the_kami
29.01.15, 01:10
Dziś pochowaliśmy naszą Kluskę.

W ubiegły wtorek - przy okazji kolejnej infekcji żołądkowej psa - zawiozłam ją do weta - wyglądała mi niewyraźnie, jakby za mało jadła, jakby schudła...
Lekarka wymacała guz w brzuszku - nie wiedziała, czy to węzły czy może kłaki w jelicie. Kot słabł z dnia na dzień. W piątek było USG - albo zapalenie węzłów chłonnych albo chłoniak, diagnoza po biopsji, ale... jedna nerka jej nie działa, druga ledwie-ledwie. Kluska miała ponad 10 lat, nie zgodziłam się na biopsję. Do niedzieli jeździliśmy na kroplówki z antybiotykiem i aminokwasami 2x dziennie, w poniedziałek mieliśmy pokazać się tylko wieczorem. Kota cały dzień czuła się bardzo źle, wieczorem dostała sterydy bo gorączka przekroczyła 40 stopni, we wtorek rano przyjechaliśmy na kolejną kroplówkę, prawie nie jadła, ale potem zdecydowaliśmy, że wystarczy, że już nie da się jej pomóc, a Kluska z kocicy która w gabinecie potrafiła mnie ze złości dziabnąć do krwi zmieniła się w trzęsącą się kulkę robiącą pod siebie. No więc... no nie. To była moja Klucha!
Teraz Kluska leży w lesie, pod górką, na naszej działce. Razem ze stadkiem rodzinnych zwierząt, które uzbierało się przez lata - pilnują domu, lasu i ogrodu kiedy nas nie ma...
Strasznie, strasznie nam smutno...