dzedlajga 30.12.14, 03:17 Czy ona jest spokrewniona z Celinką, bo widzę pewne podobieństwo między dziewczynami Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
panna_beata Re: Mysiulkowe cuda opanowały zakątek - Marysia 30.12.14, 09:36 Rzeczywiście - zmiana na "tapecie", a nie zwróciłam uwagi... Ale wyjaśnienie jak w temacie. Kto by te cuda rozróżniał (poza Mysiulkiem, oczywiście)? Odpowiedz Link
zmija_w_niebieskim Re: Mysiulkowe cuda opanowały zakątek - Marysia 30.12.14, 19:36 Marysia, Marysia, za tatusia ma rysia??? Piękne wielkie uszyska i rozbawione spojrzenie...ciekawe, na co tak patrzy, że aż całą sobą mówi: Ja nie mogę, ale jazda... Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: Mysiulkowe cuda opanowały zakątek - Marysia 31.12.14, 05:49 Rysia to moze nie, ale pumy kto wie Pewnie,ze jazda, ktora sama zaczela Niech Was nie myla te slodki oczka Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: Mysiulkowe cuda opanowały zakątek - Marysia 31.12.14, 05:48 Marysia, oficjalna ksywka Amelia poczatkowo zwana Kolorynda lub Kolorysia. Jest corka Celinki , siostra Portosa , Chestera i Yodyny. Ta czworka to ostatnie dzieciaki Celinki, urodzone gdzies w jezynach Kurnika i wyprowadzone na swiat w marcu. Maryska byla najmniejszym kociakiem, najslabszym, najbardziej plochliwym i dzikim. Zrobienie jej fotki pod Kurnikiem w pierwszym okresie graniczylo cudem. Potem troszke, odrobinke sie osmielila. Zawsze blisko mamy. Miala najbardziej zaawansowany koci katar, bylismy niemal pewni, ze straci oczko, bylo tak wielkie, tak zaczerwienione Jak i z reszta maluchow bylismy bezradni, musielismy sprawe zostawic Naturze i Celince. Jedyne co moglismy zrobic to podawnie lizyny w kaszce, ktora na szczescie wszystkie lubily. Celinka najwiecej czasu poswiecila opiece Marysi i chyba dlatego wyrosla taka coreczka mamusi W dniu przeprowadzki do kocinca musielimy zlapac Marysie i Chestera do klatki lapki, inaczej sie nie dalo. Po wielu probach i neceniach tunczykiem, juz w szarowce obydwa wlazly do klatki i moglam spuscic zapadke. Ufff. Marysia, to male strachjdlo, przez dwa dni siedziala schowana za szyna suwanych drzwi, 'zamrozona'. Zal bylo patrzec na jej przerazenie, chociaz jak przysnela to po przebudzeniu przez chwile byla bardziej wyluzowana. Jak juz zeszla, chowala sie gdzie mogla. Zostawilismy sprawy swojemu biegowi: codzienne rytualy, stale godziny karmienia, zabawy, czeste wizyty, duzo mowienia (ba nawet im czytalam na glos ), powolutku osmielily Marysie i juz przy nas zaczela jesc. Kazdy jednak ruch powodowal paniczna ucieczke. MD sie zawzial, po kilku miesiacach wzajemych podchodow Marysia nie stala sie wprawdzie kotem nakolankowym (takim raczej nigdy nie bedzie), ale zmiana jaka w niej zaszla jest trudna do opisania. Najwazniejsza rzecz: po dlugich kombinajach odkryla, ze dotyk czlowieka sprawia jej frajde Nawet pozwala na glaskanie brzuchola Zdarza sie, ze sama, z wlasnej nieprzymuszonej woli nastawia swoj kolorowy lepek pod reke, zeby go wyczochrac. Przebyla naprawde dluuuuuuga droge od momentu wyjscia z jezyn i zmiana jej zachowania cieszy nas niezmiernie. Poczynila chyba wieksze i szybsze postepy niz Aramis, ale Aramis jest neurotycznym geniuszem-artysta wiec u niego idzie to inaczej Marysia ewidentnie nadrabia czas stracony pod krzakiem, gdzie byla strachliwa boidupka (choc pazura potrafila czasem uzyc). Zaakcetpowala kociniec w pelnej rozciaglosci, czuje sie w nim pewnie i bezpiecznie. Po prostu widac po niej, ze jest szczesliwa. To jest teraz jej dom, jej gniazdo i jest w nim duzo odwazniejsza i bardziej radosna niz byla na dworze. To w kogo sie zmienila to nie jest kot, to szatan w czystej postaci Niczym elektron jest wszedzie Nigdy sie nie meczy (no moze troche odpoczywa jak nikt nie widzi), nie ma absolutnie zadnych zahamowan i ani krzty szacunku zarowno dla swojego kociego ciala jak i dla reszty osobnikow. Jak gna za zabawka to kompletnie na oslep, byleby ja dorwac jako pierwsza, jak ja lapie to koniecznie z saltem i dwoma fikolkami, jak sie bije to cala soba, bez udawania i zartow. Przy tym to ona jest zarzewiem wszelkich rozrob, wszczyna niemal kazda "bojke" jaka sie odbywa w kocincu. A jak cos idzie nie po jej mysli to chowa sie pod skrzydelka mamuski Celniki, ktora zapatrzona w swoja coreczke karci boguducha winne, inne swoje dziecko. Szelma z Marysi jest i tyle Jako zyw przypomina nam Kicie.Yode z jej mlodzieczych lat. Bardzo bala sie odkurzacza. Na szczescie odkad w odkurzaniu prym wiedzie nasz nowy Bialy nabytek, nawet juz nie zwiewa szukajac mysiej dziury tylko patrzy ciekawie albo z polki nad drzwiami albo z teleportera*. Ba, przy ostatnim sprzataniu nawet pacla Bialego lapa Idzie ku dobremu. Natura dzikusa nadal w niej tkwi i chyba juz zostanie. Jak siedzi na teleporterze*, bardzo czesto wita nas wchodzacych do kocicnca albo wdziecznym groznym sykiem, albo zamienia sie w kobre i pluje jadem Wczesniej trzeba bylo uwazac na twarz i glowe, bo potrafila huknac z gory bardzo na powaznie. Teraz tylko czasem syczy, ot taka strazniczka gniazda Zrobienie jej fotek jest niezlym wyczynem *teleporter to konstrukcja z drewna i siatki powstala aby miec na szybko jakas zapore przy drzwiach Stoi sobie klatka przysunieta do drzwi, po wejsciu trzeba odsunac po zamknieciu drzwi, a przy wychodzeniu najpierw pzysunac a potem otwierac drzwi. Taka sluza, improwizowany przedpokoj i jak sie okazalo najlepsza czesc zabawowa kocinca. Sluzy za drapak, hamak, punkt widokowy i odskocznie na polke nad drzwiami. Jak lezy na gorze szesc kocich klopsow to naprawde trudno jest teleporter odsunac zeby wejsc Mialo byc tymaczasowe, ale kociaste maja z tego taka frajde, ze zal im jej odbierac. ps fotki pozniej Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: Mysiulkowe cuda opanowały zakątek - Marysia 31.12.14, 16:34 Mysiulku, wzruszyłam się Twoim opisem.Czytając przeżywałam te strachy, te lęki, niepewność Marysi. I czułam, jak dumy jest MD z tych malutkich kroczków, ze zdobywania zaufania Marysi, i czułam dumę z tego, co Wam się udało osiągnąć. Piękna koteczka, taka zarazem spokojna, pewna swoich poglądów (na pewno ma swoje zdanie na każdy temat) a równocześnie ostrożnie spoglądająca, czujnie. Wasz kociniec jest domem pełnym kocich osobowości, a jednak tworzą rodzinę, dają sobie wsparcie, lgną do siebie, czasem się skłócą, a Wy sterujecie. Marysia to taka na początku trochę Sierotka Marysia, ale teraz wyrasta i kto wie, kto wie? Już ma w postawie coś królewskiego... Przyszła Szefowa Stada, Królowa Maria? Która zapanuje nad swoimi rozwichrzonymi braćmi? Nieżle się zapowiada... Jest w niej potencjał Odpowiedz Link
olinka20 Re: Mysiulkowe cuda opanowały zakątek - Marysia 31.12.14, 17:39 Pięeeeekny opis kociego szalenstwa, cudowna ta wasza Marysia Odpowiedz Link
usia44 Re: Mysiulkowe cuda opanowały zakątek - Marysia 31.12.14, 16:42 Wszystkie Twoje koty to cuda natury , i nie mogę gdzieś tam w sercu ukryć nutki zazdrości . Wygłaskaj je wszystkie i wymiziaj. A Tobie wyrazy szacunku za Twoje dobre wielkie serce. Odpowiedz Link
mysiulek08 Marysiowe fotostory 01.01.15, 00:44 Kolejnosc jak zwykle mniej wiecej chronologiczna, pierwsze zdjecia z krzaka w jakosci takiej sobie, ale Marysia nie dawala szans sie fotografowi wykazac. Odpowiedz Link
pi.asia Re: Marysiowe fotostory 01.01.15, 11:03 No i co tu napisać? Znowu to samo? Że przepiękna koteczka, że cudowny opis jej charakteru i zachowań, że wzruszający ogrom pracy włożony w wyleczenie i oswojenie Marysi, że zapierające dech w piersiach fotki (kot w locie!!!!)? To wszystko tyleż razy już tu było powiedziane, że aż człowiek żałuje że nie zostawił sobie jeszcze chociaż kilku przymiotników na zapas.... Byłoby jak znalazł.... Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: Marysiowe fotostory 01.01.15, 18:09 O to to, właśnie! Ależ życie w kocińcu rozkwitło i dalej się dzieje... no i te swobodne pozy, galopady, zabawy, od razu widać, że koty czują się bezpiecznie i dają podziwiać bez przesadnego skrępowania. Jest oczywiście różnica w zachowaniu" kotów przysposobionych" i "kotów z krzaków" (ugięte ostrożnie nóżki, zaniepokojone czujne spojrzenie, grupowe podchodzenie do misek), no i widać stadia zainfekowanego oczka Marysi . Ach te zdjęcia! Cała opowieść jest na tej dokumentacji. Przepiękne!!! Odpowiedz Link
dzedlajga Re: Marysiowe fotostory 02.01.15, 17:36 Mysiulku, a Ty jesteś pewna, że nie mieszkasz w Australii? Bo na jednym zdjęciu, to ja wyraźnie kangura widzę Odpowiedz Link
aankaa Re: Marysiowe fotostory 02.01.15, 18:00 po Warszawie też biegał swego czasu (teraz o nim cicho) kangur Odpowiedz Link
mysiulek08 Re: Marysiowe fotostory 02.01.15, 21:37 Zdecywanie Chile a nie Australia Jaki kangur? gdzie??? nie widze Odpowiedz Link
dzedlajga Re: Marysiowe fotostory 02.01.15, 21:46 21 zdjęcie od góry jeśli dobrze liczę. Kangur jak się paczy. Może to import z Australii Odpowiedz Link
aankaa Marysia w locie - wymiata !!! 02.01.15, 17:27 jak się przesuwa zdjęcia w miarę płynnie to ma się wrażenie, że to film a nie kadr po kadrze Odpowiedz Link