minerwamcg
09.10.12, 04:35
Inakszy mówiąc, wrócił z letniej chałupy mój teść, a z nim koty, dwa jego, jeden nasz. Koty teścia to Feluś, brat naszego George'a z jednego gniazda, i Majka alias Hermiauna, silnikowa znajdka, o której parę lat temu sporo pisałam na tym forum. Cała trójka z pyszczkami tak komicznie na kwintę, że gdyby nie współczucie dla zwierzaków, którym właśnie skończyła się laba a zaczęło siedzenie w czterech ścianach, byłoby się z czego śmiać. Z jednej strony dobrze mają te koty - w lecie nieograniczona swoboda i ekologiczne myszy w hurcie i detalu, a w zimie ciepły kaloryfer i sucho w łapki - ale z drugiej cierpią prawie jak uczniaki wracające do budy

Nasz George wygląda dobrze - gładki, odkarmiony, wąsiki w doskonałym stanie, urodę psują mu tylko pokleszczowe ślady na uszach, ale i to za kilka tygodni zejdzie. Jak pisałam jakiś czas temu, miał operację w wyniku której postradał kawałek ucha (paskudny naczyniak, który co chwilę krwawił nie do opanowania) - obejrzałam dokładnie cały ślad po cięciu, wszystko w porządku, ani śladu strupów czy zgrubień. Chyba, odpukać, zagoiło się porządnie...
Sorry za zbyt rozwlekły styl tego posta, ale musiałam "odgadać" i niepokój, i fakt, żeśmy za tym futrzakiem dość konkretnie tęsknili. Jest to albowiem kot, którego gdyby nie było, należałoby wymyślić.