Dodaj do ulubionych

Lucek zniknął

19.06.14, 09:23
prawdopodobnie wyszedł z domu, jak pojawił się kurier z przesyłką, a mąż poszedł szukać drobnych, żeby zapłacić, i drzwi wejściowe były otwarte. Pod domem mam dzikie działki, mieszkają tam bezdomni, poszłam dziada szukać. Panowie bezdomni poczęstowali mnie wódką z ogórkiem konserwowym (wiem, wiem.... no i powinnam się zrewanżować) i obiecali kota wypatrywać.

Teraz jest piękna pogoda, to on może na tych wakacjach trochę zabalować. Jak nie urok, to przemarsz wojsk.
Obserwuj wątek
      • salimis Re: Lucek zniknął 19.06.14, 11:21
        Toż to raj dla kotów. Chyba będziesz miała problem ze zlokalizowaniem Lucka, no chyba że pozwoli się namierzyć. Oby nastąpiło to jak najszybciej i za to trzymam kciuki.
          • wiesia.and.company Re: Lucek zniknął 19.06.14, 14:57
            Na razie się rozkoszuje możliwością dokonywania własnych wyborów, w którą stronę się udać, co robić, czy może nic nie robić. Ale żołądek ma swoje życie i prawa... I czasem żołądek panuje nad kotem, a czasem kot nad żołądkiem. Moje koty lecą na hasło: dzieci jeeeeeeść, chruuuuupki! Czy Lucek też jest uwrażliwony na takie wołanie? Chyba że zamiast na działki udał się w jakieś zakamarki klatki schodowej i pod drzwi piwniczne. Mój Uranek siedział pół godziny z głową schowaną pod kaloryferem na klatce. Tyłek mu wystawał, głowę ukrył i się nie odzywał - czyli jego zdaniem zniknął z niebezpiecznego terenu. Dobrze, że wystawała mu duża dupka, dał się zauważyć.
            Na pewno kot głodny jest bardziej skłonny do ugody wink
            • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 19.06.14, 15:33
              zakamarki klatki przekopane, piwnic nie ma. Chrupki wystawione pod balkonem w całości zeżarte, ale nie mam pewności, czy przez Lucka - żyje tu dziko trochę kotów, co i rusz na balkonie posterunki wystawiamy, ale nie zauważyliśmy, co zeżarło chrupki.
                • margo.4 Re: Lucek zniknął 19.06.14, 19:41
                  Moze jeszcze wroci. Kocurek u mojej szwagierki przepadl . Po tygodniu zjawil sie bardzo zadowolony z siebie.Mam nadzieje, ze nam zakomunikujesz szybko o jego powrocie
                  • wiesia.and.company Re: Lucek zniknął 19.06.14, 20:26
                    Natalka była 11 dni na gigancie (a ząbki miała pokryte kamieniem że ho ho, jechałyśmy do weta). Złapałam ją dzięki jej apetytowi na mięsko smile W każdym razie wiem (opinie innych osób, które mnie wtedy podtrzymywały na duchu, także moje własne doświadczenia z Natalką i Kiciusią na działce leśnej) - szukaj w promieniu 100 metrów. Jest gdzieś tutaj, przycupnięty, bo najpierw było ciekawie, a potem są jacyś władcy terenu i jest mniej fajnie. Jest. Wołaj i rozglądaj się uważnie, nie odchodź, daj mu czas na przemyślenie, że to nie podstęp, daj czas na jego obserwację źródła głosu, na przemyślenie że warto podejść i na działanie. Wiadomo, że koty podchodzą powoli, psy od razu galopują. Koty myśliciele muszą mieć czas. Przyjdzie. Kciuki trzymam.
                  • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 19.06.14, 20:27
                    podjęłam decyzję. Tak nieodpowiedzialnego kota wydziedziczam. Jego majątkiem będzie zarządzał Szatanek.
                    Długi weekend mi schrzanił, a ja zbankrutuję na chrupkach, bo żeby go skusić, wykarmię przy okazji 15 innych kotów
    • lampka_nocna5 na razie porażka 21.06.14, 09:27
      złapaliśmy innego kota; oszalałego z przerażenia uwolniliśmy o 2 nad ranem; potem Lucek był widziany, jak się koło klatki kręcił, ale do środka nie wszedł - możliwe, że ten złapany zostawił feromony przerażenia? Jeśli tak, to deszcz, który aktualnie pada, pewnie rozpuści.,...
    • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 22.06.14, 02:55
      on chyba nie chce wrócić do domu; niby przychodzi pod balkon i miauczy, ale przy każdej próbie złapania ucieka. Właśnie wróciliśmy z polowania, zwiał aż się kurzyło. Nie chce do nas podejść, ani nic. Tracę nadzieję na powrót Lusia do domu
        • salimis Re: Lucek zniknął 22.06.14, 12:35
          No właśnie i zrobienie apetycznej ścieżki wgłąb pokoju.
          Tyle tylko że pewnie zamiast Lucka zlezie się multum innych stworzeń na darmową wyżerkę .
          Głupie to co mi teraz przyszło do głowy ale jeśli Lucek lubi laserek to może tym go zwabić albo czymś na sznurku.
        • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 22.06.14, 14:33
          Elu, to drugie piętro. Nie da rady. Kupiłam tuńczyka i wystawię dzisiaj. Ale właśnie problemem jest kupa innych kotów w okolicy, na razie złapaliśmy w klatkę dwa, ale nie Lucka! Wszystkie się żywią tym, co wystawiam dla Lucka, nie wiem, czy on w ogóle je, w końcu trafił na sam dół hierarchii. Zaczynam się bać o niego.
          Czy koty jedzą ślimaki? Jeśli tak, to on stąpa po stole - ślimaków jest PIERDYLIARD.
      • wiesia.and.company Re: Lucek zniknął 22.06.14, 14:40
        To mi przypomina moje podchody pod Natalkę wink Widywałam ją, pojawiała się pod samochodami, w alejkach, ale kiedy ją wołałam to przystawała zaskoczona i fruuuu... w drugą stronę. Ewidentnie ode mnie uciekała. To nie tak, że wybrała wolność. Ona straciła do mnie zaufanie (uwolniła się z transportera, do którego ją wsadziłam xapewne w celu zrobienia strasznej krzywdy smile ). Taki przypadek miała też koleżanka, gdy jej kotka zeskoczyła z balkonu na 1.piętrze w ogródki poniżej. Też nie chciała podejść.
        Mam wrażenie, że kot decyduje się na zeskok z balkonu w jakimś momencie gdy dostaje impuls - a to przestraszony jakimś dźwiękiem z wewnątrz mieszkania, nagłym pojawieniem się drugiego kota w pokoju, głośnym wejściem człowieka - po prostu pierwszy odruch na "coś" zgoła normalnego ale akurat niespodziewanego. I chyba kojarzy ten impuls przestrachu - a więc ucieczki - z odruchem niechęci do człowieka, jakby to człowiek miał złe zamiary skoro kot uciekł.
        Ale spokojnie - Lucek jest na terenie i to jest najważniejsze. A może tylko sam mąż może po niego pójść z jedzeniem? A może wyślijcie sąsiadkę z jedzeniem? Nie będzie sobie kojarzyć "neutralnej" osoby z kimś z domu, kto kota no cóż... przestraszył, czyli kazał, zmusił kota do ucieczki wink Przyniesiony do domu taki uciekinier zachowuje się tak, jakby zupełnie z domu nie wychodził, jakby się nic nie zdarzyło wink takie bardzo wygodne wyparcie niedalekiej przeszłości. Bo przecież kot żyje teraźniejszością: tu i teraz smile A więc najlepiej ktoś zaprzyjaźniony wyszedł do Lucka z mediacją tzn. z pełną ręką pyszności. I da się pewnie wtedy wziąć pod pachę. Najpierw może tak spróbujcie - polubownie smile
    • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 22.06.14, 14:36
      czuję się jak zombie, śpię w dzień chwilę, na chwilę się kładę wieczorem, żeby za 2 godziny wstać i lecieć, bo mąż go zobaczył a to w krzakach, a to na murku. Znowu spać na chwilę, i znowu w krzaki. Jestem nieprzytomna,
    • lampka_nocna5 jest gorzej 23.06.14, 02:59
      nie dość, że na widok męża wpadł w panikę, i uciekł po siatce z powrotem w krzaki, to ja, próbując uwolnić kota obcego złapanego w klatkę, wspinałam się na tę siatkę (lenistwo, nie chciało się lecieć dookoła) spadłam tak nieszczęśliwie, że skręciłam nogę w kolanie. Praktycznie przed chwilą wróciliśmy ze szpitala, na szczęście nic nie złamane, torebka nie pęknięta, ale chodzę z trudem, zwłaszcza po schodach.
      Co za kur..... ski okres w życiu mam.
      • mysiulek08 Re: jest gorzej 23.06.14, 06:00
        Kurde, Lucek ty wracaj chlopie, bo cie pancia na straty spisze.

        Z kolanem wspolczuje, do dzisiaj odczuwam skutki upadku jaki zaliczylam probujac lapiac Biszkopta nr 1. Minelo bylo nie bylo kilka miesiecy.
        • panna_beata Re: jest gorzej 23.06.14, 08:53
          mysiulek08 napisała:

          > Kurde, Lucek ty wracaj chlopie, bo cie pancia na straty spisze.
          >
          I wykończysz ją przy okazji tych poszukiwań, nie tylko nerwowo. Co Ty, Lucek, sumienia nie masz?

          Współczuję kolana z całego serca, to jest nieciekawy uraz.

          Po tym, co tutaaj czytam, widzę że mam aniołeczka nie kota (tfu, odpukać).

          Pozdrawiam, Lampeczko smile
      • usia44 Re: jest gorzej 23.06.14, 15:32
        Trzymam kciuki za Lucka i za Ciebie. Czarnuszki mają łobuzerstwo w genach chyba / sądzę po swoich / . Na dodatek kolano które musi być usztywnione ... Ważne byś miała wsparcie w tym trudnym okresie , i nie mówię tu o lasce .
        Fizycznie nie pomogę , ale może chociaż sprawię że pojawi się uśmiech ...

        https://s25.postimg.org/j9jbc9iln/20130328144005uid2.jpg

        .. a może taka łapka .. yarnandart.blogspot.com/2012/07/sprawa-zaatwiona.html
          • elzbieta.24 Re: jest gorzej 23.06.14, 17:34
            Lampko,jeżeli mogę jakoś pomóc - dzwoń.Na gazetowym podałam telefon.Jeżeli jest jakiś cień szansy że ten czarny łobuziak da się podejść obcej osobie to zgłaszam się o dowolnej godzinie.
            • wiesia.and.company Re: jest gorzej 23.06.14, 17:55
              Elu, to jest bardzo dobry pomysł. Czasem obcy, ale przyjazny dla kota człowiek może się okazać tym, komu kot odda się w ręce.
              Miałam dwie uciekinierki Natalkę na osiedlu i Kiciusię w lesie. Jeśli mogę podpowiedzieć sposób tzw. pokojowy, nie siłowy - to może spróbujcie tego, zanim wykorzystacie inne metody. To się u mnie sprawdziło dwukrotnie.
              Kot na ogół boi się dużego czegoś, a poza tym kąt widzenia nie obejmie stojącego człowieka, zwłaszcza gdy kot jest ostrożny, gotowy do ucieczki i nie rozgląda się do góry i na boki, bo może przegapić jakieś zagrożenie. Czyli: stojący duży człowiek jest dla kota strasznym olbrzymem. Kot nie kojarzy tej bryły z własnym człowiekiem.
              Na widok kota trzeba po prostu przykucnąć. I tak trwać, zapraszając go jedynie głosem, żadnych przy tym ruchów rękami. Przykucnąć, podeprzeć ciało rękami by się nie zmęczyć i tak siedzieć. Dać kotu przyjrzeć się, przemyśleć i działać kotu na jego warunkach. Czyli dać się kotu okrążać lub dać mu podchodzić w jego tempie. Żadnego pochopnego wyciągania ręki gdy już będzie bliżej, żadnego wyskoku - bo i tak ucieknie, a później będzie trudniej.
              Kot sobie podejdzie, poogląda i powącha. Wtedy spokojnie można wyciągnąć rękę i próbować głaskać. W dalszym ciągu żadnego szybkiego gestu. Wtedy kot sam podejdzie i da się głaskać. Wtedy spokojnie dalej w kucki wziąć kota na ręce (jeśli to zawsze lubił) i wtedy już przytulanki itp.
              Ale najpierw: siedzieć w kucki bez ruchu, dać się oglądać i pozwolić kotu podejść w jego tempie, na jego warunkach. To on ogląda i decyduje co zrobić. A my tylko dajemy się oglądać, poznać i pozwalamy na ustalenie, że jesteśmy dla kota bezpieczni. No i przede wszystkim stajemy się dla kota partnerem (może to za dużo powiedziane) gdy zbliżymy się choć trochę do jego wzrostu, jego poziomu.
              I spokojnie, macie Lucka na swoim terenie. On nie odchodzi, jest. Jeśli nie dojdzie do wniosku, że Wasze metody są zagrożeniem dla jego bezpieczeństwa, to nie będzie uciekał w poszukiwaniu innych kryjówek. Jest na terenie, pokazuje się to znaczy, że chce być widziany, tylko to nie były dobre momenty na pokojowe negocjacje. Kuście go jedzonkiem, kulkami mięsa rzucanymi mu pod nogi czyli potwierdzeniem pokojowych zamiarów. To tylko kwestia czasu. Trzymam kciuki, żeby mu się odechciało przygody - koty wolą bezpieczeństwo, jedzenie oraz sterowanie posłusznym człowiekiem smile
              • elzbieta.24 Re: jest gorzej 23.06.14, 18:07
                Znam jeszcze jeden sposób ale raczej nie do wykorzystania u Lampki.Bywały dni że Amigo nie miał ochoty na powrót do domu,wypuszczałam wtedy psy do ogrodu ,po kilku minutach zawołane wracały a kocisko z nimi.Szkoda że u Lampki nie można wyprowadzić Szatanka albo Tosi w szelkach na poszukiwania.
                • lampka_nocna5 Re: jest gorzej 23.06.14, 21:37
                  myślałam o tym, żeby zabrać Tośkę gadułę na poszukiwania. Ale to ostateczność - moje koty niewychodzące, więc pewne siebie w domu, na zewnątrz zamieniały się w milczące naleśniki.

                  Elu, dzięki wielkie za chęć pomocy, ale Lusio wyłazi 12-2 w nocy, jak jest cicho, poza tym się chowa. I on ucieka przed wszystkimi.... nami, przechodniami, ochroniarzami
          • elle-joan Re: jest gorzej 23.06.14, 18:18
            Widziałam kiedyś w tv jak łapano zbiegłą świnkę. Zarzucali na nią jakąś sieć. Zapewne masz w podręcznej szafce sieć rybacką wink a jak nie, to może jakąś szmate/ prześcieradło?
        • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 24.06.14, 10:11
          jak wyglądał jeż? Jeżowato, wielkości szczura. Śmieszny był - z klatki musiałam go wytrząsnąć, a on i tak udawał martwą kulkę. Potem ustawiałam klatkę, sypałam jedzenie, a kulka leżała obok i nie reagowałasmile
          Wczoraj kilka razy Lusio się pojawił, dostał też bęcki od lokalnego zakapiora. Chodzi i miauczy pod domem, ale jak się tylko wyjdzie, to dostaje paniki i zwiewa. Miauczy, znaczy chce chyba do domu wrócić...
          Ten kot mnie do grobu wpędzi.
          Miałam go na wyciągnięcie ręki - ale przez cholerną, pieprzoną siatkę; mogłam tylko dopilnować, że trochę chrupek zjadł. Nawet nie chrupał, tylko połykał w całości, musi być głodny.
            • wiesia.and.company Re: Lucek zniknął 24.06.14, 19:40
              Lampko, głodnego kota namówisz szybciej! Karm go jak najczęściej, żeby mu się dobrze kojarzyło. I kucaj, kucaj, wtedy jesteś dla niego "prawie jego wzrostu" czyli "swój gość". Wtedy nie musi się bać. Niech on sam podejdzie, niech się odważy sam - dajcie mu podjąć tę decyzję. W każdym razie jest! A wzięcie go w objęcia to tylko kwestia czasu.
              • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 24.06.14, 22:12
                kupiłam drugą klatkę (uwaga, na terenie Wawy jest kolejna klatka łapka do wypożyczenia, jakby kotś potrzebował), łososia, bo najbardziej śmierdzi, ustawiliśmy dwie te klatki i czekamy
                  • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 25.06.14, 13:26
                    no i dooopa. Miałam go wczoraj w rękach. MIAŁAM GO W RĘKACH. Podszedł do mnie, schowanej w krzakach udającej wielkie nie wiadomo co, zawiniętej w koc razem z głową. Dałam chrupki, pomiaukując zaczął szamać. Złapałam go. Wyrwał się, bo próbowałam go do klatki wsadzić, no mam taki żal do siebie, że mi się nie udało.... Bo ja z tą nogą sztywną nie jestem za bardzo mobilna
                    • wadera3 Re: Lucek zniknął 25.06.14, 13:40
                      Jeśli uda Ci się go jeszcze raz capnąć, nie dumaj nad wtykaniem do klatki, zawijaj w co się da(musisz być na to przygotowana) trzymaj mocno, i do domu, do domu!!!!
                      • wiesia.and.company Re: Lucek zniknął 25.06.14, 13:52
                        Siedź dalej jako miejscowy posąg przyrody. I spróbuj metodą głaskania i miziania. Czyli perswazji spokoju i powrotu stęsknionego synusia w ramiona.
                        To jest metoda nieinwazyjna.
                        Jeśli znów zbiegnie, a wróci, bo ma do kogo (przecież nic złego się nie działo) to wtedy możesz po prostu dwiema rękami za skórę na karku i na dupsku. Będzie się wywijał i gryzł, ale wtedy nie puszczaj bo ta siłówka to już być może ostatnia szansa (przed kolejnym zdobywaniem zaufania) i brocząc krwią wtykaj w klatkę. Trudno, rany choć bolą, to się zagoją, a uciekinier będzie w klatce.
                        Po takich akcjach znów zostaje zdobywanie zaufania, karmienie, przymilanie się.
                        Pogoda mu sprzyja, deszcz szybciej przekonuje. Nie martw się tak ogromnie, jest, jest, ma ochotę współdziałać. To jest najważniejsze.
                        • lysy-jack Re: Lucek zniknął 25.06.14, 22:01
                          wiesia.and.company napisała:

                          > (...) możesz po prostu dwiema rękami za skórę na karku i na dupsku. Będzie
                          > się wywijał i gryzł, (...)

                          Wiesiu, jeśli tak zrobić jak piszesz, to faktycznie grozi rozlew krwi. W takich dramatycznych chwilach, lepiej złapać kota mocno za skórę jedną ręką jak najbliżej uszu i unieść do góry. Tak trzymana bestia jest bezbronna, a ludzkie ciało jest poza zasięgiem kotecka.
                          Jeśli spróbuje się podeprzeć doopkę drugą ręką, to daje się rozwścieczonej "bestii" dobre podparcie i rozlew krwi jest gwarantowany.
                          Wiem, wiem, żal kociaka, ale jemu nic złego się nie dzieje. Cierpi jedynie jego duma.
                          Przerabiałem temat wielokrotnie i raz jeden jedyny użyłem drugiej ręki i szybko tego pożałowałem.
                      • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 25.06.14, 14:19
                        z każdym polowaniem jesteśmy mądrzejsi; teraz chodzę z kocem, żeby w każdej chwili być gotowa na niego zarzucić. Ale niewiele poradzę, jak on podchodzi, płacze, ja do niego, a on myk. Po wczorajszym nieudanym złapaniu wrócił za godzinę, ale nie podszedł do mnie bliżej niż na 2 metry; myślałam, jeszcze metr i go mam. A on nie.
                            • hek_sa Re: JEEEEEEEST!!!!! 26.06.14, 00:56
                              No to wygłaskać i dopieścić zbiega, a potem ochrzanić. big_grin
                              Zaglądałam co i rusz na wątek, i denerwowałam się tak jak by chodziło o moją Heksinkę. Jak te paskudy potrafią nas wytresować.wink
                              • panna_beata Re: JEEEEEEEST!!!!! 26.06.14, 09:52
                                No wreszcie. Ale mi ulżyło... Co za łazęga jedna, no! tongue_out

                                To teraz już serio zajmij się kolanem. Nic nie pisałaś, ja wiem, Lucek był no. 1, ale został nawrócony na właściwą drogę, więc może jakieś słówko, jak noga się goi?

                                Buziaczki kiss
                                • lampka_nocna5 Re: JEEEEEEEST!!!!! 26.06.14, 18:22
                                  dobra, szybkie odpowiedzi na zadane pytaniasmile

                                  Lucek śpi głównie, popiskuje na mój widok i jak tylko się zbliżam, robi bach na plecki i każe się miziać. Trochę jest smutny, ale mu się nie dziwię.

                                  Złapałam go tak: siedziałam w krzakach, a on krążył wokół mnie i dwóch klatek. Kiciałam do niego, i potrząsałam chrupkami. A on przez te dwie godziny robił podchody - a to z lewej, zasięg 2 metry; a to z prawej, zasięg 3 metry. Poszedł w las; wrócił za chwilę i tak w kółko. Aż w końcu podszedł na odległość ręki, ja się spłaszczyłam cała, serce jak mi waliło! Potrząsnęłam chrupkami, wysypałam trochę, jeszcze podszedł, zaczął jeść, pogłaskałam po główce, cofnął się, ale wrócił, pogłaskałam jeszcze raz, i nagle cap! za kark; i zaraz cap! za tyłek, wstałam, nawet nie wiem jak z tą nogą, z drugiej strony siatki pojawił się mąż, zgarnął drania i śmignął do domu.

                                  A noga.... cóż, wydaje mi się, że coraz lepiej, nawet się zaczyna odrobinę zginać, ale chodzę o kuli, a jak nie uważam, to może mi pyknąć w tył. Muszę poczekać trochę i porobić usg, żeby oszacować zakres zniszczeń. No, ale w biegu niedzielnym nie pobiegnę....

                                  Największy stres pod prysznicem, bo w tych ortezach się czuję w miarę stabilnie, a pod prysznic muszę zdjąć, i jakaś ta noga wydaje mi się mdła. I boję się na mokrym pośliznąć, albo z przyzwyczajenia okręcić na pięcie, a wtedy ręka, noga, mózg na ścianie.

                                  No, a teraz biorę się za górę prania, bo kupa ciuchów się wybrudziła w tych krzakach, narozdeptywałam ślimaków, na iluś pewnie usiadłam, bo jest zatrzęsienie. I za relaks zasłużony się biorę....
                                    • esimona Re: JEEEEEEEST!!!!! 26.06.14, 19:36
                                      No to już pełnia szczęścia z powodu kota. Gratuluję. Nareszcie.
                                      Teraz musisz zadbać o siebie. Uważaj pod prysznicem, może trzeba włożyć do wanny matę antypoślizgową, jakieś trzymanki. Zajmuj się poważnie nogą - to ważne.
                                      Kotu należy się pogrożenie palcem za spowodowanie takich komplikacji.

                                      Oj Lucek, Lucek ... ty hulako ...
                                    • wiesia.and.company Re: JEEEEEEEST!!!!! 26.06.14, 19:38
                                      Eeeeeekstra! Cieszę się bardzo! I kurczę, kot prawie na siłę z krzaczorów wywleczony, wprowadzony do domu zachowuje się tak, jakby z niego nie wychodził. Kontinuum czasowe.
                                      To teraz wracajcie do swoich zwyczajów, i przede wszystkim lampko, do zdrowia! Rodzina w komplecie - rzec by można "rodzina na swoim". Brawo! I już możecie strząsnąć z siebie napięcie, kurz i te ślady po ślimakach z tego czy tamtego... smile
    • kkjp Re: Lucek zniknął 26.06.14, 22:34
      No Lampko! Bardzo się cieszę że Ci się udało! Ale powiedz, co im czasem odbija? Moje też się czasem wyrwą na klatkę a potem zdziczałe nie wiedzą jak z powrotem wiać do mieszkania smile
    • lampka_nocna5 Re: Lucek zniknął 27.06.14, 13:23
      Tośka nadal prycha i warczy; typowa kobieta. Chłop był tydzień przecież poza domem, nie wiadomo, z kim i gdzie się szlajał. A on się jak typowy facet zachowuje - nie zwraca uwagi na fochybig_grin
      • niutaki Re: Tosia nie prycha 30.06.14, 23:15
        Hehe u nas wprawdzie Piki nie prycha, bo ona Ryska uwielbia, ale po kazdej jego dluzszej nieobecnosci obwachuje go dokladnie: uszy, grzbiet, ogon - czy to na pewno jej Riko? Czy nikt kotka nie podmienil?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka