Nie wiem jak pomóc...

12.09.12, 21:14
Nie mam doświadczenia w pomaganiu bezdomnym kotom, poza podkarmianiem oczywiście. Mańka zabraliśmy szczęśliwie do domu, jednakże została jego mama, która znowu się okociła. Wet w lecznicy powiedziała że jak ją złapię to ją za darmo wysterylizuje, a maluchy niestety pośle za TM, ponieważ szkoda rozprzestrzeniać kocią biedę. Ale tam są oprócz buraski jeszcze dwa kotki - czarny i biało-czarny. Czarnulka napewno też kotka, ponieważ niedawno też miała małe, ale wszystkie poumierały. Wszystkie kiciunie mieszkają pod balkonami, gdzie dwie kobietki je dokarmiają. W zeszłym roku miały otwarte okienko w piwnicy ale w tym roku spółdzielnia pozakładała jakieś siatki, żeby kotki nie wchodziły. Nie wiem czy buraskę uda mi się złapać, ponoć pojawiła się tam dwa lata temu i łasiła się do wszystkich, więc chyba domowa była. Nie wiem też gdzie schowała swoje małe... Nie mam pojęcia jak to zrobić. Poza tym mam jeszcze dylematy - tu je dokarmiają a w schronisku koty nie mają lekko.
Jest jeszcze ojciec mojego Mańka - Maciuś. Kotek sklepowy, ponieważ o 6:00 jest pod sklepem a jak nie dostanie jedzonka to drapie łapką w szybę. Jemu też przydałoby się jakoś pomóc. Najlepszym rozwiązaniem byłoby gdybym wygrała w lotka i zabrała wszystkie koty do domu, ale to nierealne. Jak pomagacie takim biedakom?

www.afn.pl
    • wadera3 Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 21:21
      A skąd jesteś?
      • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 21:31
        Z Iławy, warmińsko-mazurskie
        • wadera3 Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 21:35
          Nie ma tam jakiejś fundacji, z której pożyczyłabyś klatkę łapkę?
          Inaczej dzikich kotów nie połapiesz, nawet nie próbuj.
          • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 21:46
            Fundacji nie ma, jest tylko schronisko. Czemu mam nie próbować? Może to naiwne pytanie ale nie wiem dlaczego. Maćka bez problemu mogę wziąć na ręce - karmię go od 2 lat (też biedaczysko wyrzucone z domu) a Buraska podchodzi i da się pogłaskać. Nie wiem tylko jak będzie teraz, kiedy ma małe. Czarna nie da się pogłaskać ale do jedzenia przyszła. Natomiast biało-czarna nawet nie podeszła.
            • mist3 Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 22:13
              Te, które dadzą się złapać na ręce, warto złapać (oczywiście nie nalezy zostawiać młodych bez mamy - warto zobaczyć, gdzie ona idzie po karmieniu - pewnie tam ma małe, o ile jeszcze są...) i wykastrować / wysterylizować. Co do dzikich kotek, które nie dadzą się pogłaskać, czy nawet nie podchodzą:
              1. może do tych karmicielek są bardziej ufne? warto z nimi porozmawiać i poprosić o pomoc
              2. można w większym mieście nawiązać kontakt z fundacją, która ma klatki łapki. Ponadto gminy czasem też takie klatki mają (moja mieścina niedawno się w taką wyposażyła) i powinny też mieć fundusze na kastrowanie zwierząt.

              Co do zabierania kotów do siebie:
              1. Każda z nas ma ten dylemat - nie da się zabrać wszystkich kotów do siebie ale warto próbować znaleźć im dom
              2. Ludzie chętniej biorą wysterylizowane kotki / wykastrowane kocury - można rozpuścić wici wśród znajomych (100% 'moich' kotek tak znalazło dom) - mieszkasz w niewielkim mieście, więc jest większe prawdopodobieństwo, że ktoś takiego kotka przygarnie. On nie musi być kotem domowym - jeśli ma tylko miejsce do spania (szopa, stodoła) jest to zawsze lepsze niż podwórko bez możliwości schronienia się
              3. Również ludzie na wsi chętniej (tak wynika z moich doświadczeń) biorą wykastrowane zwierzęta. Nawet jeśli jest to dziki / póldziki kot - można go wypuścić w stodole, dokarmiać i sobie na pewno poradzi.
              Oczywiście w punktach 2-3 warto sprawdzić dom. Ale ja mam naprawdę pozytywne doświadczenia - poprzez rozpuszczanie wieści wśród przyjaciół i znajomych można znaleźć świetnych ludzi. Niekoniecznie aż tak zakręconych jak ja na punkcie kota, ale po prostu dobrych porządnych ludzi... Można też zawiesić ogłoszenie w gabinecie wet (zresztą zaprzyjaźniony wet też może pomóc znaleźć dom dla kota) czy w jakimś miejscu, gdzie w Twoim mieście takie ogłoszenia się wiesza - choć oczywiście ta ostatnia metoda jest obarczona największym ryzykiem.
              Jeśli kotów nie da się wydać do nowych domów, to po pierwsze spółdzielnia powinna udostępnić jakieś jedno pomieszczenie dla kota (można się zobowiązać, że będzie się go utrzymywać w porządku i nie dopuści do rozmnażania się kotów). Można też zrobić domek dla kotów (np. na stronie www.fundacjazmienmyswiat.tarnow.pl jest 'przepis' na wykonanie takiego domku) - mniej lub bardziej (jeśli masz np. w rodzinie stolarza) wypasiony.
              Ważne żeby jednak wysterylizować te kotki (szczególnie kotki!) bo naprawdę szkoda ich i ich potomstwa...
            • wadera3 Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 22:32
              Zapytaj w schronisku o klatkę łapkę, a czemu nie próbować łapać "w ręce"?
              Bo całkiem co innego jest pogłaskanie, nawet przymilającego się kota, a nawet wzięcie go na moment na ręce, a co innego wsadzenie go do kontenera. Inaczej nie dostarczysz go do weta.
              Kot, który nigdy nie był w kontenerze na ogól nagle dostaje tysięcy pazurów i zębówwink
              Poczytaj sobie wątki o domowych kotach, których włożenie do transportera graniczy z cudem.
              A kot, który nie da się włożyć do transportera i ucieknie, już może więcej nie dać się dotknąć.
              Dla jasności - piszę tylko o kocie, który, jak twierdzisz, daje się wziąć na ręce.
              Kotki z młodymi, to inna historia i tych z pewnością inaczej niż do klatki łapki - nie złapiesz.
    • jarka63 Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 22:14
      Jeśli koty są w obecnym miejscu dokarmiane i bezpieczne, to można im przed zimą zrobić budki z kartonów, styropianu i folii.
      Po sterylizacji/kastracji koty trzeba gdzieś przetrzymać, żeby wydobrzały. Kocur szybko wraca do siebie,kotka powinna pozostać przez kilka dni w domu. Trzeba dysponować suchą piwnicą, garażem, itp.
      • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 22:24
        Akurat spółdzielnia udostępni pomieszczenie - chyba żart. Spółdzielnia właśnie uniemożliwiła im schowanie się w piwnicy i zawiesiła kartkę "zakaz dokarmiania kotów" - to tyle jeśli chodzi o spółdzielnię. Jeśli chodzi o wyłapanie kotów to mogę poprosić jedynie schronisko, ale los kotów będzie przesądzony.
        • jarka63 Re: Nie wiem jak pomóc... 12.09.12, 23:00
          Oj tam, zaraz spółdzielnia. Twoja piwnica czy garaż, Twoja lub znajomego, lub kogoś z rodziny. Chociaż owszem, są spółdzielnie, które udostępniają własne piwnice na kocie potrzeby.
          Wydaje mi się, że zakaz dokarmiania kotów jest sprzeczny ze znowelizowaną ustawą o ochronie zwierząt.
          • ajaksiowa Re: Nie wiem jak pomóc... 13.09.12, 08:14
            To że poprosisz schronisko o pomoc nie znaczy że oni te koty zatrzymają,w urzędach gminy są wydziały d.s.środowiska które powinny mieć klatki-łapki.
    • beverly1985 Re: Nie wiem jak pomóc... 13.09.12, 09:43
      Hmm, ja jestem w stanie wsadzic do transportera kazdego kota. Ostatecznie to kot, a nie dziki pies.
      • karple Re: Nie wiem jak pomóc... 13.09.12, 09:52
        beverly1985 napisała:

        > Hmm, ja jestem w stanie wsadzic do transportera kazdego kota. Ostatecznie to ko
        > t, a nie dziki pies.

        Oj chciałabym to zobaczyć.... Wybacz niedowirzanie, ale moja Niulka, mimo że z nami od 5 lat dostaje ataku szału na sam widok transportera.... Z małego ślicznego kotecka przeistacza się w dziką, wściekłą bestię big_grin Ja jakoś radze sobie podstępem, ale kotoś obcy mógłby przypłacić to podrapaniem facjaty i ostrym pogryzieniem, więc sorki ale kot obcy który tylko daje się pogłaskać może różnie zareagować na nową stresującą sytuację....
      • wadera3 Re: Nie wiem jak pomóc... 13.09.12, 10:18
        Szczerze? wolałabym musieć wsadzać do transportera dzikiego psa, niż niechętnego transporterowi kotasmile
        Moje własne nieraz muszę zawinąć w mumijkę, jeśli akurat nie mają ochoty na transporter.
        • schiraz Re: Nie wiem jak pomóc... 13.09.12, 10:30
          Beverly a o co byś się założyła, że nie każdego? Łatka do transportera wsadza dwóch dorosłych facetów uzbrojonych w rękawice spawalnicze, takie powyżej łokcia, a pewnie i maskami by nie pogardzili gdyby tylko były wygodniejsze. Na sam widok transportera kot spierdziela i chowa się tak skutecznie, że samo wywleczenie go z kryjówki jest zagrożeniem dla skóry człowieka. Są koty i koty. A co do meritum wątku to ja bym uderzyła do gminy, oni powinny mieć jakiś dział zajmujący się zwierzętami, albo schronisko (ktoś musi mieć klatkę łapkę a dodatkowo w gminie możesz uzyskać pomoc w postaci talonów na sterylizację więcej niż jednej kotki czy kocura.
    • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 13.09.12, 13:02
      Z przechowaniem kotów po sterylizacji będzie problem, ponieważ one nie są przy moim bloku. Dzisiaj kiedy tam poszłam, zauważyłam że dobrzy ludzie wyrwali już siatkę z okienka piwnicznego i Czarnulka wybiegła stamtąd jak wkładałam jedzonko. Buraska musi być gdzieś indziej, ponieważ do tej pory okienko było zakryte. Moja mama rozmawiała dzisiaj ze sprzątaczką z tego bloku, która obiecała że przejdzie się po piwnicach i sprawdzi czy jest tam Buraska z małymi.
      Co do budki dla kotów to już raz mąż zrobił piękną, drewnianą, ocieploną budkę z daszkiem nawet by nie przeciekała i na nóżkach by nie chłodziła od ziemi i długo się nie pocieszyliśmy - przyjechała firma sprzątająca i budkę zabrała. Problem polega na tym że ja mieszkam na trzecim i nie potrafię przemówić do rozumu tym z parteru. Budka była dla innych kotów, które ktoś niestety wytruł sad Tacy są niektórzy "ludzie".

      Ale obecnie jeśli koty mogłyby przebywać pod balkonem tu gdzie są, czy ewentualnie schować się w piwnicy, to nie byłoby źle. Jeden z balkonów pod którymi przebywają należy do mojej koleżanki i to chyba jej należy się chwała za zerwaną siatkę w piwnicznym okienku. Ona napewno zgodziłaby się na budkę, tylko że jak mi opowiadała to mieszkającym dookoła ludziom te koty przeszkadzają. Ponoć nawet była jakaś ostra awantura o te koty.


      www.afn.pl
      • mist3 Re: Nie wiem jak pomóc... 13.09.12, 20:44
        Dlatego ja bym zrobiła nawet 'zebranie' z ludźmi z bloku (spółdzielnia powinna udostępnić lokal - to jest jej obowiązek a nie widzimisię) i wytłumaczyła im, że:
        1. koty zostaną wysterylizowane / wykastrowane, odrobaczone, odpchlone (domniemane pchły u kotów oraz młode to największy problem dla wielu ludzi - wiem to z własnego doświadczenia) - i nawet zaapelowałabym, że jak ktoś zobaczy nowego kota to żeby zgłosił właśnie do mnie - to utnie argument 'będą się nam mnożyć pod blokiem, nie dadzą spać jak będą wyć w rui'
        2. koty będą odpowiedzialnie dokarmiane - tzn. nikt im nie będzie wyrzucał resztek z okien, będą dokarmiane o stałej porze a potem karma i miski będą zbierane (kolejny argument ludzi niechętnych kotom - resztki walają się dookoła bloku, przychodzą potem szczury, gołębie, karaluchy - trzeba przyznać że niektórzy nieodpowiedzialni karmiciele zostawiając syf do tej niechęci się przyczyniają).
        3. Roztoczyć wizję plagki szczurów, myszy, jeśli kotów się pozbędziemy.
        Mieszkam w bloku całe życie - wcześniej z rodzicami (którzy też dokarmiają koty), teraz sama - i uważam, że z każdym można się dogadać (jeszcze nie spotkałam, na szczęście, takich z którymi bym się nie dogadała - choć oczywiście czasem brzydkie wyrazy cisną się na usta...). Trzeba tylko spokojnie i racjonalnie przekazać swoje argumenty, nie obrażać się zbyt szybko oraz dotrzymywać słowa. W takiej sytuacji nawet postawienie budki (wcześniej pomysł nie do przejścia - krzyki, straszne wizje, itd.) w końcu daje się przeforsować. Ba - sąsiedzi wcześniej niechętni kotom, po pewnym czasie sami zaczęli szukać domków dla tych kotów, które dają się oswoić.
        życzę powodzenia! Szczególnie w łapaniu kotek (oczywiście sama bym nie usiłowała wepchnąć do transportera większości kotów - w mojej wizji złapania kotki, która da się wziąć na ręce - widniała właśnie klatka, a nie transporter) i sterylizacji - to wydaje mi się najważniejsze.
        • chinagirl Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 07:51
          Mist3 - b. mądre słowa! Trzeba próbować się dogadać w sposób trochę "urzędowy". Jeśli będziemy walczyć na słowne pyskówki z mieszkańcami bloku - przeciwnikami kotów, może się to skończyć otruciem, złośliwym i zamierzonym. Moim sąsiadom przeszkadzało, że wypuszczam kota na spacery, ale nie przeszkadzał im syf pod śmietnikiem...
          Spółdzielnia może (chyba) zabronić dokarmiania kotów - powołując się na sprzeciw (domniemany) mieszkańców. Można z nią walczyć, zbierając podpisy pod listą za kotami i podsuwając ją przed nos szanownych członków. Wtedy nie mają argumentów.
          Więcej na temat, jak załatwić to pod wzgl. prawnym, dowiem się dziś od mojej matki, która dokarmia koty w ten sposób pod swoim blokiem, miała takie same jazdy ze spółdzielnią i sprzątaczką - ale wywalczyła domki dla kotów i dokarmianie. Jest radną miejską - więc ma wprawę w walcesmile
          • verdana Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 12:18
            Hm, jak mieszkańcy bloku trują koty, to trzeba z tym walczyć. A jak łapie sie koty, aby je uśpić, to trzeba w tym pomóc.
            Jakos mi to nie przemawia do przekonania. W tej chwili złapanie kotki oznacza najprawdopodobniej śmierć maluchów. Dlaczego to ma być lepsze od trucia dorosłych kotów - nie rozumiem... Zaczekałabym ze sterylizacją pare tygodni.
    • kkjp Powoli się wszystko kształtuje 15.09.12, 12:34
      Ja też nie chciałabym usypiać maluchów, ale chyba nie ma innego wyjścia. Nawiązałam kontakt z fundacją AFN, czekam na pomoc w "walce" ze spółdzielnią. Pani weterynarz zapewniła mnie o przetrzymaniu kotki do czasu zagojenia się ran, natomiast dla maluchów nie mogę nic zrobić. Jest już w nocy dosyć zimno, kotki są na gołej ziemi, za ciernistymi krzakami, także nawet będzie problem z ich wyjęciem a co dopiero z podłożeniem kartonu czy szmaty. Ale spróbuję dzisiaj, niech do przyszłego tygodnia chociaż odrobinę mają lepiej... Nie chcę wystraszyć kotki, by nie przenisła ich w inne miejsce.
      Wątek był poruszany jeszcze tutaj :
      forum.gazeta.pl/forum/w,10264,138916484,138916484,Zabralam_Manka_na_spacer.html
      Chyba że Wy macie jakieś pomysły albo dom dla Buraski i maluchów?
    • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 20:24
      Udało mi się położyć kartonik, także maluchy będą miały odrobinę cieplej i szmatkę. Wykorzystałam moment kiedy Buraska jadła. Poprzekładałam maluchy a potem postawiłam tekturkę w tym samym miejscu. Przyszła mama i przytuliła maluchy a jest ich, o zgrozo, aż 5!
      Mam zapewnienie ludzi z parteru, czyli balkonu pod którym kotki mieszkają że mogę liczyć na ich pomoc. Mam nadzieję że wszystko dobrze się zakończy, tylko maluchów tak strasznie żal...
      • mist3 Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 20:37
        Oczywiście, że ideałem byłoby - złapać Buraskę z kociętami, przechować do odchowania kociąt, wydać kocięta i wysterylizować Buraskę. Niestety, nie żyjemy w świecie idealnym, tylko w Polsce. Jeśli kocięta są jeszcze ślepe, i weterynarz zgadza się je uśpić - no to decyzja należy do autorki wątku. Ja sobie nie wyobrażam takiej sytuacji (że dałabym kocięta do uśpienia), ale też jeszcze w takiej sytuacji nie byłam - zawsze kocięta, które do mnie trafiają są już podrośnięte. Mam nadzieję, że nie stanę przed takim dylematem...
        Oczywiste też, że jeśli wziętoby Buraskę do sterylizacji, a kocięta zostawiono - to byłoby to barbarzyństwo równe otruciu (a może i większe) - ale autorka w ogóle nie wspominała o takiej opcji.
        Życzę powodzenia w przekonywaniu do siebie sąsiadów - naprawdę to bardzo pomaga i nie należy od razu zakładać najgorszego scenariusza (czyli kompletnego odrzucenia z ich strony). Nawet jeśli ktoś wcześniej truł koty (co potępiam), to nie znaczy, że nie może się zmienić - ważne by pokazać ludziom inną opcję. Ja pochlebiam sobie, że dzięki temu iż niektórzy moi sąsiedzi z moich ust po raz pierwszy usłyszeli o czymś takim jak sterylizacja (oraz że kastracja to nie jest krzywdzenie kota/psa...) to kilka zwierząt więcej zostało wysterylizowanych u nich i w ich rodzinach.
        Powodzenia życzę!!!
        • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 21:19
          Ja naprawdę nie mam pojęcia jak innaczej mogłabym pomóc. Nawet nie wiecie co człowiek czuje jak dotyka te maleństwa, wiedząc że za chwilę ich nie będzie. Wiem jednak że to konieczne, nie chcę ich skazywać na życie w biedzie i chłodzie... Chyba że macie jakieś inne pomysły
          • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 21:33
            Zapomniałam jeszcze dodać że Pani doktor sama zaproponowała taką wersję, ja nigdy nie zajmowałam się bezdomnymi kociakami poza dokarmianiem i postawieniem domku. Teraz się zaangażowałam, ponieważ jest już połowa września i za chwilę będzie pioruńsko zimno a te maleństwa są około tygodniowe. Więc zostawienie ich tam na samą zimę to barbarzyństwo. Poza tym taka ilość kotów chyba rozłożyłaby już mieszkańców tego bloku na łopatki (teraz są tam na stałe dwie kotki i kocur) Nie mogę też wziąć czy zająć się nimi u siebie. Gdybym mogła zajęłabym się wszystkimi ale ledwo udało nam się zatrzymać Mańka, chociaż uważam że pomieściłoby się i 5 kociaków. Niestety to dziadkowie mają tu decydujący głos. Jeśli ja tego nie zrobię w ten sposób to ktoś "życzliwy" może robić to w mniej humanitarny sposób, zwłaszcza że już były próby trucia kotów.
            Chciałam porady (potwierdzenia) czy dobrze robię, czy może jest jakiś inny sposób lub może ktoś zaproponowałby że zabierze kotkę z młodymi a w zamian tego niektóre posty sprawiły że czuję się jak potwór. Już sama nie wiem czy po prostu nie zostawić tego tak jak jest...
            • wadera3 Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 21:56
              Nie czuj się jak potwór, pomagasz jak umiesz, nawet uśpienie miotu kociąt będzie z Twojej strony pomocą, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
              Lepsze to niż męczarnie w jakich miałyby zginąć otrute koty.
              • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 22:06
                Dziękuję,
                pamiętam jak ktoś wytruł 12 dorosłych kotów a one tak wszystkie biegły z różnych zakątków podwórka jak tylko skrzypnęła bramka w ogródku gdzie je karmiłam...
                Nie chcę by ktoś je przeganiał, wyrzucał czy truł.
            • andy3458 Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 22:04
              A czy na prawdę nie możesz chociaż na kilka dni ( 2-3 dni) zabrać tych maluchów i ich mamy do siebie? Przez ten czas może uda się znaleźć jakieś domki dla nich. Już nie raz Koci Zakątek pomógł. Może chociaż kilkoro z nich uda się uratować. Nawet jeden dzień ciepełka i bliskości mamy dla takiego malucha to już dużo. Na prawdę nie da się jakoś przekonać dziadków?
              • kkjp Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 22:13
                Przysięgam na wszystkie świętości że nie mogę kotów zabrać do siebie. Ale to nie jest problem, ponieważ one żyją pod balkonem i tam pewnie mogłyby jeszcze na razie posiedzieć, dopóki są przy matce i nie miałczą - w końcu jeszcze nie ma zimy. Tylko czy napewno je ktoś zabierze? A co jeśli nie? Wtedy weterynarz już ich nie uśpi i trafią do schroniska. Pan ze schroniska też dzisiaj powiedział że uspienie malców to najlepsza wersja. Macie inną alternatywę? Pisałam nawet na lokalnym forum, ale bez odzewu... Nikt się nie zainteresował.
                • mist3 Re: Nie wiem jak pomóc... 15.09.12, 22:55
                  Naprawdę Ci współczuję - ja cię nie potępiam, nie byłam nigdy (na szczęście) w takiej sytuacji, więc nie mam zamiaru moralizować. Ale też uważam, że uśpienie kociąt z pewnością jest lepsze niż skazanie ich na to, że pod tym blokiem umrą, staną się czyjąś 'zabawką' albo zostaną okrutnie zabite.
                  • ajaksiowa Re: Nie wiem jak pomóc... 16.09.12, 08:56
                    Zdarzyło mi się dwa razy bodajże uśpić ślepe mioty,i wierz mi ,nie jestem z siebie dumna/jak już kiedyś pisałam/ale zrobiłabym to znowu zamiast skazywać kociaki na poniewierkę.One poprostu zasną.
                    • chinagirl Re: Nie wiem jak pomóc... 16.09.12, 10:01
                      A w tej lecznicy, gdzie pani doktor chce leczyć kotkę, na pewno nie można jej zostawić przez kilka dni z młodymi - nawet odpłatnie? A w schronisku - dogadać się, że będziesz codziennie zaglądać? A w jakiejś innej lecznicy - odpłatnie? Może u sprzątaczki w bloku jest jakaś kanciapa, suszarnia - dać babce kawkę i niech udostępni kawałek podłogi? Jakiś parking całodobowy, dozorca w okolicy - zapytać? W spółdzielni mieszkaniowej (najpierw cyknąć zdjęcie kociąt ) - pokazać zdjęcie: "Ooo, proszę panów, jakie słodkie, milusie, potrzeba tylko kawałeczek podłogi na kilka dni..." .
                      Kotce wystarczy kilka dni spokoju i dojdzie do siebie na pewno. Na zewnątrz naprawdę nie jest jeszcze zimno, maluchy powinny wytrzymać potem. U mnie pod blokiem przy -10 biegały. A mój kocur kochał nocne wypady przy -25 st!
                      Ja wiem, że opcja uśpienie jest najprostsza/najtrudniejsza do wykonania. Ale trzeba może jednak próbować.
                      Kotka pod moim blokiem wyprowadziła 3 kociąt jesienią, bez dokarmiania regularnego, potem brykały sobie bracia z siostrą.
                      Oczywiście to Twoja decyzja, jak nie będzie innego wyjścia, to trzeba to zrobić i się nie zastanawiać "co by było, gdyby". Koniec i kropka, decyzja podjęta, nie było można inaczej postąpić. Jak nie ty, to natura sama wyeliminuje i chorą kotkę, i kocięta, które umrą, gdy nie będą miały pokarmu. A tak przynajmniej ocalisz kotkę.
                      I najważniejsze - jeśli nie chcesz znowu stanąć w takiej okropnej sytuacji - pomaszeruj do urzędu miasta i żądaj jako społeczny opiekun kotów pieniędzy na sterylizację wszystkich kotów. Do spółdzielni - prośba o piwnicę, suszarnię, a jak nie dadzą - zrobić porządne budki pod balkonami, dokarmiać i sprzątać. Koty dadzą sobie radęsmile
                      Moja matka ma takie stadko ok. 10 sztuk i pół osiedla je dokarmia. Leżą sobie wypasione na dywanikach przed klatką schodową, mają budkę na trawniku i nikt ich nie gania. Wszystko wysterylizowane, a jak ktoś zobaczy rannego czy chorego kota, to od razu jest tel. do mojej matki. Zimą jest otwarte okienko w piwnicy i tak się schodzi całe to towarzystwo. Jak matka po nich sprząta, to nawet pyskata sprzątaczka tu nie podskoczy. W całym mieście - zauważyłam - są takie "ciotki klotki" - w różnym wieku - co kochają koty i je regularnie dokarmiają.
                      Powodzeniasmile Trzeba szukać wyjścia z sytuacji, a jak nie nie da, to TO zrobić. Trudno. Ale przynajmniej próbowałaś coś zrobić - to dla zwierząt najważniejsze.
                • jane_eyre_waw Re: Nie wiem jak pomóc... 16.09.12, 22:57
                  A jakbyś zrobiła im jakąś fotkę i rozwiesiła na okolicznych klatkach schodowych ogłoszenie, czy ktoś ich nie weźmie? Bez podawania gdzie znajdują się kocięta. Że grozi im uśpienie... I kontakt do Ciebie - tel. albo e-mail chociaż. Znam osiedle gdzie była taka sytuacja, urodził się cały miot i ludzie z osiedla po prostu wzięli do siebie. Wiadomo, że znajdą się tacy, którzy najchętniej by maleństwa wytruli, ale może komuś się zrobi żal jednak i weźmie. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. Może znajdziesz lokalnych sojuszników dla swej sprawy, w końcu za los tych kociąt odpowiada całe osiedle. Inna opcja to ogłoszenia w lecznicy.
                • mysiulek08 Re: Nie wiem jak pomóc... 16.09.12, 23:26
                  Jakby to nie zabrzmialo, uspienie miotu to jednak lepsze wyjscie. I nie masz powodu by czuc sie zle. Takie jest sytuacja, takie sa warunki. Nie masz zadnej gwarancji, ze jesli pooglaszasz kocieta, to ktos sie niimi zainteresuje. Nawet jesli litosciwy czlek przygarnie to tez nie ma 100%, ze po jakims czasie kot mu sie znudzi i litosc/odpowiedzialnosc uleci a kot wyladuje na ulicy, glodny, chory, cierpiacy.

                  Sterylizacji kotki bezwgledna i Ty o tym wiesz. Potem na Twojej drodze stana kolejne biedy i tym kolejnym tez madrze pomozesz.

                  Pomimo mojego nawrocenia na kocia strone uwazam, ze sa sytuacje, gdzie skrocenie zycia jest najlepszym co mozna zrobic. W zyciu bym nie pozwolila aby nasza Kicia cierpiala, a tym bardziej kot bezdomny, ktory nie szans na dom i opieke.

                  Zreszta sama bym chciala aby ktos pomogl mi przejsc za TM w momencie gdy moje zycie bedzie oznaczac tylko czekanie na smierc w cierpieniu.
                  • kkjp Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 14:46
                    Co tu dużo mówić - to nie był udany dzień. Z samego rana poszłam do administratorki spółdzielni i pokazałam jej pismo które dostałam od AFN. Pani na mnie nie fuczała jak na inne babeczki ale o kotach w piwnicy słyszeć nie chce. Natomiast łaskawie wyraziła zgodę na postawienie budki pod balkonem.
                    Teraz sprawa złapania kotek - pan ze schroniska zachował się skandalicznie, rozmawiając ze mną. Wszystko było na nie - źle że proszę ich o pomoc, źle że wogóle głowę im zawracam. On nie jest od tego by łapać koty, on zna swoje obowiązki, kto się zajmie kotkami po sterylizacji, jak je złapię to łaskawie je mi przetransportuje, pracuje tylko do 16:00, potem nie ma czasu, bo ma dwójkę dzieci i ja nie będę panu rozkazywać o której godzinie on ma przyjechać. A wogóle to zajmuje się bezpańskimi, zgłoszonymi przez urząd miasta a te należą do spółdzielni i niech ona się nimi martwi. On wogóle nic nie wie i jeśli uda się je złapać to muszę jechać z nimi (a nie mogłam akurat) bo to że ja sobie mówię że weterynarz zrobi to gratis to się nie liczy, aż musiałam mu dać Panią doktor do telefonu, dopiero sobie odpuścił, bo innaczej "kto za to zapłaci"? W końcu jak zdecydował się już przyjechać to okazał się kompletnie niekompetentny w łapaniu kotów za to w gębie to ho ho. Mielił ozorem na prawo i lewo że nie znam statutu, jego obowiązków i jaką on mi tu niezwykłą łaskę uczynił że przyjechał. Na co ja mu odrzekłam że chyba ma znajomych wysoko postawionych, bo na stołek kierownika schroniska to taki bezduszny urzędas się nie nadaje. Po czym stwierdziłam że zamiast tyle gadać może łaskawie weźmie ode mnie Buraskę z rąk i wsadzi ją do klatki. Oczywiście nie zrobił tego tylko jego pomocnik podstawił klatkę (nie mają klatek-łapek) do której nie bez kłopotu wsadziłam mamę Mańka, po czym nieudacznik ją jakimś cudem wypuścił!!! Przerażona Buraska zwiewała gdzie popadnie, ale ciągle krążyła wokół małych. Postanowiliśmy że jednego położę na chodniku, to po niego przyjdzie a oni zarzucą siatkę. Tak zrobiłam, po czym gamoń tak zarzucił siatkę że złapała się tylko tylnia łapa. Natomiast Czarnulkę próbował takim kijem z czymś tam na końcu ale równie nieumiejętnie i równie nieskutecznie. Pół bloku kibicowało gdzie są aktualnie kotki. Niestety "pan kierownik" musiał się wdawać w kłótnie z każdą zainteresowaną osobą. Pokłócił się najpierw ze mną, potem z karmicielkami kotów, które nawtykały mu za to że wypuścił złapaną kotkę z klatki, a na końcu wyszedł pewien pan z bloku na przeciwko, który z wielkimi pretensjami "dlaczego łapiemy te koty" zażądał pozostawienia ich w spokoju, a najgłupszy tekst jaki usłyszałam dotyczył tego, że jak wysterylizujemy kotki to skąd młode mają się brać jak te poumierają i kto wtedy będzie łapał szczury? Pan który kompletnie nic nie robi dla tych kotów, który nawet ich nie dokarmia nie wspominając o zatroszczeniu się czy koty mają choć trochę ciepło, wystarczył "kierownikowi" by natychmiast akcję przerwać, spakować manatki i szybciutko odjechać, choć krzyczałam na całe podwórko do kibiców na balkonach, by zobaczyli jak skanadlicznie się panowie zachowują. Tak mnie wkurzył, że zadzwoniłam do urzędu i zapytałam o tą sprawę, powołując się na okropne zachowanie pseudokierownika. Niestety odpowiedź jaką otrzymałam potwierdziła słowa nieudaczników, że to nie miasta sprawa tylko spółdzielni, a na pomoc spółdzielni nie można liczyć, bo najchętniej by koty potruła.
                    No cóż, Pani doktor stwierdziła że trzeba teraz poczekać kilka dni, potem pożyczy mi klatkę i będziemy razem z karmicielkami próbować. W końcu musi się udać.
                    Szkoda mi tylko stersu kotek, zwłaszcza Buraski, która płakała na całe podwórko sad Jak tylko poczuła się w miarę bezpiecznie, powróciła do maluchów, które piszczały i w pewnym momencie jeden z nich stanowił przynętę - po prostu koci horror!
                    Może macie jakieś pomysły na zwabienie kotek do kontenerka
                    • jan.kran Re: Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 15:02
                      Jestem pelna podziwu dla Ciebie !!! Na pewno sie uda a tego pana kerownika niech pokreci !!!
                    • elle-joan Re: Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 15:08
                      Straszne rzeczy opisujesz. To już nawet wśród bezdomnych kotów są równe i równiejsze- te od urzędu miasta i te od spółdzielni....
                      Jak mieszkańcy tak nagle docenili obecność kotów, to może te maluszki da się jednak ocalić od uśpienia....?
                      • kkjp Re: Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 15:20
                        Jezu... przestań mnie już dręczyć z ocaleniem maluchów...Chyba że może Ty coś wymyślisz. U nas pełne schronisko, kotów mało kto chce, ani małych ani dużych. Co innego nakarmić co innego przygarnąć. W obronie kotek odezwał się pijaczek, który nawet raz ich nie nakarmił a który skutecznie zepsuł akcję.
                        • elle-joan Re: Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 15:35
                          Ja mieszkam w UK tak, że bezpośrednio bym nie pomogła przez przechowanie kociaków. A radzić też trudno bo tu u nas trochę inaczej. Są ogłoszenia o sprzedaży kociaków za 10-30 funtów i to nie jakieś rasowe tylko często zwykłe. Jak sprzedają to pewnie jest popyt chociaż oczywiście na pewno też są w schroniskach niechciane bidulki. Niedaleko mnie pani dokarmia koty i jakoś to funkcjonuje. Byli u niej ze stosownej organizacji odnośnie wyłapania do adopcji czy sterylizacji i rozstawiali klatki- nie wiem jak się skończyło. Tyle, że tutaj są domki z ogródkami, to ludzie nie narzekają (przynajmniej nie jakoś dramatycznie), że koty się kręcą.
                    • wadera3 Re: Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 15:59
                      Tak , jak wspomniałam, nie złapiecie (teraz już bardziej ostrożnej)kotki do kontenerka, koty są jak błyskawice, szczególnie te przerażone.
                      Jak zdobędziesz klatkę do łapania, wtedy nie karm Buraski i dopilnuj żeby karmicielki nic nie przyniosły, wówczas głodna kocica wejdzie do klatki z pachnącym pożywieniem(polecam tuńczyka, albo kawałek surowego mięsa).
                      Nie próbuj jednak jej przekładać do kontenera, bo prawdopodobnie, albo cię pogryzie i ucieknie, albo tylko ucieknie, wtedy jej już więcej nie zobaczysz.
                      Ja, zanim nauczyłam się operować klatką i kontenerem, woziłam działkowe koty w klatce, przez całe miasto.
                      • kkjp Re: Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 16:15
                        Problem w tymże nie mamy klatki-łapki, tylko zwykły kontenerek. Ci ze schroniska też nie mieli, mieli tylko w/w. Teraz będę musiała je złapać jakoś sama, tzn. zwabić do kontenerka np. chyba jedzeniem które włożymy do środka.
                        • wadera3 Re: Dzisiejsza akcja... 17.09.12, 20:26
                          Naprawdę ciężko to sobie wyobrazić, kot nie zechce wejść do kontenerka, przy którym stoi człowiek, a zanim dolecisz i zamkniesz - kot zwieje.
                          • ajaksiowa Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 08:01
                            A czy w najbliższym Ciebie mieście nie dało by się zorganizować pomocy?Jakie to miasto?
                            • jarka63 Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 10:33
                              ajaksiowa napisała:

                              > A czy w najbliższym Ciebie mieście nie dało by się zorganizować pomocy?Jakie to
                              > miasto?

                              Zapytałam wczoraj na miau czy ktoś w Iławie lub okolicy nie ma klatki łapki, ale nikt się nie odezwał.
                          • ajaksiowa Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 08:03
                            A wogóle to gratulacje za Twoje zaangażowanie i Masz duże wsparcie z naszej strony!kiss
                            • elzbieta.24 Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 08:17
                              Nie wiem czy to będzie pomocne ale ja dziką wtedy Munię zwabiłam do kontenerka przekładając jej maluchy do niego i jak zaczęły piszczeć to sama do nich weszła.
                              • wadera3 Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 08:43
                                Ooo, na to nie wpadłam kompletnie, może to jest pomysł.
                                • kkjp Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 12:37
                                  Dzięki za wsparcie smile Właśnie myślałam o tym żeby przełożyć małe do kontenerka i jeszcze żeby tam włożyć jedzenie. No bo jak nawet złapię Buraskę to pewnie będzie to wieczór i do rana będzie musiała tam przesiedzieć. Najgorzej że nie mam pomysłu na jej odchody, bo całej nocy pewnie nie wytrzyma sad ale kontenerka nie otworzę jak już ją złapię.
                                  Gorzej będzie z Czarną, ona bardziej nieufna i ją to jedynie na jedzenie wziąć... Ale to i tak chyba nie w tym tygodniu, Pani doktor mówiła że niech się trochę uspokoją po wczorajszym dniu a i lecznicę mają zapchaną bo im ktoś kociaki podrzucił.
                                  Tak, okazuje się że kociaki też są równe i równiejsze, a te przy blokach jak są dokarmiane to nie są "bezpańskie" i na 100% ich by nie zabrali. Potwierdziłam to w urzędzie miasta.
                                  Justyna
                    • jane_eyre_waw Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 17:49
                      kkjp napisała:

                      Tak mnie wkurzył, że zadzwoniłam do urzędu
                      > i zapytałam o tą sprawę, powołując się na okropne zachowanie pseudokierownika.
                      > Niestety odpowiedź jaką otrzymałam potwierdziła słowa nieudaczników, że to nie
                      > miasta sprawa tylko spółdzielni, a na pomoc spółdzielni nie można liczyć, bo n
                      > ajchętniej by koty potruła.

                      A jakby napisać pismo do spółdzielni, do wiadomości urzędu miasta? Wtedy może by się przestraszyli i zechcieli pomóc?
                      Dobrze, że masz chociaż sojuszniczki w osobie karmicielek i wetki. To już coś.
                      • kkjp Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 19:25
                        Jasne że można - tylko zanim biurokracja się zakończy to maleństwa urosną. Same spróbujemy je złapać na w/w sposoby.
                        • pi.asia Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 19:41
                          Kkjp, jak czytam Twoje posty to ogarnia mnie wściekłość, podziw i zgroza równocześnie.
                          Wściekłość na tych bezdusznych urzędasów, którzy siedzą na stołkach i dostają pensje z naszych podatków, a wydaje im się, że rządzą tym światem i należy padać przed nimi na twarze.
                          Zgroza, że prosta w sumie rzecz - pomoc w złapaniu kotów i przewiezienie ich do weterynarza - okazuje się niewykonalna dla buraków, którzy po to przecież są, żeby takie rzeczy robić.

                          I ogromny, ogromny podziw dla Ciebie - że nie odpuszczasz, że walczysz, szukasz, chodzisz, usiłujesz przemówić do pustych łbów i kamiennych serc, zamkniętych w leniwych cielskach usadowionych na ciepłych posadkach. Ileż osób dawno by machnęło ręką, a Ty idziesz dalej. Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją akcję, żeby się udało. Inaczej nie mogę pomóc, to chociaż wesprę Cię dobrym słowem, Ty lodołamaczu wink
                          • kkjp Re: Dzisiejsza akcja... 18.09.12, 20:18
                            pi.asiu dziękuję ale ja nie dorastam Wam do pięt. To Wasze akcje są moją motywacją do działania. Przecież te kotki siedzą tam już dwa lata a ja dopiero teraz pomyślałam że można coś dla nich zrobić. Wstyd!
                            Zobaczymy jak to się wszystko uda i kiedy - to mnie najbardziej stresuje.
                            pozdrawiam Justyna
                            • jan.kran Re: Dzisiejsza akcja... 19.09.12, 12:16
                              Ja tez jestem pelna podziwu i sledze co sie dzieje. Oczywiscie ze to bardzo bolesna decyzja uspic miot ale tez spotkalam sie z tym ze sterylka moze byc aborcyjna ... Czyli tez zlikwidowanie miotu.
                              Znam sytuacje we Wroclawiu w schronisku gdzie jest multum kotow i pewnie tak jest wszedzie.
                              Mysle ze metoda malych krokow , uswiadamianie o sterylizacji da kiedys w koncu rezultaty.
                              Wroclawska wolontairuszka powiedziala mi ze zdarzaja sie adopcje wroclawskich kotow z DE.

                              Tam sterylizacja jest na porzadku dziennym.
                              Mam niemiecka znajoma ktora ma niewysterylizowana kotke. Bylam lekko oburzona ale okazalo sie ze kotki maja domy z mety bo jest malo kociat do adopcji.
                              Moze kiedys tak bedzie w PL...
                              Ula
    • kkjp POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 15:22
      Jeśli można to tak nazwać ale dzisiaj udało się złapać Buraskę z małymi. Cała akcja trwała blisko 3 godziny. Przywiozłam kontenerek, przełożyłam maluchy do kontenerka, postawiłam i cierpliwie czekałam aż kicia do nich wejdzie - nie chciałam jej stresować. Po ponad 2 godzinach Buraska weszła do kontenerka a ja patrząc czy nie ucieknie, pozwoliłam się z kontenerkiem zapoznać. Nagle chwyciła jednego małego w pyszczek i w nogi! Ku mojemu przerażeniu kierowała się w stronę piwnicznego okienka ale skutecznie udało mi się je zasłonić. Wzięłam malucha i ponownie zaniosłam do kontenerka. Buraska krążyła ale nie podeszła. Za to jak dałam jej jedzonka to przyszła i wówczas przy trzeciej próbie złapania już jej nie puściłam. Przez cały czas miałam do pomocy koleżankę, pod balkonem której kotki mieszkają a która w momencie kiedy ja wzięłam Buraskę na ręce, złapała kontenerek i schowała go w klatce schodowej. Jak już doszłam tam z Buraską to wtedy bez większych problemów włożyłam ją do klatki z maluchami. Oczywiście byłyśmy uzbrojone i przygotowane tzn. ja w deszczak gumowy taki trochę grubszy i rękawice skórzane. Muszę powiedzieć że wszystko to się przydało, bo chociaż kicia nie walczyła, to jednak ze strachu pazurki wbijała.
      Już jest przetransportowana do lecznicy, skąd ja po wszystkim odbiorę.
      Zostało złapanie jeszcze Czarnulki, ale ona bardziej dzika. Myślę że trzeba będzie ją trochę przegłodzić a potem zachęcić rybką by weszła do kontenerka. Ale to dopiero za tydzień i o nią tak się nie martwię, ponieważ ona chowa się do piwnicy a Buraska z maluchami była na dworze przy zaledwie 6 stopniach sad To nie dawało mi spokoju, nie mogłam spać myśląc o niej. Teraz zaczynam batalię z mężem o zrobienie domku dla kociaków - ale to najłatwiejsza część zadania smile
      pozdrawiam justyna
      www.afn.pl
      • barba50 Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 15:36
        Gratulacje! Wspaniała akcja!
        Jesteś fajna, wiesz? Pozdrawiam smile
        • kkjp Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 16:15
          WIELKI to dla mnie komplement Barba50 - naprawdę. Ale to ja chylę czoła przed Waszą działalnością i to ona jest dla mnie inspiracją. Pozdrawiam serdecznie
          • pi.asia Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 16:32
            Kkjp, TY po prostu idziesz za ciosem wink
            Udało się zamaniaczyć Mańka do domu, więc działasz dalej smile
            Podpisuję się pod słowami Barby. Ja Cię naprawdę podziwiam, dziewczyno!
            • super-kinia Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 18:48
              Zaglądam codziennie i nie mogę wyjść z podziwu,jesteś super kobieta,konsekwentna w swym działaniu,Twoja akcja,może uświadomi niektórym mieszkańcom,że jednak można pomóc tym biudulą,a swoją drogą zachowanie urzędasów to skandal,ale dobrze ,że trafiłaś na ludzką panią weterynarz.
            • kkjp Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 19:00
              O Mańku to jeszcze napiszę, po tych wszystkich moich akcjach - testy w sprawie pracy, jutrzejsze wesele i złapanie Czarnulkismile - bo to osobna historia smile Ale Maniek jest świetny!
              • jan.kran Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 20:03
                Dalas bezdomnemu kotkowi dobry dom , uratowalas kotke od kolejnych niechcianych miotow , masz w planie pomoc nastepnej kotce. Jestes moja Bohaterka !!!
                A dotego mam wrazenie ze powodujesz u ludzi dobre emocje , dajesz wzor swoja postawa i metoda malych krokow uswiadamiasz miiejscowa ludnosc , bezcenne !!!
                Do tego mobilizujesz ludzi do pomocysmile))
                Serdecznie pozdrawiam !!!!
                Ula
      • jane_eyre_waw Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 18:47
        Piękna akcja smile Tak trzymać, jesteś wielka.
        • mist3 Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 20:11
          Super!!!!
      • jarka63 Re: POŁOWA SUKCESU :) 20.09.12, 21:26
        Brawo! smile
        • ajaksiowa Re: POŁOWA SUKCESU :) 21.09.12, 09:27
          Jesteś silną Osobą!Brawo!!!!!!smile)
          • chinagirl Re: POŁOWA SUKCESU :) 30.09.12, 07:25
            Brawo!!!
            Masz tzw. jaja, czyli wzięłaś sprawy we własne ręce i bardzo dobrze Ci idzie.
            Trzymam mocno kciukismile Pewnie nieraz słyszałaś (zwłaszcza od mężczyzn), że kotami to nie ma co się zajmować, są inne ważniejsze sprawy - ale miej to w .... i rób swoje. "Moja racja jest najmojsiejsza"!
            Jesteśmy więc razem z innymi Zakątkowiczami w "kociej mafii". Ja co prawda mam doła, bo mój kocur jest ciężko chory, ale jak widzę jak sobie radzisz, od razu mi się gęba śmieje...
            "Teraz zaczynam batalię z mężem o zrobienie domku dla kociaków - ale to najłatwiejsza część zadania" -
            na mojego bardzo dobrze działa wzdychanie, smutek w oczach i czasowa abstynencja seksualna. 3 dni wystarczą i chodzi jak w zegarku!
    • kkjp Dzisiejsza nieudana akcja 02.10.12, 18:57
      Niestety wiedziałam że z Czarną będzie problem sad Niby podchodzi do jedzenia, da się pogłaskać, jednakże jak tylko próbuję ją złapać natychmiast daje nogę. Dzisiaj próbowałam "na Mańka" bo jak z nim przychodzę to ona dochodzi do niego i się łasi. Uzbrojona w deszczak i rękawice skórzane próbowałam, lecz z marnym skutkiem. Potem wstawiłyśmy jedzenie do kontenerka. Prawie do niego weszła, lecz najmniejszy ruch i Czarnrj już nie było - czmychnęła szybciej niż pomyślałam. Ja już mogę tylko po południu próbować (znalazłam wreszcie pracę smile) ale zostawiłam kontenerek karmicielkom. Dłużej je zna i może bardziej im ufa. Będzie rano już bardzo głodna, ponieważ całe jedzenie schowałyśmy, więc mam nadzieję że kobietkom uda się to załatwić z rana. Muszę czekać a jak nie to spróbuję ponownie po południu. Trzymajcie kciuki!
      Aha - Buraska jeszcze nie wyszła z lecznicy, ponieważ jest ponoć bardzo spokojna i Pani doktor zawzięcie szuka jej domu.
      • ajaksiowa Re: Dzisiejsza nieudana akcja 03.10.12, 16:34
        Fajnie że znalazłaś pracę!smile
        • kkjp Re: Dzisiejsza nieudana akcja 03.10.12, 20:31
          Dzięki smile
          Kobietkom też się niestety nie udało, choć podobno była już w połowie w kontenerku. Podrapała dosyć mocno jedną Panią. Umówiłyśmy się na sobotę na 8 rano, niech się trochę uspokoi Czarnula. Dzisiaj teściowa podpowiedziała mi że może dać jej coś usypiającego do karmy - jak myślicie?
          • mist3 Re: Dzisiejsza nieudana akcja 03.10.12, 21:52
            nie możecie podać czegoś usypiającego bez konsultacji z lekarzem weterynarii - po pierwsze skąd weźmiecie taki lek? po drugie - leki dla ludzi są często szkodliwe dla kotów, po trzecie - jaka dawka?
            Trzeba próbować oswajac kotkę, jak się da pogłaskać - można próbować złapać za skórę na karku - ale to może się skończyć ogromnymi sznytami (a nie banalnymi zadrapaniami) nawet w przypadku oswojonych kotów. Można próbować dalej z kontenerkiem (może kocimiętka, waleriana?), ale jak jest to dziczka to będzie ciężko....
            • barba50 Re: Dzisiejsza nieudana akcja 03.10.12, 22:03
              Pomimo tego, że oswoiłam Rudalona i mogłam go głaskać jak jadł to nie udało mi się złapać go do transportera. Wkładał do środka łeb, sięgał po kawałek mięsa, a tył był z metr od końca transportera, odskakiwał, konsumował, szedł po następny kęs. Złapał się dopiero do klatki łapki, a i tak klatkę obchodził ze wszystkich stron, kradł "przynętę" i wycofywał się, trwało to dość długo.
            • wladziac Re: Dzisiejsza nieudana akcja 03.10.12, 22:03
              są takie leki dla zwierząt a stosuje się je szczególnie w okresie przed sylwestrem ziołowe np z melissą www.karusek.com.pl/show.php?show=poradnik-srodki-uspokajajace
              • ajaksiowa Re: Dzisiejsza nieudana akcja 04.10.12, 13:16
                Z tego co wiem to takie leki podaje się przez pewien czas przed sylwestrem ,a dorażnie nie możesz podać czegoś uspokajającego bo kota pryśnie i co?Przyśnie w jakiejś dziurze narażona na ,,atak,, jakiegoś sadysty.Dzwoniłaś do wydziału środowiska w Twojej gminie?w celu wypożyczenia klatki-łapki.smile
                • kkjp Re: Dzisiejsza nieudana akcja 05.10.12, 21:50
                  Nie ma nikt klatki łapki - ani w lecznicy, ani w schronisku, ani w gminie. Temat był już wyżej poruszany.
                  BURASKA ZNALAZŁA DOM - Pani doktor tak długo ją trzymała, że znalazł się ktoś, kto kicię przygarnął. Zapewniła mnie że to dobry dom, gdzie mieszka już kot i pies. Buraska do towarzystwa była przyzwyczajona więc mam nadzieję że bedzie OK.
                  Co do Czarnej - jutro znowu próba. Usypiającego nic mi nie dadzą, ale jak się nie uda to Pani doktor wspominała o paście która wycisza, nieco uspokaja. Może nie będzie potrzebna?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja