panna_beata
28.10.14, 08:14
...udusić moje ukochane kotki.
Miałam wczoraj ciężki dzień - 8 godzin w biurze (a ja chodzę tam dwa, trzy razy w miesiącu, tak to pracuję w domu, więc nie mam zaprawy), i to jeszcze na głodnego. Zapomniałam wziąć czegokolwiek do jedzenia, wyjść kupić nie mogłam, bo wejście i wyjście na przepustkę, której nie mam, więc musiałabym kogoś prosić, a szczerze mówiąc - nie chciałam prosić. Niezręcznie mi było jakoś... Nic, pomyślałam że wytrzymam. Potem gdy wracałam, nie zmieściłam się do trzech autobusów, dopiero do czwartego - więc z pół godziny na przystanku coraz głodniejsza. Jak tylko weszłam, zdjęłam buty i leciałam do komputera, by zamówić coś do jedzenia. Tymczasem zadzwonił dzwonek do drzwi. Moi rodzice, którzy mieli być o 20, a przyjechali o 18.30...
A, w ostatnim tygodniu zaczęła szwankować pralka, ale na razie mam prać w ręku. Ojciec twierdzi, że być może dojdzie, w czym jest awaria, i ją zreperuje. (Krótko powiem: nie wynika to z mojego upupienia psychicznego, tylko z bardzo kiepskiej sytuacji fiansowej. Rodzice mi pomagają, więc pewnych rzeczy nie mogę forsować na siłę - np. idei kupna nowej pralki czy wezwania fachowca, bo nie stać mnie na to).
Jak rodzice pojechali przed 21, to ledwo pozmywałam i poszłam spać. Bolała mnie głowa. Kotki były najedzone i wybawione, więc myślałam że luz. Tymczasem Kocio koło 3 zaczął łazić po regałach i z jakimiś ciężkimi jękami zrzucac, co tylko dosięgnął... Wstałam, wzięłam proszek od bólu głowy, dałam kotkom (bo i Fruzia się obudziła) zabaweczkę jakąś, i myślałam że już. Nie. Przed 5 przyszło mi do głowy, że koty trzeba po prostu eksmitować z sypialni. Co zrobiłam. Jakoś udało mi się pospać do 7, bo o tej porze Kociowi udało się wreszcie nacisnąć klamkę... Wstałam, napełniłam miski, opróżniłam kuwety, sama zjadłam. Teraz koty słodko śpią, a ja szukam przepisu na potrawkę z kota... (jakieś przepisy?

)
Musiałam się zwierzyć.