Dodaj do ulubionych

Czy mój kot to przeżyje?

09.08.05, 11:34
Mam dwuletniego, typowo ogrodowego kocurka, z którym mieszkam na wsi, w domu
z ogrodem. Maly skoro swit miauczy pod drzwiami by go wypuscic do ogrodu,
goni przez caly dzien, czasem pojawi sie by cos zjesc i wraca dopiero na noc.
Zadko zdarza sie, by przesiedzial w domu caly dzien, musi byc wyjatkowo zimno
lub paskudnie na zewnatrz.
Tak sie sklada, ze zmuszona jestem przeprowadzic sie do duzego miasta, do
mieszkania na trzecim pietrze, nawet bez balkonu. Jak myslicie, czy moj kot
przyzwyczai sie, ze do ogrodu bedzie wychodzil tylko w swieta? Czy on
przezyje to zamkniecie w czterech scianach i caly dzien spedzony w domu (tym
bardziej, ze wiekszosc dnia bedzie sam, bo ja bede pracowac)? Nie mam
sumienia mu tego robic, no ale przeciez go nie zostawie! Naprawde nie wiem co
robic, jak go do tej zmiany przygotowac, zeby nie dosal szoku.
I jeszcze jedno - on przerazliwie boi sie jazdy samochodem, nie daje sie
wsadzic do klatki, w samochodzie strasznie placze, a tu czekaja go ze dwie
godziny jazdy. Jak mu pomoc lepiej ziesc podroz?
Obserwuj wątek
    • angieblue26 Re: Czy mój kot to przeżyje? 09.08.05, 17:47
      Rzeczywiscie, twardy orzech do zgryzienia....
      Moze masz mozliwosc zostawienia go osobom, kore kot zna i akceptuje ?
      Przyjaciolom, rodzicom ? Taka przeprowadzka moglaby byc bardzo stesujaca dla
      doroslego kota...
      Pozdrawiam,
      Ola
    • beali Re: Czy mój kot to przeżyje? 09.08.05, 18:26
      Mam wychodzące koty i wiem,ile mają energii,że wystarczy
      jeden dzień brzydkiej pogody i siedzenia w domu,a szaleją
      wręcz-roznosi je.To jest główny problem.W mieszkaniu zamknięty,
      sam przez ileś tam godzin,będzie się męczył bardzo.
      Podróż pikuś-podasz mu po prostu lek,który kupisz u weta.
      Nie mogłabym się rozstać z moimi kotami i zaryzykowałabym
      zabranie i przestawienie ich,ale jeden kotek hmm będzie mu
      trudno,choć nie sądzę,by nie przestawił się z czasem.
      Musisz jednak juz teraz przyzwyczajać go do przebywania
      tylko w domu przez kilka godzin i przemysleć sprawę
      ewentualnego towarzystwa dla niego w mieście.
      Jestem w 100% przekonana,że towarzystwo czyni cuda.
      Kocurek musi być jak najszybciej wykastrowany,jesli jeszcze
      nie jest.
      Tak przynajmniej ja próbowałabym zrobić,będąc na Twoim miejscuwink
      Wiesz,czasem panienki musiały siedziec w domu/sterylka,rana/
      i choć cierpiały,darły się,były smutne,to jednak nie będąc same,
      jakos dawały sobie radę,więc jest szansa,że Wasza przerpowadzka
      i zmiana warunków może się udać.
    • groha Re: Czy mój kot to przeżyje? 10.08.05, 14:35
      Faktycznie, wygląda to niezbyt wesoło... Najmniejszym problemem jest sprawa tej
      2-godzinnej podróży, bo można podać kotu coś na uspokojenie, teraz jest tych
      środków mnóstwo. Ja nie musiałam nigdy z nich korzystać, bo moje koty dość
      dobrze je znoszą, ale lekarz na pewno coś poleci. No dobra, ale co potem.
      Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: co będzie lepsze dla Ciebie i dla kota -
      rozstanie czy całkowita zmiana trybu życia? Rozstanie - trudna rzecz... Ale
      adaptacja do nowych warunków to też nie przelewki. Musiałabyś natychmiast go
      wykastrować i spędzić z nim parę dni w nowym mieszkaniu, a przez następne -
      cierpliwie znosić rozpaczliwe wycia pod drzwiami, kto wie, może i małe demolki,
      galopady i różne inne objawy tęsknoty za przestrzenią. Ale to wszystko, to
      tylko przypuszczenia, bo równie dobrze kotek może zrobić Ci niespodziankę i
      szybciutko stać się spokojnym domowym przytulakiem, któremu wystarczy, że Ty
      jesteś, a resztę świata może sobie oglądać przez oknosmile
      Wiesz, moja pani weterynarz, kociara niesamowita, mówi, że kot, jak dziecko -
      poryczy, poryczy, ale powoli przyzwyczai się do wszystkiego. Do wszystkiego,
      oprócz braku ludzkiej miłości. A zamknięcie w domu, jeśli jest taka
      konieczność, a w blokach taka istnieje, w końcu wszystkie jakoś znoszą. Ona,
      choć mieszka w domku z ogródkiem, swoich nie wypuszcza, bo mówi, że dość już
      się naoglądała tych, które spotkały się z psem bez smyczy, rzuconym kamieniem,
      albo "życzliwym" butem. A mówię Ci, jako ona ma koty! Cudo i kupa kociego
      szczęscia. Ja mieszkam na trzecim piętrze, w wielkim bloku, więc moje też są
      całkowicie "udomowione". Frycka na początku roznosiła energia, ale już się
      przyzwyczaił. Wszystko więc zależy od Twojej decyzji oraz pokładów cierpliwości
      i miłoścismile A jeśli zdecydujesz się na wspólną przeprowadzkę, nie martw się -
      kot na pewno przeżyje. Będzie trochę sfrustrowany, to pewne, ale w końcu mu
      przejdzie. Dla Ciebie to też będzie stresujące przeżycie, prawda? Mówią, że
      przeprowadzka, to rodzaj kataklizmu i coś w tym z prawdy jestsmile
      Życzę powodzeniasmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka