mist3
19.11.14, 20:42
Nie musiałam iść do sklepu. Po pracy dzwonek do drzwi, sąsiadka: "ja tu na panią już czatuję od kilku godzin. Pod Groszka ktoś wyrzucił małego kotka, a ja widzę jak pani koty dokarmia to wiem, że się pani nim zajmie."
Poszłam oczywiście. Pod Groszkiem przy drzwiach siedzi mała brudna kuleczka. Po krótkim śledztwie dowiedziałam się, że siedzi od wczesnego ranka (pewnie ktoś ją wywalił w drodze do pracy), kilka razy usiłowała wejść do sklepu (pewnie żeby się ogrzać), ale "jak się ją kilka razy przegoniło, to zrezygnowała." (*%#%# - to zamiast wulgaryzmów, które cisnęły mi się na usta).
Wzięłam, zaniosłam do piwnicy, wymościłam pudło i kuwetę. Kotka (bo to ona) to straszna chudzinka, choć nie jest kociakiem. Bardzo ufna - widać, że miała do czynienia z ludźmi i bardzo głodna i brudna.
Moje zdrowie i życie osobisto-rodzinne to katastrofa obecnie, w związku z tym jestem w nastroju depresyjnym. Jestem wk...urzona na tego &$**#@$, który ufną kotkę wywalił na zimno. Jestem przerażona - gdzie ja jej teraz znajdę przyzwoity dom. Jestem zestresowana - moja kotka na mnie syczy, jak tylko wracam z piwnicy, na krótkich nóżkach omija mnie szerokim łukiem i jak tylko może chowa się w wersalce.
No i na dodatek (abstrahując od wątku głównego) nie wiem, czy nie będę musiała wyruszyć na wojnę, żeby odbić fundacyjną klatkę-łapkę. Pożyczona od 2 tygodni. Niby mam adres i telefon - ale telefonu kobieta nie odbiera, a dom zamknięty na 4 spusty.