Badyla wciąż nie ma

08.03.15, 21:31
Naszego rudzielca nadal nie ma.

Dzisiaj obeszliśmy osiedle trzy razy. Przed południem znaleźliśmy trzy dodatkowe miejsca karmienia kotów - rozwiesiliśmy tam ogłoszenia. Napotkani młodzieńcy popijający piwko pod garażami powiedzieli nam, że biało-rudy kot od tygodnia pojawia się pod jednym z bloków, zaprowadzili nas tam, ale nie było Badyla. Trop może być właściwy, bo ten blok jest blisko miejsca, gdzie widziały kota dziewczynki, które pytałam wczoraj.

Wszystkie koty osiedlowe znamy z widzenia, mamy porobione zdjęcia, jak już Badyl się znajdzie, to je tu pokażę. Na razie nie mam czasu ich obrabiać.

W trakcie poszukiwań otrzymaliśmy telefon od ludzi, którzy złapali biało-rudego kocura blisko naszego domu. Pognaliśmy tam - okazało się, że to ten sam rudzielec, po którego już raz szłam. Jasno-rudy, z białym, brudny i chyba niezbyt zdrowy. On kilka razy pojawiał się u nas na podwórku, przyszedł kiedyś z Badylem. Zawsze dostawał jeść i szedł dalej w swoją stronę. Dzisiaj tez go nakarmiliśmy, postanawiając, że będzie naszym poddomowcem. Fraszka, obecna na trawniku, strzeliła go dwa razy z liścia, żeby sobie za dużo nie myślał, a on zjadł nieco chrupek i tyle go widzieliśmy. Nie zdziwię się, jeśli jutro znów nam go ktoś przyniesie.

Po południu osiedle obszedł Rumcajs, a wieczorem znów poszliśmy obydwoje. I to była najbardziej owocna wyprawa, bo spotkaliśmy karmicielki. A wiadomo, że one znają swoje stada na wylot. Niestety, Badyla nie widziały. Wszystkie koty doskonale znają godziny karmienia i meldują się na stołówkach punktualnie - byliśmy świadkami jak tuż przed przyjściem pań nastąpił zlot gwiaździsty burasków, czarnulków, jednej uroczej łaciatki (wdzięczyła się do nas) i biszkopcika. Być może Badyl boi się podejść do takiej licznej ekipy i pożywia się w innych godzinach. Żadnego innego rudzielca ani biało-rudego na tamtym osiedlu nie ma. W sumie to dobrze, bo- po pierwsze - będzie się rzucał w oczy, a po drugie - nie będzie fałszywych tropów.

Zastanawia mnie tylko jedno - dlaczego Badyla widziały wyłącznie dzieci i młodzież piwna?
    • pi.asia Re: Badyla wciąż nie ma 08.03.15, 21:39
      Tak wygląda nasza posesja z lotu ptaka - zobaczcie, jak duży teren miał Badyl do dyspozycji. Dodam, że między sąsiednimi posesjami nie ma ogrodzeń, co daje kotu prawie dwa hektary do spacerowania.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/I3QLXafjRCopKZ6qEX.jpg
      • mysiulek08 Re: Badyla wciąż nie ma 08.03.15, 21:49
        Pi, napisze raz jeszcze to pisalam wczesniej. Wypuszczajac kota nigdy nie masz pewnosci czy wroci, bo cos tam (lubi sie wloczyc, trafi na debila, glupiego kundla, nie bedzie potrafil wrocic, spodoba mu sie nowy swiat).
        To czy mial do dyspozyscji pol czy hektar, czy dwa, nie znaczenia, powoli powiekszal swoje terytorium i w koncu poszedllll.

        Nie przecze, ze sa koty, ktore beda sie trzymac blisko domu, ale sa tez takie jak Wasz Badyl czy nasza Kicia.Yoda. Ciekawskie swiata, odwazne, uwazajace na swoj koci sposob, ze swiat nalezy do nich. I wtedy scenariusz pisze taki jak powyzej. Bylo fajnie (w naszym odczuciu) do czasu, teraz mozei Badylowi jest fajnie, Wam mniej.

        I daltego tez Kicia.Yoda NIGDY nie zostanie spuszczona ze smyczki i oczu, choc oczywiscie wypadek sie moze zdarzyc, przy jej usposobieniu.

        Czekam z niecierpliowsci na powrot Badyla do domu, ale tes sadze, ze nie da sie go teraz upilnowac.
        • pi.asia Re: Badyla wciąż nie ma 08.03.15, 23:15
          Ten teren obchodzimy codziennie, nawet po kilka razy. Naprawdę się staramy.

          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/fi/gb/v6x4/TgwvJH9VY0Gl86HflB.jpg
          • p.b.rumcajs Re: Badyla wciąż nie ma 08.03.15, 23:45
            Uznaliśmy z Pi, że gdy Badyl wróci, wyposażymy go w nadajnik GPS. Nie są to dyże pieniądze a naprawdę jest przydatne. Żałujemy że wcześniej nie obdarowaliśmy naszego pupila taką obróżką.
            Ale nie sądziliśmy aby to był konieczne.
            Dla zainteresowanych prezentuję linki:
            waruj.pl/lokalizator-dla-psa-na-obroze-tk-star.html
            allegro.pl/mini-lokalizator-gps-dla-psa-lub-kota-akcesoria-i4846658822.html
            • dzedlajga Re: Badyla wciąż nie ma 09.03.15, 00:21
              Staniały te lokalizatory, kiedyś szukałam ale to był koszt ok. 1000zł. W tym drugim jest opcja wirtualnego ogrodzenia - myślę, że to byłaby przydatna funkcja dla Badyla
              • mysiulek08 Re: Badyla wciąż nie ma 09.03.15, 03:43
                Na ebayu moga byc tansze, a chinczyki gratis wysylke maja z zasady

                My bralismy pod uwage

                elektrycznego pastucha

                montaz w sumie dosc prosty, w naszym przypadku oznaczaloby to jednak kompletna wycinke 'zywoplotow' coby galazki zwarc nie robily, na co Franek mocno krecil nosem.

                Inne wyjscie (o ile nie ma klopotow z woda) to sytem automatycznych spriklerow z czujnikiem ruchu, ktore beda robily deszcz jak futro sie za blisko zblizy. Roboty jednak wiecej.

                Trzeba brac jednak pod uwage metry biezace parceli.
            • emigrantkaaa Re: Badyla wciąż nie ma 09.03.15, 00:54
              Lokalizator to świetny pomysł, ale nie ochroni kota przed samochodami, psami, złymi ludźmi ani innymi niebezpieczeństwami. Na pewno zdajecie sobie sprawę z tego, że już zawsze będzie Wam towarzyszył lęk o Badyla. Ech, nie zazdroszczę...

              Trzymajcie się, kochani.
    • maadga Re: Badyla wciąż nie ma 09.03.15, 10:54
      Pi-asia mojego Ryśka nie było 7dni. Robiłam to co ty, Plus weterynarze, ogłoszenia w sklepach, na słupach w miejscach gdzie koty są dokarmiane itp. 7-ego dnia poszukiwań wrzuciłam do wszystkich skrzynek na listy okolicznych domów oraz na blokach, by sprawdzili piwnice i garaże i to chyba pomogło bo Ryś wrócił mocno wychudzony i śmierdzący stęchlizną piwniczną.
      Nadal go wypuszczam, bo to taki kot, jak go nie wypuszczę gdy chce wyjść to gryzie mnie w łydki.
      Trzymam kciuki za znalezienie Badyla.
      • wiesia.and.company Re: Badyla wciąż nie ma 09.03.15, 17:44
        Kibicuję! Obchodzicie, informujecie, rozwieszacie. No i jeszcze (to mówię po tym, jak zobaczyłam moją uciekinierkę Natalkę biegnącą w moją stronę i krzyknęłam uszczęśliwiona: Natalka! A ona wtedy w tył zwrot i w długą... ) warto po prostu posiedzieć cicho, w jednym prawdopodobnym miejscu, siedzieć, rozglądać się, nie wołać.... czekać. U mnie to w końcu zadziałało - zaczął padać deszcz, ludzie z pieskami i spacerowicze uciekli, ja tkwiłam i spod samochodu wyszła Natalka wpatrzona w ścieżkę z mięska (prowadziła do transportera). I jak już Natalka zupełnie wyszła spod samochodu i zbliżyła się do transporterka - to wtedy ją chwytem obu rąk za skórę! i taką walczącą i gryzącą do transporterka odwróconego do góry wejściem i pupą Natalki w dół! Zasunięcie suwaków to przy mojej histerii i lejącej się krwi trochę było nerwowe... ale hurrrra! A w domu Natalka jakby nigdy z domu nie wyszła i nie przepadła na 11 dni wink
        Czego Wam życzę! Kciuki ciągle trzymam i myślę, że się spotkacie niedługo!
    • zaba_300 Re: Badyla wciąż nie ma 09.03.15, 18:10
      Moi sąsiedzi z osiedla uciekinierkę po trzech tygodniach znaleźli. Trzymam kciuki.
      • pi.asia i komu mam wierzyć? 09.03.15, 19:07
        Dziś z pracy wyszłam wcześniej (znalazłam zastępstwo) i poszłam do domu piechotą cztery kilometry, przez to osiedle gdzie ponoć widywano Badyla. Ponoć, bo oprócz dziewczynki, która powiedziała, że widziała kotka z zaropiałym oczkiem i młodzieńca piwnego, który twierdził, że kot od tygodnia pojawia się przed jego blokiem nikt w pełni wiarygodny mi tego nie zweryfikował.

        Dziś przed tym blokiem dopadłam grupkę dziesięciolatków na zjeżdżalni i przepytałam na okoliczność spotkania Badyla. W pierwszej chwili wszyscy chórem oświadczyli, że nie widzieli, a minutę później trzej przypomnieli sobie, że jednak widzieli, jak spał na samochodach. No i właśnie - przypomnieli sobie, czy wymyślili na poczekaniu?

        Wracałam do domu nie od frontu, tylko od tyłu, przez posesję matki właściciela naszego domku, gdzie pojawia się dużo kotów. Zapytała mnie, czy już znalazłam tego swojego i dodała, że on często urzędował na jej podwórku z takim drugim rudym, i że ostatnio widziała je oba wtedy, gdy dzwoniła do mnie w sprawie telefonu, który zgubił wnuczek (czyli w ostatni piątek). A od dwóch dni ich nie ma.
        I znowu - faktem jest, że ten rudy to kumpel Badyla, widywałam je razem na naszym terenie. Ale czy tej pani nie pomyliły się dni i kiedy właściwie widziała oba koty? Jak ja szukałam Badyla i wszędzie (u niej też) wisiały ogłoszenia?

        Marzymy na razie o jednym - żeby zobaczyć Badyla na własne oczy, choćby przelotnie. Żeby wiedzieć, w jakim terenie prowadzić działania, bo bieganie po dwóch osiedlach plus 10 godzin pracy dziennie nas wykończy...
        • usia44 Re: i komu mam wierzyć? 09.03.15, 19:36
          Bardzo mocno trzymam kciuki i sercem jestem z Wami , gdyż mogę sobie wyobrazić co czujesz /// mój Pumek zrobił sobie 6 - tygodniowego giganta /// . Wierzę że będzie wszystko dobrze .
        • menard44 Re: i komu mam wierzyć? 09.03.15, 20:55
          Badyl wracaj noooo !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          • grazyna1605 Re: i komu mam wierzyć? 10.03.15, 10:13
            Podziwiam wytrwałość w poszukiwaniu Badyla. I miłość do futrzaka! Ale jak nie kochać te puchate stworzenia - to niemożliwe. Trzymamy kciuki za pozytywne zakończenie tej akcji.
            • panna_beata Re: i komu mam wierzyć? 11.03.15, 19:19
              I co z Badyem? Śledzę wątek od początku i całym sercem trzymam kciuki za jego powrót...
              • super-kinia Re: i komu mam wierzyć? 11.03.15, 20:29
                Trzymam Mocno kciuki,wiem co przeżywacie,bo ostatnio przeżyłam to samo,mojej Figi nie było trzy tygodnie,trzy tygodnie poszukiwań przez lokalne radio,oplakatowane dwa osiedla,grupa ludzi poszukujących,wiadro wylanych łez,rozpacz straszna,wyszła jak zawsze rano,na poranny spacerek,i na drugie śniadanie się nie zameldowała,od razu poczułam niepokój,więc poszukiwania zaczęły się prawie natychmiast,wyszła 20 listopada,a znalazła się 8 grudnia,gdy już straciłam nadzieję,myślałam,że ktoś ją ukradł i już nigdy nie wróci do nas,ogłaszałam,że zapłacę ,za zwrot kota,a historia nie do pomyślenia,była za ścianą w magazynie zakładu usługowego,gdzie od czasu do czasu,jakiś pracownik po coś przychodził,właściciel też przeglądał,przeżyła,bo był otwarty sedes,miała dostęp do wody,Figa to kotka bardzo wrażliwa,myślimy,że jak słyszała obcych,to się jeszcze bardziej blokowała,nie odzywała się,a przez przypadek właściciel wlazł w jej kupę i zorientował się,że jest jakiś zwierzak,popędził po jedzenie do domu, i wyparzył jak wyszła do jedzenia,rano telefon,jest kotka,prawie dostałam zawału jak to usłyszałam,tak,że szukać ,szukać on może być gdzieś zamknięty.
                • menard44 Re: i komu mam wierzyć? 11.03.15, 20:41
                  Ja kilka lat temu zamknełam kota sasiadów w altanie w ogrodzie. Rano ok 9.00 poszłam po cos do altany, zostawiłam drzwi otwarte, po chwili wróciłam, zamknełam drzwi i to byłoby na tyle... Późnym wieczorem dzwoni sasiadka do furtki ze szuka kota bo nie wrócił i wydaje jej sie ze coś sie drze w naszej altace. Nie pomyliła sie, po otwarciu drzwi kot wyskoczył jak z procysmilesmile Czasami "udaje" nam sie zamknac któregos z naszych jak chodzimy po drewno do kominka ale tu reakcja jest szybsza bo nie da sie zauwazyc jak pozostałe krążą w koło jak sępy, zaraz wiadomo że kolezanka siedzi w areszcie.

                  PS. Piasia Badyl musi sie znaleźc tyle ludzióff trzyma kciuki..
                  • aankaa Pi, patrząc na mapkę 11.03.15, 21:10
                    obok znaku "tu widziano Badyla" macie jakieś tereny zielone (?) w dół od ul. Struga, które są poza Waszą ścieżką - byliście tam ?
        • annb Re: i komu mam wierzyć? 12.03.15, 10:28
          macie może w okolicy jakiś szpital? albo piekarnię?
          U mnie w dzielnicy koty spotykają się w stołówce pod szpitalną kuchnia albo na tyłach piekarni
          (myszy)
          • pi.asia pogoń za cieniem 12.03.15, 18:30
            Nie ma szpitala, nie ma piekarni, tylko osiedlowe sklepy i punkty karmienia, których jest około siedmiu.
            Na ogłoszenie odpowiedziała osiedlowa listonoszka - Badyla nie widziała, ale będzie się rozglądać.

            Ja dzisiaj odpuściłam sobie szukanie, bo pogoda u nas fatalna - wieje, zimno i czasem siąpi deszczyk. Koty nosa nie wychylą z kryjówek. Wczoraj w podobną pogodę
            rozlepiałam ogłoszenia, nie widziałam ani jednego futrzaka, a z reguły spotykam ich około dziesięciu. Zresztą też muszę odpocząć.

            W zasadzie nie ma dnia, żeby ktoś nie zadzwonił - z reguły nie z informacją że kot jest tu czy tu, ale ze słowami otuchy i z historią jakiegoś kota, który też zaginął a potem wrócił. Charakterystyczne, że w większości tych opowieści kot wraca po trzech tygodniach. Super Kinia też pisze o trzytygodniowej nieobecności Figi.

            Jeden z moich klientów opowiedział mi o swoim kocie, którego zabrała ciotka z Katowic - bo co się będzie biedaczek męczył w bloku, ona ma domek z ogrodem. Wywiozła kota na Śląsk, a on po dwóch miesiącach wrócił do Częstochowy pod drzwi swojego dotychczasowego właściciela. Ponad 70 kilometrów. Wiecie jak wyglądają Katowice i cała aglomeracja śląska? Przedrzeć się przez to to nie lada wyzwanie nawet dla dorosłego człowieka, który i tak jest w dobrej sytuacji bo może kupić mapę albo zapytać o drogę. Ale kot? A jednak. I tym się pocieszam każdego kolejnego dnia, gdy wracam do domu po bezowocnych poszukiwaniach.

            Dziękujemy Wam wszystkim za kciuki i dobre słowa.


            • klaryma Re: pogoń za cieniem 12.03.15, 18:43
              my przed wielu laty zostawilismy kota tesciowej i wyjechalismy na tydzien urlopu.Kot juz pierwszego dnia wyskoczyl jej przez balkon (a byl to mlody kotek, nie mial jeszcze roku). Tesciowa zlokalizowala go kilka blokow dalej pod okienkiem piwnicznym i przez tydzien probowala zachecic do powrotu. Bez skutku. My po powrocie jeszcze tydzien sie na niego zasadzalismy (m.in. mamiac go waleriana, wszystkie podblokowce sie nawachaly, a on nic). Po dwoch tygodniach przyszlismy wyposazeni w taka duza siec na ryby, gotowi na radykalne rozwiazania. Tego dnia pod blokiem tesciowej, w miejscy ktore i my i ona przemierzalismy codziennie nawolujac, siedzial nasz kotek, bardzo placzac. Okazalo sie, ze przez 2 tygodnie probowalismy lapac bogu ducha winnego bezdomniaka, ktory byl do naszego bardzo podobny! co sie dzialo z naszym w tym czasie, nie wiadomo...Byl potwornie wychudzony i przerazony, moze w ogole nie jadl przez te 2 tygodnie? Gdzie sie podziewal, dlaczego nie wychodzil na wolanie, nie wiadomo. Ale znalazl sie. I tobie Piasiu z calego serca zycze tego samego!
              • super-kinia Re: pogoń za cieniem 12.03.15, 19:56
                Jak szukałam swojej Figi,poznałam różne historie,ktoś odnalazł swego kota po roku czasu w schronisku,dzięki mojemu ogłoszeniu w radio,znalazła się koteczka,bardzo podobna do mojej Figi,też trzykolorka tylko,że młodsza,ale jak bliźniaczka ,której nie było dwa tygodnie,7kilometrów,od miejsca zamieszkania,jeszcze sprawdzałam,w Zakładzie Gospodarki Komunalnej,oni prowadzą rejestr,czy nie została zabrana nie żywa z drogi,wiem,co to znaczy,każdy telefon,to iskierka nadziei,któregoś razu w nocy to mojego chłopa,policja wzięła za złodzieja,jak zaglądał do piwnic,mocno trzymam kciuki,oby wrócił.
                • pi.asia Re: pogoń za cieniem 12.03.15, 20:19
                  któregoś razu w nocy to mojego chłopa,policja wzięła za złodzieja,jak zaglądał do piwnic

                  Za mną policja jeździła po osiedlu, bo łaziłam wte i nazad, zaglądałam do ogródków, chodziłam po tyłach posesji, między garażami i najwyraźniej szykowałam się do kradzieży z włamaniem.
                  • ortolann Re: pogoń za cieniem 12.03.15, 23:18
                    Pi, czy jest jakaś szansa, że Badyl mógł chcieć wrócić do Waszego wcześniejszego mieszkania?
                    • pi.asia Re: pogoń za cieniem 13.03.15, 06:07
                      Teoretycznie możliwe, chociaż tu ma zdecydowanie lepiej niż tam. Na wszelki wypadek tamte strony też sondujemy. Obecny lokator, któremu wynajęłam mieszkanie, jest postawiony w stan gotowości.
                      • jehanette Re: pogoń za cieniem 13.03.15, 10:03
                        Lepiej niż tam to pojęcie ludzkie, a nie kocie... tam jest jego teren, jego gniazdo. Może chcieć wrócić na swoje śmieci.
            • jehanette Re: pogoń za cieniem 13.03.15, 10:01
              Kot w moim domu rodzinnym wrócił po pół roku. Maj-październik. Nie był wychudzony, ale nadszarpnęło to jego zdrowiem (przyniósł świerzbowca m.in, nabawił się zapalenia płuc szybko po powrocie). Co się stało? Nie wiemy. Był piękny, cały rudy, więc może faktycznie ktoś go wywiózł gdzieś, a on wrócił do domu...
    • karolina_zet Re: Badyla wciąż nie ma 13.03.15, 12:25
      sprobuj wrzucic sasiadom listy z informacja ze szukasz kota i prosba aby sprawdzli obejscie. My naszego tak znalezlismy.
      • maadga Re: Badyla wciąż nie ma 13.03.15, 18:40
        karolina_zet napisała:

        > sprobuj wrzucic sasiadom listy z informacja ze szukasz kota i prosba aby sprawd
        > zli obejscie. My naszego tak znalezlismy.

        U mnie też tak znalazłam RYśka, ludzie ogłoszeń nie czytają, ale jak coś się im wrzuca do skrzynki to często wychodzą i pytają co można pogadać, ja znalazłam kilku miłośników kotów na moim osiedlu szukając mojego uciekiniera.
        • pi.asia Re: Badyla wciąż nie ma 13.03.15, 19:25
          [isprobuj wrzucic sasiadom listy z informacja ze szukasz kota i prosba aby sprawdzli obejscie. My naszego tak znalezlismy.][/i]

          Od tego zaczęliśmy. Wrzuciliśmy do skrzynek 30 ulotek i rozwiesiliśmy 30 plakatów. To w najbliższej okolicy. Obecnie na tym i sąsiednim osiedlu wisi circa 80 plakatów.
          • zaba_300 Re: Badyla wciąż nie ma 13.03.15, 20:18
            Może jeszcze rozdawaj w sklepie? A nuż.
    • bebe.lapin Re: Badyla wciąż nie ma 15.03.15, 18:00
      Jakies wiadomosci o kotku?
      • pi.asia Re: Badyla wciąż nie ma 15.03.15, 19:07
        Nic, kamień w wodę. W zasadzie nie ma dnia, żeby ktoś nie zadzwonił, ale raczej z pytaniem czy już się znalazł niż z informacją, że gdzieś go widziano. Dziś powędrowałam na nasze stare miejsce zamieszkania - zawiadomiłam sąsiadkę, która zna karmicielkę. Facet, który wynajmuje moje mieszkanie jest powiadomiony od kilku dni.
        Ogłoszenia wiszą, nie zerwane. Rumcajs pojechał do osiedlowego sklepu, a tam przywitali go pytaniem czy kot już wrócił. Jednym słowem - wie i interesuje się mnóstwo ludzi. I z tego nadal nic nie wynikło. Wsiąkł gdzieś nawet ten sobowtór, którego mi dwa razy łapano jako Badyla.
        • peonka Re: Badyla wciąż nie ma 17.03.15, 21:05
          Asiu? Co u Was? Jakieś wieści?
          • panna_beata Re: Badyla wciąż nie ma 18.03.15, 10:12
            Myslę o Was, chociaż to pewnie niewiele zmienia... sad Ale Badyl musi się odnaleźć, na pewno wróci! Trzymam kciuki ze wszystkich sił!
        • olinka20 Re: Badyla wciąż nie ma 18.03.15, 08:47
          Ech sad
          • pi.asia Re: Badyla wciąż nie ma 18.03.15, 18:05
            Osiedlowi listonosze też szukają. Pani listonosz sama ma rudą koteczkę, więc jest wyczulona na wszystko co rude.
            Wczoraj zadzwonił mocno starszy pan, że widział tego kota przed swoim blokiem, jak wędrował w stronę naszej ulicy. I że tydzień temu też go widział. To by się pokrywało z telefonem, jaki mieliśmy mniej więcej 10 dni temu, że Badyl był widziany właśnie w tamtej okolicy.
            Generalnie - mamy sygnały z dwóch części osiedla.
            Codziennie wracam z pracy pieszo przez to osiedle - to ok. 5 km. I nigdy nie widziałam nawet skrawka rudego futerka. Dziś przeszły mi drogę dwa buraski.
            Gonimy za cieniem. Doszliśmy do wniosku, że nasze szanse znalezienia Badyla są znikome - ja nie mam możliwości poświęcenia więcej czasu na poszukiwania, po 10 godzinach pracy (fizycznej jakby nie było) lecę z nóg, pięciokilometrowy spacer mnie wykańcza do reszty. Rumcajs w tym tygodniu też pracuje po 10 godzin.
            Najbardziej liczymy na to, że rudzielec przypomni sobie, gdzie mieszka i zrobi nam niespodziankę.
            • mitta Re: Badyla wciąż nie ma 18.03.15, 20:56
              pi.asia napisała:

              > Najbardziej liczymy na to, że rudzielec przypomni sobie, gdzie mieszka i zrobi
              > nam niespodziankę.

              I tego się trzymajcie. Wszystkie nasze koty powróciły bez żadnej ludzkiej interwencji.
            • lampka_nocna5 Re: Badyla wciąż nie ma 19.03.15, 10:15
              a to dziad z tego Badyla, ile można być poza domem?
              • wiesia.and.company Re: Badyla wciąż nie ma 19.03.15, 15:05
                Zostaje Wam niedziela. I teren: od boiska do poprzedniego domu. I dzień, bo w dzień go widywano. On tam się kręci - w tamtych rejonach. Ale nie przestawajcie go szukać. Ludzie już się przyzwyczaili do ogłoszeń, myślą, że zapewne kot się znalazł, tylko nikt nie zadbał o zdjęcie ogłoszeń. Nikt go w rękach nie przyniesie, teraz też już nikt nie będzie okiem śledził, czy kocio biega po terenie czy nie. Jest, przebiegnie, nie podejdzie, nie każdy człowiek ma przy sobie telefon komórkowy, nie każdy spisze namiar na Was. Pierwsze telefony to tylko była wskazówka, w którym kierunku Badyl się porusza. Teraz ludziom już się wydaje, że sprawa załatwiona, ci co mieli zadzwonić, to już zadzwonili, poinformowali, a teraz reszta należy do opiekunów kota. Lepiej jest (mówię to z doświadczenia) wracając do domu, co chwilę stanąć, posiedzieć, pooglądać na siedząco zakątki, krzaki, samochody parkujące. Dać czas sobie i Badylowi, żeby wychynął z jakiegoś zakamarka. Koty nie biegają jak psy za patykiem, wiecznie galopując. Koty myślą, chowają się, sprawdzają opcje - czy teraz przelecieć, czy za chwilę przelecieć po ścieżce. Trzeba dać czas kotu na podjęcie tej ważnej decyzji. Badyl jest bardzo młodym kotem, z malutkim doświadczeniem. On już nie wie, gdzie jest jego dom. Zapewne kojarzy raczej ten dom, który mu się wiąże z niedalekim dzieciństwem, ot taka tęsknota za bezpieczną przystanią. Proponuję po prostu po drodze z pracy usiąść, patrzeć, nie rozmawiać z ludźmi, nie pytać ludzi, bo w tym czasie można przegapić Badyla, który i tak nie podejdzie do grupki rozmawiających ludzi, nie włączy się do rozmowy, dla niego grupki ludzi są pewnie zagrożeniem. Więc raczej usiąść, patrzeć, czekać, on tam jest. Jego oko (zapalenie spojówek) czyni go niesprawnym, jeśli zapalenie ogarnie i drugie oko, to dla niego będzie jeszcze gorzej. On tam jest między boiskiem a starym mieszkaniem.
                Na ludzi już nie ma co liczyć, swoje zrobili. Na Badyla raczej bym nie liczyła, że sam wróci. On jest zdezorientowany, miał mieszkanie, potem jakieś mieszkanie ale zupełnie inne, nie zdążył pojąć, że o tej porze roku to też będzie jego mieszkanie... on już niczego nie wie, moim zdaniem szuka wspomnienia bezpiecznego mieszkania wiosną. Biedny, opuszczony Badyl z chorymi oczkami. Pi.asiu, nie opuszczajcie go. On może wrócić. Ale ja jestem z opcji poszukujących ludzi. Odpowiedzialnych za kota. Ale to ja tak mam.
                I jeszcze tu wkleję link do wątku o zaginięciu burej kotki na Mazurach. Ogłoszenia wisiały, ludzie na wsi powiadomieni... a jednak... gdyby nie determinacja opiekunki kotki, to zapewne nie zakończyłoby się tak dobrze... Czyli jednak nie do końca ludzie, co czytają ogłoszenia, oni są tylko namiarem... Wklejam ten wątek, długi, bardzo długi, ale naprawdę warto przeczytać, człowiek się robi mądrzejszy:
                forum.gazeta.pl/forum/w,10264,99961264,99961264,POMOCY_na_Mazurach_zaginela_bura_kotka.html
                Badyl tam jest pomiędzy boiskiem i starym mieszkaniem, a jego oko na pewno jest jeszcze w gorszym stanie. Trzymam kciuki za Badyla, żeby dał Wam szansę i pozwolił się zobaczyć i Wam (nie innym ludziom) złapać.
                • mysiulek08 Re: Badyla wciąż nie ma 19.03.15, 15:58
                  Wiesiu, jak zawsze wielka znajomosc kociej psyche i milosc przez Ciebie przemawia.

                  Choroba oczu Badylowi nie pomaga, a jesli jest/byl widywany w jakims rejonie, to znak, ze tego rewiru sie trzyma
                  • wiesia.and.company Re: Badyla wciąż nie ma 19.03.15, 17:19
                    Mysiulku, bardzo Ci dziękuję za dobre słowa. Ale wiesz, chcę po prostu powiedzieć, że nie ma co kończyć akcji, bo nadzieja jest zawsze, gaśnie ostatnia, ja tylko próbuję walczyć z przeciwnościami losu. Często się zanadto denerwuję, często padam plackiem, różne rzeczy się przytrafiają, nie daję rady, ale próbuję. Natalkę przecież odzyskałam po 11 dniach. Ona ganiała po ulicy, pod samochodami, chodziłam po nocach z karmicielką osiedlową, a nigdy Natalki nie ściągnęłyśmy do jedzenia - nie wtedy, gdy inne koty jadły. Ona była obca na ich terenie, nie próbowała nawet podejść do jedzenia, nie wtedy gdy były one, bo i tak by ją przepędziły. Ludzie widywali Natalkę, potem ja też, ale zawsze ode mnie uciekała, nie reagowała na mój widok, nie słyszała mnie, byłam przezroczysta dla niej i niema. I nawet nie miałam jak podejść do niej, nie miałam jak złapać w rękę lub na ręce - ona boi się rąk - ktoś ją wziął na ręce (jej poprzedni właściciel/ka), gdy miała rujkę, i po prostu wyrzucił przez okno. Dlatego w objęcia, na ręce, na okno - nigdy, histerycznie nigdy, walka, gryzienie. A jednak mi się udało ją zwabić w czasie deszczu spod samochodu po kęsku mokrym poza samochód i dopiero gdy już całkiem wyszła na odległość 20 cm od samochodu - capnąć dwiema rękami. Jak ona walczyła, jak gryzła - ale nie puściłam, wrzuciłam do transporterka, jak zamknęłam transporter, to nie wiem. Wiedziałąm, że jeśli z bólu, pogryziona, ją puszczę - to już nigdy nie dostanę szansy. I udało się.
                    Gdybym nie próbowała, nie czatowała siedząc na steropianie na ziemi, chowając się za samochodami, czekając, czekając, czekając w terenie na osiedlu aż ona wyjdzie na mnie - to byśmy razem nie były. Zginęłaby pod samochodem, bo biegła ulicą wzdłuż, pod zaparkowanymi samochodami, nie na wolnej przestrzeni. Chowała się pod maskę, wchodziła do silnika. Wiadomo, ktoś by ruszył, to koniec... Udało się.
                    I też nie wiem, jak dałaby radę cokolwiek zjeść (po kotach żyjących na tym terenie), zwłaszcza że zęby miała w fatalnym stanie - po to jechałam z nią (i Milusiem) do weta. Wtedy mi uciekła z transporterka. Szanse przeżycia miała marniutkie. Przeżyła, ale była już tak zmęczona, straciłaby czujność pod samochodami... Ważne jest też, że ludzie mnie widzieli, że ciągle chodzę i chodzę, siedzę i siedzę, czatuję, zależy mi. Wtedy pomagają.
                    • pi.asia Re: Badyla wciąż nie ma 19.03.15, 20:12
                      Wiesiu, to nie jest tak, że całkowicie zaprzestaliśmy poszukiwań. Po prostu jesteśmy potwornie zmęczeni i dopuszczamy myśl, że Badyl sam wróci. Mamy nadzieję że właśnie tak się stanie.

                      Dzisiaj zadzwoniła kolejna kobieta i opisała dokładnie kota, jakiego spotkała na ulicy. Wypisz wymaluj - Badyl! Uprosiłam ją, żeby go wabiła do siebie a ja już tam pędzę. Kurtka, buty, transporter. Już byłam za bramą, gdy zadzwoniła ponownie i powiedziała, że kot ma właściciela - mieszkankę domku, przy którym go widziała. Poszłam tam, żeby zobaczyć tego kota. No faktycznie trochę podobny ale nie Badyl. Babeczka bardzo miła, obiecała też się rozglądać. Miała oprócz tego kocura także najpiękniejszą trikolorkę jaką widziałam. Właściwie czterokolorkę. Grzbiet jak u mojej Fraszki - biały z łatami czarnymi i toffi, ale boki - bure pręgowane! Wyglądała jak pozszywana z kawałków. Ma 20 lat!
                      No i nadal rozglądamy się za Badylem, usilnie prosząc boginię Bastet i św. Antoniego o pomoc.
                      • wiesia.and.company Re: Badyla wciąż nie ma 19.03.15, 20:22
                        Asiu, wiem, że jesteście zmęczeni i że nie zaprzestaliście poszukiwań. Po prostu chciałam trochę dodać Wam otuchy, ale też i podnieść podupadające morale zmęczonych opiekunów kota wiosennego wędrowniczka. Chciałam pokazać, że upór człowieka, że nadzieja - wiele mogą (i oczywiście łut szczęścia). Znajdziecie przystojniaczka - wędrowniczka. Stadko na pewno czuje się opuszczone, on się tak pięknie opiekował dziewczynkami i dowartościowywał Amurkę, pokazywał że i ona da radę a on będzie asystował. Badylku, wróć, opiekunie stadka! Daj się namierzyć!
                      • zulka01 Re: Badyla wciąż nie ma 19.03.15, 20:28
                        Asiu, dziesiątki razy dziennie zaglądam na Zakątek w nadziei,że przeczytam "Badyl wrócił" i ciągle mam nadzieję,że tak będzie - już niebawem.
                      • triismegistos Re: Badyla wciąż nie ma 20.03.15, 13:36
                        Nie udzielałam się tu dotąd, ale codziennie zaglądam na zakątek i sprawdzam, czy uciekinier się znalazł. Mocno trzymam kciuki...
                        • pi.asia Re: Badyla wciąż nie ma 20.03.15, 20:04
                          Dziś kolejny telefon, od pani, która widziała biało-rudego kota koło jednego z kościołów. Ale ten, którego widziała, oprócz rudych miał też czarne łatki, więc to nie Badyl, tylko koteczka. W dodatku rejon absolutnie niedostępny dla Badyla - po drugiej stronie trasy szybkiego ruchu, za podwójnym szeregiem ekranów dźwiękochłonnych. Mimo to bardzo serdecznie podziękowałam jej za telefon.
                          Notuję sobie numery wszystkich, którzy dzwonili. Gdy Badyl wreszcie się znajdzie, zadzwonię do każdego z tych ludzi z dobrą wiadomością i podziękowaniem. Oby jak najszybciej....
Pełna wersja