Dodaj do ulubionych

Następny nowotwór :(

06.05.21, 12:36
Mikołaj (Plastuś). Zaczęło się od nawracających zapaleń górnych dróg oddechowych, ale okazało się, że to nie jest główny problem. Schudł, zaczął słabo jeść, był osowiały, izolował się. No i katar nie leczył się. Z USG i badań krwi wyszedł rąk wątroby i rozsiane zmiany w nerkach. Rak nieoperacyjny. Wróciliśmy do domu, z leków mamy tylko leki p/bólowe, ale na razie nie trzeba nic podawać. Ale nie je. Nawet na siłę, strzykawką do pysia nie daje nic sobie podać sad Wiadomo, że niebawem musimy się pożegnać, nie możemy go zagłodzić, o cierpieniu w ogóle nie mówię. Tyle, że ukochał teraz moje kolana. Jak uśpić futerko, które łaknie bezpośredniego naszego kontaktu... Strasznie mi źle, zawsze decyzja o zakończeniu czyjegoś życia jest dramatyczna, chociaż wiem, że to nieuniknione sad
Obserwuj wątek
      • jottka Re: Następny nowotwór :( 14.05.21, 16:22
        jak Pyszczek nie chciał nic jeść, a strzykawka nie wchodziła w grę, brałam na palec malutką ociupinkę tego takiego pasztecika dla ciężko chorych (mogę później sprawdzić nazwę) i wcierałam w buźkę. on był słabiutki, więc nie bardzo mógł pluć, a powoli, powoli coś tam zawsze połknął. dwa najcięższe tygodnie żółtaczki udało się tak przetrwać, potem jeszcze zyskaliśmy kilka miesięcy poprawy. a - w najgorszej sytuacji - masz możliwość przyjazdu weta do domu?
        • barba50 Re: Następny nowotwór :( 14.05.21, 21:47
          Na szczęście trochę sam je. Niedużo, ale zawsze coś. O podaniu czegokolwiek mogę zapomnieć, to dla niego okropny stres, broni się i ucieka, a potem długi czas trudno do niego nawet podejść. Nie daję nawet gabapentyny (która pewnie by podniosła jego samopoczucie), bo się nie da. Tyle, że bywają dni słabsze, teraz akurat jest nieźle więc jakoś się turlamy. Czemu piszesz o wizycie domowej? W kontekście leczenia czy odejścia? Mam w lecznicy zaprzyjaźnioną wetkę, kompetentną, delikatną kiedy potrzeba. Damy radę jak przyjdzie ten moment...
              • barba50 Re: Następny nowotwór :( 18.05.21, 15:51
                Nie no. Jest oczywiste, że nie pozwolę "odchodzić w męczarniach". Ale wyrok póki co jest odsunięty w czasie. Je, może dość niewielkie ilości, ale sam przychodzi do kuchni, ma swoje ulubione miejsca do drzemek, gości też na moich kolanach, nie widać, żeby cierpiał. Więc nie teraz, jeszcze nie... Na zdjęciu minka poważna, ale nosek czyściejszy, już nie męczy tak katar.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka