Przeprowadzkowe dylematy....

02.04.15, 11:49
Zaraz po Świętach pomału zaczynamy się pakować i wywozić manaty... Meble,my i koty pojadą na końcu-chyba pod koniec kwietnia ( jak się wyrobimy )
I czym bliżej przeprowadzki tym większe mam dylematy.... bo kurcze najbardziej boje się jak odnajdą sie w nowej sytuacji futra crying tutaj znają każdy kąt, mają swoje miejsca a tam.... niby fajnie bo miejsca o wiele więcej ale wszystko obce.
Problemem jest tez plac.... Okna będziemy mieli osiatkowane i na plac ich wypuszczać nie chcę, ale boję się żeby gdzieś przypadkiem nie zwiały bo one są typowo blokowe- niewychodzące..... no ale z drugiej strony będą nas z okien widziały i pewnie sie zamiałczą.... eh
    • jaszczur.ka_87 Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 02.04.15, 12:31
      Może Feliway trochę pomoże? Jakoś kilka dni przed przywiezieniem kotów wsadźcie wkład do kontaktu i przez ten czas powinno się po mieszkaniu rozejść. Poza tym meble, sprzęty i kocie legowiska będą miały zapach starego domu, może przejdą przez to bezboleśnie? Wbrew pozorom koty bardziej się przyzwyczajają do człowieka, niż do kątów, więc najważniejsze, że wy będziecie smile Moja przyjaciółka niedawno przeprowadziła się z kotem z Polski do Bułgarii i kot przeżył i podróż i zaaklimatyzowanie bardzo dobrze, a bała się, że może być nieciekawie, bo kot łatwo się stresuje a wtedy wyrywa sobie włosy z ogona. Ale na szczęście kot od razu poczuł się jak panisko na włościach smile
      • saga55-5 Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 02.04.15, 13:39
        Nasz sierścinka pierwsze 3 dni na nowym mieszkaniu, chowała się pod kołdrę ( nie chowałam kołdry, bo wiedziałam że lubi ) Cała wchodziła i udawała że jej nie ma.
        Wychodziła tylko jeść i do kuwety.
        Bardzo często chodziłam do niej, odkrywałam i głaskałam. Zostawiałam odkrytą, a ona wchodziła głębiej by być zakryta.
        Po 3 dniach powolutku ale systematycznie poznawała mieszkanie.
        Po ponad tygodniu pierwszy raz się bezstresowo rozłożyła na kanapie.
        • karple Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 02.04.15, 13:52
          No mam nadzieję, że się jakoś zaklimatyzują... jeździły już z nami na wakacje i zmiana miejsca nie była jakaś straszna dla nich, ale zawsze potem wracały do siebie.... a teraz boję się że ciągle będa czekały na powrót...
          • mitta Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 02.04.15, 14:52
            Moje trzy kity trzy razy w krótkim czasie zmieniały ze mną miejsce zamieszkania. Nie rozczulałam się nad nimi, zresztą miałam wrażenie, że są zachwycone. Żadnego stresu, od razu oblazły wszystkie kąty, obwąchały, poocierały się i poczuły się u siebie, bo przecież część zapachów przeprowadziła się razem z nimi. Feliway to moim zdaniem strata pieniędzy, bo wbrew pozorom kot się szybko aklimatyzuje, a poczucie bezpieczeństwa daje mu "swój" człowiek.

            I najlepiej koty zaczipować. A także na szeleczkach wyprowadzać na zewnątrz, aby poznały otoczenie, co może się przydać w razie ucieczki. Jeśli się mieszka w domu, to częściej się wychodzi, latem otwiera drzwi, więcej czasu spędza na dworze, a więc okazja do ucieczki jest.
          • saga55-5 Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 02.04.15, 15:15
            No właśnie ! nasza jeździ z nami co roku na wakacje i jest ok.
            Obwącha cały pokój i luz a w nowym mieszkaniu było troszkę inaczej.
            • wiesia.and.company Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 02.04.15, 18:08
              Oj, pierwsze doświadczenia wyjazdowe to już miały. Ale żeby im się nie poplątały sytuacje w główkach to lepiej przez jakieś 10 dni nigdzie nie wypuszczać, nie pozwalać na samowolkę. Niech siedzą w domu, oswajają się z przestrzenią i dźwiękami. Koty łapią przede wszystkim dźwięki i orientują się w terenie zabudowanym - że np. tu po lewej jest szosa, na wprost linia tramwajowa, od góry dochodzą dźwięki telewizora, z klatki zaś takie odgłosy. Tak się orientują - bo przecież nie łapią usytuowania GPSem lub z wieży widokowej, malutkie są przecież, nie mają takiego horyzontu jak człowiek z wysokości choćby 1,60 m. Będą miały co robić w domu, nowym domu. Po 10 dniach oswajanie z najbliższą odległością na smyczy, pod kontrolą (żeby nagłe szczekanie psa, nie wytrąciło ich z chwiejnego poczucia bezpieczeństwa. No i dopiero potem trochę śmielsze doświadczenia.
              Mój niewychodzący Filipek duży, silny (ale bez doświadczeń) pojechał ostatniego lata ze mną, i z Leosią (bywalczynią) na działkę do lasu. Musiałam go zabrać, bo jest cukrzykiem i robię zastrzyki dwa razy dziennie. Właściwie to przesiedział większość dni pod domkiem. Ale gdy odważył się przejść pod moją kontrolą 10 metrów pod górkę w stronę domku sąsiadów, wszedł pod domek, zwiedził i wyszedł z drugiej strony domku sąsiadów - to po prostu zgłupiał. Otworzył się przed nim zupełnie inny teren, inny widok, nie potrafił znaleźć kierunku z którego przyszliśmy. Mój domek 10 metrów dalej, ale ciut ukryty za górką, więc mu zniknął z pola widzenia. Co wtedy przeżył, i co ja z nim przeżyłam... to nie życzę. Ukrył się pod domkiem, nie był widoczny, czekałam na niego godzinę nerwowo obchodząc domek, udałam się na siusiu i nie byłam już pewna, czy on jest pod domkiem i ja tam stoję i czekam na zagubionego bidulka... Nie te dźwięki, nie ten widok, ot, kot na puszczy....
              Jeśli kot zbyt odważny - to niedobrze, bo idzie gdzie chce i może trafić na jakieś niebezpieczeństwo (zagubienie, pies zabójca) Jeśli strachajło, to chyba lepiej, ale jeśli się wystraszy jakiegoś dźwięku, to jest nieprzewidywalny, bo leeeeci przed siebie i to może być zabójcze.
              Ale dasz radę, już wiesz jak bywa, teraz to po prostu otworzą im się nowe możliwości, poznawanie, cierpliwe, bez stresu, pod opieką. A wiadomo, że i tak dla kota najważniejszy jest człowiek. Tam jest kota teren, gdzie i człowieka. smile
              • karple Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 02.04.15, 20:51
                No mam właśnie nadzieję, że wakacyjne wyjazdy ułatwią im pobyt w nowym miejscu.... bedą miały duuuużo miejsca do biegania no i zabieram ich ulubione rzeczy: drapaki, domki, zabawki, poduchy, kocyki wink
                No i przede wszystkim bedą miały nas bo mąż będzie miał kilka dni urlopu a ja mam L4 i mieć będę jeszcze długo więc same nie będą smile
                • ajaksiowa Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 03.04.15, 12:54
                  Koty będą w swoim żywiole mając o wiele więcej przestrzeni,moje by zazdrościły wink
                  • verdana Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 03.04.15, 13:25
                    Nie da sie przewidzieć. Mój syn miał dwa koty - jeden był z nami od czasu, gdy syn miał 9 lat, drugi był prezentem na 18-tkę. Pierwszy kot był domowy, drugi miał byż syna.
                    Pierwszy kot syna kochał od pierwszego dnia pobytu. Drugi pokochał mnie. Gdy syn się wyprowadzał, zabrał koty. Pierwszy w ogóle nie zauważył, mimo, ze przeniósł sie do znacznie mniejszego mieszkania. Był syn, był dom, bez problemu. Jak przychodził do nas, to widać było,z ę czeka na powrót do swojego domu.
                    Drugi kot przeprowadzić sie nie dał. Wył, gdy był u nas starał sie schować, aby syn go nie znalazł. I został z nami.
                    Ale w obu wypadkach wyraźnie nie dom był ważny, tylko człowiek.
                    • karple Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 07.04.15, 13:09
                      Koty na razie są bardzo zainteresowane pakowaniem smile kartony oczywiście zostały obwąchane i zasiedziane... a jak tylko otwieram szafkę, żeby zacząć pakowanie oczywiście futra usilnie mi pomagają przez co wszystko idzie dwa razy dłużej smile
                      W weekend jedziemy z pierwszymi kartonami i chłopaki mają malować poddasze i skręcać meble na dole... i tak myślę czy nie zabrać kotów żeby poznawały kąty... siatki w oknach już są, więc nie ma obaw, że wyjdą... może potem bedzie im łatwiej zaakceptować nową sytuację??
                      • verdana Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 07.04.15, 14:00
                        Nie zabrałabym - zapach farby, hałas. Mogą sie przestraszyć.
                      • jarka63 Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 07.04.15, 14:34
                        Ja też zaczekałabym, przywiozła na gotowe. Będą miały bardziej komfortowe warunki, no i mnóstwo czasu na przyzwyczajenie się do nowego miejsca.
                        • wiesia.and.company Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 08.04.15, 15:46
                          Nie, też bym nie zabrała. One już teraz widzą i czują nerwową atmosferę, są też podniecone i zestresowane (widać po ożywionej nerwowości, pilnowaniu pakunków, żeby zostały zauważone, a nie porzucone). No i na nowym miejscu nikt nie będzie miał tyle czasu (malowanie, skręcanie mebli), nikt nie będzie miał ochoty na zajmowanie się i zawieszanie oka na kotach. A kiedy się one gdzieś świetnie zabawią i ukryją, to trzeba będzie szukać, nerwy, pośpiech, nerwy.... Lepiej nie - przyjdzie czas i na poznawanie nowego domu, teraz to nie dom, tylko jakiś warsztat z wariatami wink (sorry, ale mężczyzna, któremu coś nie wychodzi, bo się nie daje skręcić, to kurczę, wściekły furiat wink )
    • gadziulinka Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 09.04.15, 10:03
      O, to jest temat, który i mnie powoli zaczyna interesować. Na przełomie kwietnia i maja planujemy zmienic miejsce zamieszkania. I zastanawiam się co koty na to.... Pocieszam się myślą, ze skoro są we dwie, to będzie im łatwiej. Zresztą już widzę jak wpadają na balkon (teraz nie mamy takich lukusów) i będa mogły się wygrzewać albo bawić w promieniach słońca smile
      • jarka63 Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 09.04.15, 10:15
        Nie zapomnij o osiatkowaniu balkonu zanim wypuścisz tam koty.
        • karple Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 09.04.15, 11:21
          No ja się wahałam, ale macie rację... szczególnie z tymi wariatami big_grin bo co jak co ale te "moje" chłopaki to kochane chłopy i niespotykanie spokojni aż do czasu jak ich cos wnerwi wink
          Futra pojada na gotowe i zobaczymy co powiedza....
        • gadziulinka Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 09.04.15, 11:54
          To była moja pierwsza myśl przy oglądaniu mieszkania, więc pamiętam, pamiętam smile
      • dzedlajga Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 09.04.15, 12:13
        Zresztą j
        > uż widzę jak wpadają na balkon (teraz nie mamy takich lukusów) i będa mogły się
        > wygrzewać albo bawić w promieniach słońca smile

        Potwierdzam w imieniu Teosia, że balkon to jest to! Jak było zimno, to mu nie pokazywałam świata za oknem, ale teraz to się go nie da utrzymać w domu. Nawet w nocy woła, tzn. dopóki nie pójdę spać. Bo dobrze wychowany jest i wie co to cisza nocna Ma taką specjalną półeczkę przy barierce i tam najbardziej lubi przycupnąć i oglądać telewizję wink

        http://i61.tinypic.com/25ahir9.jpg

        http://i57.tinypic.com/f5dflj.jpg

        http://i59.tinypic.com/1491hs3.jpg

        http://i60.tinypic.com/2h3ye50.jpg


        A co do przeprowadzki, to nieraz jeździłam z kotami do domu, odwiedzałam rodzinę i im wszędzie dobrze było gdzie ja byłam. Jak kiedyś zostawiłam Tigera u cioci a sama poszłam do dentysty, to nie chciał wyjść z domu beze mnie, musiały go siłą wyciągać - bo miał do mnie dojechać i mieliśmy po dentyście gdzieś razem jechać.

        A, i jeszcze jedno. Grunt to się nie denerwować, bo zwierzaki baaardzo wyczuwają moje emocje. Póki nie znałam zakątka i nie miałam pojęcia, że dokocenia mogą być trudne, to przeżyłam dwa dokocenia i przebiegły prawie bezproblemowo. Może miałam szczęście, ale może jednak mój luz im pomógł
        • pi.asia Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 09.04.15, 21:15
          Jeju, Dzedlajga, jak patrzę na Twojego Teosia to mi tak Badyla przypomina..... ta piękna rudość, taki nasycony kolor!

          Karple, u mnie przeprowadzka wyglądała tak (kopiuję ze starego wątku):
          Uff, przeprowadzka za nami ( w piątek to się odbyło).
          Zapakowaliśmy Badyla z Fraszką w kontener, Amurkę solo w karton, Duszka jechała na rękach - to raptem kilka przecznic.
          Na początku zostawiliśmy futrzaki w sypialni w transporterach, żeby oswoiły się z zapachami i dźwiękami nowych pomieszczeń, po godzinie wypuściliśmy. Amurka dała nura pod łóżko, Duszka zwiała pod szafę, Badyl i Fraszka ruszyły w obchód.
          I właśnie Badyl i Fraszka najszybciej uznały domek za swój, zachowują się, jakby się tutaj urodziły. Duszka była trochę bardziej spięta, ale szybko jej przeszło. Najtrudniej było z Amurką. Pierwszy dzień przemieszkała pod łóżkiem w skrzyni na pościel, drugi przesiedziała za szafą, trzeci częściowo w wersalce, a częściowo pod kuchennymi szafkami. Ale w nocy wychodziła, rozrabiała, domagała się głaskania, pakowała mi się na łóżko. Obecnie jest już prawie zupełnie zadomowiona, pokazuje się w biały dzień smile
          Poszło bezboleśnie
          • karple Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 11.04.15, 21:17
            No mam właśnie nadzieję, że i u nas pójdzie bezboleśnie... Troche nam jeszcze pracy zostało bo mamy lekkie opóźnienie, ale myślę że dwa góra trzy tygodnie i przeprowadzka będzie za nami wink
            • gadziulinka Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 13.04.15, 08:42
              W weekend zapadła decyzja, ze nasza przeprowadzka się o miesiąc przesunie, ale mieszkanie może od połowy maja będzie wolne, to najpiertw sie wszystko łądnie osiatkuje, żeby koty od pierwszego dnia mogły balkonować smile
              • wiesia.and.company Re: Przeprowadzkowe dylematy.... 13.04.15, 13:31
                O! smile Doskonale! smile
Pełna wersja