zmija_w_niebieskim
12.04.15, 11:50
Nie rude, Barbo, nie rude, tylko czarne

Codziennie w dni robocze moje czarne mniejsze, czyli Mia, zaczyna swoje natarczywe miaukomruki i deptanie po kołdrze mniej więcej godzinę przed tym jak zadzwoni budzik.
Budzik dzwoni, wtedy pojawia się też czarne większe, czyli Kaja - i obie wołają mnie na dół do kuchni. Wstaję, schodzę na pół przytomna na dół, włączam ogrzewanie i daję pannom jeść, po czym wracam do łóżka, żeby się trochę rozgrzać. Wtedy zwykle wstaje mój mąż i idzie robić herbatę. Stawia mi kubek przy łóżku, włącza światło, a ja mam wymówkę, żeby poleżeć jeszcze z piętnaście minut, zanim herbata nada się do picia...
I wtedy przychodzą do mnie moje panny, już najedzone, czasem obie, czasem jedna - na mizianki i mruczanki. I tak sobie leżę, głaszcząc mruczące futerka, z nieprzyjemną świadomością, że zaraz będzie trzeba wstawać i myślę sobie, jak to by było cudownie, gdyby już była sobota i można by sobie było po prostu zamknąć oczy i spać dalej...
Przychodzi sobota i co? I obie księżniczki mają mnie głęboko w poważaniu! Leżę w tym łóżku, wołam to jedną, to drugą, a one łażą sobie po domu! W końcu odechciewa mi się spać i wstaję. A w poniedziałek rano pannom się znowu zbierze na przytulanie.
No nie wredne?