the_kami
10.03.15, 12:35
Dziewczyny, wyjaśnijcie mi proszę jedną rzecz.
Upatrzyłam sobie na portalu adopcyjnym kotkę-znajdę, która mogłaby w naszym domu się odnaleźć (młoda, propsia, prokocia). Skontaktowałam się z panią koordynującą adopcję, i z rozmowy wynikło, że ta konkretna kotka razem z siostrą przebywały w tymczasowym domu u jednej pani pod Zamościem (nawiasem mówiąc Kociarz Roku 2010

) - w stadzie. Przed szukaniem domów kotom zrobiono testy i siostra kocicy okazała się być nosicielką białaczki. Nosicielkę wziął pan, który wie z czym się to wiąże, i ma świadomość, że kotka zostanie jedynaczką. Natomiast tej mojej upatrzonej kotce test wyszedł negatywnie, ale... podobno jest tak, że w przypadku tak młodego kota (ona ma jakieś ~4 miesiące) badanie należałoby powtórzyć jakieś 4 tygodnie po pierwszym (i po zabraniu kociaka ze stada), żeby to potwierdzić.
Brzmi to logicznie - ale czy tak faktycznie jest? Chodzi oczywiście o bezpieczeństwo naszych kocic.
Pani koordynatorka miała skontaktować się ze swoją weterynarz i dopytać, czy trzeba odczekiwać te 4 tygodnie, albo czy ewentualnie test z krwi nie zadziałałby szybciej. Macie z tym doświadczenie? Ja pewnie jutro będę w mojej lecznicy z okazji doleczania psa, więc też podpytam, ale może ktoś z Was już podobne akcje/badania zaliczył?