przyjęcie kotów do "stada" kotów wolnożyjacych

30.08.15, 13:51
stadko kotów, jest ich teraz siedem. trzy kotki, cztery kocury. wszystkie wysterylizowane, mają domki, w których nawet siedzą jak tyłki zmarzną. żarcia mają pod dostatkiem, tak że w michach zawsze coś zostaje. mieszkają na terenie dużej firmy, sporo trawy, jest też tam parking, ale ruch nie jest duży, poza tym o kotach wiedzą wszyscy (stąd dużo jedzenia plus karma od animalsów). w firmie ochrona jest 24h więc na koteły zawsze ma ktoś oko, zwłaszcza, że głównym opiekunem jest jeden z ochroniarzy, ja tylko dochodząca. mam na jednym terenie (szkoła) dwa koty, znaczy one BYŁY na tym terenie, teraz są na na nowym. kot prawie 1,5 roczny został wysterylizowany tak z pół roku temu, nowy (pojawił się z dwa miesiące temu) miał sterylkę miesiąc temu. już hasa na wolności. koty miały się nienajgorzej, ale wiem, że z początkiem roku szkolnego dostaną nakaz eksmisji. przesiedliłam je (trzymają sie raczej razem) na teren w/w firmy. no i mamy problem z jednym z rezydentów. o ile pozostałe koty przyjęły nowych z umiarkowanym zainteresowaniem, o tyle jeden kocur ściga je, najczęściej starszego. chłop ma największy rewir i przeniesienie nowych przyniosło mizerny efekt, znalazł. co prawda są dni, że mu odpuszcza, ale ostatnio przegnał go za bramę. ochroniarz zabrał nowych chłopaków do kantorka i starają się pilnować ich na wychodnym.
czy jest szansa, że zostaną zaakceptowane? z rezydentów tylko dwójka to rodzeństwo i to takie, które urodziło się na terenie. ganiający maciek wprowadził się z terenu stoczni. po prostu przyszedł sobie i został.
    • dzedlajga Re: przyjęcie kotów do "stada" kotów wolnożyjacyc 30.08.15, 15:09
      Trudno mi coś mówić. Na krótko przed śmiercią Tigerka pojawił się na osiedlu biały terrorysta. Tiguś na szczęście miał opanowany już dawno sposób na takich: kładł się na ziemi i głośno miauczał. Oczywiście jak tylko miałam szansę usłyszeć, to biegłam mu na pomoc. Inne koty też tak robiły, wiem bo jednemu raz też przyszłam z pomocą. No ale, że terrorysta nie może wszędzie być jednocześnie to jednak koty sobie jakoś radziły. On wyjątkowo zadziorny był, bo nawet się stawiał Benkowi. Ale już od dawna go nie ma, no chyba, że go ktoś spacyfikował. Gdyby Tiguś nie umarł, to miałam w planach wykastrować dziada (choć nie wiem czy miał klejnoty). Jeśli tamten nie kastrowany to chyba od tego bym zaczęła.
      • silje78 Re: przyjęcie kotów do "stada" kotów woln 30.08.15, 15:25
        maciek (agresor) nie jest nowy, mieszka tu już ponad dwa lata. rok temu było z nim źle, ale udało się kota wyprowadzić na prostą. z innymi żyje w zgodzie. może ten nowym, starszy go prowokuje? nie wiem. kocisko jest przesympatyczne. jak widział, że wysiadam z auta to zaraz leciał pomiziać się i kota miałam wszędzie, nawet mój osobisty emeryt w dzień tak mnie nie okładał. szukam chłopakom domów, ale każda z nas wie, ze nie jest łatwo. cały czas jest nadzieja, że jakoś im się ułoży na terenie bo jak na wolnożyjące koty mają dobrze. nie ma opcji, że zostaną wydalone, po prostu nie maja swobody na terenie. może z czasem się dogadają.
        • mysiulek08 Re: przyjęcie kotów do "stada" kotów woln 30.08.15, 18:41
          doswiadczenia z dokoceniem na wolnosci nie mam, ale wiem, ze miska z zarlem potrafi cuda zdzialac

          dobrze, ze jest mozliwosc jako takiej kontroli i chwilowej izolacji, jesli kocury sa wykastrowane to raczej sie w koncu dogadaja, tym bardziej , teren spory i fajny maja
          • silje78 Re: przyjęcie kotów do "stada" kotów woln 30.08.15, 18:53
            miski cały czas pełne. ta dwójka też głodem wcześniej nie przymierała. wręcz z niesmakiem dochodziły jak żarcie było nie teges big_grin. po prostu byłby wyjazd z terenu szkoły, a tu mają lepsze warunki.
            dziś rozmawiałam z ochroniarzem, jakby lepiej. młodszy nowy drze się jak tylko do niego zagadać, ale on tak wcześniej miał. rezydent maciek zaczął do kantorka zaglądać big_grin , a nowy starszy dawaj pchać się do niego, ale raczej z dobrymi zamiarami, zero instynktu samozachowawczego.
            • niutaki Re: przyjęcie kotów do "stada" kotów woln 30.08.15, 20:46
              Ja mam ten problem z Kajtusiemsad o ile mojego maluskiego Szymonka (TM) przyjely jako tako, to z Kajtkiem dra koty. Ostatnio mocno pobili sie z Kropkiem, na tyle mocno, ze Kropek nie dal sie zlapac, zrobil sie caly jak szczotka, a Kajtek jak wyrwal sie ze zwarcia to uciekl w poplochu. Kropek jest wykastrowany, Kajtka na razie nie wytne, bo z kasa krucho. Najgorszy jest Cukier, zajadly strasznie, w koncu chyba wpi.rdole w ta chuda dupe... na razie skonczyly sie pielgrzymki Maski_Zorro, dwoch czarnych i bialego, wiec tluka sie miedzy soba. Kajtka nie oddam, a Cukiera nie moge wyciac, bo ma chore nerki i narkoza to dla niego praktycznie wyroksad Oswajam ich ze soba, jak sie da, ale Kajtus ma taki uraz, ze syczy jak tylko widzi tych dwoch...
Pełna wersja