Dodaj do ulubionych

Dylemat przed zakoceniem - podróże

07.07.15, 17:05
Dzień dobry wszystkim po długiej nieobecności... Tak się jakoś złożyło, że najpierw z kotami nie miałam problemu, a potem się okazało że w zasadzie nie mam kotów (prawo opieki przyznano otwieraczowi karmy płci męskiej). Do tego doszła zmiana miejsca zamieszkania na wynajmowane, w innym mieście i...

W każdym razie ostatnio zaczęłam dochodzić do wniosku, że w sumie koty nie miały z nami - ze mną najgorzej, i że może przygarnąć by jakąś kocią bidę (i tak, wiem, że koty najlepiej chować parami...)

Mój codzienny rozkład dnia (długie godziny w pracy) wskazuje, że lepiej byłoby przygarnąć kota. Ale... przynajmniej raz - a najczęściej dwa razy - w miesiącu - wyjeżdżam na weekend, do miasta rodzinnego. Może być, że jeździć będę samochodem. Pytanie, czy kota da się przystosować do bezstresowego podróżowania z właści... z karmicielem. Wiem, że w przypadku psów to jak najbardziej działa... Macie w tym zakresie jakieś doświadczenia kocie?

Generalnie rozważałam przygarnięcie kota dorosłego, bo mają mniejsze szanse na adopcję, a raz już się w sumie udało z Mirmiłem… tyle tylko, że kot dorosły może mieć problemy z akceptacją podróży – być może małego byłoby łatwiej wychować w przeświadczeniu, że podróże są fajne, a na końcu nie czeka drzewo z drutem, tylko kolejny dom do zwiedzania…

A może po prostu darować sobie zwierzaka, coby go nie męczyć tylko po to, żebym miała do kogo zagadać?
Obserwuj wątek
      • dorcia1234 Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 07.07.15, 17:46
        jezeli to tylko weekend to może zostawić koteczka w domu? One naprawdę sobie poradzą dwa sdni bez nas. Trochę więcej suchego, miseczki z wodą w różnych miejscach i nawet nie zauważy że ciebie nie ma. Tzn zauważy i strzeli focha, ale krzywdy mieć nie będzie.
        Chyba, że trafisz na kociego arystokratę co musi mieć super czystą kuwetę...
        • pinos Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 07.07.15, 17:52
          Tyle że biorąc kota na długie lata muszę uwzględnić wrodzony pęd do szwendania się smile być może kolejnych przeprowadzek, być może dłuższych wyjazdów...
          I dlatego zapytałam - przed sprawdzeniem w wyszukiwarce forum, że a i owszem, są koty które podróżować lubią smile
          Bo najbardziej chciałabym uwierzyć, że kota można wychować na towarzysza podróży smile
          • dorcia1234 Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 07.07.15, 18:01
            pewnie są
            Koleżanka przeprowadziła się do nowego domu z kocurem prawie 14 letnim- jest pani, jest micha i reszta domowników- jest ok.
            Wiem, że moja kota odchorowałaby przeprowadzkę, pomimo naszej obecności.
            Kot dorosły, wzięty z DT- może opiekunowie będą coś mogli podpowiedzieć? o jego charakterze?
          • mysiulek08 Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 07.07.15, 18:27
            Mozna wychowac na towarzysza podrozy i to calkiem fajnego. Dowod: Kicia.Yoda, ktora jest obiezyswiatem i zawolanym podroznikiem, auto traktuje jak drugi dom i jazda nawet ponad tysiac km (u nas krocej sie nie da jak sie chce zielony las/wulkany/pustynie zobaczyc).

            Z tym, ze Kicia.Yoda byla od malego kociaka do auta przyzwyczajana, najpiewr na krotkich dystanasach po miescie, potem coraz dalej i dluzej. Az w koncu z przystankami pokonala 800km w jedna strone. Ma swoj apartament, swoja kuwete, pitko, ukochane chrupki. Z kuwet korzysta bezproblemowo w czasie jazdy, z luboscia w czasie pokonywania zakretow smile My mamy mniejsza przyjemnosc wtedy z podziwiania widokow tongue_out

            W Madzi kombi kuweta na pace, a w Dziadku Volvie w bagazniku, ale nauczyla sie przelazic przez otwor na narty smile

            Postoje robimy mniej wiecej co 200km, maly spacer na smyczce, picie, bo chrupki to je w czasie drogi.

            Niestety, niestety za nic w swiecie nie da sie zapiac w pasy. Cala sztywnieje, drze pyska jakby ja ze skory obdzierali, w skali godnej Marii Callas. Po wypieciu kot jest grzeczny, zwija sie w klebek pod fotelem i spi.

            Z wyjazdow do weta moge wywnioskowac, ze np Grubson spokojnie by te 200 pokonal, Kluska po pierwszym km rzyga, siusia i ma biegunke.

            Reszta troche zestrachana jest.

            Aha, po trzesieniu ziemi w 2010 Kicia.Yoda w czasie jazdy nie odkleja sie od szyb i czasami rzygala, pewnie niepewnosc w lapach ja stresowala (wstrzasow sie boi), ale po jakims roku jej przeszlo.

            Wynika z powyzszego, ze lepiej jak to male kocie bedzie (znaczy sie dwa smile) albo taki dorosly, o ktorym wiadomo, ze jazde autem jakos znosi.

            Doswiadczen z doroslymi i dluzszymi dystansami niz te 50/100 km nie mamy.
            • esimona Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 07.07.15, 19:15
              Mam odmienne doświadczenia z przyzwyczajeniem kota do jazdy samochodem. Mała koteczka pięknie podróżowała samochodem, spokojnie spała w koszyku na tylnym siedzeniu. Woziliśmy ją i cieszyliśmy się, ze wszystko się udaje.
              Vetka powiedziała mi, że może się to zmienić - i tak się stało.
              Dorosła kotka zaczęła protestować przeciwko podróżom. Męczy się, miauczy, ciężko oddycha - po prostu nienawidzi samochodu.
              Wniosek: nie każdego kota można nauczyć podróżowania.
                • barba50 Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 08.07.15, 12:08
                  pinos napisała: No i bądź tu mądry i pisz wiersze...

                  Bo tu Pinosku nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na dłuższe dystanse nigdy z futrem nie jeździłam, ale nawet wyjazdy do weta (odległości 15 - 25 km) przebiegają bardzo różnie w zależności z którym ogonem się jedzie. Z Guciem prawdopodobnie mogłabym jechać do Szczecina (i z powrotem wink ), z innymi niekoniecznie. Każde jest po prostu inne.
        • wiesia.and.company Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 08.07.15, 18:38
          Nie ma reguły. Chyba jednak wolałabym wypytać przed adopcją, jak kot reaguje na podróże. Bo sam transport to jeszcze nic takiego, gdy się ma kontener odpowiedniej wielkości, z jakąś tam miseczką składaną - albo i nie. Potem stacjonowanie na miejscu - i to może być dla kota właśnie trudne. Bo jest w nowym miejscu, kompletnie nieznanym, zapachowo innym. Czy się rozluźni, czy będzie OK, czy po prostu będzie uciekał gdzieś przed siebie, bo będzie myślał, że za drzwiami to będzie jego normalny dom, że od razu wkroczy do znanego sobie świata. To jest pytanie. Bo jeśli wyjazdy będą tylko w jedno lub dwa miejsca i za którymś razem to miejsce stanie się już "znane" - to OK. Ale jeśli wyjazdy będą w różne miejsca? To jednak przyjęłabym opcję Sagi. I najlepiej jeszcze czuwające oko sąsiada lub sąsiadki.

          Bo nie każdy ma taką Leosię, jak ja, że ona do transporterka wskakuje bez zaproszenia, podróż chętnie, nowe miejsce - nie ma problemu, bylebym tylko ja była, żeby się mogła przytulić do mojego policzka, objąć łapkami głowę i spocząć na poduszce w formie czapeczki na moich włosach i wdmuchiwać mi w ucho powietrze. Leosia taka jest, tam gdzie ja, tam jej świat. smile
          Ale oczywiście znałam też kotkę, którą przez całą drogę trzeba było trzymać w pustej kuwecie na kolanach, wycierać rozwolnienie, kotkę z tego rozwolnienia, udawać, że to perfumy i godzić się na ślady na spodniach, gdy się operowało ręką z papierem toaletowym i wycierało kotkę. Rąk brakowało. A na miejscu przeznaczenia - cud-miód. smile Choroba lokomocyjna smile
          • saga55-5 Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 08.07.15, 18:55
            No ja mam farta, ze trafiłam na taka kocinkę.
            Wszystkie urlopy spędza z nami, każde miejsce jest dla niej ok. Góry czy morze, jest jej dobrze. Fakt ! jeździ z nami od początku.
            W weekendy czasami musi zostać sama, bo nie zawsze mogę ją ze sobą zabrać. Poza tym, czasami może i mogłabym ją zabrać, ale na jedną noc nie chce mi się targać ze sobą kuwety, żwirku i innych.
    • sylhans Re: Dylemat przed zakoceniem - podróże 09.07.15, 08:20
      Wtrącę swoje 3 grosze. Z tym zamiłowaniem do podróży to loteria - nie wiadomo na jakiego kota się trafi. Więc chyba najlepiej przygotować się na taką ewentualność, że się nie będzie dało go za sobą zabierać.
      Mam do czynienia z 4 kotami (2 nasze, 2 rodziców) i niestety żaden z nich nie toleruje jazdy. Nasz Pączek jest z nami od małego i od małego wozimy go na wakacje do rodziców, co bardzo lubi - natomiast samej podróży nie znosi. Nic nie pomaga fakt, że po podróży następuje coś miłego czyli pobyt w miejscu gdzie może wychodzić na zewnątrz.
      Może znajdziesz kogoś pro-kociego wśród sąsiadów? Mój teść regularnie opiekował się kotką sąsiadów, kiedy wyjeżdżali. Nie tylko ją karmił, ale też się bawił, z przyjemnością spędzał z nią czas, a sam nigdy nie miał kota. Warto popytać.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka