elzbieta.24
08.02.15, 09:14
Niedziela,godzina 4:10 budzi mnie wrzask kota i koszmarny łomot.Koty wyrwane ze snu uciekają w panice na wszystkie strony tratując siebie i wszystko po drodze.Ze stolika z hukiem spada lampka solna,podrywam się z łóżka usiłując zapalić światło.Nie działa,któryś z kotów uciekając wyrwał przewód z kontaktu.Brnę do włącznika górnego oświetlenia usiłując nie zabić się o miotające się pod nogami koty.Walenie i wrzaski dochodzą z drugiego pokoju.Włażę nogą na coś dużego,okrągłego.Udaje mi się dobrnąć i zapalić światło w drugim pokoju.Kota żadnego nie widzę za to rejestruję wzrokiem walające się wszędzie buraczki.Kolejny wrzask pełen oburzenia rozlega się zza wersalki.Gramolę się na łóżko ,kolano mnie boli piekielnie,za łóżkiem z szaleństwem w oczach znajduję Sprytka zamotanego w resztki reklamówki z jednym smętnym buraczkiem .Ten obrzydliwie łakomy kot o czwartej rano był już tak straszliwie głodny że postanowił sprawdzić czy w siatce z burakami nie znajdzie nic do jedzenia.Po raz kolejny stwierdzam że padła mi na umysł totalna zaćma jak brałam kota.