jaagna
15.10.05, 12:47
No właśnie... mam problem z własnym kotem. To wykastrowany (na początku sierpnia) 10-miesieczny kocurek z "dobrego domu", tzn. nie był to kot piwniczny, tylko urodził się (podobno najstarszy z miotu) w rodzinie z dzieckiem. Wzięłam go, jak miał ok. 6 tygodni. Mieszkam sama (żadnych dzieci czy innych zwierząt), nie drażnię kota, nie staram się wzbudzać w nim agresji. Nic się w jego życiu takiego nie stało, by miał traumę. Zresztą to nie jest mój pierwszy kot: poprzednie, wychowywane w ten sam sposób, były bardzo spokojne: mogłam spać z nimi na jednej poduszce, bez problemu głaskać czy nawet trochę „pomęczyć” na rękach. Nie gryzły, nie drapały (no... może trochę podczas zabawy, ale szybko się uspokajały).
Od ok. 4 miesiąca życia mój kot stał się nie do zniesienia (wcześniej - miłe, spragnione pieszczot kociątko). Z dnia na dzień zaczął gryźć - na początku nie przejmowałam się zbytnio, bo to normalne. Po prostu starałam się nie prowokować kota i nie dopuszczać do sytuacji, by mnie gryzł. Ale na nic to sie nie zdało. U małego zaczęła narastać agresja: z czasem już nie tylko bawił się w gryzienie i drapanie, ale zaczął na mnie polować czy gryźć ze złości (uszy do tylu, oczy robiły mu się skośne, wydawał dziwne dźwięki i rzucał się). Psikanie wodą nie pomaga: zupełnie się tego nie boi i nie zwraca uwagi na wodę, nieprzyjemne dla kota dźwięki też działają tylko na krótko.
Miałam nadzieję, ze kastracja go uspokoi. Nic z tego. W tej chwili potrafi mi się rzucić do nieosłoniętych części ciała (łydki, stopy, dłonie), a także, co najgorsze, do twarzy. Przedwczoraj bardzo mocno podrapał i pogryzł mi kostkę (mocno krwawiłam) - rzucił się na mnie, gdy szłam do łazienki. Po prostu skoczył, położył się na boku, objął nogę przednimi łapami, tylnymi drapał i gryzł. Dziś też miał mocną akcję: źle się czuję i leżę w łóżku, przez pewien czas mnie zaczepiał i chodził po pościeli, ale go ignorowałam udając, że śpię. Kilkakrotnie "pacnął" mnie łapą po oczach (miał lekko wysunięte pazury, ale w porę udało mi się zacisnąć powieki). Kiedy usiadłam na łóżku skoczył i mocniej uderzył mnie w oczy i uciekł. Potem zrobił nawrót i juz nie wiem, czy ugryzł czy podrapał mi nos. Na powiece oka mam lekką kropkę, za to na nosie niezłą szramę i przez chwilę mocno krwawiłam. Nie pierwszy raz ugryzł mnie w twarz, ale dziś wyglądało to wyjątkowo groźnie. Z nerwów (przyznaję) złapałam kota za kark i pacnęłam go ręką po pysku, potem wzięłam do łazienki i pochlapałam wodą z prysznica. Uspokoił się i teraz siedzi sam w łazience. Boję sie go wypuścić.
Jak mam się przed nim bronić? CO zrobić, by się uspokoił? Wogóle jest mocno nadreaktywnym kotem: ciągle biega, skacze, łazi po półkach i szafach, zrzuca rzeczy, drze papiery - ogólnie to taki chuligan, ale pozwalam mu na to, bo jako młody kot ma dużo energii. Nie chcę tylko, by rzucał się na ludzi: trudno go pogłaskać, bo zaraz łapie zębami za ręce. Gdy się nim nie zajmuję (bo mnie gryzie), to skacze i tez mnie gryzie.
Jest jakiś dla nas ratunek? Przyznam się, ze coraz mniej go lubię. Ba, ja sie go po prostu boję. Co mam zrobić? Kot to nie zabawka, więc go po prostu nie oddam do schroniska, ani nie wyrzucę z domu. Czuję sie bezsilna. Proszę, pomóżcie mi. Jeszcze jedna informacja nie wiem czy istotna, ale jestem osobą niepełnosprawną i może to ma też wpływ na zachowanie kota (czuje się silniejszy ode mnie).
Ten sam tekst zamieściłam na Forum Weterynaria. Przepraszam, ze się powtarzam, ale bardzo zależy mi na Waszej pomocy.