Brać Koteczka z podwórka ?

11.10.04, 20:35
Słuchajcie - czy nie popełnię błędu ?

Mam już dwa kociaki ale od jakiegoś czasu i ja i mój MMZ ("Mężczyzna Mojego
Życia") myślimy o trzecim. Ostatnio coraz częściej.

No i proszę. Los chciał, że do mojej firmy ktoś usłużny czyt: coś usłużnego :-
((( podrzuciło w zeszły czwartek maleńkiego kociaczka. Na razie biedactwo śpi
pod schodami. Wszyscy go dokarmiają a ja chyba ją/jego jutro wezmę. Lekarz
moich Słońc już czeka kiedy przyjechać aby Młodą/ego zbadać, zaszczepić i
pomóc mi przy kąpieli. Czyli jestem już gotowa. A jak mam to wytłumaczyć moim
rozpieszczonym Słońcom? Dadzą sobie psychicznie z tym radę? Kicia-Hrabini-
Cesarzowa-Królowa ma już 5,5 roku a Rudy-Gruby-Malutek 3 lata.

I co? Mam brać Czarnego-Małego? Nie przeżyję przecież jak będę widziała, że
marznie albo, że choróbsko stopniowo każe mu odejść do kociego raju albo nie
daj Bóg - że coś go zamęczyło/zniszczyło sad Prędzej mnie z roboty wyrzucą bo
wezmę go do pracy. I tak chciałam iść do schroniska po Młodą/ego.

To co ? Brać ? Moim Szczęściom wytłumaczę ? Pomóżcie !
    • agaagnes Re: Brać Koteczka z podwórka ? 11.10.04, 20:43
      Brać, pozostałe koty się przyzwyczają moze nie od razu. A mały kociak na pewno
      je rozrusza.
      • iwonnkaa Re: Brać Koteczka z podwórka ? 11.10.04, 22:36
        Jezu jak Ci zazdroszczę , ja nie mogę więcej jak jednego .....chociaż powoli
        ślubnego naginam.............BIERZ....I GRATULACJE....JESTEŚ WSPA-NIA-ŁA.
        Iwona
    • marta_i_koty Re: Brać Koteczka z podwórka ? 11.10.04, 22:35
      Nie zastanawiaj się, bierz!!!!!
    • weekend123 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 12.10.04, 11:23
      No to słuchajcie. Zdecydowałam się.

      Kiciuś jest bardzo chory i mój WPD ("Wspaniały Pan Doktor") obiecał pomoc w
      jego uratowaniu itd. Teraz szukam wsród znajomych przechowania Czarusia/Czarusi
      (no jak czarnuszek to jak inaczej ma mieć na imię?) na dwa tygodnie bo WPD
      powiedział, że ryzyko zarażenia moich Potworów jest zbyt duże. Już mam chętnych
      do pomocy i będzie dobrze!

      A będzie piękny! Jest prawie cały czarny i tylko cały kręgosłupika ma
      jaśniejszy jakby przypalony słoneczkiem (słoneczkowy ciemny brąz).

      Tzymajcie kciuki za jego wyleczenie!

      Pozwolicie, że będę zdawała relację jak mu idzie ?
      Pozdrawiam!
      • sliwka1977 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 12.10.04, 14:07
        No to super, da radę i wyzdrowieje. Ja też bym chciała 3 kota sad
      • quba Re: Brać Koteczka z podwórka ? 09.11.04, 18:29
        jak Ty ladnie mowisz o swoim kotku
        sloneczkowy braz
        kregoslupik

        bardzo kochasz tego maluszka?
        prawda? bardzo !
        zycze Ci duzo duzo szczescia w zyciu
        pozdrawiam serdecznie
    • aniabe13 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 12.10.04, 19:07
      Uratowałaś kocie istnienie, gratuluję. Przyznajemy z moją kotą "Koci order
      uśmiechu". Koniecznie pisz co dalej z maleństwem.
    • hakdil Re: Brać Koteczka z podwórka ? 12.10.04, 19:24
      JESTES WIELKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Anioly i kocie duszki na pewno pomogą zbratac Kocie Towarzystwo!
    • weekend123 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 14.10.04, 11:08
      To tak.
      W końcu Czarny wylądował u mnie w domciu. Lekarz przyszedł, zbadał i
      stwierdził, że Czarny nie ma tylko paciorkowca w uszkach. Reszta czyli: koci
      katar, parchy, pchły, robaki i jeden Koci Bóg wie co jeszcze ! a jakże - mają
      się bardzo dobrze w tym maleńkim ciałku sad

      Po bojach - Młody jest waleczny smile - udało mu się zaaplikować to co było
      trzeba - przeżył trzy zastrzyki, tabletkę na robale, kropelki do oczu, został
      zsypany jakimś świństwem na to co się rusza. Potem pochłonął jedzonko, mleczko
      i siedzi Malutek w izolacji - ma do dyspozycji własny apartament !!! Ale
      niestety musi być przez kilka dni sam. Zresztą jest tak potwornie zestresowany,
      że dobrze mu to zrobi.

      Dzisiaj rano już patrzył na mnie po raz pierwszy otwartymi, czystymi
      oczkami !!! a nie zaropiałymi szparkami ! i już nie cieknie i nie bąbluje mu z
      noska ! No i rąbie jedzonko aż miło patrzeć ! Myślę, że będzie dobrze.

      Moje dwa Kochane Potwory patrzą w kierunku zamkniętych drzwi, za którymi jest
      Czarny i zamiast oczu mają wielkie znaki zapytania wink Ale nie podchodzą za
      blisko. Pewnie wyczuwają chorobę.

      Pozdrawiam Wszystkich Miłośników tych jakże cudownych istot !
      • brenya Re: Brać Koteczka z podwórka ? 14.10.04, 11:27
        Prawdziwe szczescie, ze kotek trafil na taka osobe jak Ty smile
      • hakdil Re: Brać Koteczka z podwórka ? 14.10.04, 11:39
        Az mi sie plakac chce jak czytam o tym,co tego kotka spotkalo,ile chorob na
        raz.Dobrze,ze jest mu lepiej!Zostanie Czarnym?Czy tez inaczej mu dasz na imie?
        • weekend123 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 14.10.04, 13:08
          smile))

          Oj nie wiem wink Z nadawaniem imion to mamy w Rodzinie jakiś kłopot wink

          Jak nastała Kicia to myśleliśmy nad imieniem dla niej jakieś 0,5 roku. Przez
          ten cały czas mówiliśmy do Niej Kicia, Kiciunia itd. No i po tych 6 m-cach
          myślenia i nic nie wymyślenia "olśniło" nas, że ona już ma swoje imię, które
          jej się podoba.

          No a Rudi sam sobie przyniósł imię bo jest rudo-biały smile

          No to chyba tradycji stanie się zadość i będzie Czarny ! Tym bardziej, że
          wczoraj jak opatrywaliśmy Małego, to Mój Mąż sam mył mu pyszczek chusteczką i
          przemawiał do niego jakoś tak: "cicho Czarnuszku cicho, wyleczymy Cię i
          będziesz piękny!"

          Aaaa, a poza tym to nikomu jakoś nie wpadło do głowy żeby sprawdzić czy to
          chłopczyk czy dziewczynka więc równie dobrze może się okazać Czarną wink)) Jak
          pozwoli to może dzisiaj zajrzę....? big_grin
          • hakdil Re: Brać Koteczka z podwórka ? 14.10.04, 13:36
            Mojemu kotu imię wymysli mąż,niech ma swoj udzial w sponsoringu tego naszego
            darmozjada!Tak,tak,moj nawet myszy nie upolowal,bawil sie z nia,ganial,nosem
            tracał,az wreszcie malżonek nie wytrzymał(bo obydwoje sledzilismy akcje"MYSZ")i
            walnął mychę kapciem.Zdechła "na śmierć"sad
            No to niech i zostanie Czarny(a),ja mam ksywkę u męża "czarnowata"(żem
            brunetka).
            Pozdrawiam !!!
    • weekend123 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 15.10.04, 19:40
      Witam Wszystkich !

      Czarny vel Czaruś jest u nas drugą dobę a już na nas nie syczy i chyba nas
      lubi !!! smile)) Dalej ma kwarantannę ale gołym okiem widać, że mu lepiej. Oczki
      ma już zdrowe, kicha sporadycznie i jeszcze tylko troszkę mu kapie z noska ale
      już robi się z niego kiciuś ! smile))

      Rąbie aż miło patrzeć i wcina nawet z ręki ! I sam nauczył się do czego służy
      kuweta z piaskiem !!!

      Dzisiaj pierwszy raz wzięliśmy go na ręce tak poprostu aby z nim porozmawiać,
      poprzytulać, pogłaskać - aby wiedział, że ręce nie są tylko po to aby aplikować
      mu jakieś świństwo. I jak zaczął pięknie mruczeć !!! i dłuuuugo wpatrywał się
      swoją jeszcze zasmrakaną mordką we mnie jak w obraz !!! Mało się nie
      popłakałam !

      Już nawiązuje kontakt z moimi Starszymi Szczęściami, które siedzą pod drzwiami
      za którymi Czarny siedzi i nasłuchują. Mam nadzieję, że się polubią.

      Aaaa - sprawdziliśmy - to chłopczyk. Zresztą - jakie to ma znaczenie...
      Najważniejsze, że zdrowieje !!! Będzie ślicznym kotem. Jak porobię zdjęcia -
      nie omieszkam go/ich Wam pokazać.

      Pozdrawiam Wszystkich Kocio zakręconych !!!
      • hakdil Re: Brać Koteczka z podwórka ? 16.10.04, 08:52
        3mam kciuki za pomyslną integracje!
        • basia553 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 16.10.04, 12:27
          wzruszylam sie opowiescia. Kochany Maluch! A wiesz jaki bedzie
          przywiazany ?!?!?! Bo Kotki to czuja, kto je uratowal, kto jest dobry itepe.
          Buzka w zasmarkany koci nosek!
    • weekend123 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 19.10.04, 10:10
      Chyba zwycięstwo !

      Leczenie działa i mała bida jest już kiciusiem big_grinDD !!! Wpatrzony we mnie jak
      w obrazek, łasi się, mruczy, je z ręki i nawet liże mnie po dłoni.

      Dzisiaj koniec z kwarantanną i zaczynamy normalne życie ! Czaruś vel
      Czarodziejek dał sobie radę i jest fantastyczny !!!

      Kicia-Hrabini już komunikuje z Młodym ale Rudek ma kłopot. Może dlatego, że
      Cesarzowa jest dachówką i kotką a Rudi maincoonem i kocurem ? Nie wiem.
      Postaram się jakoś temu zaradzić bo Rudek z Czarnym wyraźnie nie pałają do
      siebie uczuciem...
      • mama007 a ja Ci męża zazdroszczę... 19.10.04, 11:13
        mój co najwyżej przegania kota z łóżka albo się z niego śmieje jak mamy iść do
        weta... dobrze, że specjalnie okien nie otwiera, żeby uciekł... eh sad
        pozdrawiam
        • weekend123 Re: a ja Ci męża zazdroszczę... 19.10.04, 11:30
          Poczekaj, poczekaj... przyjdzie taki moment, że kot Go (Twojego Męża)
          zaskoczy !!! Załatwi Go inteligencją, sprytem, spokojem czy jeden kot wie czym
          jeszcze i Twój Pan szeroko otworzy oczki i będzie po Nim wink

          Oczywiście się nie przyzna - a gdzie tam ! aż go zastaniesz jak na czworaka
          bawi się z kociakiem albo opowiada mu o sprawach wyższych tego świata wink

          Mój MMŻ ostatnio tłumaczył Rudkowi o co chodzi w tym całym bałaganie z
          Ałagnowem i Rudek zrozumiał a ja nie wink

          Trzymam kciuki !
          • mama007 Re: a ja Ci męża zazdroszczę... 21.10.04, 21:39
            też byłam kiedyś tego pewna, ale ostatnio to naprawdę zwątpiłam sad chyba że kot
            przestanie biegać, miauczeć, skakać, drapać, bawić sie itp (czyli wszystko to
            co koty lubią najbardziej smile))
            ale cóż trudno, najwyżej się rozwiodę... big_grin
            pozdrawiam
            • weekenda Re: a ja Ci męża zazdroszczę... 24.10.04, 22:19
              o! to to ! męża zawsze możesz zamienić na nowy model a kociaka - nigdy w
              życiu !!!!!!!wink))))))))))
    • weekenda Jesteśmy już razem :-) 20.10.04, 21:15
      Skończyła się kwarantanna dla Agata - w końcu będzie Agat - tak zdecydował syn.
      No zaczęło się big_grin już zapomniałam co to kociak w domu !!! Wszystko jest nowe,
      ciekawe i oczywiście do spróbowania ... co oznacza, że Agatek-Gagatek jest już
      zuuuuupełnie zdrowy ! wiecie o czym piszę ? czort wcielony rozrabia przez cały
      czas, wszędzie go pełno ! mamy zabawę, siedzimy i oglądamy - lepsze niż
      telewizja ! już zdążył zwiedzić zmywarkę, pralkę, spaść z blatu w kuchni itd
      itd... Właśnie zauważył uruchomioną pralkę - siedzi i kręci główką big_grinDD
      kino !!!

      Kicię już uważa za przewodniczkę natomiast z Rudim ciągle jest w dystansie...
      trochę jestem zaniepokojona bo Rudek w nocy nasikał do plecaka Męża - nigdy mu
      to się nie zdażało sad Próbowałam Rudiemu dzisiaj wytłumaczyć co to takiego u
      nas się stało... zobaczymy. Dużo głaszczę i przytulam Rudeczka, na ile jest to
      możliwe - nigdy nie lubił się przytulać i spróbujcie nosić ponad 10 kg ! Teraz
      jest już jakby lepiej - przynajmniej Rudek nie warczy na Agatka...

      Czas pokaże - jestem optymistką ! Jakbyście mieli własne doświadczenia z
      asymilacją kociaków to będę wdzięczna za uwagi/lub pomoc !

      Pzdr!
      --
      Jeśli nie wiesz co myśleć - zapytaj kota !
      • wave32 Właśnie wziąłem. 24.10.04, 23:05
        Od kilku godzin mam kolejnego kota. Z podwórka oczywiście ! Napiszę Wam
        wszystko jutro, jak trochę ochłonę. Weekendo - podrzucam Ci link. Sama
        chciałaś! Wszystkich Was zapraszam do obejrzenia zdjęć. Pozdrawiam.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=16814024&a=16958219
        • weekenda Re: Właśnie wziąłem. 26.10.04, 12:47
          O matko jakie to śliczne !!!! no baaaaardzo Ci dziekuję ! Akurat dzisiaj mam
          kiepski dzień i zdjęciami mi pomogłeś ! To maleńkie kolorowe jest słodkie - co
          to jest ? Chcę wiedzy.

          A kiepski dzień bo Rudek się zaraził od Agatka sad(( On tzn. Rudi w ogóle jest
          wrażliwy no bo rudy i czepia mu się wszystko i to wszystko przebiega nietypowo
          więc leczenie jest zawsze kłopotem. Nie wiem. Boję sie nawet myśleć. Przestał
          jeść, nie myje się, nie miałczy. Już mu się zmieniło futerko - porobiły się tak
          jakby kępki z włosów (takie jakie to są u rektorów na płaszczach sobolowych
          brrrrr!!!). Jak mu sie dzisiaj po mojej pracy nie poprawi to witaj doktorze !!!

          Rudek to też osobna historia - wyrwałam go "pseudo-hodowcy". Był maleńki i
          oczywiście chory i przeznaczony do ... nawet nie napiszę tego słowa. Wyleczyłam
          go wtedy surowicą bo żadne antybiotyki nie działały i to go uratowało. A lekarz
          przy Agatku już mi powiedział, że ta surowica na polskim rynku teraz jest nie
          zdobycia..... Nic. Nie poddam się.

          Za to uratowany Agatek jest fantastyczny ! Rozrabia jak pijany zając, już
          odkrył, że najlepiej śpi się na naszym łóżku ale tylko wtedy jak nas nie ma
          także wszystko normalnie wink)

          Nie mam teraz głowy do fotek ale nie omieszkam kilku zamieścić.
          pa!
          • wave32 Re: Właśnie wziąłem. 27.10.04, 23:44
            Cieszę się, że choć trochę poprawiłem Ci nastrój.
            Ja mam fatalny - czytałaś mój post, więc wiesz,
            dlaczego. Z niepokojem obserwuję swoje koty, chociaż
            zdaniem weterynarza nic im nie grozi. Co się dzieje z
            Rudim? Jest poprawa? Weekendo, proszę podaj nazwę tej
            surowicy. Może gdzieś uda się ją znaleźć. Musimy sobie
            przecież pomagać. Jeżeli ma taki zbawienny wpływ na
            Twojego kota - trzeba szukać. Pozdrawiam.
            P.S. Tricolor - to podrzutek. Wykarmiony butelką,
            wyleczony, znalazł wspaniały dom, jest uwielbiany(wiem,
            bo koty daję tylko znajomym i mogę śledzić w ten sposób
            ich dalsze losy). Pewnie by został, ale miałem na głowie
            kocią rodzinkę - pamiętasz fotkę?
            • weekenda Re: 28.10.04, 09:39
              Witam,
              Rudiemu się poprawiło! na szczęście! Jeszcze nie jest dobrze ale już je i myje
              się więc myślę, że będzie OK. Za to Kicia dostała jakichś zmian przy pyszczku :-
              ( luuuuudzie ! zwariuję ! jak nie urok to ...
              Lekarz mnie uprzedzał, że tak może być, że te moje Potwory coś złapią od Agatka
              no i chyba to się dzieje... nic to, tak jak pisałam - nie poddam się.

              Współczuję Ci serdecznie! Sama też drżałam o Agata jak go przyniosłam i mogę
              sobie wyobrazić co przeżywasz... niby był krótko ale... brak słów...

              To Tricolorek to tak jak moja Kicia ! też wykarmiona przeze mnie butelką -
              moja "pierworodna" smile nauczyła mnie rozumieć koty, zresztą wszystkiego mnie
              nauczyła... przed jej przybyciem 5,5 roku temu myślałam, że koty są wredne,
              złośliwe i śmierdzą... jak to sie zmieniło big_grin.

              Pamiętam, pamiętam Twoją kocią rodzinkę - sam miód ! ale bal miałeś ! smile))
              Mnie jeden Agat wystarczy a co dopiero - ile tam było ? sześć ? - "Agatków" - o
              Jezu... niech się schowają wszystkie akwarie świata ! no bo ponoć tylko przed
              akwarium można siedzieć i się w nie wpatrywać... pewnie powiedział to ten,
              który nie miał małego kociaka w domu smile

              Nie pamiętam nazwy tej surowicy... na razie nie będzie - mam nadzieję
              potrzebna. Jest produkowana przez jakąś firmę francuską. Poprosiłam lekarza
              moich Szczęść aby mi podał jej nazwę.
              Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie!
            • weekenda Re: Właśnie wziąłem. 28.10.04, 11:15
              O ! już wiem: ta surowica nazywa się SEROCAT.

              Nie wiem. Na razie się zastanawiam czy rozpocząć poszukiwania. Na razie Rudkowi
              się poprawiło i Agatek też wychodzi z choroby ale czy ja wiem ? Dmuchać na
              zimne ? Sama nie wiem. Majątku nie kosztowało - raczej normalnie, jeden
              zastrzyk z tego co pamiętam jakieś 50 zł i jakiś termin ważności bankowo ma.
              Zresztą zawsze można komuś pomóc, prawda ?

              Nie wiem. Jakbyś wpadł na trop tej surowicy to wezmę.

              Zresztą - może założę nowy wątek .... ?
    • weekenda Re: Brać Koteczka z podwórka ? 06.11.04, 23:27
      Tak sobie pomyślałam, że to opiszę. Nie wiem czy ktoś to przeczyta bo stary
      wątek...

      Dzisiaj było/jest mi bardzo smutno.... takie tam.... mam nadzieję, że
      przejdzie, że minie i że się naprawi...("jak nie wiadomo o co chodzi, to
      wiadomo, że o chłopa").

      Siedziałam sobie sama w domciu cichutko i łzy same sobie kapały... kapały i
      kapały, z nosa ciekło... aż tu nagle hops ! na moje kolana wskoczyło to małe,
      czarne, które 13.10. wzięłam z podwórka i wyleczyłam ! Wskoczyło na kolana -
      samo ! po raz pierwszy w jego życiu !!!! wyciągnęło chudą szyjkę, popatrzyło mi
      w oczy i polizalo mnie w nos !!!! po czym zaczęło się ocierać o mnie, o brodę,
      o szyję i raz za razem patrzeć w oczy...

      I niech mi ktoś kiedykolwiek powie, że kociaki to tylko zwierzęta !!!! przecież
      to wyglądało tak jakby on wiedział co w mojej duszy się dzieje !!!! Gdybym
      miała kamerę....
      Kicia i Rudy tylko patrzyli z daleka... a Agat po chwili zwinął się na kolanach
      i mrucząc kimnął...
      • wave32 Re: Brać Koteczka z podwórka ? 06.11.04, 23:40
        Sama powiedz, czy dałoby sie bez nich żyć?
        • weekenda Re: Brać Koteczka z podwórka ? 06.11.04, 23:47
          nigdy w życiu !!!!!!!!
          To coś niesamowitego ! i każdy inny !!! im dłużej je mam tym bardziej jestem
          zafascynowana ich psychiką, zdolnościami itd. A dzisiaj ten maluch po prostu
          mnie zatchnął !!! brak słów ... nie wiem.... wiele można sobie tłumaczyć
          instynktem ale nie przeciez nie wszystko !?

          Poznaję i uczę się kocich od 6 lat i ciągle nic o nich nie wiem... a ten
          mały... przecież bezmała 4 tygodnie temu to było dzikie zwierzę !!!! rzucało
          się z pazurami i syczało na wszystko co podchodziło do niego !!!

          w porównaniu do tego małego czuję się się bezmózgą kretynką ...
    • marta_i_koty Re: Brać Koteczka z podwórka ? 07.11.04, 00:38
      A mój Ferdek ( półtoraroczne cudo o mętnym spojrzeniu - jak Garfield - który we
      wczesnym dzieciństwie został zapakowany do kartonika i wrzucony do ...kontenera
      na śmieci ) woła mnie co jakis czas ze swego koszyka. Jest zbyt leniwy, żeby
      opuścić tak wygodne miejsce, na które czatują inne futrzaki, więc woła - ma
      takie swoje zawołanie i ja zawsze wiem, o co mu chodzi. No i oczywiście matka
      odrywa się od komputera i pedzi do dziecka, które kokosi sie w koszyku i czeka
      na porcję pieszczot... A ja go wycałuję, wyczochram, cos mu tam powiem i wracam
      do swoich zajęć. Koty to takie moje "ładowarki" - gdy je dotykam, mam wrażenie,
      że moje akumulatorki są pełniejsze. Kocham swoje koty i rozpuściłam je tak
      potwornie, że bardziej chyba nie można ( ale jakoś dziwnie mi to nie
      przeszkadza...). Wy to rozumiecie, prawda...?
    • lol21ndm Troche dlugie, ale z serca... 07.11.04, 00:54
      Sluchajcie, ja tez mam podobny problem.

      Nie znam sie na kotach - mam swojego-nowego-adoptowanego od dwoch zaledwie
      tygodni. Roznie nam idzie, bo "kociak" ma 13 lat i nie bardzo lubi mojego
      synka. uncertain
      Ze mna jednak nie ma problemow; od poczatku wlazi mi na kolana, domaga sie
      pieszczot, lize po uszach i palcach. Nawet przychodzi zawolany (moze nie
      zawsze, ale tak 2 na 3 razy).
      Dzis po raz pierwszy go wypuscilam na dwor, ale wyszedl na piec krokow od drzwi
      (do ogrodka), i zaraz wrocil.

      Za to problem "moj" polega na drugim kocie. Jest takie cudo; ponoc w miare
      mlode, i w zeszlym tygodniu operacyjnie zalatwione (sasiadka zadzwonila do
      organizacji zajmujacej sie bezdomnymi kotami - ci zalatwili operacje, ale wziac
      go do siebie nie mogli, bo maja przepelnienie - wiec wypuscili potem w tym
      samym miejscu, skad wzieli)... Kot - prawdziwie piekny - od poczatku
      przychodzil co jakis czas do mnie pod drzwi (nawet, gdy jeszcze nie mialam
      Luther'a). Ale nie karmilam, bo powiedziano mi, ze ma gdzies wlasciciela.
      Wzielam wiec tego mojego ze schroniska, a tu sie okazuje, ze ten pod drzwiami,
      to jednak bezdomny.
      Odkad mam Luther'a, to tamten przychodzi mi pod drzwi od ogrodu (sa do podlogi
      szklane) i chyba chce towarzystwa. Moj staruszek sie wscieka; rzuca sie na
      szybe, mialczy jak rozpaczajacy dzieciak, i gdyby mogl, to by zagryzl tamtego.

      Wczoraj jednak zal mi sie zrobilo przybledy podwojnie, bo u nas byl Guy Fawkes
      dzien, a to znaczylo m.in. podwojna ilosc fajerwerkow. Wychodzilam wieczorem z
      domu, i ten biedaczysko siedzial sobie u mnie pod drzwiami, poplakujac
      zalosnie. Nie moglam go wpuscic do domu, ale chcialam choc zlapac i przetrzymac
      w klatce (mam duza), by nic mu sie nie stalo. Choc daje sie poglaskac, to
      jednak nie dal sie zlapac. Musialam sie poddac. Dzis go znow caly dzien nie
      bylo, ale jak wroci, to wiem, ze serce mi sie bedzie krajalo, bo raz, ze pada,
      a dwa, ze z powodu weekendu caly czas te fajerwerki strzelaja (dzis od zmroku
      do teraz, praktycznie co chwile). Co robic?
      • weekenda Re: Troche dlugie, ale z serca... 07.11.04, 11:09
        Tak sobie myślę, że w stosunku do "nowego" powinna zadziałać stara jak świat
        zasada: "przez żołądek do serca". No cierpliwość ! Systematycznie dawaj mu
        jedzenie w określonym miejscu a efekty murowane. Nie wiem skąd jesteś jakoś mi
        wychodzi, że z UK to zimy u Ciebie nie są za specjalnie mroźne ale jeśli tak to
        zawsze możesz coś wymyslić aby mu było ciepło na podwórku (ocieplany domek czy
        co ?) i zobaczysz, że nie odejdzie od Ciebie.

        Problem może być z Luther'em... Jak to takie zazdrosne to może być dłuższy
        kłopot. Tu też jedyne co mi przychodzi to cierpliwość. Pokazuj i tłumacz
        Luther'owi, że tamten taki biedny, że Ty tylko wynosisz mu jedzenie i już
        wracasz itd itd. Niech patrzy przez szybę jak zanosisz jedzenie. Jak zobaczy,
        że "niegroźnie" opiekujesz się nowym to może ustąpi i wytłumaczy sobie w kociej
        główce, że tamtemu to Ty pomagasz a on i tak tu panem ...

        Kocie są zazdrosne ale mają też swój koci rozum. Tego bym się trzymała...
        pozdrawiam !
        • lol21ndm Re: Troche dlugie, ale z serca... 07.11.04, 23:08
          Dzieki. smile

          Dzis spotkali sie dwukrotnie w realu. wink

          Z samego rana Luther poprosil, by go wypuscic. (Wczoraj byl jego debiut jesli
          chodzi o wypady do ogrodka, i skonczylo sie na kilku kroczkach in and out).
          Dzis wyszedl z domu dosc razno, obszedl caly ogrodek w miare ostroznie, ale
          pewnie na tyle, by sie nie przelekac co glosniejszej mewy, opryskal wieksza
          czesc plotu, po czym po krotkim zastanowieniu zniknal u sasiada przez dziure w
          plocie. Pobieglam na gore, i tylo zobaczylam, ze rozejrzawszy sie wyruszyl
          dalej zwiedzac... Wrocil sam, po mniej wiecej pol godzinie.

          Masz racje, ze co do UK, i dzis bylo w miare znosnie (jesli chodzi o
          temperature) - zostawilam przeto drzwi do ogrodka uchylone. Kocio po pewnym
          czasie zdecydowal, ze bedzie siedzial w domu, ale przy tych otwartych drzwiach.
          Troche pozniej, gdy on wciaz siedzial, akurat mialam telefon i w miedzyczasie
          przyszedl tamten. Kot sie zdenerwowal od razu, i nim zdazylam zrobic cokolwiek,
          wyskoczyl na dwor. Tamten podszedl dosc pewnie blizej, ale moj kocur miauczal
          przerazliwie i tamten wreszcie o krok od niego zastygl. Patrzyli sie na siebie -
          moj wciaz wyjac, tamten troche zdziwiony. Po czym tamten obszedl mojego
          ostroznie, i skoczywszy na plot, zniknal.

          Jakis czas pozniej sytucja sie powtorzyla, z tym, ze tym razem moj wylecial jak
          z procy z wyciem i rzucil sie na tamtego. W ruch poszly pazury, posypala sie
          siersc (ale jedynie biala, czyli mojego!). Zastygli po kilku sekundach obok
          siebie, po czym tamten po dlugim czasie odszedl z godnoscia, i usadowil sie na
          dachu naszej szopki na narzedzia. Moj wreszcie wrocil do domu, a tamten sobie
          potem poszedl.

          Ciekawe, co z tego wyniknie... wink
          • kasikk Re: Troche dlugie, ale z serca... 08.11.04, 23:09
            jak twój dostał lanie, to chyba dobrze - bo agresor został uprzedzony, iż nie
            obędzie się bez siniaków, jeśli tak stawia sprawę
            ze dwa razy lanie, kilka kłaków i będą się tolerować - tak mi się wydaje
Inne wątki na temat:
Pełna wersja