Dodaj do ulubionych

Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku Minerwy

26.04.17, 10:26
W związku z tym, że wątek smutny, który powinien zawierać jedynie słowa wsparcia, współczucia i pociechy, stał się wątkiem kłótliwo - pyskówkowym, postanowiłam(wraz z Barbą), że posty niezawierające słów pocieszenia i wsparcia wytnę. Niechże Minerwa nie musi przedzierać się przez magiel. Żeby zaś nie było(jak zawsze niestety) głosów. że "cenzura" i "jak tak można", to posty dyskusyjno - maglowo - pyskówkowe wkleiłam tu.
Niech dyskusja się sobie toczy, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Od siebie dodam tylko tyle - do Piasi:
To co robisz, jest według mnie wysoce niemoralne, i to jest najdelikatniejsze i najbardziej dyplomatyczne słowo jakie mi przychodzi do głowy.
Mało tego, na słowa krytyki pod adresem owego "cudotwórcy" oburzasz się wprost nieproporcjonalnie do sprawy, i nie widzisz sedna czy meritum, widzisz siebie ("persona non grata"). Naprawdę jesteś w siebie tak zapatrzona. że w żaden sposób nie można się do Ciebie odnieść krytycznie? To współczuję.

Osoby "broniące" Piasi też proszę o przemyślenie kto tu co i dlaczego, napisał, na pewno się przyda.





Re: Cholera jasna... George.
pi.asia 25.04.17, 18:07
Mail na gazetową poleciał.



Re: Cholera jasna... George.
wiesia.and.company 25.04.17, 18:34
Ja bardzo przepraszam, ale mam przeczucie, że chodzi o polecenie takiego jednego hm... doktora. A ja mam z nim przykre bardzo doświadczenie, które mnie zdołowało. Spróbowałam (telefon podała mi Pi.asia) porozmawiać z tym panem, bo chciałam szukać różnych metod, byle szukać ratunku, a nowotwór był nieoperowalny, rak płaskonabłonkowy, agresywny, guz wielki na podniebieniu miękkim pod językiem. To, co usłyszałam to był atak na mnie, że głupi ludzie nie leczą zwierząt u tego pana, że jak już jest za późno, to dopiero do niego... a on by wyleczył, oczywiście, tylko że teraz to już nie. Ale to wszystko z głupoty tych ludzi, co u niego nie leczą....
Z całym szacunkiem, Pi.asiu, ja tego człowieka nie będę szanować. Może i rzeczywiście jego pacjenci nigdy nie umierają. Może ma doskonały stosunek do pacjentów. Bo do opiekunów pacjentów - nie. Oczywiście, można próbować wszystkiego, ale ja u niego nigdy nawet porady nie zasięgnę.
Przepraszam Cię bardzo, bo wiem, że masz dobre chęci, ale przy nowotworze, agresywnym, to i cudotwórca nic nie będzie mógł. Jeździć do Częstochowy, zmuszać kota do stresu, spotkać się z opryskliwym człowiekiem i usłyszeć że choroba jest z głupoty właściciela - nie, ja to źle przyjęłam, Nie zamierzałam Grosi narażać na jazdę, po pierwszym kontakcie telefonicznym wiedziałam, że po długotrwałym leczeniu przez tego pana i tak ostatecznie nic bym nie osiągnęła dobrego, a jeszcze zniszczyłby mnie, i tak już cierpiącą.
Oczywiście wybór należy do każdego z nas. Ale ten pan odebrał mi siły na walkę. Na szczęście Grosia walczyła, ja walczyłam, mój lekarz dawał mi opioidy w iniekcji, żeby Grosia miała komfort życia w ostatnich miesiącach.
Przepraszam, po prostu się ze mnie ulało.
-
Obserwuj wątek
    • yvi1 Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku Minerwy 26.04.17, 12:49
      W feworze dyskusji jest sie latwo zagalopowac.
      Krytyka konkretnej sytuacji / relacji z punktu widzenia kogos kto mial stycznosc z " Szamanem" jest jak dla mnie uzasadniona.
      Zagladanie komus do portfela i ocena na podstawie zdjec/ opisow wylacznie z internetu albo z sluchu to dla mnie czepialstwo.
      Te osoby ,ktore mialy do czynienia z Szamanem i nie maja z nim dobrych ( a wrecz przeciwnie ) doswiadczen maja prawo sie tak o tym wypowiedziec i zdac relacje.Wszystko mozna z kultura i w cenzuralnych slowach opisac.
      Jestesmy w koncu dorosli i mamy prawo do swoich opinii.Obrazanie sie i " uciekanie z piskownicy " powinno juz byc za nami.
      Pi. skoro Szaman tobie i twoim kotom pomogl to wspaniale,nalezy sie tylko cieszyc.Ale skoro inni nie chca/ nie uznaja takiej medycyny/ pomocy to tez ich prawo.
      Obojetnie jak,w watku o Georgu to nie mialo co szukac i brawa dla moderatorek !

    • kkjp Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku Minerwy 26.04.17, 18:53
      No to i ja sobie napiszę.
      Pierwszy raz Pi do mnie napisała zaraz na początku mojej przygody z Zakątkiem, kiedy moja Księżniczka miała poziom kreatyniny 27 i oczywiście również szaman został mi polecony jako cudotwórca i uzdrowiciel kompletnie nie pracujących nerek. Też miałam wyrzuty, że może powinnam była spróbować?
      Drugi raz wymieniałyśmy gorącą dyskusję z Pi, kiedy zaginął Badyl. Wówczas gorąco Pi kibicowałam i wydawało mi się , że dziewczyna robi wszystko, by go odzyskać, mało tego - współczułam, że oberwała cięgi na forum a wątek (staje się to niejako tradycją przy kontrowersyjnej Pi) został skasowany. Jak było naprawdę - niejedna słowo mogłaby tu rzec a i Pi mogłaby dorzucić kilka faktów np. gdzie Badyl spędzał noce i komu jego miaukanie przeszkadzało.
      Faktem niezaprzeczalnym jest to, że na Zakątku zbierają się miłośnicy ogoniastych, dla których są one integralną częścią życia. Jeśli schodzą kociaste na boczny tor naszego życia i stają się jedynie dodatkiem do niego, to może warto się zastanowić czy to forum jest dla mnie właściwe a nie obrażać się.
      Sprawa która wszystkich bulwersuje - finanse. Owszem, weszłam w tę sferę z buciorami - jeśli to kogoś uraziło - przepraszam. Nie należę sama do najbogatszych, nawet - ku mojemu ubolewaniu - do tych średniaków też nie należę ale staram się dzielić tym co mam, zwłaszcza jeśli chodzi o weta - spłacając długi w lecznicy miesiącami. Dlatego tym bardziej nie znoszę, jeśli dla kogoś, kto kocha koty, są ważniejsze ludzkie zachcianki, niekoniecznie potrzebne, które stały się nowym zachwytem w naszym życiu. Albo jesteśmy dorośli i odpowiedzialni albo szukamy nowych domów dla kotów, jeśli stały się zbyt ciężkim balastem albo zeszły na jakiś odległy plan.
      Jak jest - Pi wie najlepiej.
      Niestety nie wszystkie piszące na forum osoby są szczere i uczciwe - piszę z doświadczenia. Wybaczcie dziewczyny, jesteście dobre i kochane ale zbyt często stajecie w obronie (nie chodzi mi tu tylko o Pi) nie znając rzeczywistości. Może powiedziałam kilka słów za dużo - nie wiem. Czasem szybciej reaguję i mówię niż myślę. Tym sposobem ostatnio syn przyniósł do domu Balbinkę o 24:00, która gościła u nas 3 dni. Taka moja wada ale koty kocham miłością ogromną i staję się despotą jak mi coś podpada.
      I to nieprawda że szaman nie może zaszkodzić -
      może! Ponieważ nie stosując konwencjonalnego leczenia, niejednokrotnie naraża na utratę zdrowia czy życia kota, podobnie zresztą tak to się ma i z ludźmi.
      • olinka20 Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 26.04.17, 21:35
        kkjp napisała:

        Dlatego tym bardziej nie znoszę, jeśli dla kogoś, kto kocha koty
        > , są ważniejsze ludzkie zachcianki, niekoniecznie potrzebne, które stały się no
        > wym zachwytem w naszym życiu. Albo jesteśmy dorośli i odpowiedzialni albo szuka
        > my nowych domów dla kotów, jeśli stały się zbyt ciężkim balastem albo zeszły na
        > jakiś odległy plan.
        > Jak jest - Pi wie najlepiej.

        Nie wiem co sugerujesz, ale zabrzmiało obrzydliwie...
      • yvi1 Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 26.04.17, 22:22
        Ja sie staram ( naprawde ) byc obiektywna.Rozumiem ciebie kkjp,bo kochasz koty i martwisz sie nawet o te nie twoje.To wspaniala cecha.Moze jestes ciut bezposrednia i mowisz co tobie na watrobie lezy.
        Pi. z koleji uwielbia swojego weta,ma z nim dobre doswiadczenie i dzieki niebiosom pomogl jej kotom. Ona chce pomoc i moze tez sue w tym zagalopowala bo jak ktis jest w ciezkiej sytuacji to inaczej odbiera pewne rzeczy.
        I sa dziewczyny ,ktore mialy kontakt z tym cudotworca,nie przypadl im do gustu ,odebraky go nawet jako szkodliwego dla zdrowia ich kotow.Ja na przyklad po opisie Mysiulka bym sie nie zdecydowala na porade od niego,ale moze XY tak i moze by pomogl.Kazdy ma swoj rozum,podejmuje decyzje .Bardzo was wszystkich cenue za wysoki poziom dyskusji i kulture.
        A ze sie czasami ktis z nas zagalopuje ,no coz takie zycie .
        Podyskutujmy sobie jeszcze troche,wyrzucmy nasze zale i idzmy pomiziac nasze futerka .Kocham was mocno ! 😘😘😘😘
        • mysiulek08 Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 27.04.17, 03:38
          Ja Pi lubie smile szanuje ja za zegarmistrzowska robote przy dekupazu, choc nic nie kupie, no nie lubie smile Ale tego ciaglego wciskania szamana gdzie sie da strawic juz nie moge. I nie chodzi nawet o to, ze sie sparzylam, po prostu homeopatia jest dla mnie szamanstwem na rowni z cudownymi garnkami, leczacymi wszystko urzadeniami itp. Wierza za to w ziola, akupunkture, akupresure, zeby nie bylo ze tylko konwencjonalna medycyne wyznaje.

          Z Szamanem i mna byla taka sytuacja, ze szukalam gdzie i jak sie da rozwiazan dla agresji Kici.Yody, a akurat do domu weszly SW. Dokladnie wyluszczylam o co chodzi, ze jedna kotka jest bardzo agresywna a druga (wlasnie karmiaca maluchy) ogromnie wycofana i zestresowana. Dla Kici.Yody dostalam polecenia kupienia granulek jakis tam (moge sprawdzic) a dla Padme/Kluski granulki homeopatyczne wapnia, bo kotka po porodzie i karmiaca. Ale przeciez nie o to chodzilo, Kluska dieta dla matki karmiacej miala ok i nie bylo potrzeby suplementowania wapnia. No to mialam podawac w koncu te same granulki co Kici.Yodzie.
          Widzac co sie dzieje z Kicia.Yoda, spore rozdraznienie, emocje na wierzchu, po granulkach, Klusce ich nie podalam. Zasada homeopatii "podobne lecz podobnym" tu zadzialala wzorcowo, kot zamiast sie uspokajac, wariacji dostawal.
          A po mailu z wycena 'uslugi' juz w ogole nie mialam ochoty na kontakty z owem cudmiod wetem. Nie zaplacilam.

          Jakby nie patrzec, cukier pomogl i nawet zadzialal, tak jak cukier smile

          Na marginesie, ja tez mam swoje na sumieniu wink czyli zachwyt nad antydepresantami, ale tu bez weta sie nie da a globulki mozna kupic bez problemu.

          Tak, sie chcialam wygadac, bo przygoda z szamanem jakas zadre zostawila.
              • wiesia.and.company Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 27.04.17, 20:06
                Już nie chciałam pisać, ale jednak coś mnie pcha - może kwestia wyjaśnienia dlaczego reaguję z awersją na tego hm... "pana", dlaczego najchętniej broniłabym innych "stojących pod murem" wobec tragedii. Dlatego jednak znów zabiorę głos.
                Nie mam nic przeciwko ziołom, akupunkturze, jednak nie wierzę w homeopatię (sama kiedyś miałam jakiś tam incydent). Przede wszystkim czas leczenia. Znalazłam wątek dziewczyny, która leczyła gronkowca na łapie swojego psa i sama pisze, że już traciła nadzieję na wyleczenie, ale po dwóch miesiącach coś się pozytywnego zaczęło dziać. Była zadowolona (choć można było zastosować także i metodę konwencjonalną i trwałoby krócej, trochę narzekała na koszty). Ale to wszystko jest wyborem opiekuna zwierzęcia. Jeśli jest czas. Jeśli czasu już nie ma...
                Poza tym wspomnę o opinii profesora Romana Lechowskiego, do którego chodziłam (na konsultacje, niezależnie od wizyt u lekarza prowadzącego). Konsultowałam Bartusia astmatyka z astmą, która go pozbawiała przytomności. Profesor Roman Lechowskiego jest autorem książek wet., uczył przez lata kolejnych adeptów weterynarii na SGGW, był zapraszany na sympozja międzynarodowe, był Prezesem Stowarzyszenia Lekarzy Weterynarii Małych Zwierząt. I od niego usłyszałam:
                "No cóż, podajemy Bartusiowi steryd na jego dolegliwości oddechowe Dexamethason. Na niego to świetnie działa, nie ma obawy o częstotliwość, bo koty mają nietypowy, niesamowity metabolizm, inny od psów i ludzi. Hm... można spróbować podawać jakieś tabletki homeopatyczne. Ale nie... homeopatia do placebo. Można w ten sposób oddziaływać na psychikę pacjenta. Ale kota się nie da oszukać. Nie będzie wiedział, że to placebo i jego organizm zareaguje w sposób naturalny, jako odpowiedź na lek. A placebo to nie lek, nie da się oszukać kociego pacjenta."
                Dlatego (w oparciu o moje doświadczenie, o słowa Profesora, o własne obserwacje reakcji kotów na cukier lub syropy), męczącą dla zwierzęcia częstotliwość podawania granulek homeopatycznych ja nie zdecydowałam się i nie zdecyduję się na leczenie homeopatyczne. No i z uwagi na czas życia zwierzęcia cykl leczenia przez dwa miesiące by osiągnąć pierwsze pozytywne reakcje - to jak osiem miesięcy życia człowieka. To długo, a często czas goni.
                Wierzę w zioła. Zwierzęta w naturze też potrafią się leczyć ziołami. Zioła tak, homeopatia nie. Ja tak mam. To mój wybór, moje doświadczenie, moja wiara.
                A teraz co do mojej reakcji w sprawie, w której czasu nie ma, taki rodzaj nacisku na wymuszenie kontaktu, bo nikt nie chciałby przez całe życie doświadczać poczucia winy, że się czegoś nie próbowało, że się zaniechało czegoś, bo może istniałaby jakaś szansa, jakiś cud. Ja tak negatywnie zareagowałam po wpisie, że "poleciał mail na priva". To był dla mnie impuls.
                Bo jednak uważam, że proponowanie kontaktu z osobą wysoce konfliktową, agresywną i z pogardą traktującą osobę, która szuka ratunku rozpaczliwie!!! to jest nie fair. Bo nie ma ratunku, nie ma ratunku dla nowotworu. Można tylko wdrożyć opiekę paliatywną. Wiedziałam, że nie ma dla Grosi ratunku, ale szukałam cudu. Pi.asia naciskała, ja uległam. A ten pan potraktował mnie jak śmiecia, jak osobę winną tego nowotworu, na mnie przerzucił winę za nowotwór. Siebie potraktował jak cudotwórcę "że on by wyleczył, ale to trzeba było wcześniej, a nie teraz. Potraktował też innych lekarzy pogardliwie. Ich wiedzę, doświadczenie, dobrą wolę. Mój lekarz co roku płaci za udział w międzynarodowym sympozjum na temat chorób jamy ustnej (to, co się przydarzyło Grosi), doszkala się, uczy najnowszych technik i metod, śledzi leki i artykuły w prasie fachowej amerykańskiej. I "ten pan" ocenił z pogardą całe leczenie, całą wiedzę lekarską lekarza prowadzącego, z 16-letnią praktyką.
                Dlatego informację "poleciał mail na priva" potraktowałam tak, jakbym to ja znów musiała się zetknąć z tą pogardą, przerzuceniem winy na człowieka bezradnego a szukającego cudu, ratunku w sytuacji beznadziejnej. Nie życzyłabym nikomu zaangażowanemu w ratunek i leczenie takiego kontaktu i takiego potraktowania. Ten pan nie miałby nic przeciwko temu, żebym z Warszawy jechała pociągiem i wracała i transportowała do niego Grosię, żeby ją obejrzał i żebym za to zapłaciła. Nie zgodziłam się na to męczenie Grosi. Wtedy usłyszałam to, co mnie zmroziło, przeraziło i sprawiło, że czułam się tym bardziej bezradna, winna chorobie i potraktowana z pogardą (odzywał się dodatkowo bezosobowo do mnie), a moi lekarze jak wyciągający pieniądze pokątni znachorzy, nieskuteczni (a przecież 5 lat Grosia przeżyła z komfortem cieszenia się życiem od momentu, gdy choroba immunologiczna została zdiagnozowana).
                Ten pan zareagował tak, że płakałam z bezsilności i poczucia winy.
                Nie chcę, żeby kolejne osoby miały tak oberwać, doświadczyć takiej przemocy psychicznej.
                Dlatego mam prośbę do Pi.asi: może po prostu nie proponuj osobie, której ukochany kot ma agresywny nowotwór tego kontaktu.
                Chociaż przynajmniej ten pan okazał się uczciwy w ostatecznym momencie - powiedział, że nic nie może uczynić, że nie jest cudotwórcą. To było dla mnie jasne od samego początku. Ale to, co stanowiło otoczkę - to było bezlitosne.

                I raz jeszcze podkreślę z całym szacunkiem: Pi.asiu! Cenię sobie Twoje poczucie humoru, sprawiedliwości, entuzjazm, trafność spostrzeżeń. W dalszym ciągu Cię lubię i cenię. Ale też mam wrodzoną uczciwość i poczucie sprawiedliwości oraz jeszcze odwagę. Wiedziałam, że wywołam dyskusję. Nie chciałam tego zrobić przeciwko Tobie. Ale chciałam obronić dziewczynę bezradną przed człowiekiem, który by ją skrzywdził, negującym wszystko co zrobiła, by leczyć ukochanego Georga. Nie chciałam, żeby przeszła przez to, co ja przeszłam.
                To jest tyle co do wyjaśnienia, że zareagowałam, dlaczego zareagowałam, czego doświadczyłam.
                "Ten pan" na pewno ma duże osiągnięcia, ja tego nie neguję. Natomiast jest człowiekiem opryskliwym dla ludzi, a ja to źle znoszę. Leczenie homeopatią też jest dla mnie mocno kontrowersyjne. Wolę jednak metody trochę szybsze - np. jeśli nie działa jeden antybiotyk, to wdraża się leczenie innym, wykonuje wymazy, posiewy itp., by szybciej wcelować w źródło. Czekanie dwóch miesięcy na pierwsze rezultaty leczenia homeopatycznego to długi okres. Dlatego ja nie... nie... zwłaszcza w przypadku kotów i siebie też.
                Wybór należy do opiekuna zwierzęcia. Ja zmieniałam także weterynarzy, chodziłam na konsultacje, jeśli mi nie odpowiadał jeden lekarz (bo nie miałam z nim dobrego kontaktu), to szukałam innego lekarza dla swojego kota. Niewykluczone, że nie umiałam rozmawiać z "tym panem", zresztą niewiele rozmawiałam, bo on mnie objeżdżał (i lekarzy leczących Grosię). Pi.asia umie z nim rozmawiać i leczenie kotów jest u niego przyjemnością.
                Dla mnie ten kontakt był bólem psychicznym. Czego nie życzę innym. Dlatego zareagowałam.

                Mam nadzieję, Pi.asiu, że jedna sprawa (wynikająca z Twojego pozytywnego entuzjazmu) nie zniechęci Cię do Kociego Zakątka. To nie wystąpienie przeciwko Tobie, tylko próba ochrony osoby cierpiącej z powodu nieodwracalnej choroby ukochanego kota.
                Ufff.... jeśli ktoś chciał to przeczytać i spróbował zrozumieć, to mam wielki szacunek wink Ale się rozpaplałam. Zawsze miałam problem z krótkim ujęciem sprawy. smile

                Ale to tyle w kwestii wyleczenia Georga. Nie da się go uratować. Przedłużyć godne życie - to tak. Ale ratunku nie ma.
    • ortolann Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku Minerwy 28.04.17, 08:12
      To i ja się dopiszę, skoro już nie mogłam się powstrzymać w wątku o Georgu. Homeopatia nie jest medycyną. Nie można jej również nazwać medycyną alternatywną. To jest - jak Wiesia ładnie pisze - placebo albo jak ja to nazywam - oszukaństwo. Już sam fakt, że mówimy, że ktoś wierzy albo nie wierzy w homeopatię wiele sugeruje. Czy wierzymy, że denstysta nas wyleczy? Nie. My wiemy, że nas wyleczy, nie musimy wierzyć. W homeopatię trzeba wierzyć, bo fakty, na zdrowy chłopski rozum nie pozwalają na coś innego niż wiara (i podobnie ma się sprawa z tymi wszystkimi badaniami żywej kropli krwi oraz innymi uzdrowicielami). Jestem na to bardzo cięta, widziałam jak wiele krzywdy może wyrządzić nieodpowiedzialny "szaman". Pi.asia nazywa go wprost szamanem i jak dla mnie to jest bardzo czytelny sygnał - to nie jest lekarz, tylko szaman wlaśnie. Pi. ma z nim dobre doświadczenia, poleca go z czystym sumieniem. Jakaś część zakątka ma z nim złe doświadczenia.
      Co nam to daje? Widzimy dwie strony medalu: opis Pi.asi i relacje dziewczyn z kontaktów z szamanem. Plus ogólnodostępna wiedza - nikt nikogo nie zmusza do podejmowania wyboru. Każdy może wybrać sam. Pi.asia poleca go poza forum, nie publicznie.
      Publiczna krytyka jest bardzo nieprzyjemna dla Pi., trudno mi ocenić czy faktycznie zasłużona? Może po prostu wystarczyłoby zwrócić jej uwagę również poza forum, a tutaj już jedynie rozmawiać o samym sposobie leczenia? Możemy przecież stworzyć osobny wątek, w którym będziemy opisywać lekarzy, sposoby leczenia, leki itp. Ja od Was nauczyłam się bardzo wiele o kotach - podejrzewam, że niektóre z Was wiedzą więcej o nich niż niejeden weterynarz.
      Kkjp bije się we własne piersi, że poniosło ją w ferworze - i przyznaję jej rację. Poniosło ją.
      Pi. poleca szamana, co większości się nie podoba - może po prostu ustalmy, że szaman na zakątku jest persona non grata?
      Wywiązała się ostra dyskusja, która wynika z bardzo dużej troski o koty. Bardzo byłoby szkoda gdybyśmy w jej wyniku stracili Pi.asię albo Kkjp. Bo tak naprawdę przecież chcemy dobra dla tych naszych futrzastych małpiszonów.
      Ja bym osobiście bardzo nie chciała, żeby zniknęła stąd Pi. z jej fantastycznymi opisami - bardzo lubię czytać jej opisy różnych sytuacji codziennych (niezapomniane relacje z warzywniaczka albo wyczyny małoletniej Frutki czy inne opisy życia mieszkanców Spacerkowa). Do Kkjp mam mniej sympatii za brzydkie zaglądanie do portfela, ale też jednocześnie bardzo ją podziwiam za to, co robi dla różnych kocich bied.
      Wszystkim zaś polecam miźnięcie kocików. Na zdrowie! Hough.
      • yvi1 Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 28.04.17, 11:38
        Czyli wiekszkosc z nas zgadza sie i jest jednego zdania 😀.
        Bardzo sie w sumie ciesze,ze moglyscie sie tutaj wypisac.Podzielic sie z nami swoimi doswiadczeniami i emocjami.To tez wazne.
        Nadal kocham Was nieustajaco,z daleka i niestety nie majac Was okazji poznac😙😙😙.
        Ide pomiziac moje futra bo musze znikac do pracy ! Milego weekendu wszystkim( ja niestety 3 pod rzad pracowac musze ) i ciesze sie ze tutaj trafilam 😍😍😍
    • minerwamcg Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku Minerwy 28.04.17, 13:57
      Ode mnie się zaczęło...
      George ma raka i nic się na to nie da zrobić. Weterynarz, który opiekuje się nim od dawna (a od dwóch lat można powiedzieć bez przerwy) opowiedział mi szczegółowo i na podstawie badań, jaki to jest nowotwór, z czego się rozwinął i dlaczego w tym miejscu, w którym jest nie da się go zoperować. A także co by się stało, gdyby mimo wszystko podjąć taką próbę.
      A ja mu wierzę, znam go ponad dziesięć lat (a mój mąż ponad dwadzieścia), wiemy, że kocha zwierzęta i gdyby była szansa uratowania George'a na pewno by nie odpuścił.
      Więc ktokolwiek zaproponowałby cokolwiek alternatywnego, i tak już nic bym nie kombinowała. Szkoda kota. George ma czternasty rok i jakakolwiek intensywna terapia nie przedłużyłaby mu życia o wiele, a naraziła na cierpienia. Byłabym skłonna zrobić cokolwiek, gdyby na świecie objawił się we własnej osobie święty Franciszek i był w stanie uzdrowić kociastego podrapaniem za uchem - ale innych szans nie widzę.
      A na Pi.asię bym się nie gniewała. Przeciwnie, jestem wdzięczna i doceniam. Zaproponowała mi to, co w swoim mniemaniu miała najlepszego - kontakt do lekarza, któremu wierzy tak, jak ja swojemu. Nie jej wina, że George'owi nie pomoże już żaden lekarz na świecie, homeopata czy nie.
      Dlatego Pi.asiu, dziękuję Ci. Troska jest troską a chęć pomocy jest chęcią pomocy, nawet jeśli z tej pomocy skorzystać nie można.
      • wiesia.and.company Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 28.04.17, 14:52
        O, ucieszyłam się, widząc wpisy po tym moim smutnym "występie". Trochę się obawiałam jednak. No, ale jest to ostatecznie "forum gazetowe", na którym można wymienić zdania, poglądy i podzielić się wiedzą, a jeszcze i ucieszyć opisami wyczynów kotów i pooglądać zdjęcia (och, lubię, lubię, sama jestem kiepska w robieniu zdjęć).
        No to tak:
        Minerwamcg, dziękuję za Twój spokojny, rozważny wpis. Życzę Ci oraz Georgowi spokoju i powolnego godzenia się z tym, co nieuniknione. I obyście mieli jak najwięcej czasu.

        Administratorkom dziękuję za bardzo mądrą decyzję wydzielenia tego wątku z wpisu poświęconego Georgowi. Sama mam poczucie winy, bo przecież zaczęłam "rozkminiać". A chciałam umożliwić wybór Minerwamcg - czy skorzystać z pomocy dodatkowego lekarza czy iść jeszcze jakąś inną drogą (dlatego opisałam moje doświadczenie w konkretnym wypadku).

        A teraz do Pi.asi: Asiu, jesteś na naszym Zakątku cenna. Nie utożsamiaj się proszę z tym panem. Jego dzieła, jego czyny mówią za siebie. Zatem nie bierz na siebie odpowiedzialności za tego pana, ale bądź ostrożna w przekazywaniu namiaru tego pana osobom, które już tylko potrzebują ostatecznego ratunku, cudu raczej. Bo ten pan tego nie zapewni, a zdruzgocze, zniszczy dzwoniącego.
        I jeszcze tak: nie czuj się obrażona. Nikt Cię nie obrażał. To Ty poczułaś się obrażona, w dodatku w imieniu tego pana.
        Poczułaś się obrażona - tzn. wywołałaś w sobie to uczucie - czyli możesz nad nim zapanować. wink Wiem po sobie, ja też tak mam, że nagle czuję się urażona, że ktoś moje dobre intencje odczytał zupełnie odmiennie. Wtedy się nadymam. Nadymam i tak trochę trwam. Potem mi para uchodzi, uspokajam się, czytam wpis raz jeszcze, potem następnego dnia raz jeszcze... i punkt widzenia mam już inny. Gdybym się obraziła (zwracam uwagę na to SIĘ, które przerzuca odpowiedzialność za to uczucie na MNIE, na autorkę tego niemiłego uczucia), to w sumie zachowałabym się jak dziecko, które się nadyma i obraża, gdy mu się nie udaje osiągnąć jakiś celu. Kiedy nie ma argumentów to dziecko SIĘ OBRAŻA i karze rodziców lub innych tym nadęciem. Wtedy rodzice muszą zabiegać u dziecka o odzyskanie zadowolenia z nich, takiego rodzaju łaski i wybaczenia.
        No, zdarza mi się nadąć. Ale potem muszę to przetworzyć, przemyśleć, zadać sobie pytanie DLACZEGO się tak poczułam, bo co się stało, co mi się nie podobało i dlaczego mi się nie podobało.
        Sumując: Pi.asia, Ty się rozchmurz, odsapnij, wracaj do Zakątka i pozwól nam się cieszyć Twoimi pogodnymi wpisami, spostrzeżeniami, poczuciem humoru (a tego nigdy za wiele). Nie separuj się od nas, od Zakątka. Kochasz koty i dlatego jesteś na Zakątku (jak i my wszyscy). Kiedyś kiedyś odwiedzałam Weterynarię (gazetową), uuuu.... tam to się obrywało!
        A na miau.pl to są jatki, że ho ho, odezwać się czasem nie sposób. Tu jest Zakątek, oczywiście też są w nim burze, ale jednak Zakątek odwiedzany przez ludzi, którzy mają wspólne zainteresowania, wspólny cel. Sama sobie uświadomiłam, że odcinanie się od Zakątka działa w dwie strony wink Nic dobrego z tego nie wynika w dalszej perspektywie.
        No cóż, Zakątkowa społeczność działa trochę tak jak stare, dobre małżeństwo. Trwa, przeczekując burze i opady, przeżywa słoneczne chwile, ciągle razem. Czasem są ciche dni, czasem przecież pary się nie zgadzają w swoich poglądach na to czy tamto, ale się uzupełniają czy też dają sobie to, co jest potrzebne.
        Więc: Pi.asia, nie odcinaj się i nie odcinaj nas. Jesteśmy starym, dobrym małżeństwem, znamy trochę swoje przywary ale i zalety, w sumie się potrzebujemy. smile
        Ale apel mi wyszedł (sama to przerobiłam parę razy, to się teraz tak mądrzę)! smile
        • kkjp Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 29.04.17, 09:50
          Ja powiem tyle. Nie biję się w piersi wobec Pi ale wobec tych, które nie rozumieją a ja nie mogę oficjalnie napisać dlaczego to zrobiłam. Tu postawię kropkę. Ceniłam Pi za jej opisy, za poczucie humoru, za miłość do kotów ale zabawnym trzepaniem ozorkiem czy wklejaniem zdjęć jak to koty mają się dobrze, nie da się wymazać z mojej pamięci losu Badyla, zwłaszcza że czuję się oszukana. Nie znoszę fałszu. Bardzo przeżyłam jego zniknięcie i mam nadzieję, że trafił na kogoś, kto pokochał go całym sercem i zadbał o niego należycie. I że już nikomu nie przeszkadza.
          Na tym kończę zbędne dyskusje. Forum to forum. Życie to życie. Nie zawsze forum i życie idzie w parze. Nie zapominajcie o tym.
          • pi.asia Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 01.05.17, 23:10
            „Gdy emocje już opadną jak po wielkiej bitwie kurz…”

            Najwyższa pora, żebym się odezwała. Minęło wystarczająco dużo czasu na uspokojenie i wyciszenie rozbuchanych emocji. Swoje dokładała obrzydliwie ponura pogoda, która sprawiała, że nikt tak do końca nie był sobą.

            Zacznę od wpisu Minerwy, przed która chylę czoła. Pisząc do niej maila miałam na myśli dokładnie to, co ujęła w swoim poście. Przy tym serdecznie ją przepraszam, jeśli mój mail sprawił jej jakąkolwiek przykrość. Zrobiłam to już poza forum, ale publicznie ponawiam zarówno moje przeprosiny jak i słowa uznania.

            Przepraszam wszystkich, którzy czują się urażeni „promowaniem” mojego weta. Więcej tego nie robić nie będę. Ze swej strony oczekuję, że nikt nie będzie robił mi wyrzutów na temat sposobu, w jaki leczę swoje koty. Każda z Was przecież ma lekarza, któremu ufa bez zastrzeżeń na podstawie wieloletnich doświadczeń.

            Dziękuję osobom, które starały się wylewać oliwę na wzburzone fale i łagodzić rozdrażnienie, zachowując przy tym maksimum obiektywizmu.

            Na koniec zajmę się wpisem, którego nie mogę pozostawić bez komentarza. Chodzi o post Kkjp.

            Jeśli schodzą kociaste na boczny tor naszego życia i stają się jedynie dodatkiem do niego, to może warto się zastanowić czy to forum jest dla mnie właściwe a nie obrażać się.
            Dlatego tym bardziej nie znoszę, jeśli dla kogoś, kto kocha koty, są ważniejsze ludzkie zachcianki, niekoniecznie potrzebne, które stały się nowym zachwytem w naszym życiu.


            Na jakiej podstawie twierdzisz, że moje koty „poszły w odstawkę”? Co masz na myśli pisząc o „niekoniecznie potrzebnych ludzkich zachciankach, które stały się nowym zachwytem”? Chodzi Ci o moje małżeństwo z Rumcajsem? Czy o mój sześciodniowy wyjazd do Turcji, pierwszy zresztą wyjazd na urlop od siedemnastu lat? Zresztą nazywanie miłości i małżeństwa „zachcianką” jest wyjątkowo paskudne.

            Albo jesteśmy dorośli i odpowiedzialni albo szukamy nowych domów dla kotów, jeśli stały się zbyt ciężkim balastem albo zeszły na jakiś odległy plan.

            Znów sugerujesz, że koty mi przeszkadzają.
            Może mi powiesz, którego kota mam komuś oddać. Duszkę, która podczas posiłków czy oglądania filmu siedzi mi na ramieniu, a w nocy śpi przy mojej twarzy? Fraszkę, która wybiega nam na spotkanie, gdy wracamy do domu, a przy każdej sposobności pakuje się nam na kolana? Dymka, który uwielbia Rumcajsa i przybiega na sam dźwięk jego głosu? Może Amurkę, naszego „płochlika”, która wdzięczy się do nas, byśmy sypnęli chrupek, bo – chociaż stoją w otwartej puszce – jednak dopiero nasypane do miseczki przez człowieka są „ważne”. A może Trytkę, która wieczorem bacznie pilnuje, kiedy kładę się spać i natychmiast przybiega, żeby ułożyć się na moim brzuchu?
            Zresztą skąd Ci przyszło do głowy, że po poznaniu Rumcajsa moje koty stały się zbyt ciężkim balastem czy zeszły na odległy plan? To właśnie dzięki niemu w domu pojawiły się Dymek i Trytka!

            Sprawa Badyla.

            Wówczas gorąco Pi kibicowałam i wydawało mi się , że dziewczyna robi wszystko, by go odzyskać

            Poczytałam sobie ten stary wątek i zobaczyłam, że naprawdę miałam w Tobie wtedy ogromne wsparcie. Twoje wpisy były wzruszające i krzepiące.
            A teraz piszesz tak:

            Jak było naprawdę - niejedna słowo mogłaby tu rzec a i Pi mogłaby dorzucić kilka faktów np. gdzie Badyl spędzał noce i komu jego miaukanie przeszkadzało.

            „Niejedna” – czyli kto? Konkrety proszę, a nie insynuacje. A gdzie Badyl spędzał noce? Dokładnie tam, gdzie sobie zażyczył – na sofie, na drapaku, na polowaniu w komórce, czy spacerach po okolicy. Komu przeszkadzało jego miaukanie – doprawdy nie wiem, bo nie mnie i nie Rumcajsowi. Zresztą Badyl był pierwszym kotem, którego Rumcajs pokochał. Tych dwoje uwielbiało się wzajemnie bezgranicznie.

            Ceniłam Pi za jej opisy, za poczucie humoru, za miłość do kotów ale zabawnym trzepaniem ozorkiem czy wklejaniem zdjęć jak to koty mają się dobrze, nie da się wymazać z mojej pamięci losu Badyla, zwłaszcza że czuję się oszukana. Nie znoszę fałszu. Bardzo przeżyłam jego zniknięcie i mam nadzieję, że trafił na kogoś, kto pokochał go całym sercem i zadbał o niego należycie. I że już nikomu nie przeszkadza.

            No i tu wytaczasz ciężkie działa – że Badyl nam przeszkadzał, że wyrzucaliśmy go na noc z domu, a poszukiwania były zapewne udawane. Tak, pięć tysięcy ulotek, rozniesionych po domach przez wynajętych ludzi (co łatwo sprawdzić), baner w głównym punkcie osiedla, osiemdziesiąt plakatów, własnoręcznie rozwieszonych gdzie się dało, kilkadziesiąt kilometrów przedeptanych wzdłuż i wszerz osiedla, kilka miesięcy poszukiwań, rozmów, odwiedzin w schronisku i gabinetach weterynaryjnych, przesiadywania w strategicznych punktach (okupionego zapaleniem oskrzeli), zrywanie się na każde miauknięcie, reagowanie na każdy telefon, wskazówkę, informację, opisywanie tego na forum w nadziei, że ktoś podsunie jeszcze jakiś pomysł – kiedyś mnie wspierałaś i podziwiałaś, a teraz uważasz, że Cię oszukałam?
            Na jakiej podstawie?

            Forum to forum. Życie to życie. Nie zawsze forum i życie idzie w parze. Nie zapominajcie o tym.
            Nie biję się w piersi wobec Pi ale wobec tych, które nie rozumieją a ja nie mogę oficjalnie napisać dlaczego to zrobiłam.

            Cudownie. Zarzuciłaś mi niedojrzałość, nieodpowiedzialność, fałsz, oszustwo i zepchnięcie kotów na dalszy plan. W obrzydliwy sposób powiązałaś to z moim życiem osobistym. A na koniec „nie mogę napisać dlaczego to zrobiłam”. Niby dlaczego nie możesz? Napisałaś tyle koszmarnie niesprawiedliwych i krzywdzących słów, że może czas na konkrety? Bo widzę same pomówienia, aluzje, insynuacje i oszczerstwa.
            Domagam się wyjaśnień.
              • arim28 Homeopatia 02.05.17, 08:28
                To i ja dopisze sie smile

                Mialam do czynienia z homeopatia 20 lat temu.
                Lekarze mi pomagali, chodzilam na badania, nosilam opaski na stawach aby mniej bolalo i lykalam sterydy sad
                Schody to bylo wyzwanie .

                Znajoma patrzac na moje problemy , zapytala czy chce uslyszec dioagnoze jej znajonej homeopatki.
                Pojechalysmy razem. Pani byla bardzo starsza osoba.
                Przepisalami mi granulki "z cukru", wode do picia z kropelkami "placebo". Przez kilka tygodni pilam i lykalam to systematycznie i stal sie cud.
                I ten cud trwa nadal smile
                Pije systtemytycznie herbate z pokrzywy wedlug zalecen tej starszej pani i pamietam o jej slowach, ze kazdy z nas powinien znalezc to co mu sluzy w jedzeniu.

                Mialam to wielkie szczescie, ze trafilam na kogos, kto zna sie na homeopatii i umie ja stosowac.

                Przeudohomeopatow jest wielu ( przekonalam sie o tym probujac pomoc corce. Moja starsza pani juz odeszla) i to wlasnie oni wplywaja na nasze opinie o homeopatii.
            • kkjp Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 02.05.17, 10:47
              Piasiu przeprosin i dalszego wynurzania tudzież oceniania czy wyjaśniania nie będzie. Mi nie zależy na tym co kto o mnie pomyśli. Napisałam co chciałam, nie mam parcia że wszyscy muszą mnie lubić czy mieć o mnie dobre zdanie. Powtórzę forum to forum, życie to życie. Szczęścia Ci życzę.
              • pi.asia Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 02.05.17, 23:41
                Naprawdę nie rozumiesz czy udajesz? Nie chodzi o to czy Cię lubię i co o Tobie myślę, tylko NA JAKIEJ PODSTAWIE mnie oskarżasz o oszustwo. Przeprosin nie oczekuję, ale wyjaśnienie mi się należy. A postawa "wiem, ale nie powiem" jakoś mało poważnie wygląda.
              • p.b.rumcajs Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 03.05.17, 00:11
                Jeżeli nie zamierzasz nic wyjaśniać to znaczy że po prostu ŁŻESZ bo tego już nawet kłamstwem nie można nazwać. Na motałaś , wysunęłaś zarzuty to miej odwagę napisać skąd ta wiedza. A jeżeli tego nie robisz to znaczy że zrobiłaś to celowo by skrzywdzić Pi swoim wpisem. Jak można coś takiego napisać i sądzić ze to rozejdzie się po kościach. Równie dobrze mógłbym napisać że Twoja opieka nad kotami jest wyłącznie na pokaz. Bez poparcia dowodami jest to tylko oszczerstwo a nie zarzut. I żeby była jasność: Zmyśliłem to zdanie, nie uważam tak i nie mam na ten temat żadnej wiedzy. Chcę tylko pokazać że bezmyślne chlapanie ozorem krzywdzi nie winnych ludzi.

                Co do szamana to nawet chłopa nie lubię. Zawsze gdy do niego jedziemy, ja czekam w samochodzie bo nie mogę patrzeć na jego sposób bycia. Ale szanuje jego osiągnięcia.
                A jego metody... Ja się nie zawiodłem. Nie mają dla mnie znaczenia jego dyplomy. Ważne że jego leczenie działa.
                Po za tym każdy właściciel pacjenta może poprosić o leczenie tradycyjne.
                Dla mnie osobiście kosmita może wysmarować mi zwierzaka miodem i posypać rodzynkami, jeżeli to tylko uratuje mu życie to spoko. Nie rozumiem waszego podejścia. Gdyby mój kot był chory to bym nawet zaklęć z Harrego Pottera używał aby mu tylko pomóc. Na marginesie to tradycyjny wet przeprowadził sterylkę Frutce i po tygodniu kotkę opłakiwaliśmy. Nie wiem czy popełnił błąd czy organizm nie wytrzymał. Ufam że zrobił co w jego mocy by tak się nie stało ale czasem tak bywa.
              • aankaa Re: Wątek z usuniętymi "wtrętami" z wątku 03.05.17, 01:57
                kkjp napisała:

                > Piasiu przeprosin i dalszego wynurzania tudzież oceniania czy wyjaśniania nie b
                > ędzie. Mi nie zależy na tym co kto o mnie pomyśli. Napisałam co chciałam, nie m
                > am parcia że wszyscy muszą mnie lubić czy mieć o mnie dobre zdanie. Powtórzę fo
                > rum to forum, życie to życie. Szczęścia Ci życzę.


                a nie uważasz, że tego typu tekst
                a ja nie mogę oficjalnie napisać dlaczego to zrobiłam
                wymaga wyjaśnienia ?
                skoro napisałaś na otwartym forum to miej odwagę odpowiedzieć Pi
                czyżby twoje "źródło informacji" zobowiązało cię do dyskrecji ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka