klaryma
27.10.15, 08:19
Do spółdzielni mieszkaniowej, dla której trochę pracuję, co jakiś czas przychodzi lokator ze skargą, ze w piwnicy jego bloku sąsiadka trzyma kota, kot tam oczywiście się załatwia i "smierdzi w całym bloku". Pan żąda rozwiązania problemu przez pracowników spóldzielni. Skóra mi cierpnie, gdy słysze dobre rady, jakich oni udzielają temu panu (wyłożenie trutki na szczury jest najbardziej humanitarną). Udało mi się kiedyś przekonac prezesa, aby napisał pismo do pani, która jest prawdopodobnie odpowiedzialna za wpuszczenie kota do piwnic, aby go zabrała w trosce o bezpieczenstwo kota. Pismo pozostało bez reakcji. Pomyślałam, ze moze ten nietolerancyjny lokator mógłby zgłosić sprawę jakiejś fundacji, czy jakimś strażom, które by mogły zastawic pułapkę i zabrac kota z tej piwnicy. Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale ciężko się słucha o pomysłach pracowników tej spółdzielni na rozwiązanie problemu.Zaznaczam, ze ja w tej spóldzielni bywam tylko co jakiś czas tylko, kota nie widziałam na oczy, nawet nie znam dokładnego adresu tej piwnicy, ot przypadkiem słyszałam parę razy kłótnie tego lokatora z pracownikami. Czy jest w Warszawie jakaś organizacja, która zadałaby sobie trud "odłowienia" takiego kota, czy moze lepiej w ogóle nie ruszać tej sprawy (kotu chyba dobrze w tej piwnicy, bo co najmniej od roku temat się pojawia i w sumie chyba nie jest do końca bezdomny, bo ktoś go musi przecież dokarmiać).