Kot gryzie do krwi :(

04.12.14, 12:52
Dzień dobry!
Proszę Was o pomoc, bo już nie daję rady... Od paru tygodni mamy w domu młodą kotkę, teraz ma niecałe 3 miesiące. Nie wiem jak sobie radzić z jej nadpobudliwością. Rozumiem - jest młoda, chce się bawić, ale jej zachowanie zabawy nie przypomina. Nie można jej nawet dotknąć bo od razu gryzie, niespodziewanie rzuca się do rąk, nóg, jak się kładę spać to leżę w bezruchu, bo wystarczy że ruszę ręką a ona od razu gryzie. I to niestety do krwi. Najgorsze jest to, że zaczęła rzucać się do twarzy, dzisiaj rano po przebudzeniu drapałam się w policzek a ona do mnie skoczyła. Skończyło się na tym, że mam na twarzy 5cm ranę od zadrapania, oczywiście puściła mi się krew. Ręce i nogi mam całe w małych siniakach i ranach. Próbowałam już ją ochrzaniać, dawać delikatnego klapsa, zanosić do innego pokoju w ramach kary, ale ona po minucie wraca i swoje od nowa. Jeszcze co dziwne jest - jak się do niej mówi coś, to staje bokiem, podnosi ogon i zaczyna skakać do góry i ucieka. Proszę poradźcie coś, miałam kiedyś 5 małych kotów i nie przypominam sobie żeby się tak zachowywały. A zachowanie Doris, no cóż. Ja po prostu nie mam siły, przez to wszystko mam jej dość, bo teraz to nawet wstyd się ludziom pokazać z taką twarzą. Strach pomyśleć co będzie dalej, jak będzie starsza i będzie mieć więcej siły. Czytałam, że takie zachowanie może oznaczać że ktoś się nad nią znęcał, albo że to syndrom schroniska, ale wzieliśmy ją z prywatnego domu, gdzie wiem że się nią dobrze zajmowali. Poradzicie mi coś?
    • zwiatrem Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 13:11
      Nie wiem czy czytałaś kiedyś moje rozpaczliwe posty w tej samej sprawie (2 lata temu) ale byliśmy w takiej samej sytuacji.
      Nasza kotka również adoptowana z domu. Do sterylki wyładowywała (czy raczej ćwiczyła) się na nas. Miała pory dnia lub wieczoru, kiedy potrzebowała ciszy i głasków, resztę czasu toczyła bójki ze wszystkim co spotkała.
      Wbrew temu co Vadera mi wtedy odpisała, naprawdę "polowała" na łydki naszej córki (8lat) i darła je pazurami. To samo robiła z rezydentką i swoimi zabawkami. Zabawki rozszarpywała w drobny pył, czasem próbowała gryzienia na mężu ale do granicy, którą wyznaczył.
      Zachowywała się agresywnie wtedy, gdy nie pozwalałam na spacery w obawie, że wróci "pełna".
      Wszystko ucichło po sterylce.
      • zwiatrem Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 13:15
        A propos siły. Finka nasza jest wychodząca. Jest możliwość aby Twoja wychodziła ? Finka po spacerach, wracała łagodna jak baranek. Siła jej nie zniknęła, wręcz przeciwnie, ale jest ukierunkowana na radzenie sobie w terenie.
    • jottka Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 13:12
      na oko mały dominator, którego nikt (czyt. matka kocica) nie utemperował.. raczej metody brutalne w rodzaju porządny spryskiwacz wody pod ręką, wściekłe syczenie w połączeniu z gardłowym mruczeniem (taki raczej warkotsmile na wszelkie próby agresji, jeśli dasz radę - pacanie palcem (dłonią) po nosie, lekko oczywiście, dla kotów to dość upokarzające przeżycie, bo tak kocica karci młode, wali po nosie i koniec. nie chodzi o bicie kota w twarz, tylko o zdecydowane pacnięcie w nos - znane mi kociaki tak potraktowane obrażały się śmiertelnie, ale nie ponawiały krytykowanych zachowań.

      ona cię traktuje najwyraźniej jak rówieśnika, kumpla w zabawie, a nie samicę alfa, trzeba by zmienić to nastawienie. u psów to by jeszcze należało wyrzucić z łóżka, dawać jeść, kiedy ty skończysz, na koty to średnio działa, ale możesz spróbować nie dawać jeść na żądanie, tylko w ściśle określonych godzinach, kiedy ty zadecydujesz. musisz przekonać małą, że ty tu rządzisz.

      a z jakich ona jest konkretnie warunków?
      • nelka_a Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 14:12
        zwiatrem - raczej nie ma możliwości żeby Doris wychodziła, mieszkamy w bloku i jeszcze na 1 piętrze. Jedynie w lecie na balkonie może brykać. Do sterylki jeszcze daleko sad Szczerze Ci współczuję, całe szczęście masz to za sobą. Pewnie gdybym Twoje posty z przed 2 lat czytała to bym nie wierzyła, że kot może się tak zachowywać, bo jak dotąd wszystkie moje "egzemplarze", którymi się opiekowałam były raczej spokojne. A tu tak niespodzianka sad
        jottka - o spryskiwaczu nie myślałam, ale dzisiaj kupię jakiś z małym strumykiem, również pstryczki w nos wypróbuję. Coś na pewno trzeba zrobić, bo takie zachowanie Doris jest nie tylko męczące, ale nie czarujmy się - trochę niebezpieczne. Co jeśli będzie skakać do oczu. Trochę daleko idący pomysł, ale skoro ja już mam na policzku szramę, to nic mnie zdziwi.
        • zwiatrem Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 18:09
          Może Doris mieszkała w warunkach sprzyjających chaosowi, który teraz uprawia i trzeba ją uczyć porządku miru domowego. Najgorzej, że przez sen nie masz możliwości chronienia ciała, jedynie zamykanie kici w innym pomieszczeniu.

          Na Zakątku właśnie, sugerowano mi, że temperament Finki może być hormonalny i szybko przyniesie kocięta do domu, sama nim jeszcze będąc. To był strzał w 10. I jak najbardziej forumowe sugestie przydały się. Po sterylce szaleństwo systematycznie z niej uchodziło, potem zaczęła dorastać no i miała już swoje własne sprawy. Natomiast do tego momentu, chyba ze trzy razy już już mieliśmy ją oddać tam, skąd wzięliśmy. Nie wiem jakim cudem wytrzymaliśmy 6 miesięcy. Chrzanić ściany, firany, których nikt nie lubił, ale ogólnie to był kataklizm. Także dla rezydentki, która w końcu dostała leki na deprechę. Dla mnie to był szok, bo rezydentka była kotem pogodnym i energicznym ale wyciszonym. Nie sprawiała żadnych problemów.
          p.s.: Do dzisiaj mamy poziome rysy pod samym sufitem po pazurach Finki smile

    • emigrantkaaa Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 14:25
      Na Twoim miejscu poradziłabym się behawiorysty. Możesz to zrobić online tutaj.
      • kkk Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 14:53
        MAm podobny problem z młoda kotką, moż enie tak krwawy i przebiega to inaczej niż w Twoim przypadku bo atakiem agresji jet kot rezydent ale...
        Młoda kotka, teraz 6 m-czna wzięta ze wsi, osierocona przez matkę jak się okazało, bardzo szybko musiała radzić sobie sama, przez co może i jej charakterek i brak jakichkolwiek 'dobrych' kocich wzorców.
        Jest nieznośna i oporna na wszelkie upominania, napominania, zakazy, pryskanie wodą itd., w sumie wie że nie wolno - ale kilkanaście razy dziennie widzę ja na blacie w kuchni, itp smile Problemem jest jedzenie, rzuca się na wszystko, pomimo regularnej michy i dobrej karmy je jakby umierała z głodu i jadłaby wszelkie ilości karmy... trochę to masakra jest na co dzień sad
        Równiez mam nadzieje że po sterylce niektore jej zapędy zostana choć troche stłumione. Tyle, że bardziej obawiam się o żarłoczniść uncertain sad
        • niutaki Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 15:22
          A w jaki sposob ja pacyfikujecie? U nas na tymczasy rozne (dzikie bardzo czesto, wziete wczesnie od matek) zawsze stosuje metody:
          1. wybawienie kota - NIE REKA!
          2. w razie proby polowania odwrocenie uwagi ZABAWKA, boze bron reka,
          3. w razie ataku: za kark, do podlogi/lozka/czegokolwiek, docisniecie (z wyczuciem - wiadomo) i pacniecie w nos - wypuszczam dopiero, jak sie uspokoi, caly czas powtarzajac glosno: NIE
          trzeba czasu i konsekwencji, gdybym to kiedys wiedziala, to moj Rysiek nie gryzlby dzis tak, jak gryziesad
          Cieciorke tak wyuczylam, ze jak jak bralo na atak, to wystarczylo, zebym powiedziala glosno: nie! I ona juz odchodzila. Troche dluzej mi zeszlo z Panem Patyczkiem, byl twardszywink ale tez do spacyfikowania. Bieganie bokiem, podskakiwanie to normalne zachowanie wsrod kociat, wszystkie moje bezdomne tak durnialy, tyle w stadzie byly temperowane bezkrwawo przez starszyzne. Zycze powodzenia i wspolczuje ran, ja i corka wiecznie obdrapane i obgryzione.
          • zew-is Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 16:02
            To mi przypomina zachowanie mojej Czakry kiedy ją wzięłam. Miała wówczas 3 miesiące i usposobienie zakapiora smile Chodziłam podobnie jak Ty z porysowanymi rękami i hmm... nosem, aż mi się nie chciało do domu wracać. U mnie spryskiwacz nie zdał egzaminu, natomiast w desperacji zaczęłam stosować metodę wymienioną przez Niutaki w pkt. 3 - za kark i do podłogi aż przestawała się szarpać i stanowcze 'nie wolno'. Po wypuszczeniu na ogół oddawała, więc była powtórka z rozrywki. Nie pamiętam ile czasu to trwało, ale dość długo, przy czym to mój pierwszy kot, więc nie miałam porównania ani doświadczenia. Na ataki w łóżku poradził szczelne okrycie i nieruszanie, co po 2 tygodniach powinno przynieść pożądany skutek i faktycznie przestała mnie atakować przynajmniej w tej pozycji smile Na pocieszenie dodam, że obecnie Czakra ma 7 lat i choć nie da sobie dmuchać w kaszę to anioł nie kot, a i ja nabrałam cierpliwości smile
            • zew-is Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 16:03
              Szczelne okrycie poradził oczywiście weterynarz, widzę, że mi to słowo umknęło wink
    • mysiulek08 Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 16:18
      Nie bardzo wierze w te pogryzienia do krwi, naprawde. Mamy kote, Kicie.Yode cholernie agresywna w stosunku do innych kotow, ktora w zalewie mozgu adrenalina przenosi agresje na nas i nie raz nie dwa bylismy na tyle mocno atakowani, ze krew sie lala ale od pazurow. Po mocnych, wscieklych ugryzieniach sa i owszem duze siniaki:

      forum.gazeta.pl/forum/w,10264,147049221,147049221,Bylam_w_zlym_miejscu_w_zlym_czasie.html
      Z tego co piszesz i wg mojego doswiadczenia, wyglada mi na to, ze twoja Doris zostala za szybko zabrana matce i/lub rodzenstwu, w zwiazku z tym nie zdazyla byc wychowana, nie zna kociego kodu, a Ciebie traktuje jak... kota.

      Podobnie zachowywala sie Kicia.Yoda (4tyg maluch znaleziony przy drodze, kompletnie nie znajacy kociego swiata). Tak samo zachowywala sie Pan Wasik, kot znaleziony przez Kicie.Yode w kanale, paromiesieczny kocurek, ale tez nie znajacy innych kotow, z choroba sieroca.

      Kicia.Yoda byla przez lata jedynaczka a jej zapedy podgryzajaco-drapiace zniwelowal MD mniej wiecej sposobami o jakich pisze Niutaki. Natomiast Pana Wasika wychowala inne koty. Jak wygoily mu sie lapy i mogl zaczac wychodzic 'na pokoje' nasza tymczasowa kocia szarancza dosc szybko nauczyla go, jak sie z kotami rozmawia. Teraz juz nie ma rzutow na rece, lydki, zadrapan itp.

      Mielismy i mamy, niestety, okazje poznawac zycie kociego stada, gdzie byla matka przewodniczka i jej trzy mioty. Koty z tej koloni, choc niektore dzikusujace nigdy nie braly nas za koty, bo wsrod kotow byly i sa.

      Moim zdaniem, oprocz prob pacyfikowania zachowac Dorci sprawilabym jej dosc szybko towarzystwo. Koci towarzysz skanalizuje jej energie. Dwa koty to naprawde nic strasznego, koszty praktycznie niewiele wyzsze, nawet na malym metrazu lepsze to niz poranione rece, nogi, twarz.

      W kwestii pacanania w nos, to lekki pstryczek ok, ale nie w sam nochal, tylko w nasade nosa, zeby nie sprawic kotu bolu i nie uszkodzic delikatnego organu.

      Sterylka jak najwczesniej, czyli bez czekania na pierwsza rujka, 5-6 miesiecy max.
      • niutaki Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 16:53
        uwierz Mysiulku, ja mam rece do dzis w bliznach.
        • lisek.chytrusek Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 17:07
          Ja też mam blizny, ale nie po własnych - pogryzł mnie koszmarnie (nawet przez lekki płaszcz się bydlak przegryzł)... kot rezydent w księgarni.
          Moja nienormalna Kicia nie gryzie, ale drapie, jakby zabić chciała. Drugi kot nic tu nie pomógł, dziewczyny po prostu starają się nie wchodzić sobie w drogę. Pomogła farmakologia, ale tego oczywiście przy młodym kotku nie polecam, pewnie to kwestia odpowiedniego wychowania panny Dorci.
        • mysiulek08 Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 17:21
          Wierze, bo my tez mamy, od glebokich ran szarpanych po pazurach.
          • wiesia.and.company Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 20:36
            Ja bym przypuszczała, że w domu, w którym do tej pory przebywała, została odłączona od matki - lub jej matka zdominowana przez jakiegoś kocura, inną kotkę, psa lub wręcz człowieka (hodowcę?). Mała nie została przez matkę nauczona postaw towarzyskich, braterskich, socjalnych. Mała kotka zapewne nie wie, że jej zbyt silne przygryzienia są bolesne, myśli że to dopuszczalne w zabawie. Trzeba jej pokazać, że przesadza. Czyli zachowywać się trochę jak bracia i siostry, którzy się kotłują, pokrzykują, rzucają na siebie - do pewnego momentu jest to zabawą. Gdy siłowanki stają się zbyt agresywne - wtedy małe kotki krzyczą z bólu. To informuje rozochoconego malucha, że tak nie wolno. Trzeba zatem krzyczeć jakby z bólu, krótki okrzyk bólu - to jest dla napastnika informacja. Zatem informować koteczkę, że przekroczyła granicę zabawy i że to sprawia ból. Żaden malutki kot nie rodzi się bezwzględnym agresorem i trzeba go tego nauczyć. Trzeba nauczyć zachowania w stadzie. Pokojowo.
            A poza tym 3-miesięczny kociak to jest dziecko ludzkie 4-letnie. Czyli trzeba wziąć poprawkę na to, że to jest maluch w wieku 4 lat.
            Dziecko chce się bawić. Potrzebuje rozładowania nadmiaru energii w zabawie. Jeśli nie ma tej zabawy, to traktuje każdy ruch człowieka jako pretekst do zabawy i do naturalnego naturze kota polowania. Zatem na kapcie, na stopy, na łydki bo się ruszają, na rękę wzniesioną do twarzy (może się bawicie wysuwaniem palców spod kołdry i czasem jest fajnie, a czasem Ty już nie chcesz, ale tego kociątko nie wie, że to koniec zabawy). Zatem unikać zabawy rękami, palcami, stopami. Przygotuj sobie jakąś większą maskotkę w łóżku i rozładowuj napięcie kotka przez zabawę. Choćby wędka z jakąś maskotką - tuż przy łóżku. I odwracaj uwagę koteczka od swoich części ciała. Zwracaj jego uwagę innymi zabawkami. Poza tym musi się taki maluch wybawić. To naturalne. Więc dużo zabawy. Tak jak z dzieckiem 4-letnim, które też dużo się bawi, potem je, potem śpi. Czyli zabawa, zabawa, zabawa, rozładowywanie napięcia, jakieś piórka na patyczku, wędki z czymś, latarka kocia... Małe jest małe i tak się zachowuje. To nie agresja, to podniecenie - energia rosnącego malucha. Trzeba tę energię właściwie ukierunkować na zabawki. I uczyć maluszka, że za mocne przygryzanie nie jest zabawą. A pazureczki warto przyciąć troszkę. Jeśli się nie da przyciąć - bo się wierci, trudno, ukierunkować polowanie - bo koty to łowcy - na zabawki. I mieć przy łóżku. I bawić się, bawić....
            Zachowanie małego koteczka jest normalne. Każdego trzeba socjalizować (człowieka też) do życia w społeczeństwie. Da się. smile
    • aankaa Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 20:48
      BiŚce zdarza się czasem polowanie na rękę czy stopę - wet poradził mi ... gazetę. Jak już łażę po chałupie z komórką (nie zawsze słyszę) to zwinięta w rulonik gazeta nie powoduje (od dźwigania) bólu krzyża. Jak widzę, ze kocisko staje bokiem i zezuje jakby tu mnie podejść wystarczy pokazać gazetę - rezygnuje od razu. Mam nadzieję, że jeszcze trochę i skończą się ataki.
      Z drugiej strony - łapie ze schowanymi pazurkami (jak to nazywam "miękką łapką"), jeśli startuje z zębami to delikatnie, ot takie przytrzymanie
    • nelka_a Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 21:56
      Przeczytałam Wasze posty, dziękuję za porady smile
      Rzeczywiście może tak być, że Doris mogła być za wcześnie wzięta od matki, wcześniej o tym nie myślałam. Teraz nasze zadanie, żeby ją nauczyć gdzie leżą granice. Mam nadzieję, że tak jak piszecie po sterylizacji Dorka się trochę uspokoi, ale to dopiero za jakiś czas. Póki co będę się kierować tym co pisałyście...
      Tak z innej beczki to ja kompletnie nie byłam przygotowana na przyjęcie nowego kota, bo całkiem niedawno odeszła od nas Nelly, a Doris to pomysł mojego Męża, który chciał wypełnić pustkę. Teraz to jak się Doris zachowuje jest dla mnie niemałym szokiem, bo Nelly była bardzo ułożona, i nie było z Nią żadnych problemów. Mam nadzieję, że z czasem przywyknę do nowego domownika, choć póki co jest kiepsko, nawet bardzo kiepsko, bo wiem że Nelly nie da się zastąpić. Może za jakiś czas będzie lepiej. Póki co musimy wychować tą naszą Diablicę smile Trzymajcie kciuki!
      • niutaki Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 22:00
        Trzymamy oczywiscie! kciuki i lapki kocie i jezowekiss Konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja, pamietaj. Wcale sie nie dziwie, ze jest Ci ciezko, stracilas domownika, zanim to wszystko sie pouklada... trzeba czasu, tesknota i zaloba to naturalna kolej rzeczy, trzeba to przezyc, ominac sie nie da. Pozdrawiam bardzo serdeczniekiss
        • nelka_a Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 22:25
          Dziękuję smile
      • aankaa Re: Kot gryzie do krwi :( 04.12.14, 22:54
        z czasem przywyknę do nowego domownika, choć póki co jest kiepsko, nawet bardzo kiepsko, bo wiem że Nelly nie da się zastąpić. Może za jakiś czas będzie lepiej.


        nic nie zastąpi "poprzedniego" kota. Z tym się trzeba pogodzić i zaakceptować. Nie będzie lepiej ale inaczej.
        Przyznam się, że kilka razy zdarzyło mi się odezwać do BiŚki "Sonieczka". Na szczęście funkcjonuje jeszcze kilka innych (neutralnych) określeń typu "dzieciaku" i wtedy łezka mi się w oku nie kręci jak tak mówię
    • kwintesencja_patologii Re: Kot gryzie do krwi :( 09.12.14, 09:46
      Ja też mam w domu taką terrorystkę... Frytka trafiła do mnie jak miała dwa miesiące, więc zdecydowanie za wcześnie została odłączona od matki, ale wtedy o takich rzeczach nie wiedziałam. Frytka gryzie i też się zdarza, że do krwi. Poluje na moje stopy pod kołdrą, rzuca się z zębiskami gdy ją głaszczę, skacze mi na twarz, kiedy rozmawiam w łóżku przez telefon albo słucham muzyki w słuchawkach. Kiedyś drapnęła mnie pazurem centymetr od oka, było naprawdę nieciekawie. Od niedzieli mieszka z nami nowy kot, niespełna pięciomiesięczna ragdollka. Integracja obu kocic ma dość trudny przebieg, Frytka jakby bała się Bonnie, ale syczy na nią, warczy i paca łapą.
    • nelka_a Coś na uspokojenie? 23.12.14, 22:54
      Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zajrzy przed Świętami, ale może jednak... U nas niestety bez zmian. W międzyczasie okazało się że Doris to tak naprawdę kocurek i został Zygmuntem, nie wiem jak się mogliśmy nie zorientować. Ale do rzeczy... Powiem Wam że już wysiadamy, dzisiaj jesteśmy po karczemnej awanturze z sąsiadami, tak z okazji Świąt. Przyszli rano z pretensjami, że nie mogą w nocy spać przez hałasy. To Zygmuś oczywiście daje czadu. Nie sądziłam, że na dole coś słychać a tu niespodzianka. Z resztą wcale się nie dziwie, ja śpię w stoperach bo inaczej się nie da. Nie idzie go uspokoić, uwierzcie mi po prosty mamy dość, no a po dzisiejszym to... Myśleliśmy, że chociaż na noc wsadzimy go do transporterka i pójdzie spać, ale jakbyście zobaczyły co w nim wyprawiał to byście nie uwierzyły. Nie wyobrażam sbie jak z nim do Polski kiedyś pojedziemy, a czeka nas to na Wielkanoc. Ale wracając do nocnych szaleństw Zygmusia... Może jakieś tabletki na uspokojenie byłyby pomocne? Takie, które można podawać regularnie. Nic innego mi nie przychodzi do głowy. Co myślicie? Tu nie chodzi tylko o noc, mnie się wydaję że z nim jest coś nie tak, nie da sie go wziąć na ręcę nawet, bo albo gryzie, albo się wyrywa a jak się wyrwie to lata w kółko po całym mieszkaniu i zrzuca dosłownie wszystko, ostatnio mąż "łapał" telewizor. Co myślicie o tych tabletkach?
      • aankaa Re: Coś na uspokojenie? 23.12.14, 23:02
        dobra, Doris okazała się Zygmusiem
        to się stało jak poszliście sterylizować kotkę a odebraliście bezjajecznego kocura ?

        • nelka_a Re: Coś na uspokojenie? 23.12.14, 23:13
          Nie smile Po prostu tak jak wspominałam Zygmunta nie da się nawet na chwilę wziąć na ręcę, a jak śpi to go nie ruszamy żeby czasem nie obudzić, ale ostatnio odwiedziła nas koleżanka, której nie zna i trochę był wystraszony chyba i siedział chwilę u niej spokojnie. I to ona zauważyła. No a że to kotka twierdził poprzedni właściciel.
          • aankaa Re: Coś na uspokojenie? 23.12.14, 23:18
            a że to kotka twierdził poprzedni właściciel.

            zaraz, zaraz
            nie byliście z futrem u weta ? choćby na badaniach ? ile ma miesięcy/lat ?
            • aankaa Re: Coś na uspokojenie? 23.12.14, 23:19
              dobra, doczytałam jeszcze raz - 3 miesiące
              • lisek.chytrusek Re: Coś na uspokojenie? 24.12.14, 00:14
                To trochę by dziwne było, gdyby wet nie zauważył, hm...

                I co do tabletek - ten sam kierunek: weterynarz. Owszem są leki psychotropowe, które stosuje się u kotów, ale nie na własną rękę!
                • jottka Re: Coś na uspokojenie? 24.12.14, 10:51
                  może nie podsuwaj koleżance głupich myśli... sorry, ale my wiemy tylko tyle, że jej zdaniem kot szaleje nad miarę i jest agresywny, żadna z nas go nie widziała w akcji, a co gorsza zdaje się nie widział żaden wet. a może to jednak normalny kociak, tylko znudzony (i niewychowywany)? mimo wszystko trzymiesięczny kociak zrzucający telewizor to albo małe lwiątko, albo ten telewizor jednym palcem można było obalić i bez kociej pomocy.

                  poza tym nie widzę relacji o wdrażaniu cennych rad udzielonych przez forum - a może kociaka trzeba zapakować w szelki i na dwór? może kolegę sprawić? może się z nim bawić parę godzin dziennie?
                  • nelka_a Re: Coś na uspokojenie? 24.12.14, 23:13
                    Jottka, to nie jest tylko moje zdanie. Skoro sąsiedzi się burzą że kota po nocach słychać, to chyba coś jest na rzeczy. Nie wiem co masz na myśli pisząc "moim zdaniem kot szaleje"? Uważasz że zmyślam? Sorry, ale gryzienie do krwi to nie jest mój wymysł, rzucanie się do twarzy też nie. Zwłaszcza, że parę osób chociaż w tym wątku wspominało, że miało podobnie ze swoimi kotami.
                    Ja tutaj piszę, bo szukam pomocy, jakiejś rady. Nie zarzucaj mi, ze kotu nie poświęcam czasu albo że jest "niewychowywany", i że nie widział go lekarz. Bawimy się całkiem sporo, kupiliśmy mu kilka zabawek i uczymy, że ma się nimi bawić, a nie naszymi rękami czy nogami. A naszego tv nie można obalić palcem jak to napisałaś, ale jest dość wysoki i wąski, a jak z rozpędu Zyguś na niego skacze to owszem, trzeba go łapać, bo po prostu traci stabilność.
                    A jeśli chodzi o weta tydzień temu Zyguś był szczepiony na koci katar i odrobaczany, rozwija się normalnie. Pytaliśmy weta wtedy o tą jego agresję, ale mówi że po pierwsze że wyrośnie, po drugie radził żeby właśnie kupić sporo zabawek i uczyć go, że je sobie może gryźć, a nie nasze kończyny. No i po trzecie, że po kastracji powinien się uspokoić. Chociaż nie wiem jak go na tą kastrację dowieziemy, bo na szczepieniu wet był u nas, no a na zabieg trzeba niestety jechać, a to może być nieco trudne, bo Zyguś w trasporterku nie usiedzi nawet minuty, tak się go boi. Co do towarzystwa, niestety ale właściciele mieszkania zgodzili się na jedno zwierzę na jedno mieszkane, i to nie podlega dyskusji.
                    Nie dziw się więc, że pytam o jakieś leki na uspokojenie. To nie jest kwestia że kot chce się bawić, ale nam się nie chce, bo jeśli byśmy takie podejście mieli do zwierząt, to byśmy ich nie adoptowali. Ale wyobraź sobie kota, którego nie można wziąć na ręcę, bo od razu gryzie, nie usiedzi sekundy, bo zaczyna piszczeć i robi wygibasy, żeby jak najszybciej uciec. Kota, który biega jak opętany bo meblach, sprzęcie, nawet nie patrzy że coś ma na drodze, tylko to przewraca, co by to nie było. I warto pomyśleć, ze sobie też może krzywdę zrobić.
                    Jeśli można więc podawać Zygusiowi jakieś lekkie leki uspokajające, to czemu nie spróbować, oczywiście po konsultacji z lekarzem. Pytałam jednak o zdanie Forumowiczów, albo raczej o ich doświadczenie w tej kwestii.
                    • wadera3 Re: Coś na uspokojenie? 25.12.14, 01:49
                      Moim zdaniem , jeśli weterynarz obejrzawszy kota stwierdził, że "wyrośnie", to potwierdza to nasze podejrzenia, że kot jest owszem nadpobudliwy, ale głównie z nudów i braku "zajęć".
                      Nie każdy kot lubi i chce być na rękach, czy potrzebuje głaskania, niektóre przed tym się bronią, i nie jest to żadne zaburzenie.
                      Tak młody kociak to wulkan energii, hormonów itd. musi wybawić się do upadłego, kupcie mu laserek, nie ma wtedy kontaktu z człowiekiem, a zabawa przednia i właśnie "do upadłego".
                      Inna rzecz to zastanawiające jest Twoje podejście do kota zawarte w tym zdaniu:
                      "Chociaż nie wiem jak go na tą kastrację dowieziemy, bo na szczepieniu wet był u nas, no a na zabieg trzeba niestety jechać, a to może być nieco trudne, bo Zyguś w trasporterku nie usiedzi nawet minuty, tak się go boi."
                      Większość kotów boi się transporterów, i ich nie lubi, choć bywają wyjątki, ale jak mus to mus.
                      Zdarzało mi się wieźć drącego się wniebogłosy i próbującego rozwalić transporter kota(dzikusa) komunikacją miejską, ale nie zastanawiałam się zbyt głęboko nad tym czy on to lubi, tzw. wyższa konieczność.
                      Modliłam się tylko żeby kierowca mnie nie wyprosił, albo pasażerowie nie wezwali Straży dla Zwierząt.
                      I chyba większość Waszych problemów wypływa z takiego podejścia do sprawy, pozwoliliście kotu sobie wejść na głowę, więc korzysta, do tego nikt go nadal nie wychowuje, to i kociak zachowuje się jak porzucony bez matki dzieciak w obcym otoczeniu.
                      • wiesia.and.company Re: Coś na uspokojenie? 25.12.14, 13:37
                        Rany! Czego można się spodziewać po 3-miesięcznym malutkim kotku! No na pewno nie spokojnego siedzenia na kolanach i głaskania, głaskania. Czy widział ktoś ludzkie spokojne, ciche, nie ruszające się dziecko? A jeśli tak, to czy było zdrowe? Nie uciszajcie go na siłę lekami. On się tak zachowuje, jak powinien się zachowywać zdrowy dzieciak. I jakoś tak się dziwnie czuję, kiedy czytam o kociu, że do niego weterynarz jeździ, że chcielibyście by był nakolankową maskotką, że nie chcecie z nim jechać do weterynarza, bo kotek nie lubi transportera... Mam wrażenie (może mylne), że chcieliście pluszowej zabawki - ale macie czującego, zdrowego, kotka, z jego chęcią do zabawy, do towarzystwa, opieki...Dajcie mu to w sposób dojrzały, odpowiedzialny, to on jest malutkim dzieckiem, a Wy jesteście dorośli (tak sądzę, a może...?). Transporter trzeba przykryć ręcznikiem, wtedy mniej bodźców dociera z zewnątrz - ale nie za szczelnie, żeby miał powietrze. Coś mi się wydaje, że wyobrażaliście sobie kota starszego, spokojnego, przesypiającego na kolanach gdy się tego chce, a gdy się tego nie chce - kota przesypiającego na legowisku, odkładanego i branego na ręce gdy się tego człowiekowi zachce. A macie dziecko...
                        • mysiulek08 Re: Coś na uspokojenie? 25.12.14, 17:33
                          Pod tym co napisaly i Jottka i Wadera i Wiesia moge sie podpisa w calej rozciaglosci.

                          Kocio jest mlode, 3 miesiace to mniej wiecej piecioletnie ludzkie dziecko , jakbys miala dziecko w tym wieku tez byloby wszedzie, nieprawdaz?.

                          Niemal kzdy kot w tym wieku bedzie szalal, bo takie jest jego prawo i taka natura, z tym nie wygrasz, trzeba to przezyc. I NIE FASZEROWAC KOCIA LEKAMI! nie tedy droga. Jedno co mozesz sprobowac feliwaya w dyfuzorze, ale moze nie zadzialac. Poza tym skoro kocio z gatunku wulkanwo, to jak mu podasz tabletke?

                          Wet ma dobre podejscie, mowiac ze kocio z tego wyrosnie, bo wyrosnie. Przykladow z wlasnego kociego doswiadczenia moge podac ( i nie tylko ja) sporo. Chocby i nasza Kicia.Yoda, ktora nigdy nie byla z gatunku przymilnych kotow, po 6 latach bycia z nami stala sie bardzo, bardzo ludzka, ale sa sytuacje kiedy lepiej do niej podchodzic.

                          Nie zrozum mnie zle, prosze, ale wg mnie nie do konca przemysleliscie sprawe wziecia do domu malego kociaka. To nie jest pluszowa zabawka, jak slusznie wspomniala Wiesia, a mlody, zdrowy kocurek, ktory poznaje swiat. Pewnie wlaczyl sie Wam stereotypowy obraz, ze jak bedzie kot to bedzie go mozna z nim zrobic to co sie chce, a on bedzie grzeczny, mily i mruczacy. Nic bardziej mylnego. Owszem sa rasy hodowane pod tym katem (np brytyjczyki) i chyba takiego wlasnie kociaka powinniscie sobie sprawic. Hodowlany ma oznaczac przewidywalny.

                          Owszem, nie mozna wykluczyc, ze kocia ma kocie ADHD i taki szajbus juz z niego bedzie (mamy taka jedna Leie/Miki).

                          W halasy, jakie robi trzymiesieczny kociak, takie zeby sasiadow budzil to ja osobiscie nie wierze, owszem dorosly, wielki, bengal moze i galopowal jak stado koni smile

                          Mialam szczescie albo i nieszczescie miec kotke od 4tyg zycia, dwa maluchy dopiero co urodzone, zywotne jak diabli w okresie dorastania i noce mielismy spokojne. Uprzedxam tez, ze czeka Waa jeszcze sporo przezyc, z podartymi firanami wlacznie. Jestescie na to gotowi? Jesli nie, to moze poszukac maluchowi innego domu? A juz napewno poczytac troche o kociej psychice i wychowaniu. Skontaktowac sie z behawiorysta?

                          Rzadko kiedy kot sam chce wejsc do transporterka, czesto walka jest niezla, czesto przez cala droge jest wariactwo, z zasikaniem i kupalem w srodku, rzyganko tez bywa. Tak po prostu jest. Wiezlismy na kastracje kota, ktory omal klatki lapki nie rozniosl i znieczulenie trzeba mu bylo dawac przez prety, mamy kotke, ktora zawsze dojezdza do weta brudna od nerwowej biegunki, wiekszosc jednak po zaciemnieniu kontenerka jest spokojna. Ale tez mamy taka, ktora sama wejdzie, polozy sie i spi, (a najlepiej gdy jest bez i moze sobie swiat przez szybe podziwiac, ale ona ma kilka tysiecy kilometrow spedzonych w aucie). Diabel w niej budzi sie dopiero u weta.


                          • emigrantkaaa Re: Coś na uspokojenie? 26.12.14, 02:21
                            > Nie zrozum mnie zle, prosze, ale wg mnie nie do konca przemysleliscie sprawe
                            > wziecia do domu malego kociaka. To nie jest pluszowa zabawka, jak slusznie
                            > wspomniala Wiesia, a mlody, zdrowy kocurek, ktory poznaje swiat. Pewnie wlaczyl
                            > sie Wam stereotypowy obraz, ze jak bedzie kot to bedzie go mozna z nim zrobic
                            > to co sie chce, a on bedzie grzeczny, mily i mruczacy.

                            Dla przypomnienia fragment pierwszego postu autorki wątku: miałam kiedyś 5 małych kotów i nie przypominam sobie żeby się tak zachowywały. Doświadczenie z kociętami zatem ma.

                            Nelko, podstawową kwestią jest rozstrzygnięcie, czy kotek zachowuje się normalnie, czy też jest zaburzony. Na forum nie da się tego zrobić. Ty podejrzewasz, że z kotkiem jest coś nie tak, forum twierdzi, że zachowuje się w sposób typowy dla swojego wieku. Nie rozstrzygniemy tutaj, kto ma rację. To może zrobić tylko weterynarz albo behawiorysta. U weterynarza byłaś, ten zalecił czas (kotek wyrośnie z takiego zachowania) i kastrację (po niej zachowanie kotka z dużym prawdopodobieństwem się zmieni). Obawiam się, że na chwilę obecną nie masz wyjścia i musisz doczekać do kastracji. Jeśli po niej zachowanie kotka nie ulegnie zmianie, skorzystaj z pomocy behawiorysty, co radziłam już wyżej.

                            Na ten moment leki uspokajające nie są dobrym pomysłem, a w każdym razie o ich stosowaniu powinien zadecydować weterynarz lub behawiorysta.

                            Cierpliwości i powodzenia.
                            • mysiulek08 Re: Coś na uspokojenie? 26.12.14, 05:18
                              > Dla przypomnienia fragment pierwszego postu autorki wątku: miałam kiedyś 5 m
                              > ałych kotów i nie przypominam sobie żeby się tak zachowywały.
                              Doświadczenie
                              > z kociętami zatem ma.

                              Niekoniecznie smile to mogl byc miot jednej kotki, ktory dorastal razem, moze nawet razem z matka, a wtedy zachowania kociakow sa zupelnie inne (chyba, ze maja psychiczna matke np nasza Padme/Kluska).

                              Masz racje, nie widzimy realnie jak jest, znamy tylko relacje Nelki, byc moze troche emocjonalna, a na tej podstawie mozemy radzic tylko na podstawie tego co sami przezylismy.

                              A krew, no coz, przy wspolnym zyciu z kotem krew sie czasami leje, blizny sie pojawiaja, kazdy kto zyje z kotem musi pamietac, ze zyje pod jednym dachem z najdoskonalszym zabojca na planecie. Taka cena kociej milosci smile
    • emigrantkaaa Re: Kot gryzie do krwi :( 27.12.14, 01:39
      Przypomniałam sobie o KalmAid. To suplement, który ma działanie uspokajające. Jak myślicie, dziewczyny?

      Dla Nelki:
      Informacje o KalmAid
      Opinie o KalmAid
Pełna wersja