barba50
27.07.15, 00:38
czyli Pepowi. Nie, nie. Chory raczej nie jest. Tzn. na ciele nie, tylko coś mu się przestawiło w głowinie. Jak powszechnie wiadomo Pepon to rodzinna powsiłapa. Gdzie chodzi pojęcia nie mamy, oddala się w różnych kierunkach. W okresie letnim zdarza się, że nie bywa w domu codziennie, często widujemy go raz na dwa dni i to wpadnie coś przekąsić i zaraz musi wyjść - nieważne, że jest np. 3 w nocy. Taki egzemplarz, zdążyliśmy się przyzwyczaić przez te 10 lat.
Dzisiaj przyszedł koło 18, zaczął się przymilać, prosić o głaski. To jeszcze nie było wyjątkowe, bo Pepcio to mądre futro, wie, że jeśli jest nosicielem jakiegoś kleszcza to z pewnością go znajdziemy i pomożemy się go pozbyć. Ale dzisiaj kleszczy nie miał. Dostał porządnie jeść, ale widać było, że nie wie co dalej. Czy ma sobie iść, czy zalegnąć na któryś z naszych kolan...
Posiedział na kolanach, wyszedł, ale za chwilę wrócił, wtrząchnął kolejnego gourmeta, posiedział, wyszedł, by po chwili skakać na klamkę drzwi wejściowych mało jej nie urywając... Teraz zaległ we wnęce szafki, ale spokojny nie jest. Kręci się, wyłazi, znowu się kładzie
Oto delikwent:
pierwszy posiłek
towarzyszy mi przy laptopie
zajął moje krzesło
na koniec znalazł sobie dziurę do spania
Nie wiem czy mam się bać, ale z pewnością ciekawa noc mnie czeka