zginęła pod kołami? A więc wtedy zbudowałam wolierę i moje kitki całe lato i jesień chodziły tam na wybieg. Może nie były zachwycone, ale za to bezpieczne. A zimą było za zimno i zaczęłam kity wypuszczać samopas, bo i tak szybko wracały po załatwieniu swoich spraw. Minęła zima i tak jakoś zostało - woliera pusta, a kity luzem.
Aż stało się! We wtorek Bliźniaczka nie wróciła. Czekałam, nawoływałam cały wieczór, poszłam spać o drugiej licząc, że nad ranem wróci. W środę wczesnym rankiem objechałam wszystkie ulice, dróżki i główne drogi w zasięgu kilku kilometrów. Chyba nie przeżyłabym, gdyby tam leżała rozjechana, na szczęście nie znalazłam. Zaświtała mi iskierka nadziei, ale szybko zgasła. Bo dotarło do mnie, że ona się nie zgubiła - jeżeli ktoś zna nasze osiedle, jak własną kieszeń, to jest to właśnie moja Bliźniaczka, łowczyni, spryciara, kot nad koty. A więc musiało jej się coś złego przytrafić. Cała rodzina zmartwiona, ja nie jadłam, nie spałam, ryczałam. Zamieściłam kilkadziesiąt ogłoszeń na różnych internetowych stronach prosząc o jakąkolwiek wiadomość, także najgorszą. I nic.
Chciałam nawet napisać na nasz zakątek, aby Barbra mnie z niego wywaliła za brak odpowiedzialności.
Dzisiaj o 5.40 usłyszałam głośne "mrau" pod drzwiami tarsowymi sypialni. Wróciła

powsinoga jedna. Pobudziłam całą rodzinę i mieliśmy nad ranem święto. Zżarła trzy saszetki i stanęła pod drzwiami gotowa do wyjścia!!! O, nie. Od dzisiaj szlaban!
Dostałam nauczkę i ostrzeżenie - może ostatnie, może tam na górze już się wyczerpała cierpliwość, bo u mnie, jak trwoga, to do Boga. Że też można tak strasznie kochać te głuptasy, a one to mają w głębokim poważaniu.
Oto uciekinierka
Już bezpieczne, mają domek z sypialnią i WC, ogród, trzy drzewa, zabawki, ale czy są szczęśliwe?