silje78
30.08.15, 13:51
stadko kotów, jest ich teraz siedem. trzy kotki, cztery kocury. wszystkie wysterylizowane, mają domki, w których nawet siedzą jak tyłki zmarzną. żarcia mają pod dostatkiem, tak że w michach zawsze coś zostaje. mieszkają na terenie dużej firmy, sporo trawy, jest też tam parking, ale ruch nie jest duży, poza tym o kotach wiedzą wszyscy (stąd dużo jedzenia plus karma od animalsów). w firmie ochrona jest 24h więc na koteły zawsze ma ktoś oko, zwłaszcza, że głównym opiekunem jest jeden z ochroniarzy, ja tylko dochodząca. mam na jednym terenie (szkoła) dwa koty, znaczy one BYŁY na tym terenie, teraz są na na nowym. kot prawie 1,5 roczny został wysterylizowany tak z pół roku temu, nowy (pojawił się z dwa miesiące temu) miał sterylkę miesiąc temu. już hasa na wolności. koty miały się nienajgorzej, ale wiem, że z początkiem roku szkolnego dostaną nakaz eksmisji. przesiedliłam je (trzymają sie raczej razem) na teren w/w firmy. no i mamy problem z jednym z rezydentów. o ile pozostałe koty przyjęły nowych z umiarkowanym zainteresowaniem, o tyle jeden kocur ściga je, najczęściej starszego. chłop ma największy rewir i przeniesienie nowych przyniosło mizerny efekt, znalazł. co prawda są dni, że mu odpuszcza, ale ostatnio przegnał go za bramę. ochroniarz zabrał nowych chłopaków do kantorka i starają się pilnować ich na wychodnym.
czy jest szansa, że zostaną zaakceptowane? z rezydentów tylko dwójka to rodzeństwo i to takie, które urodziło się na terenie. ganiający maciek wprowadził się z terenu stoczni. po prostu przyszedł sobie i został.