koty nagle zaczęły sie bić..

05.06.15, 12:28
Moja przyjaciółka od kilku dni ma problem z dwoma ze swoich trzech kotów..nagle, nie wiedzieć czemu zaczęły sie bić. I nie sa to zabawowe zapasy czy gonitwy, a regularna walka na śmierci i życie. Krew sie leje, naderwana skóra u koteczki, uszkodzona i podrapany do krwi pyszczek u kocura.
W tej chwili koty są izolowane od siebie, ale niestety od czasu do czasu trzeba kazde z nich wypuścić bo delikwent zamknięty strasznie płacze spragniony miłości. Co kilka dni była robiona próba czy może im przeszło i niestety sytuacja sie powtarza.
Nie mamy pojęcia co sie dzieje. Przyjaciółka twierdzi że nic sie w domu nie zmienilo. Koty sa razem od trzech lat, do tej pory zyly zgodnie.
Co na pewno wazne: sa to koty rasowe, rodowodowe, nie hodowlane, dwie kotki siostry syberyjskie nie są wysterylizowane, kocur Ragdoll wykastrowany. Z moich obserwacji wynika, że to kotka nie wysterylizowana raczej atakuje kastrata. Myslicie, ze problem leży w hierarchii? Kotka pokazuje kocurowi gdzie jego miejsce, bo jak wiadomo kastraty stoja w niej najniżej?
Przede wszystkim poradzilam koleżance by zaczęła od sterylizacji dziewczynek. Moze jakis Feliway do kontaktu? A może któreś jest po prostu chore? Tylko ktore, atakujace czy atakowane?
    • jottka Re: koty nagle zaczęły sie bić.. 05.06.15, 12:49
      nagłe ustalanie hierarchii po trzech latach to dziwne trochę... coś się musiało zmienić w ich hierarchii albo coś się stało w otoczeniu - a atakuje kocica dominująca? w sensie są 3 koty, jedna rządzi i nagle doszła do wniosku, że trzeba kocurowi pokazać, czy też atakuje ta, która jest niżej (równorzędnie) w hierarchii?

      poza tym koty z zasady wcale się nie rwą do bitki na serio, ustalanie hierarchii przebiega głównie za pomocą syczeń, prychań, puszeń itepe. jeśli jedna kocica (nie obie?) leje nagle kocura do krwi, to raczej widzi w nim zagrożenie. ja bym się jednak na dzień dobry skontaktowała z wetem, bo i jedno, i drugie mogło się na coś rozchorować, od czego zmienił jej/ mu się zapach, ewentualnie niewysterylizowanej kocicy się np. zaczyna zdawać, że będzie miała kociaki i trzeba bronić terenu przed intruzem. ale to radosne gdybanko, w tak poważnej sytuacji to ja bym zaczęła od bliskiego kontaktu z wetem.
      • circa.about Re: koty nagle zaczęły sie bić.. 05.06.15, 13:06
        Uściślę może: są dwie kotki siostry nie sterylizowane i kocur kastrat. Jedna kotka atakuje kocura, druga zawsze bardziej wycofana i niesmiala nie bierze udziału w awanturach.
        W sumie tez mi przyszlo do głowy, ze któreś jest chore i zmieniło zapach.
        • jottka Re: koty nagle zaczęły sie bić.. 05.06.15, 13:13
          czyli kocica dominująca nagle uznała, że trzeba bronić terenu przed "obcym" - bym najpierw porozmawiała z wetem. ale to ona zaatakowała, tzn. kocur cały czas wykazywał pokojowe intencje i jest zdumiony? bo jak tak, to najpierw bym ją pokazała lekarzowi, jeśli rzeczywiście żadnych zmian w otoczeniu nie było (np. kocur dopadł ulubioną perfumę pana domu i się radośnie nawcierałsmile
          • circa.about Re: koty nagle zaczęły sie bić.. 05.06.15, 13:28
            No właśnie trudno powiedzieć kto zaczyna, bo oczywiście akcja sie dzieje jak juz wszystkim sie wydaje, ze sytuacja sie unormowała i koty znikają z pola widzenia. Wczoraj np wydawalo mi sie, ze to kocur pognał za kotką, ale raczej sie wystraszył dźwiękow puszczanych z telefonu przez dzieci a ona myslała ze to atak.
    • zaba_300 Re: koty nagle zaczęły sie bić.. 05.06.15, 13:50
      Cirka, czytałam gdzieś że drugi kot zaczął atakować dominującego jak dominujący zaczął chorować - o czym nikt nie wiedział. Ale tu kocur nie był dominujący... Ja bym na wszelki wypadek zbadała oba. No i bym wysterylizowała kotki, faktycznie.
      • wiesia.and.company Re: koty nagle zaczęły sie bić.. 05.06.15, 16:33
        Kotki niesterylizowane czasem czują się jak przywódczynie. I często kocury oddają im władzę. Tu jedna z kotek (zwłaszcza jeśli po prostu dorasta - w sensie osiąga dojrzałość, a to może być do dwóch lat) może się szykować na głównodowodząca. Warto wysterylizować. Niesterylizowane mogą mieć bardzo wyczulony węch i mogą wyczuwać chorobę, strach, jakieś emocje.
        Ale może być i tak, że po prostu kocurek się czegoś przestraszył i wydał z siebie jakiś dźwięk strachu, bólu, przerażenia i kotce się to nie spodobało (dlaczego? nie wiem, ale tak bywa). Uznała, że jest on niedojrzały, dziecinny, że warto go podporządkować. I go na razie agresywnie traktuje.
        Tak miałam raz, gdy zrobiłam zastrzyk Misi, a wcześniej dostał zastrzyk Miluś. Miluś bezgłośnie. Misia krzyknęła ze strachu i bólu - i natychmiast rzucił się na nią Miluś (młodszy przecież o 7 lat, wykastrowany na wysterylizowaną, do tej pory zgodni, Miluś traktował Misię z szacunkiem). Gonił ją tak, że posikała się pod siebie i napadał w celu ugryzienia. Było groźnie. Coś musiało być w krzyku Misi, że on się tak zachował agresywnie. Mieszkanie mam malutkie, wprawdzie 2 pokoje, ale oddzielić Milusia od stada i zamknąć w jakimś pomieszczeniu nie mogłam, bo nie ma zbytnio takich możliwości. Chodziłam zatem za Misią (ona znalazła azyl na parapecie, kuwetę jej zaniosłam pod parapet), chodziłam za Milusiem. Interweniowałam, gdy się zanadto nią interesował w celach pokazania siły. Nie wiem ciągle dlaczego tak.
        Ale ten krzyk przestrachu Misi zaktywizował Milusia agresywnie. A może raczej: spowodował podniecenie, a on nie zdawał sobie sprawy co naprawdę go podnieca. Musiał to podniecenie jakoś odreagowywać.
        Stawiałabym właśnie na tę emocję - na podniecenie, którego tak do końca on nie rozumiał.
        Tak czy inaczej, to ja dawałam wsparcie Misi. Byłam w pobliżu, żeby ją chronić. Czyli chronić ofiarę, dawać odpór Milusiowi, nie głaskałam go wtedy, starałam się go ignorować, żeby pokazać moje niezadowolenie, a uwagę Misiuni. I jakoś się po tygodniu unormowało. A całe stado w ogóle w tym nie uczestniczyło, było obojętne.
        Warto wpiąć w kontakt Feliwaya lub wykropić sprayem pomieszczenia. Na pewno nie oddzielać do zamkniętych pomieszczeń, bo to czyni granice terytorium, potem ich przekroczenie będzie naruszeniem oddzielnego obszaru i znów spowoduje ataki.
        Wspierać ofiarę i ją głaskać, pokazywać, że jest dla nas ważna. Odganiać agresywną kotkę i ignorować ją czasowo. Na razie karmić w oddzielnych, niezamkniętych pokojach, potem coraz bliżej i bliżej, aż wrócą normalne stosunki.
        I to był u mnie jeden taki incydent, który ogromnie mnie zestresował, bo musiałam być wodzem stada i warczeć na Milusia (znaczy psykałam i prychałam na niego jak kot, ale nie patrzyłam z wyzwaniem w oczy, tylko odganiałam od ofiary, żeby nie stawali do konfrontacji i tak temperowałam podniecenie).
        Jedno takie zdarzenie. Pocieszająco dodam, że Misia lubi Milusia, a Miluś Misię. Tylko Milusiowi Misieńka daje główkę do polizywania a on chętnie to robi, czasem z zazdrości Miluś machnie łapą odganiająco, zwłaszcza gdy chce sam pomigdalić się do mnie na pralce. Ale są w bardzo dobrych stosunkach, jedno może spać koło drugiego. Z nikim Misia nie jest w tak dobrym przyjaznym kontakcie, jak z Milusiem.
        No i proszę... minęło. smile Bez leków, bez środków.
        Chociaż można wspomóc jedno i drugie podając np. Kalm Aid kot (w żelu), nałożyć na łapki. I to tylko czasowo. I przebadać mocz kocurka (to jest najszybsze i najmniej inwazyjne, najmniej stresujące, bo strach po powrocie od weta będzie wyczuwalny dla nosa kotki).
        Stawiam na to, że stosunki się unormują, tylko nie zalecałabym dzielenia terytoriów antagonistów sztucznymi podziałami drzwiami.
        • salimis Re: koty nagle zaczęły sie bić.. 05.06.15, 18:57
          W naszym przypadku rzecz ma się podobnie ale tylko w przypadku Szymka, gdy ten wróci z lecznicy. Melka czuje od niego inny zapach i atakuje go prychając i wydzierając się w niebogłosy . Na szczęście Szymek nie odwzajemnia ataków i schodzi jej z drogi. Jakby wiedział że z babami nie ma co zaczynać.
          Tak napisałam o tym zapachu bo to też może być jednym z powodów, oprócz tego o którym wspomniała Wiesia.
Pełna wersja