Takie tam rozkminki...

25.03.15, 22:24
...na temat odpowiedzialności.

Napisała do mnie siostra cioteczna, czy nie przygarnę ok. 7-miesięcznego kota i dołączyła jego fotkę. Nie opisała jego historii, a ja nie pytałam, tylko od razu odpisałam, że nie stać mnie na utrzymanie trzeciego kota. I na tym by się skończyło, ale parę godzin później ona napisała, że rozumie, ale "tak tylko pomyślała, że miałby kochający domek".

Przykro mi się zrobiło. Nie wiem, co to za kot, nie wiem, na ile potrzebujący. Wiem za to, że zarabiam za mało. W zasadzie ciut za mało na dwa koty, ale szkoda mi było Kocia, że taki sam, i nie żałuję decyzji ani trochę. Daję radę, choć cieniutko przędziemy. Ale nawet nie tyle jedzenie odczuwam po kieszeni, co weterynarza - i to przecież tylko profilaktyka, na szczęście.

Nie jest trudno przygarnąć kota, nawet stado. Miejsce w mieszkaniu mam. Ale trzeba podejmować odpowiedzialne decyzje, prawda? Siostra zapytała, ok. Wie, że kocham koty. Skoro więc odmawiam, to chyba mam jakis powód? Może jej odpowiedź nie miała na celu sprawienie mi przykrości, ale ja odebrałam to jako maleńki szantażyk emocjonalny. I chciałam się tym podzielić...


I ewentualnie zapytać, kto ma za mało kotów na stanie, jakby co big_grin
    • saga55-5 Re: Takie tam rozkminki... 25.03.15, 23:50
      Dlatego ja zawsze jestem zdziwiona, kiedy ktoś namawia innych na wzięcie następnego kotka.
      Bo dwójka ma lepiej,bo szkoda, bo dużo drożej nie kosztuje itp.
      Mierzmy siły na zamiary........ każdy ma swoje powody.
      Słusznie zauważasz moim zdaniem, że sama profilaktyka kosztuje. Odpukać ! jeśli trzeba by było na coś leczyć.
    • dzedlajga Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 00:17
      Odpowiedzialność oczywiście tak, bez dwóch zdań. Ale ostatniego zdania siostry nie odbierałabym negatywnie. Dla mnie wygląda to tak: wie, że lubisz koty i masz już dwa. Skoro "pojawił" nowy maluch w pierwszym odruchu pewnie pomyślała o Tobie i spytała. Skoro nie możesz to nie nalegała, tylko się wytłumaczyła dlaczego zwróciła się do Ciebie. Ja bym tak powiedziała, gdybym nie chciała, żeby ktoś poczuł się winny, że kotka jednak nie wziął.
      • panna_beata Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 08:53
        dzedlajga napisała:

        > Odpowiedzialność oczywiście tak, bez dwóch zdań. Ale ostatniego zdania siostry
        > nie odbierałabym negatywnie. Dla mnie wygląda to tak: wie, że lubisz koty i mas
        > z już dwa. Skoro "pojawił" nowy maluch w pierwszym odruchu pewnie pomyślała o T
        > obie i spytała. Skoro nie możesz to nie nalegała, tylko się wytłumaczyła dlacze
        > go zwróciła się do Ciebie. Ja bym tak powiedziała, gdybym nie chciała, żeby kto
        > ś poczuł się winny, że kotka jednak nie wziął.
        >

        Oczywiście, intencje mogła mieć dobre, niemniej zrobiło mi się trochę źle, że nie mogę pomóc kociej biedzie. Ale naprawdę nie byłaby to mądra decyzja...
        • dzedlajga Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 09:11
          Wiesz, wrażliwym ludziom zawsze będzie przykro kiedy nie mogą pomóc, ale nie można doprowadzić do sytuacji kiedy to Ty będziesz potrzebować pomocy, bo nie będzie Cię stać na utrzymanie wszystkich kotów. Każdy z nas robi tyle ile może dla zwierzaków - niektórzy tylko dla swoich, inni baaardzo dużo robią dla dzikusów a jeszcze inni prowadzą DT. Każdy robi to co jest w stanie znieść finansowo, czasowo i psychicznie. I nie można mieć do siebie żalu, że nie robimy więcej. Całego świata nie da się zbawić. Czasem można tylko pomóc w poszukiwaniu dobrego domku. O w sumie tu jest pole do popisu dla Ciebie. Rozgłoś gdzie możesz, że jest kicur - prędzej czy później domek się znajdzie. To też jest pomoc i to bardzo ważna i bardzo duża
        • zielistka00 Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 11:16
          Szantaż emocjonalny jest często stosowany sad
          Mamba w taki właśnie sposób do mnie trafiła - do koleżanki przyplątał się maleńki kotek, spytała w biurze czy ktoś nie chce kotka, nikt nie był za bardzo zainteresowany, więc stwierdziła, że go wypuści na łąki. No to wzięłam, bo przecież śmierć go czekała pewna...
    • jehanette Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 09:15
      Doskonale Cię rozumiem, też miałam takie rozterki gdy DT z którego wzięliśmy Kluskę ogłaszał na cito koty z interwencji. Serce mi się krajało, ale po rozmowach z mężem zdecydowaliśmy że nie stać nas na trzeciego kota finansowo, oraz czasowo - mamy dziecko, pracujemy oboje poza domem, i koty nieraz są po 10-11 godzin same. Wprowadzanie kolejnego kota do domu, poświęcenie każdemu indywidualnie czasu, wybawienie towarzystwa - to byłoby dla nas teraz za wiele obowiązków. Nie miej wyrzutów sumienia, na zwierzęta i dzieci trzeba się decydować odpowiedzialnie, a Ty to zrobiłaś!
      • salimis Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 12:34
        Na takie głupie emocjonalne podpuszczanie - bo ty masz koty itd. moja odpowiedź jest jedna : no właśnie ja mam 4 koty ty żadnego a więc czas najwyższy wink
        Trzeba brać pod uwagę swoje możliwości zarówno lokalowe jak i finansowe .
        Wziąć jest łatwo, gorzej z utrzymaniem . Bo nie chodzi tylko o wikt i opierunek ale także szczepienia, ewentualne leczenie. Dlatego mam twardą zasadę myślenia na zapas i o czym już kiedyś pisałam. Odkładam każdą piątkę do kociej sakiewki, dzięki czemu np. uzbierałam w ciągu kilku miesięcy prawie 900 złotych, które było jak znalazł gdy w zeszłym roku rozchorował mi się Szymek a koszty leczenia wyniosły ponad 800 złotych.
        Taki wydatek bolałby bardziej gdybym nie była na niego przygotowana a leczyć trzeba wink bo jakże by inaczej.
        • panna_beata Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 12:43
          Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie. kiss
        • panna_beata Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 12:46
          salimis napisała:

          Odkładam każdą piątkę do kociej sakiewki
          > , dzięki czemu np. uzbierałam w ciągu kilku miesięcy prawie 900 złotych, które
          > było jak znalazł gdy w zeszłym roku rozchorował mi się Szymek a koszty leczenia
          > wyniosły ponad 800 złotych.
          > Taki wydatek bolałby bardziej gdybym nie była na niego przygotowana a leczyć
          > trzeba wink bo jakże by inaczej.
          >
          >

          Genialny pomysł.
        • zew-is Re: Takie tam rozkminki... 26.03.15, 13:24
          Salimis doskonały pomysł, dzięki smile
          • panna_beata A to właśnie przyczyna rozkminek: 26.03.15, 13:39

            KOT


            https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xfp1/v/t1.0-9/1546159_10202903729513891_8931399207128056594_n.jpg?oh=6dc500306e30497a9509d845d1029526&oe=5570A15E&__gda__=1438511118_c447183da84ff3ea3eed87ec095ccc7e
            • wiesia.and.company Re: A to właśnie przyczyna rozkminek: 26.03.15, 14:06
              Oj, panno_beato! Tak mi się westchnęło, bo znam to poczucie winy, no może takie piknięcie. Są ludzie, którzy takiej nadwrażliwości nie mają, patrzą na wszystko bardzo racjonalnie, trzymają się w ryzach, łatwo im przychodzi. Jeśli ktoś zna uczucie odrzucenia, ma poczucie odpowiedzialności, a może obowiązkowości, albo ma coś w rodzaju "syndromu starszej siostry" (czyli opiekuńczej kury kwoki, opiekunki, zagarniającej pod skrzydełka), to ma coś takiego, że przychodzi myśl: mówiąc tak: mogę uratować życie lub zapewnić przyszłość ale też mówiąc nie: być może wydaję jego życie lub przyszłość na poniewierkę (w najlepszym przypadku). Czyli od mojej decyzji dużo zależy.
              Dla mnie to ogromne obciążenie mojego sumienia. Nic na to nie poradzę. Angażuję się emocjonalnie. Tak mam, inni nie, sama sobie utrudniam życie.
              A co do siostry, to może zwyczajnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że być z kotem - to nie tylko mieć go na kolanach, karmić i kupować żwirek. Że to także być z nim w trudnych sytuacjach, lecieć do lekarza - bo on tego wymaga. Że czasem trzeba rezygnować z tego czy tamtego, nagle ubrać się i lecieć jak na sygnale, że choroba nie musi dostosowywać się do naszego czasu wolnego... no i takie mi myśli przyszły do głowy. Że ja się przejmę kotem idącym wzdłuż ruchliwej ulicy, a inni nawet nie zauważą. No cóż, mam uczuć całą masę, trochę mi to przeszkadza, ale może... może to można nazwać inteligencją emocjonalną wink
              A przyczynek jest przeuroczy! smile
              • dzedlajga Re: A to właśnie przyczyna rozkminek: 26.03.15, 14:38
                Mnie z nadwrażliwości wyleczyła wiele lat temu była uczennica. Napisała do mnie w nocy miedzy innymi, że może to jej ostatni sms itp. Chciałam do niej jechać, ale nie pamiętałam adresu, jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby zaangażować w to policję. Dzwoniłam, pisałam, ale nie odpowiadała. Parę godziny później odpisała, że chciała się upewnić, że może na mnie liczyć. Już nie pamiętam w którym momencie musiałam sobie uświadomić, że owszem, trzeba robić wszystko co mojej mocy, żeby pomóc, ale na pewne rzeczy nie mam wpływu (podobnie jak lekarz, który nie zawsze jest w stanie uleczyć). No i trzeba dla własnego zdrowia psychicznego umieć oddzielić rzeczy, które mogę i powinnam zrobić od tych, których po prostu nie mogę - z różnych powodów.

                Zawsze mi się wtedy przypominają te słowa: Boże daj mi siłę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.
              • panna_beata Re: A to właśnie przyczyna rozkminek: 26.03.15, 17:08
                wiesia.and.company napisała:



                > A co do siostry, to może zwyczajnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że być z kot
                > em - to nie tylko mieć go na kolanach, karmić i kupować żwirek.

                Siostra doskonale wie, co to zwierzę i z czym się to łączy. Sama ma psa ze schroniska, ma też przydomowego kota. Dlatego ta rozmowa z nią mnie tak ruszyła, bo co innego, gdy ciśnie mnie ktoś, kto nie rozumie tematu w tej rozciągłości, w jakiej Wiesia wspomniała.

                Ale może i faktycznie nie miała nic złego na myśli. Już więcej nie pisała w tej sprawie. Z drugiej strony, kocurkowi teraz się wielka krzywda nie dzieje - nie błąka się po śmietniku, nie choruje... w każdym razie nie jest to sytuacja z gatunku "EMERGENCY". A wiadomo, że takich większych lub mniejszych kocich bied jest cała masa, niestety. I nie da się każdej biedy przygarnąć...
                >
                • wiesia.and.company Re: A to właśnie przyczyna rozkminek: 27.03.15, 17:25
                  Oj, nie da się. Dobrze, że czarnulkowi zaoferowano czas i miejsce. A może się przyjmie? Czego mu życzę smile
        • dzedlajga Re: Takie tam rozkminki... 29.03.15, 00:01
          Dlatego mam twardą zasadę myślenia
          > na zapas i o czym już kiedyś pisałam. Odkładam każdą piątkę do kociej sakiewki

          Pomysł genialny w swej prostocie. Trochę go zmodyfikowałam, bo tak będzie mi łatwiej i wygodniej. Otóż po wykonaniu przelewów czy innych zakupów na koncie zostaje mi nierówna kwota. No i każdą końcówkę powyżej 100zł, no, może czasem 50 będę przelewać na oddzielne subkonto. Przed chwilą poszło 10zł.
          • salimis Re: Takie tam rozkminki... 29.03.15, 08:50
            Każda metoda jest dobra jeśli osiągamy wyznaczony cel wink
            Tak jak kiedyś juz pisałam, moja metoda to oszukiwanie samej siebie.
            Bardziej bolałoby odłożenie od tak stówy po wypłacie niż odkładanie piątek wydanych w sklepie.
            Np. w tej chwili w miesiącu marcu udało mi się zebrać 150 złotych. Każdą pozyskaną piątkę wkładam od razu do kieszeni a nie portmonetki dzięki czemu nie wydam jej przez przypadek wink
            No i powiem ci że razu pewnego miałam niezłą zagwozdkę bo w sklepie wydali mi czterema czy pięcioma piątkami. Rozum podpowiadał - odłóż do kieszeni a portmonetka świeciła pustkami. Co było robić, w innym sklepie płaciłam kartą wink
            • jehanette Re: Takie tam rozkminki... 30.03.15, 13:18
              Ponieważ mało płacę gotówką, to preferuję sposoby elektroniczne smile są w wielu bankach programy oszczędzania polegące na zaokrągleniu kwoty transakcji kartą do 5 lub 10 zł, i ta "końcówka" jest przelewana na specjalne konto oszczędnościowe, albo wskazany %. Dzięki temu mam taki fundusz awaryjny smile
Pełna wersja