Dodaj do ulubionych

potrzebuje Waszej pomocy - znowu

31.05.14, 10:31
Jestem po 3 tygodniowej kuracji Ryska lekami homeopatycznymi, wczoraj rozmawialam z Szamanem.... niestety, leczenie nie przynioslo spodziewanych efektowcrying Jest lepiej, Rysiek jest spokojniejszy, wchodzi sam na kolana, przychodzi do nas do lozka na miziaki, ale sikasad Wczoraj mialam niespodziewany najazd gosci, wiec na szmacie ostro szalalam, doprowadzilam dom do porzadku, dzis nasikane w trzech miejscach. Rada Szamana: wypuscic kota z domu na noc...sad a ja umre ze strachu, a potem z rozpaczy jak cos mu stanie. Mieszkam tuz przy jezdni, bardzo ruchliwej, kazdy tu pedzi tak, ze w sezonie letnim, nie puszczam corki samej (12 lat) do Lidla naprzeciwko, bo nikt nie zwalnia przed pasami. Dwa "moje" koty zostaly tam zabite, kilka obcych osobiscie zbieralam z jezdni. Ale Pi.asia mowi tak: noca masz mniejszy ruch, moze sie udac...mysle ze Pi.asia moze miec racje, ale mam kolejne"ale": psy. Rysiek atakuje wszystkie psy, bez wyjatku... zawsze dzieje sie na moim podworku, na moich oczach i zawsze interweniuje, choc psy uciekaja przed nim. A jak trafi na takiego co nie ucieknie? I znowu Pi.asia mi dobrze mowi: w nocy kot ma wieksze szanse. Blagam powiedzcie co robic? Zyc w zasikanym, z kotem w stresie, czy wypuscici do konca zycia zycia nie darowac sobie, gdy kotu cos sie stanie....mozna mnie opieprzyc, jesli gdzies tu zle mysle, ale ja naprawde nie mam zadnego wyjscia. Nie mam go gdzie oddac, z reszta on nie nadaje sie do adopcji...pomozcie, bo jestem klebkiem nerwow i on tez. Prosze o pomoc kazdego, komu sie jeszcze chce czytac moje marudzenie, kazdego kto ma kota wychodzacego, ale i tez tego co ma koty domowe.
--
Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
Obserwuj wątek
    • ortolann Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 11:13
      Niu - dbaj przede wszystkim o siebie i o te powiększające się 12 mm. Ustaw siebie w centrum. A potem układaj wszystkie problemy w rozsądnym dystansie od tego centrum. Nie jesteś w stanie uzdrowić całego świata ani też go naprawić. Nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich katastrof, jakie na tego kota mogą czyhać. Wypuść go - w nocy jest tak, jak mówiła Pi. - mniej samochodów, mniej zagrożeń, a kot to zwierzę, które w nocy dobrze sobie radzi. Ostatecznie przesiedzi noc na drzewie. Postaw mu jakąś budkę - jeśli masz możliwość. Trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie dla tej sytuacji. Przecież nie może być tak, że kot dyktuje Wam warunki i całe życie układasz tak, żeby kotu było dobrze, bo to nie jest pomoc, tylko destrukcja. Kot kiedyś umrze - tak samo zresztą jak każdy z nas. Ty robisz wszystko, co możesz a nawet jeszcze więcej, żeby to życie chronić. Ale ten kot najwyraźniej uznał, że to nie jest azyl, ale więzienie. Ludzie miewają czasem trudne charaktery - widocznie podobnie jest z kotami. I widocznie Tobie trafił się taki egzemplarz. Zapytałam Cię kiedyś co jest ważniejsze: spokój kota czy spokój męża. To teraz zapytam inaczej: co jest ważniejsze: ochrona kota na siłę czy higiena w Twoim domu? Kot czy Ty i 12 mm?
      --
      https://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
      • mitta Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 12:13
        Niutaki, ja wypuszczam swoje dziewczyny z tego samego powodu. Moja Bliźniaczka, jeśli nie ma możliwości wyjścia, znaczy teren i obsikuje kąty w domu. Wpadłam na ten pomysł już dawno i sprawdza się, koty po wybieganiu są spokojniejsze, a Bliźniaczka załatwia swoje potrzeby na dworze. Wypuszczam ok. 2 - 3 w nocy, a o 5 - 6 rano wołam je. Przeważnie stoją już pod drzwiami, jednak bardzo się denerwuję, kiedy któregoś nie ma, a ja muszę już wyjść.
        Z moich obserwacji wynika, że właśnie w tych godzinach ruch jest najmniejszy, ok. siódmej rano bardzo się wzmaga, między dziesiątą, a piętnastą znowu jest trochę spokojniej, a póżniej, już do wieczora ruch jest bardzo duży. W soboty też ludzie się dużo kręcą, za to niedziele, zwłaszcza do południa, są spokojne. W nocy szaleją motocykliści i imprezowicze. Biorę to wszystko pod uwagę i np nigdy nie wypuszczam kotów popołudniami. Na szczęście ja nie mieszkam przy ruchliwej drodze, ale ile nerwów stracę, kiedy wyczekuję na ich powrót, to tylko domownicy wiedzą. A kot, jak to kot, do domu się nie śpieszy, zrobi parę kroków i legnie w trawie na kilka godzin, zwłaszcza, jak jest ciepło. Migotki ostatnio nie było dwa dni, Bliźniaczka też zabawiła do wieczora. Ograniczam im te wyjścia do minimum tj do jednego razu na dobę smile
        Mam do Ciebie jeszcze inne rozwiązanie - woliera. Ja mam w rogu ogródka, jakoś specjalnie nie szpeci. Tam właśnie Szanelek spędza swoje dniówki i dziewczyny po wybieganiu też tam lądują. Jeśli chcesz - obfotografuję ją. Był to jakiś wydatek, ale jednorazowy, sprawdza się świetnie, a ja naprawdę spokojna jestem tylko wtedy, kiedy koty są w domu lub wolierze.
        Na allegro można kupić gotowe woliery, ja szukałam chętnych do zrobienia poprzez usługi allegro, ale jeśli masz jakąś złotą rączkę w rodzinie to da radę i będzie dużo taniej.
        Niektóre koty, niestety, już tak mają - muszą wyjść za potrzebą, a obsikiwaniem dają temu wyraz.
        Podpisuję się też pod tym, co napisała Ortolann.
        --
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/gg/wb/qpz8/yq5lrRRhXRFC0Ai0qX.jpg
    • jottka Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 11:48
      a nie możesz wychodzić z nim pod kontrolą (na smyczce najlepiej)? mój kocur dawno temu miał taką fazę, że ok. północy życzył sobie nie tylko wyjść jak zwykle do piwnicy (bo on lubi późnowieczorne spacery po bloku), ale chciał wyjść na podwórko. to kot niewychodzący, sam popada natychmiast w totalną panikę, ale we dwójkę na smyczce było ok. znaczy bez spaceru - wycie i awantury, po spacerze (ok. kwadransa - 20 min) cisza, spokój, kochany kotek jesteśmy.

      zdaję sobie sprawę, że inne warunki, inny kot, ale mój ziutek to straszliwy neurotyk - zasadniczo dobrze jest wtedy, kiedy jest całkowity spokój w domu, spełniane są jego życzenia oraz ja jestem blisko. być może rysiek też ma tak nieskomplikowane priorytety... nie pamiętam za dobrze jego historii - to kot wychodzący i dobrze zorientowany w terenie? jeśli tak, zaryzykowałabym wypuszczenie, ale tylko wtedy, kiedy sama bym za nim szła czy była w pobliżu (tzn. musiałabyś zarwać noc weekendową). jeśli nie, to faktycznie, raczej należy liczyć na panikę i smutny koniec pod samochodem, mówiąc szczerze.
      • jottka Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 11:58
        a. zaraz. obraz sytuacji mi się nieco zmienił. niutaki, sorry, ale mam wrażenie, że kluczem do rozwiązania problemu ryśka i twojego jest twój mąż. a na to zbiorcza mądrość foruma nie poradzisad ale spacerów ciemną nocą pod kontrolą można by spróbować tak czy tak.
        • mitta Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 12:24
          jottka napisała:
          > a. zaraz. obraz sytuacji mi się nieco zmienił. niutaki, sorry, ale mam wrażenie
          > , że kluczem do rozwiązania problemu ryśka i twojego jest twój mąż.

          Nie mogę się z tym absolutnie zgodzić i uważam, że takie myślenie jest szkodliwe. To właśnie niutaki, jej mąż, córka i to maleństwo stanowią rodzinę i jest to dobro, które należy chronić. Mąż też ma prawo dobrze czuć się we własnym domu, a nie być obwiniany o sikanie kota (które wcale nie musi ustąpić nawt jeśli zaakceptuje kota takim, jakim jest). Trzeba poszukać rozwiązania, które nikogo nie rani, a czasami, niestety, wybrać mniejsze zło.


          --
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/gg/wb/qpz8/yq5lrRRhXRFC0Ai0qX.jpg
          • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 12:51
            Wychodze z nim na smyczy, albo siedzi na sznurku na podworku, niestety raz czuje sie dobrze i moge z nim wyjsc, a piec razy czuje sie zle, a on czeka ze pojdziemy. Jak idziemy na smyczy nie mam gwarancji, ze sie zalatwi, a niestety pracowac muszesad i nie dysponuje nieograniczonym czasem dla niego, choc chcialabym moc poswiecic mu wiecej czasu. W ogrodzie moglby siedzie w wolierze, musze to obgadac z mezem, moze uda mi sie go namowic na zbudowanie. Sam na sznurku nie moze siedziec, bo: 1 przychodza tam inne koty i wtedy sie tluka 2 zawsze moze wpasc pies, a Rysiek na sznurku nie ma nawet szans na ucieczkesad
            --
            Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                  • wiesia.and.company Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 16:29
                    Hm... wobec faktu, że straciłaś na drodze już dwa koty, że do ogrodu przychodzą obce koty i są kocie bitwy (wzrasta poziom stresu u kota i z tego emocjonalnego podniecenia może następować wzmożone strzykanie dla silniejszego oznakowania terytorium), że wpadają groźne psy, że boisz się o swojego kota i jesteś kłębkiem nerwów... to rozwiązanie, które przedstawiła mitta baaaardzo mi się podoba, jest w zgodzie z moimi wyobrażeniami o kontrolowanej wolności kota domowego wink
                    --
                    Wiesia + 8
                    • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 18:12
                      Odpowiem zbiorczo: Rysiek nigdy nie byl kotem wychodzacym, ruszyl kilka razy na podboj swiata: raz w nocy uciekl, bo maz nie domknal tarasu, pare razy wylazl z szelek i poszedl. Wrocil raz sam (z nocnej eskapady) kolejne razy szukalismy go i sprowadzali do domu. Kotlownia, oprocz tego ze jest w niej piec jest pomieszczeniem codziennego uzytku, mam tam pralke, maz narzedzia i rozne inne pierdoly. Tez bym chciala woliere, bylabym wtedy najspokojniejsza, moglabym urzadzic mu tam spokojny kacik, kuwete, miski i czesc zadaszona. Moglby tam siedziec do upadlego. Przed zupelnym wypuszczeniem go ciagle sie wzbraniam, natomiast jesli mialoby do tego dojsc to chcialabym byc maksymalnie przygotowana, stad moja prosba o pomoc.
                      --
                      Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                      • verdana Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 19:21
                        Jeżeli nie był kotem wychodzącym, to wypuszczenie go w niebezpiecznej okolicy jest absolutnie bez sensu. Tym bardziej, zę się gubi - nie widzę szans, aby nie zdarzyło sie nieszczęście. Co innego, gdyby kiedyś był wychodzący - wtedy umiałby przeżyć bez opieki. Tak zwyczajnie szybko zginie albo zaginie. Nie można się do tego "przygotować", bo ten kot sobie nie radzi i tyle.
                        Woliera jest OK, pod warunkiem, ze nie będzie tam siedzieć "do upadłego" Domowy kot będzie się tam zwyczajnie nudził, poza tym wiele kotów jest nieszczęśliwych bez obecności człowieka.
                        --
                        zpopk.pl
                        • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 19:26
                          Nie napisalam, ze sie gubi...napisalam, ze raz wrocil, w innych przypadkach szlismy po niego, bo zwyczajnie trzeba bylo isc do pracy, a balam sie zostawic go na caly dzien ne zewnatrz...Mowiac, ze moze siedziec do upadlego, mialam na mysli: tak dlugo, jak bedzie chcial, teraz siedzi w ogrodzie do pierwszego zmroku, bo po prostu sie o niego boje.
                          --
                          Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                          • verdana Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 19:54
                            Niewychodzący kot, który nie wraca do domu, nie wróci przecież przed wyznaczoną 7 rano, kiedy zaczyna sie ruch na drodze. I nie wydaje mi się, aby zdołał przeżyć w tak niebezpiecznym miejscu, nie mając doświadczenia.
                            Z wolierą jest problem - nie wiesz, czy kot będzie w ogóle chciał w niej siedzieć, zanim jej nie zbudujesz. Część kotów nienawidzi zamknięcia, część nie ma nic przeciw temu. Kot, który siedzi w ogrodzie moze wcale nie byc szczęśliwy w znacznie mniejszej wolierze.
                            --
          • jottka Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 20:39
            mitta napisała:

            > Nie mogę się z tym absolutnie zgodzić i uważam, że takie myślenie jest szkodliwe. To właśnie niutaki, jej mąż, córka i to maleństwo stanowią rodzinę i jest to dobro, które należy chronić. Mąż też ma prawo dobrze czuć się we własnym domu, a nie być obwiniany o sikanie kota (które wcale nie musi ustąpić nawt jeśli zaakceptuje kota takim, jakim jest).


            chwilkę, jakieś dziwne rzeczy imputujesz. zobaczyłam wpis ortolann i skojarzyłam parę różnych wątków, z których wynika oidp, że to mąż niutaki chciał wziąć ryśka do domu, ale że to niutaki szarpie się boleśnie z kocim stresem i to jeszcze sama będąc w ciąży, za to od małżonka słysząc liczne pretensje. no to sorry, ale nie śmiąc wprawdzie wchodzić w prywatne życie niutaki, to jednak pierwsze, co ciśnie się na myśl, to to, że to jednak nie ona powinna z tą szmatą zasuwać i nie ona powinna sobie oczy wypłakiwać z powodu kocich zachowań. wzniosłe hasła o rodzinie niewiele zmienią w opisie w/w sytuacji, chyba że poplątałam dane z różnych wątków, wtedy oczywiście cofam wszystko jak najspieszniej i ogonem zamiatam.

            jeśli natomiast powyższe się zgadza, to widzę główną trudność w tym, że niutaki walczy sama i na to właśnie forum niewiele poradzi. ale woliery bym spróbowała, z tym że częściowo zakrytej czy z jakimiś krzakami, żeby nerwowy kot miał się gdzie schować i skądś łypać na otoczenie. wypuszczenie kota domowego na żywioł w warunkach opisanych, to tak naprawdę skazanie go na śmierć, o czym tu mnóstwo ludzi pisze, i nie ma co do tego dorabiać obłudnych tekstów o mniejszym źle.

            niutaki wprawdzie pisze, że kot jest nieadaptowalny, ale chyba zaczęłabym jednak próbować poszukiwania domu albo czegoś w rodzaju chwilowego pensjonatu. może ktoś (ze znajomych? z forum?) by się zgodził przyjąć go do siebie za utrzymaniem na jakiś czas? jeśli to taki nerwus, że reaguje na obcych na swoim terenie, to tym bardziej czuje podminowaną atmosferę w domu i tym bardziej lejesad może jemu też trzeba wakacji i odbudowy psychicznej w innych warunkach...
            • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 20:47
              Jottko adopcje przemyslalam z kazdej strony, wszyscy normalni znajomi zakoceni i zapsieni, a poza tym on jest naprawde nie do obsluzeniasad Jak sie wkurzy potrafi zrobic krzywde, wiem co mowie, z Ryskiem nie ma zartow, lazilam z kciukiem jak balon przez tydzien, corka ze szramami na nogach. Jesli by poszedl do kogos to w razie gdyby uciekl juz go nikt nie zlapie, znam dziada... Podanie ewentualnego leku, wyczyszczenie uszu, zapiecie szelek = czlowiek pokrojony w plastry...
              --
              Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
    • mysiulek08 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 19:59
      Z calym szacunkiem dla Szamana, ale pomysl z wypuszczanie kota na noc jest nie przemyslany.

      Rysiek to kot domowy, chodzacy sobie w puszorach, majacy swoje terytorium, wsciekle reagujacy na psy i inne koty, nerwowy. Czyli cos w stylu naszej Kici.Yody, ktora po 'spuszczeniu' smyczy poszlaby na gigant, z ktorego na 100% by nie wrocila. Wlasnie dlatego, ze adrenalina by jej mozg zaslepila. I pomijajac nasz fundamentalizm w kwestii wychodzenia kotow, majac spokojna okolice (nie liczac kundli) Kicia.Yoda swoj teren obchodzi na smyczy.

      Noc nie jest tm bardziej dobra (choc ruch u Niu mniejszy), ze obce koty beda bardziej aktywne.

      Wybieg jest najlepszym wyjsciem, choc jesli podstawa problemu Ryskowego sikania sa bywajace na jego terenie obce psy i koty to i wybieg moze wiele nie pomoc.

      W przypadku agresji Kici.Yody wychodzenie na dwor nic nie daje, ale my mamy troche inny klopot niz sikanie. Lokalna slawa behawiorystyczna poradzil aby nie dopuszczac do zrodel agresji czyli teren bez innych kotow albo uspic Kicie.Yode, po czym zakonczyl u nas konsultacje.

      Sam pomysl przebywania Ryska na zewnatrz sluszny, ale bezpieczenstwo kota i spokoj Niu jest tu chyba bardziej wazne.
      • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 20:06
        Nieduzysad to malutka dzialka 50 m2 czy jak tam to sie podajesad szukam rozwiazania, nie chce sie pozbyc Ryska, zeby cos mu sie stalo i z glowy, ale nie wytrzymam dlugo tej atmosfery w domu, wstawania o 4 i sprzatania sikow. Szamanowi udalo sie wiele osiagnac, Rysiek przylazi sie pomiziac! Szuka kontaktu z nami, spi miedzy nami w lozku, albo z corka, wraca z ogrodu i pakuje sie do mnie na kolana. Jednak...sikasad co mam zrobic??
        --
        Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
        • mysiulek08 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 20:20
          Jesli to nieduza dzialka, to moze zamiast woliery zabezpieczyc tak cale ogrodzenie zeby ani psy a ani koty nie wlazily Ryskowi pod nos?

          Zbudowanie woliery to tez koszty a przy ogrodzenie np z miekkiej przezroczystej siatki

          https://kociasiatka.pl/wp-content/uploads/2013/12/34.jpg

          koszt nie powinien byc wyzszy. Mozna jeszcze pod uwage wziac 'elektrycznego pastucha" sa takie o mniejszym woltarzu niz na bydlo, albo wokol ogrodu zamontowac zraszacze do podlewania reagujace na ruch, wtedy przybysz i ewentualny uciekinier dostanie maly prysznic i po kolejnej probie nie bedzie mial zapedow. Widzielismy takie rozwiaznie na jakim zagranicznym kocim forum.

          Radze Tobie to, co nam po glowie chodzi, tyle z w naszym przypadku koszty sa ogromne, a teren nie nasz.
          • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 20:38
            Koty beda wlazic, bo to moje bezdomnesad mieszkaja tam, maja domki pod wiata,nie moge ich wygonicsad Cala dzialke mamy ogrodzona, jednak pies jak jest skoczny to wskoczy chocby na kosz na smieci i dostanie sie na teren. Ogranicza mnie tez po czesci moj maz, bo jak juz tu pisalam i niektorzy zauwazyli on jest problemem.... ale nie chcialabym sie rozwodzic z powodu kotasad

            --
            Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
            • jottka Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 20:42
              czekaj, niutaki, a próbowałaś feromonów pod wiatą? znaczy feliwaya w miejscach, gdzie one przebywają, a rysiek dociera? bo ty masz, zdaje sie, klasyczny problem spanikowanego rezydenta, który nie rozumie, że tamte koty nie są dla niego zagrożeniem, więc czuje się niepewnie we własnym domu i leje.

              a drugie, co mi przyszło do głowy - nie da się wyprowadzić kotów bezdomnych na karmienie gdzie indziej? może ten problem trzeba ugryźć z drugiej strony? skoro rysiek boi się obcych w swoim ogrodzie, to może trzeba obcych stopniowo wyprowadzić w jakieś ustronne miejsce poza ogród?
              • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 20:53
                Ale on sie ich nie boi, on po prostu mial za duzo sytuacji stresowych (remont, jeze, moja ciaza) i koty spod wiaty chcialby pozabijac, te moje bezdomniaki sa oaza lagodnosci. Wyprowadzic nie bardzo mam jak, bo juz i tak przypieprzaja sie sasiedzi, ze koty lazasad On sie tlucze z dzikimi/obcymi kocurami, ktore laza jak to koty, one mysla ze sa u siebie, a on chce je z bledu wyprowadzic. Myslalam o zalozeniu mu obrozki feromonowej, co Wy na to?

                --
                Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                • jottka Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:19
                  no to podsumujmy - kocur jest szalenie agresywny i nie znosi najlżejszej konkurencji, mimo że (jak przypuszczam) jest kastrowany (?). a w walce o uzyskanie statusu jedynowładcy stosuje wszystkie dostępne metody (bicie, znaczenie, co tam jeszcze). nie jest też podporządkowany żadnemu człowiekowi (chodzi mi o ten bazowy poziom zaufania, kiedy kot pozwala sobie np. jakiś drobny zabieg przeprowadzić).

                  wnioski z powyższego mam takie, że woliera czy spacery to chyba nie ten przypadek, bo jemu nie chodzi na mój rozum o miłą chwilę swobody czy dumania z widokiem na ptaszki, tylko o bezwzględną dominację na swoim terenie. to ja bym na dzień dobry pozwoliła mu się chyba lać z kotami na podwórku, bo do niego, obawiam się, trafia tylko argument siły. albo oberwie i się uspokoi, albo wygra i triumf też go powinien nieco zadowolić.

                  a w międzyczasie szukałabym jakiegoś doświadczonego diagnosty, czy są jakieś metody/ środki, żeby mu poziom agresji obniżyć, bo on chyba z urodzenia i wychowania rozumie tylko nagą przemoc. tyle że na zdrowy rozum on powinien być w miarę możności odizolowany od wszelkich zwierząt, w których może upatrywać rywala...
                  • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:24
                    On jest teraz duzo spokojniejszy po lekach od Szamana, ja moge przy nim robic rozne rzeczy, musi to jednak byc odpowiedni moment, natomiast obca osoba, u ktorej ewentualnie mialby znalezc nowy/tymczasowy dom nie ma najmniejszych szans w starciu z nim. Przekonala sie o tym dosyc bolesnie wazna pani weterynarz.... On jest uparty jak bawol, wpi.rdol dostal pare razy, leb rozwalony, lapa pogryziona - spuchla, a i tak leci sie bic.

                    --
                    Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
            • mysiulek08 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:07
              Aaa, fakt, najmocniej Cie przepraszam Niu, w ferworze rozwiazan pod Kicie.Yode umknely mi Twoje bezdomniaki. Je rowniez przepraszam.

              Chodzi o takie ogrodzenie, zeby pies nie przeszkoczyl, a bezdomniakom moze jakas furtke? ale to znowu okoliczne kocury wleza, ehhh.

              Nie mam pojecia czy obrozka pomoze, feliway na Ryska dzialal?
              • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:09
                nie przepraszaj Mysiulkukiss feliwaya nie probowalam, myslalam o obrozy, sama nie wiem co robic...
                --
                Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                • jottka Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:22
                  feliway to w pomieszczeniach zamkniętych, z obróżką nie wiem, ale próbowałabym wszystkich metod. poza tym mi się skojarzyło - dla niego twój mąż też może być rywalem. i tu mam pytaniesmile używa może twój małżonek jakiejś mocno pachnącej wody po goleniu? bo jeśli tak, to odżałowałabym nieco perfumy i "poznaczyła" w miejscach, gdzie szanowny rysio nalał. na mojego kocura (przed kastracją) działało bezbłędnie, z tym że on aż takich odlotów agresji nie miewał.
                • mysiulek08 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:22
                  U nas feliway wlaczony non stop, bo pomaga Klusce (znowu ma nawrot strachow), Kicia.Yoda ma za to w nosie, ale dla spokoju sumienia wsadzony do wtyczki w sypialni MD i w korytarzu a i tak dochodzi do walk rano przy zapinaniu puszorow. Ale na Kicie.Yode mocnych nie ma, moze tylko relanium.

                  Sprobuj feliwaye i tego w dyfuzorze i tego w spraju na miejsca gdzie Rychy sika. Ty masz dom otwarty, podobnie jak my, jeden dyfuzor nie starczy. W parterowej chalupie uzywamy dwoch. Trzeci by sie jednak przydal.

                  Jakby co, to podrzuce namiary gdzie kupuje za znosne pieniadze.

                  No i jesli Rysiek zareagowal na granulki Szamana, to moze i na Bacha tez zareaguje, chyba ze probowalas.
                  • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:25
                    Krople Bacha przetestowane, nic nie daly. Jedyne widoczne efekty byly po seronilu i teraz po granulkach, jest zauwazalnie spokojniejszy.
                    --
                    Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                    • mysiulek08 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:30
                      U Kici.Yody tez ani Bach, ani granulki, ani feliway. Niestety nie mamy sie do kogo udac zeby choc psychotropow sprobowac. Naprawde mamy juz dosc ran na kostkach i lydkach. Choc to chyba lepsze od sikania.

                      Pisalas, ze w koncu po serotonilu tez zaczal w koncu sikac.
                      • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 21:32
                        tak, bral go od listopada 2012 i do poczatku biezacego roku bylo ok, a potem sie zaczela jazda...

                        --
                        Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                          • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 22:02
                            To tez... na pewno powinien byc jedynakiem, ja zreszta mowi, ze to socjopata w czystej postaci...Jednak to nasz pierwszy kot i popelnilismy mnostwo bledow przy jego wychowaniu, miedzy innymi zostal za wczesnie zabrany od matki - wciaz pokutujacy schemat 8 tygodnia,
                            zabawa reka, dokocenie. Ale teraz juz nie ma wyjscia, nie uspie Piszczalki, ani nie wygonie bezdomnych, nie przestane zajmowac sie jezami - dlatego szukam pomocy, co zrobic, zeby nasze zycie stalo sie znosne...
                            --
                            Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                            • verdana Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 31.05.14, 22:09
                              Ja mam dwa koty zabrane w 7 tygodniu - tzn niestety, jednego, bo drugi już nie żyje. I oba bardzo, bardzo zrównoważone.
                              Przykro mi to powiedzieć, ale myślę, ze dla Twojego kota najlepszy byłby dom, gdzie byłby kotem-jedynakiem. Innymi słowy, może najlepiej byłoby szukać mu domu.
                              --
                                • mitta Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 00:05
                                  Niutaki, przykro mi to mówić, ale chyba tutaj nie znajdziesz rozwiązania problemu. Przez wiele lat podczytywania, a potem bytności na tym forum zetknęłam się bodajże tylko z jednym przypadkiem udanej terapii (wykluczając, oczywiście, choroby dróg moczowych). Była to terapia farmakologiczna sterydami. Jeżeli odrzucasz takie rozwiązanie, pozostaje Ci zasięgnąć porady doświadczonego behawiorysty. Ale wtedy musisz się zgodzić na jego pobyt w waszym domu i obserwację nie tylko zwierząt, ale i ludzi. Nie liczyłabym na poradę kogoś takiego przez internet, czy telefon, a nawet gdyby się znalazł, byłabym nieufna, bo uważam, że etyka zawodowa nie pozwala zaocznie diagnozować pacjenta.
                                  Po drugie - zaproponowałam wolierę ze względów BEZPIECZEŃSTWA, a nie jako antidotum na obsikiwanie. Ja, mając dość mocne nerwy, wariuję, kiedy jakiś kot spóźnia się do domu, więc postaw siebie w takiej sytuacji - nie miałabyś chwili spokoju. Woliera mogłaby też odciążyć waszą uwagę, dać kilka godzin oddechu i nie musiałabyś kota zostawiać w domu na czas waszej nieobecności i martwić się, gdzie znowu nasika.
                                  Po trzecie - w moim przypadku nie sprawdził się ani feliway, ani krople Bacha, pomaga tylko wypuszczenie z domu. Moja Bliźniaczka jest rozpieszczoną, uwielbianą księżniczką, w sumie bardzo zrównoważoną. Dzisiaj, ze względu na duży ruch na drodze, nie była wypuszczona i nasikała mi w czterech miejscach sad I przeczytanie przeze mnie mnóstwa artykułów, obejrzenie wszystkich odcinków "Kota z piekła rodem" itd. nie dało mi żadnych wskazówek, jak z nią postępować. Bo każdy kot, zwierzę, człowiek jest inny i choć objawy są takie same, to przyczyny już nie.
                                  Wiem, że tym wpisem niewiele pomogłam, ale widzę, że oczekujesz jakiegoś złotego środka, a takiego po prostu nie ma lub jest nie do zaakceptowania przez ciebie sad
                                  • salimis Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 01:10
                                    Powtórzę to co napisałam w wątku livii Kot mi leje...jestem już na skraju wytrzymałości

                                    CytatDobrze byłoby w pierwszej kolejności poznać przyczynę tego lania zanim udasz się do "autorytetów" leczących tylko objawy. Oczywiście nie mam tu na myśli behawiorystów bo skorzystanie z ich doświadczenia jak najbardziej wskazane.

                                    Z twojego postu wywnioskowałam że przyczyna jest znana. Nie ma to nic wspólnego ze zdrowiem lecz z psychiką kota a raczej tym co na nią wpływa, co wywołuje niepokój i stres. Tak jak mitta zalecałabym przede wszystkim behawiorystę.
                                    Nadziwić się nie mogę że zamiast skorzystać z jego porad wyrzucasz pieniądze w błoto na sztucznie wykreowanego szamana który tak na prawdę pomógł jedynie pi.asiowym kotom. Tylko dlatego że należały jak mniemam do łagodnych przypadków. Z tymi twardszymi nie dał rady. Przestańcie go reklamować jakby był bogiem. Nie pomógł Yodzie, nie pomógł pi.asiowemu Grzdylowi , nie pomógł twojemu Ryśkowi. Zamiast homeopatii zafunduj kotu porządnego behawiorystę .
                                    Ktoś kto jako lekarstwo zaleca wypuszczanie kota w niezbyt bezpiecznej okolicy jest albo laikiem w swej dziedzinie albo niespełna rozumu.
                                    Jeśli ów szaman jest dla Ciebie takim autorytetem zaś pi.asia guru którego słuchasz :

                                    CytatAle Pi.asia mowi tak: noca masz mniejszy ruch, moze sie udac...mysle ze Pi.asia moze miec racje, ale mam kolejne"ale": psy. Rysiek atakuje wszystkie psy, bez wyjatku... zawsze dzieje sie na moim podworku, na moich oczach i zawsze interweniuje, choc psy uciekaja przed nim. A jak trafi na takiego co nie ucieknie? I znowu Pi.asia mi dobrze mowi: w nocy kot ma wieksze szanse. Blagam powiedzcie co robic?

                                    to zrób tak jak zalecają ale nie rycz później że znalazłaś Ryśka rozszarpanego, rozjechanego tudzież konającego w męczarniach.
                                    Może w pierwszej kolejności posłuchaj swojego rozumu bo owoców tego co zrobisz nie będzie zbierał szaman czy pi.asia ale TY !
                                    Życzę aby to nie był robaczywy owoc.
                                    --
                                    http://s6.rimg.info/c90fc5ead51c33fef44bd33679e9835c.gifhttp://s20.rimg.info/504790d595685cacc6401fa32881a792.gif
                                    W odróżnieniu od ludzi koty liżą d..ę wyłącznie sobie !
                                    • pi.asia Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 10:02
                                      Najpierw odpowiem Niutaki:

                                      Z całej dyskusji wyłaniają się cztery opcje, każda ma wady i zalety.

                                      1. oddać kota do adopcji.
                                      Zaleta - czysty niezasikany dom
                                      Wady - wyrzuty sumienia, tęsknota, świadomość że Rysiek w nowym domu może się zachowywać tak samo albo jeszcze gorzej i że skończy się to jego uśpieniem.
                                      Opcja absolutnie nie do zaakceptowania

                                      2. zostawić wszystko tak jak jest czyli kot w domu
                                      Zaleta - kotu nic się nie stanie
                                      Wady - zasikany dom, nerwy męża, nerwy Niu, ciągłe jeżdżenie na szmacie, kot zestresowany krzykiem i awanturami

                                      3. spacery z kotem w szelkach
                                      Zaleta - kot pod kontrolą = bezpieczny
                                      Wady - czy bezpieczny to problematyczna sprawa, bo napadnięty przez innego kota lub psa ma mniejszą możliwość manewru, przyciągnięty gwałtownie na szelkach kompletnie spanikuje. Poza tym spacery wymagają czasu, którego Niu nie ma zbyt wiele, a wkrótce nie będzie mieć wcale. No i spacery w szelkach nie wyeliminują domowego sikania.

                                      4. woliera
                                      Zaleta - kot bezpieczny, trochę wolny
                                      Wady - koszt, budowa (obecność obcej ekipy zestresuje Ryśka), wolność ograniczona

                                      5. wypuszczanie na noc
                                      Zaleta - kot jest panem na swoim terenie, ma możliwość wyładowania energii i wysikania się na dworze, dom czysty, mąż spokojny
                                      Wady - zagrożenie ze strony psów i samochodów, nerwy Niu, czy kotu nic się nie dzieje.
                                      Powtórzę to, co było pisane już wcześniej, i co Niu mówiła mi przez telefon: ulica przy której mieszka, prowadzi na plażę. Nocą to tam chyba dużego ruchu nie ma.
                                      Psy Rysiek wygania, czasem przy pomocy Niu, ale generalnie psów się nie boi i potrafi sobie z nimi radzić.

                                      Żadne rozwiązanie nie jest idealne. Są tylko takie, które mają same wady i jedną zaletę, a są takie które mają zalet kilka.

                                      A teraz odniosę się do postu salimis.


                                      > . Nie pomógł Yodzie, nie pomógł pi.asiowemu Grzdylowi , nie pomógł twojemu Ryśk
                                      > owi.

                                      Yoda - przypadek leczony na odległość, bez możliwości obserwowania kota, bez codziennej konsultacji, w dodatku kot z genami dzikiego kota andyjskiego czyli tak naprawdę inny gatunek zwierzęcia. A w homeopatii jest tak, że leki dobiera się do pacjenta, a dopiero w drugiej kolejności do choroby. Ta sama choroba u owczarka, yorka i mopsa będzie leczona w inny sposób.

                                      Rysiek - Niutaki wyraźnie pisała, że kot jest zauważalnie spokojniejszy, daje się głaskać, miziać, wchodzi na kolana, sypia z Niu (wcześniej nie do pomyślenia), pozwala na drobne zabiegi pielęgnacyjne.

                                      Grzdyl - leki pomogły w przypadku zaburzeń zachowania, pomogły super skutecznie, kot brał je dwa tygodnie i od tamtej pory mam spokój. Nie pomogła homeopatyczna "kastracja" ale po pierwsze na nią dr Prokop nie dawał gwarancji, uczciwie uprzedził, że spróbujemy, może się uda. W pewnym stopniu się udało, ale problem wrócił. Tu trzeba wziąć pod uwagę to, że znaczenie terenu przez Badyla nie było jakimś zaburzeniem zachowania, lecz wręcz przeciwnie - normalnym zachowaniem zdrowego, silnego, dojrzałego samca. Próbowałam więc leczyć zdrowie a nie chorobę i po prostu się nie udało.

                                      > szamana który tak na prawdę pomógł jedyn
                                      > ie pi.asiowym kotom.

                                      Nie wiesz komu pomógł, to się nie wypowiadaj. Wyleczył trzy koty Eli, dwa psy mojej przyjaciółki, ma pod opieką hodowle kotów rasowych. Działa skutecznie od dwudziestu paru lat, gdyby opierał pratkykę tylko na moich kotach, to by z głodu umarł. Kłopot trzy lata temu był już przeznaczony do uśpienia. Żyje i ma się dobrze tylko dzięki niemu. Może dla ciebie to żaden argument, ale dla mnie dosyć istotna sprawa.

                                      >nie rycz później że znalazłaś Ryśka rozszarpanego,
                                      > rozjechanego tudzież konającego w męczarniach.

                                      Nie ma co, potrafisz dodać otuchy dziewczynie, która jest zmęczona, zestresowana i szuka pomocy. Moje gratulacje. Analogicznie można napisać co się stanie, gdy Rysiek będzie nadal sikał w domu, a mąż do traci cierpliwość. Czy o takie wizje prosiła Niutaki???
                                      • salimis Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 10:47
                                        pi.asiu nie burz się tak ale dla mnie osoba która :
                                        wiedząc że trzeba porządnie zabezpieczyć balkon a nie robi tego, czym doprowadza do wypadnięcia kota nie jest dla mnie autorytetem
                                        mając świadomość że branie kota z dworu który nie wygląda na w pełni zdrowego i umieszczanie go razem ze swoimi zwierzakami może przynieść opłakane skutki, zamiast izolować na czas leczenia, nie jest dla mnie autorytetem.
                                        Tak więc sama siebie oceń bo obydwa przypadki są związane z tobą.
                                        Co ciekawe potrafisz zrobić prawie rozprawkę j.w dając komuś rady a sama jakoś sobie nie poradziłaś.
                                        To co tak pięknie wypunktowałaś to nic innego jak podsumowanie tego co inni wcześniej napisali.
                                        Zadam tobie jedno pytanie
                                        Weźmiesz na siebie odpowiedzialność gdy Ryśkowi coś się stanie ???

                                        A jeśli chodzi o twojego szamana to dziwię się tobie że polecasz go komuś w leczeniu na odległość. Chociaż masz świadomość że brakuje w tym bieżącej obserwacji i konsultacji. Rozumiem że w Częstochowie dochodzi do cudów ale bez przesady.
                                        Ty możesz sobie w niego wierzyć, konsultujesz z nim naocznie swoje koty ale przestań go reklamować jako panaceum na wszystkie przypadki.

                                        Piszesz że żadne rozwiązanie nie jest idealne. Zgadzam się z tobą w całej rozciągłości ale nic nie stoi na przeszkodzie aby spróbować zasięgnąć porady kogoś kto na prawdę się na tym zna czyli behawiorysty. Być może pomoże ale na pewno nie zaszkodzi.
                                        Może trzeba by powtórzyć badania Ryśkowi ( nie śledzę tematu na bieżąco ) tak jak to zrobiła livia gdzie okazało się że problemem są jednak nerki.

                                        --
                                        http://s6.rimg.info/c90fc5ead51c33fef44bd33679e9835c.gifhttp://s20.rimg.info/504790d595685cacc6401fa32881a792.gif
                                        W odróżnieniu od ludzi koty liżą d..ę wyłącznie sobie !
                                      • mysiulek08 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 19:59
                                        Pi, ja do Szamana, jako takiego nic nie mam, to ze jego kuracja nie zadzialala na Kici.Yodzie to zupelnie inna bajka, na nia NIC nie dziala, nawet przy operacji musiala dostac podwojna dawke znieczulacza. Taki organizm.

                                        Natomiast nikt, nigdy nie przekona mnie do homeopatii. Troche w tym siedzialam, troche stosowalam, efektow zero, ba moja wlasna mamuska omal nie przyplacila zyciem zalecen doktora co do brania granulek.

                                        Jesli komus (czy czlowiekowi czy zwierzeciu) pomagaja ok, ja stoje od tego z daleka.

                                        A co Ryska Niu, znajac sprawe wylacznie via net mam obraz kota na podobienstwo Kici.Yody i znajac ja, w zyciu bym nie spuscila jej z oka. Po pierwszej nocy poza domem byloby po kocie. I stad wnioskuje, ze z Ryskiem byloby podobnie. Wscieklosc jaka zalewa im mozgi gdy widza obce koty robi z nich z jednej strony maszyny do zabijania a z drugiej w jakis sposon bezbronne stworzenie nie przystosowane do swiata. My mowimy, ze takie koty nie znaja 'kociego' i nie potrafia sie w innym niz wlasny kocim swiecie odnalezc.

                                        Niu wspomniala, ze przy Rysku popelnila bledy w wychowaniu, my rowniez i teraz zbieramy zniwo. Z tym, ze u nas leje sie krew a u Niu jest sikanie.

                                        Kicia.Yoda to silna psychicznie andyjska goralka, w rownowadze utrzymuja ja codzienne rytualy, izolacja (w miare mozliwosci) od innych kotow, szkoda gadac ile nas to zachodu kosztuje i pelne zrozumienie i atencja calej naszej trojki. MD niemal calkowice podporzadkowal rozklad dnia pod Kicie.Yode.

                                        U Niu sa troche inne realia, dlatego jest trudniej.
                                      • mary_ann Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 20:28
                                        pi.asia napisała:

                                        > Z całej dyskusji wyłaniają się cztery opcje, każda ma wady i zalety.
                                        >
                                        > 1. oddać kota do adopcji.
                                        >
                                        Zaleta - czysty niezasikany dom
                                        > Wady - wyrzuty sumienia, tęsknota,

                                        Wydaje mi się, że co jak co, ale tęsknota człowieka jest tu akurat najmniej ważna...

                                        A zaletą tego rozwiązanie byłby nie tylko i nie przede wszystkim niezasikany dom (choć to b. ważne oczywiście), ale prawdopodobnie lepsze samopoczucie kota, który najwidoczniej nie może konkurować z innymi zwierzętami.

                                        świadomość że Rysiek w nowym domu może się z
                                        > achowywać tak samo albo jeszcze gorzej i że skończy się to jego uśpieniem.

                                        Tu rzeczywiście tkwi trudność - trzeba mu znaleźć dobry dom bez kotów (!), odpowiedzialnych i cierpliwych opiekunów. A wtedy ryzyko uśpienia będzie pomijalne.

                                        > Opcja absolutnie nie do zaakceptowania

                                        Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego chyba najlepsza dla kota opcja została jako jedyna przedstawiona jako "absolutnie nie do zaakceptowania"....
                                        • verdana Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 21:09
                                          Dlatego, ze tu kot zostaje potraktowany jak człowiek. Tzn. własnego dziecka się nie oddaje i kota też nie. Problem w tym, że w tym wypadku ideologia przeważa nad zdrowym rozsądkiem - ten kot najwyraźniej nie czuje sie dobrze w domu, nie jest w stanie współżyć z innymi kotami i chyba za szczęśliwy nie jest. Nie wspominam już o mężu - jak naprawdę lubię koty, to jednak samopoczucie męża jest dla mnie istotniejsze niż kota.
                                          Moim zdaniem znalezienie kotu nowego domu, gdzie byłby spokojny byłoby opcją optymalną. Tym bardziej, że za rok-półtora poważnym problemem będzie raczkujące dziecko, kolejny konkurent dla kota. Dziecko powinno mieć czysty (w miarę, ale jednak) i bezpieczny dom. Kot, spokojny azyl. Jakoś tego nie widzę.
                                          --
                                          • ortolann Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 02.06.14, 07:36
                                            Dokładnie tak. Wyobraźcie sobie ciążę, Niutaki pisała tez gdzieś o innych trudnych życiowych sytuacjach, sikającego kota, wściekłego męża i burzę hormonów żony. Pisanie o rozwodzie z powodu kota jest grubym nadużyciem, uważam, bo wcale nie kot byłby tutaj powodem. Taka sytuacja to jest masakra emocjonalna i nerwowa dla wszystkich jej uczestników. Ludzie na siebie warczą, a kot leje - i dolewa oliwy do ognia. Coś mi się wydaje, że problem jest gdzie indziej i to raczej z kalibru tych większych. I to do tego problemu trzeba się zabrać przede wszystkim, nie robiąc krzywdy kotu, oczywiście. Ale nie kot jest tutaj najważniejszy. Jeśli chce wychodzić - niech wychodzi. Jeśli mamy go pod opieką i jest to tak trudny przypadek, że ręce nam opadają, to nie bierzemy pod opiekę innych. Dorastamy przyjmując odważnie świadomość, że nie powołano nas do zbawiania całego świata, tylko do tego aby najbliższemu otoczeniu stworzyć jakie-takie warunki życia.
                                            --
                                            https://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
                                    • niutaki Salimis 01.06.14, 10:32
                                      Chyba troche sie zagalopowalas, nie powiedzialam nic na temat guru czy autorytetow, a co do wychodzenia kotow to myslalam, ze poznalas moje zdanie i wiesz ze jestem radykalem... natomiast w moim przypadku nie bedzie latwo znalezc i oplacic prawdziwego behawioryste. Mieszkam w Darlowie i jak juz nie raz pisalam psy dupami tu szczekaja. Szamanowi udalo sie osiagnac to co pisalam powyzej, ale moze nie doczytalas: Rysiek przychodzi na kolana, spi z nami, da sobie nawet pogrzebac przy uszach. Ja wiem dlaczego on sika, prosilam Was o porade, bo sama nie daje rady, jestem wdzieczna za kazdy wpis. Zacytowalam Piasie, poniewaz to ona mnie uspokoila, gdy dzwonilam do niej zaryczana, dziekuje za dyskusje i wiesz ze cenie sobie Twoje zdanie. Szukam wyjscia z sytuacji, mysle nad woliera, (Mitta dzieki za zdjecie), bo tam Rysiek bylby bezpieczny a ja spokojna. Boje sie o moja ciaze, ale nie chce stracic kota, ani miec ciaglej wojny z mezem.

                                      --
                                      Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                                      • salimis Re: Salimis 01.06.14, 10:52
                                        niutaki, ja myślę że w twoim przypadku mogłaby pomóc Kapituła wszak to ekstremalny przypadek .
                                        Tak więc :
                                        Składam formalny wniosek o dofinansowanie niutaki celem opłacenia behawiorysty, bo jakby nie było są to koszty a zarówno niutaki jak i kotu trzeba by pomóc.
                                        --
                                        http://s6.rimg.info/c90fc5ead51c33fef44bd33679e9835c.gifhttp://s20.rimg.info/504790d595685cacc6401fa32881a792.gif
                                        W odróżnieniu od ludzi koty liżą d..ę wyłącznie sobie !
                                        • ajaksiowa Re: Salimis 01.06.14, 12:45
                                          Skoro Rysiek dopieszczany przez Ciebie -leje,spróbuj go traktować ozięble per noga ,chyba więcej lać nie będzie a sama jestem ciekawa czy zmieni się coś na lepsze bo nagorsze chyba nie ma szans? smile
                                          • jottka Re: Salimis 01.06.14, 12:52
                                            to nie ten schemat działania - on leje, chcąc odstraszyć inne koty, a nie rozumie, że dla ludzkiego przyjaciela to nie do zniesienia, to jest kocur-dominant, a nie małe dziecko.

                                            a co do reszty - popieram salimis. z dodatkową uwagą, że nie mając wglądu w to, co się u niutaki dzieje, nie przypisywałabym częściowego uspokojenia się kota dowolnym granulkom, a prędzej upływowi czasu, załatwienia przez rysia jakiegoś głównego konkurenta itepe itede. i skoro kot się choć częściowo cywilizuje, to ja bym właśnie dopieszczała ile się da, a z drugiej strony ograniczała ile możności widok czy zapach obcych kotów.
                                            • wiesia.and.company Re: Salimis 01.06.14, 15:39
                                              Skomplikowana sprawa. Wiadomo.
                                              Jest tu kilka opcji - żadna nie jest idealna.
                                              A na razie odniosę się do rady Szamana, bo najpierw gdy to przeczytałam (wypuszczać kota na noc) to sobie szyderczo pomyślałam, że to rada starszego mężczyzny w typie "solidarność plemników" w sensie niech się chłop wyszaleje w klubie go-go to będzie tak zmęczony i "przepracowany emocjonalnie", że straci wysoki poziom podniecenia i przestanie lać w domu.
                                              A z drugiej strony: wypuszczenie na noc poza sezonem letnim (wiadomo, jeszcze mniejszy ruch na drodze) i nawet w sezonie letnim to nie jest taki zły pomysł. Będzie chodził po terenie bliższym i dalszym, ucinał sobie drzemki głęboką nocą a potem będzie wracał do domu by odespać eskapady. Zjeść (robi się ociężały) i spać. Czyli znika z oczu mężowi (bo zasypia). Mąż go nie widzi, nie rośnie mu poziom... nazwijmy to zdenerwowaniem... więc co z oczu, to z serca. Poza tym Rysiek teren zna, wie gdzie jest, zgubić się nie zgubi, on tylko może być zanadto samodzielny w podejmowaniu decyzji. Ale... skoro tak bardzo chce... to chcący nie cierpi... Wróci do domu, tu ma jedzenie i swoją ukochaną Panią, i te kolanka... Nie będzie się jednak meldował posłusznie jak pracownik przy biurku. Słusznie zauważyła verdana, że: Niewychodzący kot, który nie wraca do domu, nie wróci przecież przed wyznaczoną 7 rano, kiedy zaczyna sie ruch na drodze. I nie wydaje mi się, aby zdołał przeżyć w tak niebezpiecznym miejscu, nie mając doświadczenia.
                                              Ale to jest niebezpieczne miejsce przede wszystkim w sezonie. Czyli - chyba można mu pozwolić na nocne eskapady przede wszystkim poza sezonem.
                                              Uważam, że problemem jest zetknięcie się dwóch samców w domu. Żaden nie chce wypuścić dominacji. Bo mąż uważa, że ma być tak, jak on chce i nikt nie może liczyć na pobłażanie.
                                              Rysiek nie chce oddać pola i sikaniem zawiadamia, że to też jest i jego terytorium. Moim zdaniem to odpowiedź na chęć dominacji jednego człowieka. Rysiek się broni, ostrzykując, wtedy się czuje bezpieczniej na terenie.
                                              No, ale tego nie przeskoczymy, bo to wymaga chęci współpracy ze strony kogoś, kto absolutnie się nie ugnie. Trudno. (przepraszam, niutaki, to nie jest do Ciebie - nie masz na to wpływu, Ty byś chciała... ale to nie od Ciebie zależy).
                                              Myślę, że można by było zbudować wolierę - albo dokładnie uszczelnić płot czy ogrodzenie (kupując siatkę ogrodzeniową). Nie wykluczam, że w takiej sytuacji mniej kosztowałaby woliera. Ale: siedzący w wolierze Rysiek - a przed jego nosem defilujące inne koty czy psy - to wyzwanie dla Ryśka, który nie może rozładować napięcia. Czyli podniecony kot w wolierze - to jak tygrys w małej klatce, też się robi groźny gdy go wypuścić (czy też wpuścić na pokoje).

                                              To może behawiorysta: ale ja myślę, że wydane pieniądze nie przyniosą dobrego rezultatu pogodzenia męża z drugim facecikiem. Bo tu jest chyba punkt zapalny. Czyli właściwie na kogo wpływać? Na kota? Ale równocześnie na męża... a mąż nie będzie się chciał poddać wymaganiom behawiorysty, który zaleci ludziom zrobienie tego czy tamtego lub nierobienie tego albo tamtego w sytuacji gdy kot... No i mąż pewnie nie da się tak łatwo wyciszyć wink zwłaszcza gdy dziecko w drodze, czyli bomba która wywali jego (męża) całe życie do góry nogami (on pewnie już się widzi ponownie przy kilkakrotnym wstawaniu w nocy, chodzącej stale pralce, odstawiony na bok przez zaangażowaną przy dziecku żonę). Nie sądzę, żeby się teraz uspokoił z powodu Ryśka a przed wybuchem małej bomby.
                                              Zostawię zatem behawiorystę w spokoju, bo jego zalecenia wymagają współpracy wszystkich domowników (by odciążyć psychikę Ryśka).
                                              Czyli powoli dochodzę do tego, żeby jeszcze przed sezonem zacząć wypuszczać Ryśka nocą. Najpierw wychodzić z nim na krótkie spacerki na szelkach, obejść cały teren (on i tak ten teren zna) a potem po prostu ćwiczyć wołanie Ryśka i gdy przyjdzie nagradzanie. Czyli żeby wołanie kojarzyło mu się zawsze z czymś przyjemnym, pozytywnym - wtedy będzie bardziej skłonny pojawiać się na wezwanie (przed sezonowym szczytem dojazdowym na plażę).
                                              Oczywiście, dobrze, żeby miał się gdzie schować (jakaś budka na kurzej łapce) gdyby uciekał przed deszczem, psem, czy chciał sobie pospać z dala od ludzi. Po nocnych wędrówkach będzie wracał do domu i odsypiał, czyli mniej krążył "po salonach" i mniej rzucał w oczy.
                                              A co do zagrożenia na drodze - no cóż, trzeba mu pokazać jaki pęd powietrza i zawirowania, no i nienawistny kotom hałas tworzą jadące samochody. Ja tak pokazywałam Leosi (zabieram ją raz w roku na działkę leśną). Wsadzałam Leosię do transporterka i szłam poboczem szosy. Mijające nas samochody powodowały hałas i pęd taki, że Leosia w transporterku nerwowo skakała, usiłowała się schować, przycupnąć z daleka od "potworów". To taka lekcja, żeby na szum nadciągającego samochodu raczej uciekała w zielone pobocze (odsuwałam się z Leosią w transporterku na pobocze i widziałam, że ona załapuje, w którą stronę chce uciekać, bo widziałam ruch głowy i skok w transporterze). Wiem, że to trochę naiwne, ale może coś Leosi dało, bo potem to obserwowałam na spacerach po leśnych duktach, gdy słyszałyśmy z daleka jadący samochód.
                                              Tak dochodzę do podsumowania mojego wywodu:
                                              - nie sądzę, żeby behawiorysta uporządkował relacje kocio-ludzkie
                                              - proponowałabym wykonać kilka szkoleniowych spacerów po ogrodzie na szelkach i nocą
                                              - zacząć wypuszczać (trening jeszcze przed sezonem letnim)
                                              - nadal podawać Ryśkowi granulki Szamana albo serotonil (to inhibitor serotoniny, sama brałam, powoduje zmniejszenie stresu i wyciszenie zdenerwowania, daje lekki dystans, po prostu nie pozwala serotoninie na szybkie opuszczenie organizmu) - moja Wikcia ma brać Mirtagen (antydepresant) z powodu niepogodzenia z głuchotą i uważam, że to jej pomoże odzyskać komfort życia - a przecież o to chodzi.
                                              No i dopieszczać (tak jak pisze wyżej jottka), informować o tym, że jest ważny (tyle, że on tę "ważność" utraci, gdy urodzi się dziecko, chyba że niutaki da radę czasowo wink ale też i podawać albo to, co dał Szaman, albo serotonil (to już do wyboru przez niutaki, wiadomo co jak działało).
                                              I niutaki: teraz jesteś mocno zdenerwowana i rozdygotana. Poczekaj - dzień czy dwa dni, i Twoje decyzje się wykrystalizują. Sama sobie zrób herbatkę z melisy czy kropelki nervosolku (jeśli można) i będziesz miała większy dystans - a to zmienia tzw. "ogląd" sprawy.

                                              PS. Ja tam jestem z opcji kotów niewychodzących, ale mieszkam w Warszawie na VI p. bloku, więc to siłą rzeczy, wiadomo wink Ale Leosię zabieram na 2 tygodnie na działkę od 6 lat, pierwsze dwa to było cięęęęężkie doświadczenie, teraz mamy do siebie zaufanie. W tym roku będę musiała zabrać Filipka (zastrzyki z insuliny 2 razy dziennie) i oczywiście się boję, ale sąsiedzi też przyjeżdżają z kotką, no więc szelki, spacery, zaznajamiane z terenem, żadnego wypuszczania na noc, bo mi się nie zamelduje na godziny podania insuliny, i będę się starać... a Filipek chyba też, bo Leosia się stara... smile
                                              Ale elaborat. Może dobrniecie do końca smile

                                              --
                                              Wiesia + 8
                                              • aankaa Re: Salimis 01.06.14, 16:44
                                                chyba można mu pozwolić na nocne eskapady przede wszystkim poza sezonem

                                                no ale jak sobie wyobrażacie: kot przyzwyczai się do tego i nagle w połowie czerwca dostanie szlaban sad to dopiero może być stres...
    • wladziac Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 17:15
      kocur po bójkach z innymi kocurami robi się jeszcze bardziej agresywny i zawzięty a miałam tego przykłady dlatego wypuszczanie Ryśka nie ma sensu i może pogorszyć sytuację a nie polepszyć,o innych skutkach nie wspomnę bo to wiadomo,natomiast w tak krytycznej sytuacji bez żadnego ale ja podawała bym lek który mu pomagał i postawił na nogi czyli serotonil
      • wiesia.and.company Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 18:01
        Aankaa, napisałam niejasno. Chodziło mi o to, żeby już teraz przed sezonem ćwiczyć, by w czasie sezonu też wypuszczać (ale już trochę przeszkolonego w samodzielnych eskapadach).
        Wladziac, to co piszesz to racja, ale nie wiemy czy Rysiek nie jest agresywny z tego powodu, że w gruncie rzeczy jest niezadowolony z tłamszenia go przez męża i musi wyładować nadmiar stresu. I chodzi mi też o to, by dwaj samcy nie spotykali się zbyt często na ograniczonej przestrzeni we wnętrzach. Bo wychodzę z tego założenia, że Ryśkowi nie posłużył remont kuchni (a może mylę?), częste odwiedziny niespodziewanych gości wizytujących ciężarną niutaki (czyli nachodzenie terytorium Ryśka) , zdenerwowanie z powodu ciąży i skutków ciąży (wiadomo jakich - pojawienie się nowego członka rodziny, odbierającego część uwagi) - no i brak cierpliwości (delikatnie mówiąc) ze strony męża niutaki. Dlatego widzę to jako kurację pigułkami tak (czy to szamanowymi, czy antydepresantem) ale wzmocnioną unikaniem największego czynnika stresującego...

        --
        Wiesia + 8
        • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 18:22
          Sluchajcie ja poszlam po porade do Szamana, bo seronil przestal dzialacsad tzn Rysiek dostawal rano swoja dawke a i tak sikal, boje sie negatywnego wplywu tego leku na watrobe i ogolnie na zdrowie kota, bo przeciez takich badan nikt nie robisad W ciazy jestem dopiero 9 tydzien, chociaz zdaje sobie sprawe, ze Rysiek wiedzial od razuwink no bo zapach. Wladziac ma racje co do bojek, po kazdej bitwie Rysiek jest tak wsciekly, ze nie moge go zabrac do domu, burczy, rzuca sie i dluuugo dochodzi do siebie. Maz go wtedy oblaskawia z daleka, gada z nim, podrzuca smakolyki i tak po pol godzinie udaje sie go namowic na powrot do domu.

          --
          Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
          • wladziac Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 18:53
            no dokladnie tak to wygląda z kocurami,co ja przechodziłam jakie perypetie kiedy Misio zwiewał na sąsiednie posesje,ale ale,nasze zabezpieczenie siatki ogródkowej zapewniło nam spokój że żaden kociak nie wyjdzie poza obręb naszego terenu,syn zrobił coś w rodzaju daszku z siatki zawieszonego na wygiętych prętach przymocowanych do słupków pod kątem prostym i jest super,wspinający się po siatce kot napotyka na ostatniej prostej przeszkodę której nie sforsuje
            • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 19:41
              Mysiulku jak sie nawiniemy pod lape to tak, ale juz dawno tak nie bylo na szczescie.
              --
              Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 21:48
                  Wladziu nie pytalam, poniewaz ten lek znalazlam tu na forum, nie pamietam czyj kot mial go zazywac, mam wrazenie ze kot ma na imie Imbir(?) ale pewna nie jestem. Tak jak pisalam weterynarze w moim miescie to osoby delikatnie mowiac srednio douczone, jedyny wet, ktoremu ufam (on leczy nam jeze) przyznal od razu, ze nie ma pojecia o tego typu przypadkach, reszta: kot jest zlosliwy, albo: juz ja sobie z nim poradze, co skonczylo sie pokaleczeniem...Do innego miasta nie pojade, poniewaz Rysiek po wlozeniu do transportera jest nie do wyjecia, zadne badanie nie wchodzi w rachube. Ostatnie wizyty odbywaly sie w domu, bo inaczej nie da radysad
                  --
                  Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                  • wladziac Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 22:35
                    no tak,rozumiem ze masz utrudniony dostęp do dobrego weta ale moim skromnym zdaniem jeżeli problem tkwi w głowie a samo sikanie jest tylko skutkiem stresu to nie wyprostujesz sytuacji bez odpowiednio dobranego leku,długie lata mialam sąsiadkę schizofreniczkę i kiedy nie brała leku nie da się opisać co wyprawiała [któregoś dnia o mało nie rozwaliła mi głowy słoikiem wyrzuconym z okna] natomiast kiedy się leczyła była całkiem normalnym człowiekiem,tak mi się wydaje że inna terapia nie przyniesie efektów tylko porządne leczenie żeby kot wrócił do równowagi,dla upewnienia się czy to jednak nie infekcja zbadaj mu mocz,od tego bym zaczęła
                    • lisek.chytrusek Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 23:01
                      Jako opiekunka psychiatrycznego kota (a przy okazji sama przypadek psychiatryczny) podpisuję się rękami i nogami.
                      Moja kotka je amitryptylinę, to dość stary i obarczony skutkami ubocznymi lek, ale dzięki niemu przestała się wreszcie okaleczać. Może warto spróbować?
                      Niu, jeśli chcesz zaryzykować, mogę Ci przesłać listek na próbę.
                      • wadera3 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 01.06.14, 23:44
                        Czytam, czytam i czytam i powiem krótko bez rozpisywania się - koci psychiatra potrzebny i solidna dawka antydepresantu.
                        Żadne kombinacje z wychodzeniem, wypuszczaniem, wolierą i inne cudawianki nie uzdrowią psychiki kota.

                        --
                        Lepiej grzeszyć, a później żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło
                        • niutaki Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 02.06.14, 11:02
                          No to np ten seronil mu podac tylko co, wieksza dawke? Strasznie sie boje o niego, do tej pory bral pol tabletki 10mg, wazy 5 kilogramow, czy taka dawka go nie zabije? Czy zupelnie na ten inny przejsc, ten co Wiesia mowi?
                          --
                          Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
        • wladziac Re: Władziu 01.06.14, 18:44
          eh,no stary komputerro kopną w kalendarz a na nowy trzeba bylo trochę poczekać,ale miło mi się witać po przerwie czytając równie miłe zaproszenie
          • niutaki Re: Władziu 01.06.14, 18:53
            tez sie zastanawialam gdzie bylas, dobrze ze jestessmile
            --
            Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
              • wiesia.and.company Re: Władziu 01.06.14, 22:41
                No i jakoś nie mogę tego tematu porzucić ku uldze osób, które nie lubią elaboratów (a ja w nich przoduję) smile
                I tak sobie myślę: to, co napisała wladziac jest prawdą, choć nie każdy kocur tak właśnie reaguje: "kocur po bójkach z innymi kocurami robi się jeszcze bardziej agresywny i zawzięty a miałam tego przykłady dlatego wypuszczanie Ryśka nie ma sensu i może pogorszyć sytuację a nie polepszyć..." Bo Rysiek może - ale nie musi tak reagować - otrzymuje przecież granulki szamańskie uspokajające wzburzone nerwy. Zatem poziom frustracji wobec innych osobników może być niższy, albo nie utrzymywać się zbyt długo.
                Nie wiemy, jak Rysiek będzie reagował, "pasiony" granulkami. Może być znacznie lepiej niż w przypadku kota, który granulek nie otrzymywał.
                To można brać też pod rozwagę.

                Niutaki, co do leku to mam dla Ciebie (raczej Ryśka) taką opcję: może niech Ci Twój wet przepisze na pełną odpłatność tabletki MIRTAGEN 15 mg (bo są i w innej dawce) - substancja czynna Mirtazapinum - tabletki ulegające rozpadowi w jamie ustnej. To łatwe do podania, bo wystarczy dać do pyska, kot nie musi łykać, tabletka sama się rozpuszcza. I podaje się tak:
                1/6 tabletki (tej 15 mg) co cztery dni.
                Tu jest ulotka www.doz.pl/leki/p5998-Mirtagen_Mirtamerck
                Lekarze wet stosują ten lek dla kotów w stresie jako antydepresant. Tak otrzymywała kotka mojej znajomej p.Agnieszki (to kotka, która dwa razy w tygodniu musiała mieć lewatywę, bo sama nie mogła pchać, i musiała dodatkowo otrzymywać kroplówkę - czyli wiadomo jaki to stres dla kota być dwa razy tygodniowo na stole lekarskim i mieć wyciskany na siłę brzuch + wytrzymać nieruchomo kroplówkę, podskórną na szczęście), ten sam lek ma Wikcia na wyciszenie krzyków rozpaczy z powodu głuchoty i wyłączenia z życia stadnego.

                I jeszcze jedno, już ostatnie: niutaki, zbierz mocz - jeśli gdzieś wysika to kałużę wciągnij w strzykawkę (może być 5 ml, wystarczy i 2 ml). Albo podsadź płaski mały talerzyk od tyłu (żeby nie widział) pomiędzy pupę (zawsze jest lekko uniesiona) a żwirek - potem z talerzyka też strzykawką. Oddaj ten mocz do przebadania (bez Ryśka, po co go stresować). Daj na badanie ogólne, na kreatyninę i stosunek białka do kreatyniny. Będziesz wtedy ewent.mogła wyeliminować jakiś stan zapalny w pęcherzu lub kryształy w pęcherzu. Czyli sprawy, które mogą powodować bolesność przy oddawaniu moczu w kuwecie. Mocz można oddawać do przebadania często, bez kłucia przecież, a stan pęcherza zmieniać się może nagle - zapalenie pęcherza występuje nagle - bo albo się gdzieś przewietrzył, troszkę posiedział na ziemi lub betonie, albo też złapał na łapki albo Ty przyniosłaś na butach jakieś bakterie lub wirusy od innych kotów, które przecież pojawiają się na Waszym terenie. Jednego dnia jest świetnie, a drugiego dnia już nie - zapalenie pęcherza dopada ludzi i zwierzęta nagle (najczęściej, chyba że jest to przewlekłe zapalenie pęcherza, tak jak u Wikci).
                Rany, znów się rozgadałam.

                Wladziac! Dobrze, że możesz uczestniczyć w życiu Zakątkowym, a sprawny komputer to jest czynnik decydujący. smile Wiem, o czym mówisz, bo mój stary komputer uniemożliwiał mi funkcjonowanie, bo to ani wypowiedzieć się, ani przeczytać, a mój poziom frustracji był taki, że sama musiałabym chyba ten Mirtagen brać (dobrze, że wtedy jeszcze nie był w moich łapach) smile
                Uffff.... już nie męczę...Dobranoc smile
                --
                Wiesia + 8
                • niutaki Wiesiu:) 01.06.14, 22:49
                  Tak zrobie, mocz latwo zlapie, bo on leje tam gdzie stoi, dwa kilometry od kuwetysad o leku poczytam, pomysle. Co do bojek, to tlukl sie ostatnio w trakcie kuracji no i wsciekly bylsad on jest w ogole osobliwy przypadek...
                  --
                  Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spierdalaj w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
                • wladziac Re: Władziu 01.06.14, 22:50
                  Wiesia,Twoje porady zawsze są adekwatne do sytuacji a czasami trzeba sprawę wyłożyć kawę na ławę więc i wywód musi być długi ale nawet jak Rysiek nie bedzie zaczepiał dzikunów to one same tzn obce kocury będą szukały zaczepki,no tak to z mojego doświadczenia wynika że każdy kocur walczy o swój domniemany teren i jest bitka
                  • kkjp Re: Władziu 02.06.14, 11:30
                    Ja bym zrobiła jeszcze Rtg ponieważ moja Sisi lała po kątach, usg wychodziło OK a dopiero Rtg pokazało kamienia olbrzyma. Po operacji było jak ręką odjął z sikaniem po kątach. Też był stres krzyki a przyczyna banalna. Dodam jeszcze że do usg trzymaliśmy ją w 6 i z zakrytą głową a i tak nas poturbowała.
                    --
                    www.afn.pl
    • mysiulek08 Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 14.06.14, 02:20
      Przyjmujac, ze Rysiek jest podobny do Kici.Yody w zachowaniu, napisze co zauwazylam.

      Kicia.Yoda jest silna psychicznie, nie sika gdzie popadnie, ale zauwazylismy, ze w czasie gdy Kurnikowcy lazily jeszcze samopas i Kicia.Yoda miala wyznaczona "granice" spacerow, sikala duzo i czesto na dworze, jak nic znaczac swoj teren. Juz nawet zaczelismy sie zastanawiac czy nie ma problemow z nerkami. W domu jednak szla grzecznie do kuwety, jak zwykle. I FUS niczego nie wykryl smile

      Teraz, gdy od jakiegos czasu Kurnikowcow nie widzi (ale slyszy i czuje smile), sikanie gdzie popadnie ustalo. Jak reka odcial. Jest tylko kuweta, bo pogoda nie nastraja do wystawiania pupy na dworze smile

      Spokoj psychiczny tez odzyskala.

      Moze i u Ciebie jest to ten problem? Ryskowi obcy przeszkadzaja i gdyby sie udalo jakos uporzadkowac jego teren to i problem by zmalal?

      Nie wiem jak, skoro dokarmiasz bezdomniaki, ale moze wspomniane ogrodzenie by cos pomoglo?
      • 3-mamuska Re: potrzebuje Waszej pomocy - znowu 15.06.14, 17:40
        Nie mogę się z tym absolutnie zgodzić i uważam, że takie myślenie jest szkodliwe. To właśnie niutaki, jej mąż, córka i to maleństwo stanowią rodzinę i jest to dobro, które należy chronić. Mąż też ma prawo dobrze czuć się we własnym domu, a nie być obwiniany o sikanie kota (które wcale nie musi ustąpić nawt jeśli zaakceptuje kota takim, jakim jest). Trzeba poszukać rozwiązania, które nikogo nie rani, a czasami, niestety, wybrać mniejsze zło.

        Dokładnie....

        Problemem Ryśka w wcale nie musi byc maz.
        A wlasnie inne koty obce ktos wchodzą na teren ogrodu co go stresuje.
        Moga to byc tez psy.

        Moze to byc tez problem z właściciela tak mocno boi sie i stresuje sikaniem, ze odbija sie go na kocie.
        Oglądam namiętnie orogram, kot z piekła rodem, i był tam przypadek sikajacego kota, ktory przez właścicielkę sikal, ktora wlasnie tak sie tym martwiła, chodziła za nim podglądala itp.

        Inny kot znaczył teren w domu przez koty ktore wchodziły do ogrodu i kot ze stresu sikal, najcześciej pod oknami.
        Ustawili wtedy w ogrodzie spryskiwacze na fotokomórka ktore oduczyła obce koty wchodzenia na ich ogród.
        Facet udziela świetnych rad .

        Moim zdaniem tu leki nie pomogą, a ktos kto zna sie na zachowaniu kotów i ich psychice.
        Przyjedzie popatrzy i doradzi.
        Pomysł z wypuszczeniem tez dobry.

        --
        -----------------
        ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka