pi.asia
27.07.15, 10:41
Nasz najnowszy nabytek zaaklimatyzował się doskonale. Jeszcze nie miałam tak bezproblemowego kota! Wszystkie moje futra są kochane i bezproblemowe, ale to małe to ideał pod każdym względem. Nie plącze się pod nogami, nie drze japy, że chce jeść/pić/wejść/wyjść/być głaskanym/nie być głaskanym/nudzi się/spać się chce/cokolwiek innego; zjada wszystko co zobaczy w misce, a jak nie zobaczy nic to idzie do psiej miski, gdzie zwykle coś jest; nie budzi o czwartej rano, nie włazi w miejsca trudne do wyjścia, nie wariuje, nie hałasuje... Słodziak nad słodziaki!
Trzymaliśmy ją w domu, zamierzając powolutku oswajać z dworem. Aż wlazła na parapet i natychmiast znalazła otwarte okno, przez które oczywiście wyszła
i zauważyła coś interesującego
Ani się nie obejrzeliśmy, jak zeskoczyła z okna na ziemię (ponad metr wysokości). Zaczęła zwiedzać najbliższy teren, ale na pierwszy podejrzany hałas zwiała do domu, bezbłędnie znajdując drogę do drzwi (przez które nigdy wcześniej nie wychodziła). Tego samego dnia rozpoczęła poważniejszą eksplorację terenu:
To jej pierwsze drzewo - niewysoka wierzba. Obecnie nawet po pionowym pniu cyprysa śmiga w górę jak wiewiórka, i schodzi też fachowo - tyłem. Nawet Amurka nie była w stanie jej dogonić w wyścigu na górę.
Zdążyła też znaleźć maleńką dziurę w siatce i udała się na sąsiednią, niezamieszkaną posesję. Wróciła sama, zapewne przez tę samą dziurę, co jest nie lada wyczynem, jako że inne moje koty umiały przeleźć a nie umiały trafić z powrotem, dopóki nie odkryły drogi po pniach, gałęziach i pojemniku na śmieci.
Fajny kociak mi się trafił!
A za chwilę dokumentacja stosunków z resztą bandy.