Dodaj do ulubionych

Tak tu cicho i spokojnie...

28.05.21, 02:42

Kontakty z kociastymi to nie tylko choroby warto podzielić się też miłym okolicznościami. 2 lata temu złamałam nogę w biodrze i przeszłam poważną operację ortopedyczną, 6 śrub i kawałek blachy w udzie mam. Tydzień temu pileciałam ze schodów i znów jestem z grubsza nieczynna ale kociarstwo jest cudne i na poziomie w takiej sytuacji. Pociesza, mizia i robi co może by pomóc. Małą jest wystraszona moim stanem więc Pusiol pociesza i mnię i ją a stara przestała być humorzasta i cały czas stara się mnie pieścić i miziać
Obserwuj wątek
          • babcia47 Re: Tak tu cicho i spokojnie... 28.05.21, 19:16
            No fakt, ale są skuteczne przy powrocie do zdrowia, łagodzą ból, zmniejszają możliwość powikłań. Przy problemach z tkankami miękkimi wręcz potrafią leczyć. Trzy lata temu dostałam w pracy lekkiego zawału. Koleżankę doprowadziła swoim stanem prawie też do tego ale doszłam z grubsza do siebie i dotarłam do domu. Wtedy zajął się mną Pusiol. Połączył się na mnie mostek do mostka i tak długo tłukł swoim serduchem w moje aż to zaczęło bić równym rytmem i przestało boleć. Moja mama miała podobny przypadek z kotem półdziki, którego ciotka dokarmiała. Moja mama była wcześniej totalną antykociarą. Mój pierwszy Kubuś. Najmłodszy i ukochany, godzinę przed poronienie wyczuł, ze będę mieć kłopoty i za wszelką cenę starał się mnie ostrzec. Darła się, tulił do brzucha, nie dał się dogonić, bo wkurzał mnie swoim zachowaniem. Gdy już poczułam skurcze i zaczął się krwotok chodził za mną jak przyklejony. Podobnych sytuacji przez 30 lat miałam wiele, koty nawet były świetne w diagnozie i zamierzeniu bólu przy bolesnej miesiącach i nie zawsze były to moje, raz mnie "ratował" taki półdziki, dokarmiany przez drugą ciotkę
    • asu1981waw Re: Tak tu cicho i spokojnie... 28.05.21, 15:50
      U mnie zdrowie ok, więc nikt nie musi pocieszać.
      Ale... mniej więcej codziennie Mika budzi ok 5 mojego męża, depcząc mu po klatce piersiowej. Śmiejemy się, że boi się, że już umarł i trzeba go reanimować wink
      Za to wieczorami kładzie mi się na nogach i tak muszę leżeć i ze 2 godziny, a ponieważ kładzie się zanim umyję zęby i wejdę pod kołdrę, to tak potrafię iść spać po 1.00 bo przecież kota nie zdejmę wink
        • wiesia.and.company Re: Tak tu cicho i spokojnie... 30.05.21, 18:56
          Koty mi towarzyszą już od 27 lat. Zawsze stadko. Nie umiałabym już bez nich żyć. Nawet gdy mnie dopadała rwa kulszowa i nie mogłam się schylać...to jednak musiałam, bo przecież wyczyścić kuwety, zamieść dookoła, schylić się do Leosi i nakarmić ją z ręki (ona nie może wskoczyć na blat jak inne koty, bo ma hipoplazję móżdżku) - i w ten sposób skoro musiałam, to jakoś tam powoli robiłam. I okazywało się, że na rwę najlepsze są ćwiczenia i rozćwiczenie (i ciepła kąpiel). A kocia miłość jest ciepłym okładem (chyba że jest upał i lepimy się do siebie). I bardzo mi pasuje to, że nie trzeba ich wyprowadzać, potrafią same się obsłużyć bez wychodzenia z domu - czy to deszcz, burza, mróz. Kocie gabaryty też mi pasują, udeptywanie ramienia czy brzucha w ich wykonaniu jest miłe, bo gdyby to był wilczur, oj!
          Mysiulku, zdjęcie Miszcza mnie zawsze rozmaśla. Cudny, silny facecik a jednak taki słodki! big_grin
          • babcia47 Re: Tak tu cicho i spokojnie... 10.07.21, 11:28
            Dobry wilczycę nie jest zły, szczególnie na padające się rany. Miałam paskudny zastrzegł w ugięciu palca i nic nie pomagało. Pomogło dopiero systematyczne wypisywania przez moją pierwszą wilczycę Sonię, która odkryła ropiejącą ranę i się zaparła. Po trzech dniach nie było śladu. Gorzej że wspólnym spaniem, bo miała zwyczaj układać się za mną, spiącą na boku A łeb układać na idzie jak na poduszce. Gdy już spałam nie mogłam reagować A różnica wagi była znaczna. Ja 46,7 kg A ona 64 kg, była wyjątkowo duża. Czasem tak się rozpoczęła, ze spychała mnie do zagłówka A kręgosłup mi prawie pękał. I tak do dziś, 25 lat po jej odejściu nie mogę jej wspominać bez mokrych oczu . Z nią mogłam wszystko, była towarzyszem, przyjacielem i ochroniarze dla mnie i moich dzieci, do tego wszyscy znajomi ją uwielbiali i zawsze dostawała osobne zaproszenie na imprezy plenerowe
            • babcia47 Re: Tak tu cicho i spokojnie... 11.07.21, 03:24
              Ps. Sł9nina była wielką wielbicielką kotów. Po śmierci m9jego ukochanego Kubusia, który ją wychowaķ postanowiłam, ze był ostatni, bo drogą przy mojej posesji zrobiła się zbyt ruchk8wa.. Słonina miała inne zdanie na ten temat i wymyślą na mnie wzięcie kolejnego kota A gdy ten zaginął kolejnego. W sumie dokąd żyła to miałam sukinkoty. Pomogła nam wychować tygodniowego kociaka. My go karmiliśmy co dwie godziny, ona wylizywała, chroniła i ogrzewała

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka