k1234561
28.05.15, 06:56
Mam taki problem,znalazłam kotkę z małymi,na terenie firmy męża,dokładnie w takim dużym magazynie.Zajęliśmy się ta bidą,bo chude toto było,kociaki piszczały itd.Dawaliśmy kotce jeść,pić.Musieliśmy podstawiać jej miseczki pod pyszczek,bo nie chciała odejść od dzieci.W końcu,po kilku dniach codziennego przychodzenie i karmienia w ten sposób kociej mamy,zauważyliśmy,że kotka wygląda już znacznie lepiej a i maluchy mniej piszczą.Jakież było moje zdziwienie,kiedy pewnego dnia jak zwykle przychodzę do magazynu z jedzonkiem dla kotki,a kot brak,dzieciaków też.Chodziliśmy,szukaliśmy,nigdzie ich nie było.W końcu córka gdzieś usłyszała delikatne popiskiwanie kociątka.Znaleźliśmy je i matkę też,znalazła sobie nowe lokum.OK.Wszystko wróciło do normy,znowu jeździliśmy codziennie nakarmić kotkę.Doszło już do tego,że sama wychodziła do miseczki,pozwalała się głaskać,wręcz uwielbiała się przytulać.Niemal sama nam pod ręce wchodziła.Minęło kilka dni i znowu powtórka z rozrywki.Przyjechaliśmy ją nakarmić a kotki nie ma.Zajrzeliśmy chyba już w każdy kąt i nadal nie możemy jej znaleźć.Małe nie zapiszczą pewnie,bo są najedzone.I teraz moje pytanie czemu ta kotka tak ciągle te dzieciaki przenosi i upycha w różnych miejscach.Dodam,że maluchy są naprawdę małe i ślepe jeszcze.
Oczywiście pomimo tego że kotki nie było zostawiliśmy jej jedzenie i picie w "starym" miejscu,może choć do jedzenia przyjdzie.