salimis
01.08.15, 12:39
Nigdy nie przypuszczałam że nadarzy się taka okazja, no bo jak . Dzieli nas odległość 450 km. No i dwa tygodnie temu dostałam propozycję "nie do odrzucenia"
Delegacja w Lublinie. Spędziłam tam prawie dwa tygodnie z małymi przerwami.
A co jest blisko Lublina ?
Puławy !!!
A kto jest w Puławach ?
Miluś !!!
Niektórzy pamiętają jego historię z przed dwóch lat.
No i grzechem byłoby nie skorzystać aby odwiedzić Martę która go adoptowała. Zapraszała mnie już od dawna ale ta odległość. A tu proszę. Kto by się spodziewał. Zamieszkałam w hotelu zaledwie czterdzieści parę kilometrów od niej.
Marta to bardzo ciepła osoba aczkolwiek spodziewałam się kawał baby coś w mój deseń
A tu pojawił się mały drobny kurdupelek
Peplałyśmy jakbyśmy znały się od lat.
A Miluś ?
Miluś miał to gdzieś. Siedział w swoim ulubionym koszyczku nie zwracając uwagi na nikogo.
Był bardzo zniesmaczony że wyciągnęłyśmy go z niego tylko po to aby strzelić fotkę.
No foch totalny
Schudło się chłopakowi ostatnio bo troszkę zaczął chorować. Był moment że Marta poważnie zaczęła się o niego martwić. Oczywiście problemem stały się nerki. No ale jakoś się wykaraskał i oby szło ku lepszemu.
A tu Milusidło w pełnej krasie
Tu natomiast w niepełnej typu ...
aaa daaajcie mi spokój
Tak więc delegacje mają także swoje plusy