BARDZO agresywny kot - dlugie

15.10.05, 12:47
No właśnie... mam problem z własnym kotem. To wykastrowany (na początku sierpnia) 10-miesieczny kocurek z "dobrego domu", tzn. nie był to kot piwniczny, tylko urodził się (podobno najstarszy z miotu) w rodzinie z dzieckiem. Wzięłam go, jak miał ok. 6 tygodni. Mieszkam sama (żadnych dzieci czy innych zwierząt), nie drażnię kota, nie staram się wzbudzać w nim agresji. Nic się w jego życiu takiego nie stało, by miał traumę. Zresztą to nie jest mój pierwszy kot: poprzednie, wychowywane w ten sam sposób, były bardzo spokojne: mogłam spać z nimi na jednej poduszce, bez problemu głaskać czy nawet trochę „pomęczyć” na rękach. Nie gryzły, nie drapały (no... może trochę podczas zabawy, ale szybko się uspokajały).
Od ok. 4 miesiąca życia mój kot stał się nie do zniesienia (wcześniej - miłe, spragnione pieszczot kociątko). Z dnia na dzień zaczął gryźć - na początku nie przejmowałam się zbytnio, bo to normalne. Po prostu starałam się nie prowokować kota i nie dopuszczać do sytuacji, by mnie gryzł. Ale na nic to sie nie zdało. U małego zaczęła narastać agresja: z czasem już nie tylko bawił się w gryzienie i drapanie, ale zaczął na mnie polować czy gryźć ze złości (uszy do tylu, oczy robiły mu się skośne, wydawał dziwne dźwięki i rzucał się). Psikanie wodą nie pomaga: zupełnie się tego nie boi i nie zwraca uwagi na wodę, nieprzyjemne dla kota dźwięki też działają tylko na krótko.
Miałam nadzieję, ze kastracja go uspokoi. Nic z tego. W tej chwili potrafi mi się rzucić do nieosłoniętych części ciała (łydki, stopy, dłonie), a także, co najgorsze, do twarzy. Przedwczoraj bardzo mocno podrapał i pogryzł mi kostkę (mocno krwawiłam) - rzucił się na mnie, gdy szłam do łazienki. Po prostu skoczył, położył się na boku, objął nogę przednimi łapami, tylnymi drapał i gryzł. Dziś też miał mocną akcję: źle się czuję i leżę w łóżku, przez pewien czas mnie zaczepiał i chodził po pościeli, ale go ignorowałam udając, że śpię. Kilkakrotnie "pacnął" mnie łapą po oczach (miał lekko wysunięte pazury, ale w porę udało mi się zacisnąć powieki). Kiedy usiadłam na łóżku skoczył i mocniej uderzył mnie w oczy i uciekł. Potem zrobił nawrót i juz nie wiem, czy ugryzł czy podrapał mi nos. Na powiece oka mam lekką kropkę, za to na nosie niezłą szramę i przez chwilę mocno krwawiłam. Nie pierwszy raz ugryzł mnie w twarz, ale dziś wyglądało to wyjątkowo groźnie. Z nerwów (przyznaję) złapałam kota za kark i pacnęłam go ręką po pysku, potem wzięłam do łazienki i pochlapałam wodą z prysznica. Uspokoił się i teraz siedzi sam w łazience. Boję sie go wypuścić.
Jak mam się przed nim bronić? CO zrobić, by się uspokoił? Wogóle jest mocno nadreaktywnym kotem: ciągle biega, skacze, łazi po półkach i szafach, zrzuca rzeczy, drze papiery - ogólnie to taki chuligan, ale pozwalam mu na to, bo jako młody kot ma dużo energii. Nie chcę tylko, by rzucał się na ludzi: trudno go pogłaskać, bo zaraz łapie zębami za ręce. Gdy się nim nie zajmuję (bo mnie gryzie), to skacze i tez mnie gryzie.
Jest jakiś dla nas ratunek? Przyznam się, ze coraz mniej go lubię. Ba, ja sie go po prostu boję. Co mam zrobić? Kot to nie zabawka, więc go po prostu nie oddam do schroniska, ani nie wyrzucę z domu. Czuję sie bezsilna. Proszę, pomóżcie mi. Jeszcze jedna informacja nie wiem czy istotna, ale jestem osobą niepełnosprawną i może to ma też wpływ na zachowanie kota (czuje się silniejszy ode mnie).

Ten sam tekst zamieściłam na Forum Weterynaria. Przepraszam, ze się powtarzam, ale bardzo zależy mi na Waszej pomocy.
    • babka71 Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 12:58
      witam na początek poszłabym z nim do weta i zapytała
    • groha Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 13:52
      Jaagna, wszystko, co napisałaś o swoim kocie, to prawda: jest najsilniejszy z
      miotu, czyli wszystkiego w nim dużo za dużo - energii, agresji, ruchliwości, w
      ogóle - życiowej witalności. Całe szczęście, że jest już wykastrowany, bo
      testosteron napędzał by go bardziej, niż silnik rakietę odrzutowąsmile Te nagłe
      napady agresji, gdy skończył 4 miesiące, to była właśnie jego robota, bo
      doszedł do głosu i z małego kotka uczynił bestyjkę. A teraz, po zabiegu,
      testosteron się wyciszył, ale charakterek dominanta w kocurku został. To jest
      młody, szalony wariatek, z energią, która go rozpiera i nie daje chwili
      spokoju. Musi się rozładowaywać, trenować i walczyć (w końcu kocur, to waleczne
      stworzenie, tak go natura stworzyła), więc wykorzystuje jedyną dostępną mu
      istotę, czyli Ciebie. Gdyby miał podwórko, to tam natychmiast podporządkowałby
      sobie wszystko, łącznie z psami, bo to właśnie taki typ przywódczego samczyka.
      A w domu, któy zwykle jest zbyt ciasny dla takiego wulkanu energii, trochę go
      roznosi. On tego nie robi ze złośliwości, czy chęci dokuczenia, to takie jego
      wprawki do dorosłego życia, więc patrzy na ile mu wolno. I co widzi? Piszesz:
      słabą, bezbronną istotę, na której może trenować do woli. Więc trenuje.
      Pierwsza, podstawowa sprawa, którą wykorzysta każdy taki kocur, to bezradność.
      A druga - to lęk przed nim. Nie wolno się bać własnego kota!! Jeśli skoczy i
      ugryzie, natychmiast pokaż mu, że jesteś silniejsza: chwyć mocno za kark, lekko
      przyduś do ziemi i chwilę potrzymaj. On to właściwie zrozumie: przeciwnik jest
      silniejszy. Podnoś zdecydowanie głos, gdy szykuje się do ataku, a nawet lekko
      klapnij w pupę, gdy do niego dojdzie. Żadne tam psikania wodą, czy a psik! To
      tylko zachęta do zabawy, do której aż mu się uszy trzęsą. I kupuj mu małe
      sztuczne myszki, na których koty świetnie się wyżywają. W końcu muszą mieć na
      czym, prawda?
      Tu trzeba być twardym, konsekwentnym i... pełnym miłości. Bo on w końcu
      dojrzeje i się uspokoi, ale to trochę potrwa (ok. 2 lata). A Ty już go nie
      lubisz, więc co będzie dalej? Bez miłości nie wychowa się niczego, nawet
      kwiatka w doniczce. A on już się do Ciebie przywiązał i tylko Ty dla niego
      istniejesz. Przeczytaj wątek "rozpacz", jest o tym samym problemie. Każdy kot,
      to inny charakter, ale rzadko który młody kocur jest kolanowcem, więc trzeba
      mieć do niego naprawdę świętą cierpliwość. Ale jeśli czujesz, że nie dasz rady,
      że jest to dla Ciebie zbyt trudne do przeżycia, to...
      Powiedz, że dasz sobie radę! Dasz, prawda? Ja chętnie Ci pomogę, bo mam mnóstwo
      doświadczenia z takimi typkami, więc jeśli będzie problem - pisz.
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepłosmile
    • yupii1 Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 14:12
      Hej, miałam podobne doświadczenie z atakowaniem i gryzieniem, chodziłam wiecznie
      poraniona, to co napisała babka to prawdaon walczy o przywództwo w stadzie.. Mój
      sposób - miałam takiego starego kapcia z miekką podeszfą, to było narzędzie tzw.
      kary, jeżeli kot tylko szykował sę do ataku z pazurami i zębami dostawał kapcim
      w tyłek (z wyczuciem oczywiśćie) za kark i na 5 minut rzut do łazienki, potem
      się obrażałam i ignorowałam go. Przebywając z nim wiesz kiedy chce się bawić a
      kiedy atakować na serio i musisz wyczuć momęt ataku, tu niestety potrzebna jest
      konsekwencja, za każdym razem ta sama kara i nie odpuszczaj.
      Jeszcze możesz spróbować "walki" wzrokiem, przeczytałam o tym w jakiejś książce,
      kiedy widzisz że siedzi wkurzony i już mysli aby ci sie rzucić do gardławink
      patrz mu prosto w oczy z jak najgrożniejszą miną, ściągnięte brwi itp. sposób
      polega na tym aby wytrzymać wzrok, nie mrugać, nie ruszać się, tzw. walka na
      spojrzenia, może to trochę trwać ale musisz wytrzymać, podobno tem kto pierwszy
      mrugnie lub się poruszy i odejdzie jest przegranym, spróbuj, u mnie podziałało i
      kot zaczył darzyć mnie szacunkiemwinkzreszta Ci z nas którzy mają po parę
      "maleństw" wiedzą o czym mówię, koty tak bezkrwawo wyrabiają sobie pozycję w
      stadzie. Powodzenia i konsekwencja, pokaż że to ty tam rządziszwink
    • danusis Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 15:14
      Miałam taki sam problem z moim Elfikem. Energii w nim tyle, że można by
      bdzielic nią ze trzy inne koty. Wiecznie ozywiony, wiecznie głodny, rozdarty,
      biega, drapie itp.itd. Miał tez motywy z rzucaniem sie w nocy na twarz, musiałam
      spać nakryta kołdrą, bo jak go zamykałam w przedpokoju to tak miauczał, żeby
      sąsiadów pobudził, no i poza tym było mi go potwornie żal. Problem sie
      rozwiązał, jak do domu trafiła Myszka. Elfik zaczął się interesować nią, a ode
      mnie się zupełnie odczepił. Energii mu nie ubyło, ale ataki kieruje gdzie
      indziej.Czasem mi żal Myszki, bo jest od niego młodsza i mniejsza, poza tym ma o
      wiele mniej energii, więcej śpi niz się bawi, a Elf odwrotnie. Ale jakoś to sie
      układa między nimi. Do tego Elf stał się jeszcze większym przyulakiem, bo wie,
      że teraz miośc dzielę na dwoje.
      Jeśli nie możesz mieć 2 kotów, to pozostaje ci posłuchac rad koleżanek. Napisze
      jeszcze raz to, co one: nie możesz się kota bac, w końcu to ty jestes szwfem
      stada smile
      Pozdrawiam i życze cierpliwości smile
    • jaagna Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 17:21
      Dziękuję wam wszystkim za odpowiedzi.
      Macie dużo racji, choć już wcześniej używałam metod, o tórych piszecie. Po prostu przy tym kocie one nie działają. Nie musiałam posuwać się do użycia siły, jak targania za kark przy poprzednich kotach. Wcześniej miałam dwa i z żadnym nie było takich problemów. Kastrowałam je nie dlatego, ze były agresywne, ale dlatego, ze zaczęły znaczyć teren (jeden miał 12 miesięcy, a drugi 19 miesięcy).

      groha:
      Nie do końca jestem słabą bezbronną istotą: na początku swojej agresji za rzucanie się na mnie kot obrywał tym, co miałam pod ręką: kapciem, poduszką, ręcznikiem, bluzą, tzn. nie był bity, tylko trzaskałam przy nim, krzyczałam i mówiłam stanowczo "nie wolno". Nie pozwalałam mu się tarmosić, bo wiedziałam, że wtedy ustala sie hierarchię. Jego zachowanie naprawdę wygląda na złośliwe... Kota nie da sie już - jak radzisz - złapać za akrk i przycisnąć do ziemi. Wtedy wije sie jak wąż, próbuje mnie dosięgnąć tylnymi łapami (i nieraz udaje mu się mnie wtedy nieźle zadrapać) i kłapie zębami. "Nakręca" się, a nie uspokaja! Jeśli go wtedy puszczę, to na mnie skacze i gryzie - i tak zachowuje się od kilku miesięcy. Jedynym ratunkiem jest wtedy złapać go jedną ręką za skóre na karku a drugą za skórę na pupie i zanieść pod prysznic. Inaczej zachowuje sie jak wściekła bestia. Zmoczony wodą przytomnieje. Nie mogę po ataku klepnąć go w pupę, bo mi zwyczajnie "oddaje"! Najpierw skarcony ucieka, a potem wraca, skacze i gryzie.
      Nie mów, że go nie lubię. Nie jestem dzieckiem, ale dorosłą kobietą, już zmęczoną takim agresywnym zachowaniem. Znajomym mówię, ze jestem jak matka dziecka chorego na ADHD: tracę cierpliwość, czasem mam dość, ale i tak nadal go usprawiedliwiem i kocham...

      yupii1: kalps w dupę nie działa - potem mi "oddaje". A wyrzycanie do łazienki już stosuję. Pomaga na ok. godzinę po wypuszczeniu. Kocio jest miuły, łasi się, włazi na kolana, ale szybko zapomina i znowu gryzie. Przeceiż nie zamknę go na cały dzień... Wie, ze to kara, ale króko pamięta. Patrzenie w oczy nie pomaga: po prostu w pewnym momencie skacze mi na twarz. Stosowałam tę metodę w stosunku do poprzednich kotów i przyznaję, skutkuje. Najlepiej wtedy stać, a nie siedzieć czy leżeć - po prostu pokazujemy koty, ze jesteśmy od niego nie tylko silniejsi, ale i więksi! Mój podczas "mierzenia się wzrokiem" wskakuje na szafkę i stamtąd próbuje mnie sterroryzować: jest wyżej i czuje sie większy.

      Danusis: myślałam o drugim kocie, ale nie dam rady. Jestem osobą niepełnosprawną i i tak musze prosić o pomoc, gdy jadę do weterynarza z jednym kotem. Z drugiem mie dałabym rady - również finansowo.
      • misia007 Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 18:58
        Jagna z przerażeniem przeczytałam Twoja relację.To jakby się mieszkało z
        wrogiem.Trafiaja się ponoć takie osobniki.On z pewnością z wiekiem się uspokoi,
        ale czy będzie mniej agresywny to nie jestem pewna.To naprawdę koszmarna sytuacja,
        wytresowac go się nie da, bo to nie pies.Może jakies środki na uspokojenie byłyby
        dobrym rozwiązanie, bo przecież nie może być tak, żebyś bała się własnego kota.
        Są weci specjalisci od zachowań zwierząt, może oni Ci poradza jak bestię
        utemperować.Naprawde bardzo Ci współczuję,ze zamiast cieszyc się towarzystwem
        kota, musisz odpierac jego ataki.
        • beali Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 19:29
          Ja również z przerażeniem niestetycrying
          Poczytaj może o agresji kotów,typach agresji np. w książce/ wielokrotnie już
          polecanej przeze mnie i nie tylko/ "Mój kot i ja" Brian Kilcommons,Sarah Wilson.Jest trochę na ten temat.Niestety wg.autorów/wieloletnich kociarzy/zdarzają się osobniki o agresji tak wielkiej,że niestety współżycie z nimi jest niemozliwe i żadne metody nie pomagają.
          Tam też jest opisana metoda wykorzystania spręzonego powietrza w pysk kota w momencie kiedy ma zamiar zaatakować/napisałam o tym w wątku 'rozpaczliwa prośba o poradę'/,kupuje się ponoć w sklepie z artykułami fotograficznymi i jak napisali działa na większość kotów.
          Dalej piszą,że nalezy przebadac kota,bowiem takie jego zachowanie może być spowodowane zaburzeniami równowagi biochemicznej lub fizjologicznej.
          Jeśli kot jest zdrowy,żadne metody i koreky nie dają pożądnanych efektów nalezy
          zacząć aplikować kotu leki pomagające wyeliminować agresywne zachowanie.
          Niestety zdarza się również,że poziom agresji kota jest tak wielki/na szczęście bardzo rzadko/,że zwierzaka trzeba uśpić,bowiem życie z nim jest po prostu niemożliwe-wszystko z książki.
          Jednak trzeba zrobić wszystko,by pozbył się takich zachowań,czyli wypróbować metody dotychczas nie stosowane.
          Bardzo Ci współczuję,tym bardziej,że przez kilkanaście lat miałam bardzo agresywnego psa-choroba psychiczna-także należy wziąć pod uwagę.
          Jednak uważam,że łatwiej jakoś zoorganizować życie z agresywnym psem niż z takim kotem,to musi być koszmar,miłość miłością,ale bez przesady kurczę,przecież kot nie może terroryzować i tak ranić.
          Rada Misi o zwierzęcym psychologu jest bardzo dobra.
          Gdybyś była z Krakowa mogę podrzucić Ci tę książkę.
          Pozdrawiam i weź się ostro za dranciucha.
          • lady68 Re: a kotka agresywna? 17.10.05, 11:44
            chciałabym wiedziec czy tylko kocur jest dominujący? czy kotka nie może taka
            być? Pisałam kiedys o mojej kotce ona tez jest dominująca i może mniej
            agresywna niz kiedyś. Tez mam poranione łydki, wystarczy ze doskoczy raz na dwa
            tygodnie i goi sie m-c.
            Faktem jest że strasznie cięzko oduczyc kota agresywności, moja równiez jak się
            zdenerwuje to mi "oddaje" doskakuje az krew leci. Dałyście mi kiedys rade
            wywalac ja za drzwi i tak robie, boi sie panicznie wody więc to też wypróbuje.
            Naprawde nie wiem co mozna zrobic z takim kotem, ja również wiele sie
            naczytałam o tym w internecie, faktycznie musisz porozmawiać z jakims kocim
            psychologiem i wtedy się zastanowić co robić.
            Przeciez nie mozna być terroryzowanym przez własnego kota, w końcu należy nam
            sie w domu spokojny wypoczynek.
            I mówi to osoba ktorej kotka nocami potrafi warczec na balkoniesmilesmile
            pozdrawiam.
    • groha Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 15.10.05, 22:27
      Jaagno, przepraszam jeśli Cię czymś uraziłam, aboslutnie nie miałam takiego
      zamiaru. Sama napisałaś, że czujesz się bezsilna i lubisz go coraz mniej,
      prawda? I ja to rozumiem. Rozumiem, bo wszystko, co opowiadasz o swoim kocie,
      pasuje do mojego Frycka, jota w jotę. On już sie uspokoił, ale co przeszliśmy,
      tego nikt nam nie odbierze. W swoim długim obcowaniu z kotami spotkałam się
      tylko z jednym przypadkiem, gdy tego typu zachowania u tak młodego kota, były
      spowodowane procesem chorobowym (guz mózgu). Natomiast takich z charakterkiem,
      jak Twój kot, znam sporo, a jednego mam w domu. To taka nasza trudna miłośćsmile
      Znajomi weterynarze są zdecydowanymi przeciwnikami faszerowania kotów środkami
      uspokajającymi, ja również, ale decyzja zawsze należy do właściciela.
      Trafiły nam się niesamowite kocie typkismile
      Pozostaje mi tylko życzyć pogody duchasmile
    • babka71 Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 17.10.05, 14:29
      napisałam Ci na priva ale ponieważ kotek ma niecały rok więc moze mu przejdzie
      lub jest źle wykastrowany....i po drugie może po prostu za mało się z nim
      bawisz..
      WALCZ O NIEGO, MOŻE TO TYLKO CZASOWA SPRAWA
      powodzenia i całuski dla agresora zapodaj zdjęcia, jesli możesz
    • jaagna Po ponad 3 miesiącach 05.02.06, 13:09
      Witajcie ponownie!
      Chciałam Wam wszystkim podziękowac za rady i wsparcie duchowe. Wtedy byo mi bardzo potrzebne - byłam totalnie załamana niepowodzeniami wychowawczymi...
      Niedługo mój kot skończy 14 miesięcy. No i, co najwazniejsze, ZMIENIŁ SIĘ!!!
      Wystarczyło byc trochę twardą, konsewkwentną i zdecydowaną, użyc trochę siły (oj, jak wtedy serce bolało...) i dać mnóstwo miłości.
      Jak więc sobie radziłam z kocimi napadami agresji. Gdy zauważyłam, że zamierza mnie ugryźć (zmieniał mu się wyraz "twarzy", mowa ciała też wskazywała na to, że chce na mnie polować) starałam sie odwócić jego uwagę choć na chwilę. Mówiłam "mniam mniam", wydawałam wysokie dźwięki (nie lubi), ewakuowałam się do innego pomieszczenia i zamykałam drzwi. Mój kot nie lubi samotności, więc siedział z twarzyczką przy szybie i czekał, aż otworze. Przy okazji się uspokajał. Kilka razy nie zauważyłam sygnałów i dopadał mnie z zębami i pazurami. Wtedy łapałam go za skórę na karku i pupie, niosłam pod prysznic. Całego zmoczonego (dokładnie zmoczonego, lekkie polanie wodą nie przynosiło rezultalu) zostawiałam w zamkniętego w łazience. I czekałam az sie uspokoi. Odbyło się kilka takich "sesji" - i tylko wtedy, gdy kot zaczynał być naprawde na mnie wściekły, a nie wtedy, gdy gryzł w zabawie. Skubaniec jeden nauczył się otwierać drzwi od łazienki i sam dozował sobie czas kary... wink ale najważniejsze - metoda poskutkowała. I teraz, gdy kotu przychodzi coś głupiego do głowy i zaczyna zachowywać sie niebezpiecznie - wystarczy, ze złapię go za kark i pokażę łazienkę (choc czasem dla przypomnienia muszę go postraszyc troche wodą).
      Co dziwne - kot nigdy nie obraża sie na mnie za "sesje wodne". Mało tego - przychodzi do mnie na kolana i dopiero wtedy się osusza. Zauważyłam, ze z łazienki wychodzi mokry, więc nie tam dopełnia obowiązków higienicznych wink
      I skubaniec wcale sie łazienki nie boi! Wchodzi do brodzika po mojej kąpieli, trochę zwiedza i potrafi sie nawet położyć w suchym brodziku! Dziwne, wydawało mi się, że nie powinien z własnej woli zjawiać sie w "miejscu kaźni" - w końcu łazienka i brodzik powinny mu sie źle kojarzyc!
      Najważniejsze, że kot nie miewa już ataków agresji. Zdarza mu się "capnąć" mnie za gołą łydkę, ale jest przy tym bardzo delikatny i nie zostawia śladów. Oczywiscie staram się go nie prowokować i zawsze szybko zasłaniam "gołe" części ciała (jakis z niego straszny moralista, nagosci nie lubi czy co??), ale rano, gdy maluję się jeszcze niezupełnie ubrana, czuję jego łapki łaskoczące mnie po łydkach (siedzi pod fotelem i zaczepia).
      Niestety, mój kot jest fetyszystą i dostaje "małpiego rozumu", gdy widzi gołe stopy. nie oszczędza wtedy nikogo: ani mnie, ani gosci. Po prostu trzeba u mnie byc obutym (skarpetka nie pomaga). Potrafi w oka mgnieniu zeskoczyc z szafy, gdy tylko zobaczy, że wysunęłam stopę z pantofla. I ma przy tym śmieszną minę: rusza wąsami i nosem oraz tak szybko kłapie szczekami. Jest przy tym cały naprężony i wpatrzony w paluchy, jak sroka w gnat. wiem, ze może mnie wtedy capnąć, więc go nie prowokuję (i grzecznie chodze w kapciach... - moi Rodzice nie nauczyli mnie tego przez ponad 30 lat życia, a kotu udało się w kilka dni...)
      W zabawie (bliski kontakt) często pokazuję mu, że ja jestem silniejsza (lekko go przyduszam, warczę, nie pozwalam wydobyc się z objęć i puszczam gdy JA chcę i mówię wtedy "idź!") - kot nie gniewa sie na mnie, nie próbuje "odgryźć", jak było wczesniej. W naprawdę bliskim kontakcie rzadko używa pazurów, tylko gdy się rozkręci w zabawie (ale np. gdy udaję, żee gryzę go w brzuszek - odpycha wtedy moja twarz stopami ze schowanymi pazurkami), jedynie gdy przesadzę z okazywaniem dominacji, broni się wysuwajac pazurki. Ale do takich sytuacji NIE DOPUSZCZAM! Nie chcę kota zgnębić czy zastraszyc, tylko okazać, kto tu rządzi.
      Oczywiśćie, gdy w zabawie zbytnio sie zapomni - łapie mnie pazurami i zebami próbując gryźć, ale jest go duzo łatwiej wyciszyć.
      Za to mojego Ojca traktuje jak kolegę z podwórka - mocno gryzie, drapie i zaczepia. Może dlatego, ze mojemu Tacie trudno jest być ostrym i stanowczym. Nie potrafi nawet nakrzyczeć na kota!
      Kot reaguje na swoje imię i wołanie "chodź!", "nie wolno", "wyłaź" - gdy akurat wejdzie do szafy i robi "swoje porządki". Mogę go głosem skłonić do działań, np. każę zejść z pólki, gdy akurat dobrze sie bawi, przywołać do innego pomieszczenia.
      Naprawdę, czuję sie dużo lepiej - bo już bałam się, że mój kot cierpi na jakieś schodzenia psychiczne i będę zmuszona go uśpić. Moze to była tez kwestia wieku i wyciszenia hormnów? Zdarza mu sie dostać "głupawki" - ale nie tak częto, jak kiedyś. Zresztą nie mam nic przeciwko temu, by mi lekko zdemolował mieszkanie (zrzucanie z pólek i szafek, otwieranie szaf i wyrzucanie zawartosći, ściaganie obrusa ze stołu, przewracanie drobnych mebli - wszystko to robi pilnując, czy na niego patrzę!), ale nie chciałabym, by mnie gryzł! Najwazniejsze, że nauczył się szanować moja "nietykalność osobistą" wink)
      Wydaje mi sie, ze odniosłam mały sukces wychowawczy... Oby tak dalej...

      Jeszcze raz dziękuję!
      jaagna
      • misia007 Re: Po ponad 3 miesiącach 05.02.06, 13:31
        Witaj Jaagno, moim zdaniem odniosłas ogromny sukces wychowawczy.Pamietam z jakim
        przerażeniem czytałam Twoją relację,bo miałam doświadczenia ze spokojnymi kotami.
        Bardzo sie cieszę,że udało Ci sie go poskromić i Wasze stosunki układają się coraz
        lepiej.Podziwiam Twoją determinacje i konsekwencje i życze dalszych sukcesów.
    • blueluna Re: BARDZO agresywny kot - dlugie 05.02.06, 16:02
      Dopiero na to forum zajrzalam, dlatego wczesniej nic nie napisalam.
      Ciesze sie ze Twoje stosunki z kotem sie poprawily, a jednoczesnie jest mi
      przykro ze za taka cene.
      Ze nikt nie zasugerowal - chyba ze cos przeoczylam - glownej przyczyny takiego
      zachowania u kota - czyli nudy.
      Sa koty ktore sa spokojniejsze, ktore jakos sie przystosowuja do
      bycia "jedynakami", do spedzania wielu godzin w samotnosci (nie oznacza to ze
      sa super szczesliwe, ale jakos do tego przywykaja i sobie zyja z dnia na dzien).
      Sa tez koty bardziej temperamentne - ktorym jest to trudno zniesc.
      Prowokuja ludzi do zainteresowania, nierozladowana energia wybucha co jakis
      czas aktami agresji.
      Dodatkowo kot zauwaza ze w ten sposob zwraca na siebie uwage, budzi jakas
      reakcje - wiec to sie w nim utrwala.

      Owszem - karami, tresura - mozna kota oduczyc takich zachowan - nie zawsze, ale
      przewaznie tak.
      Ale nie wiem czy to jest dla kota takie dobre...
      • jaagna BARDZO agresywny kot - do blueluna 05.02.06, 19:16
        Dziękuje za krytyczne słowa.
        Wyjasniam: przyczyną agresji niekoniecznie musiała byc nuda. Agresja mojego kota nasilała się, gdy byłam w domu i bawiłam się (a raczej próbowałam się z nim bawić). Gdy wracałam z pracy kot był stęskniony, pozwalał się dotykać, głaskać, oczywiście z czasem zaczynał gryźć, ale na początku było widać, ze cieszy sie z mojego przyjścia. Z pracy wracam przed godz. 15, nie mam wielu obowiązków, więc chętnie zajmuję sie kotem - to moja odtrutka na nudę (no bo ile mozna patrzeć w TV czy komputer, ksiazki czytam w pracy wink) i świetnie towarzystwo. Kot miał/ma swoje zabawki, chętnie bawię się z nim w rzucanie papierków czy myszki (aportuje!), chowanie kocich cukierków, oglądanie ptaków za oknem (potrafi wodzić wzrokiem za moim palcem), świeciłam po ścianach światełkiem - to dobra zabawa, bo kot moze sie wybiegać, a jednocześnie unikałam "bezpośredniego" kontaktu z jego pazurami i zębami.
        Kot nie wygląda teraz na zastraszonego czy zestresowanego: bez leku sam wchodzi do łazienki, kładzie sie w suchym brodziku (a ma taki kaprys!), sprawdza tempraturę wody, gdy biorę prysznic (i szybko ucieka, bo jednak nie lubi mokrego, ale interesuje go chyba, dlaczego ja z własnej woli polewam sie wodą), nie boi się pracującej i warczącej pralki, lubi oglądać jej wirującą zawartość w okienku, trafia do kuwety, nie niszczy sprzętów, śpi popołudniu obok mnie, za to wcale nie boi się gości i próbuje ich zdominowac - i tu ujawnia się jego charakterek... Teraz po prostu wie, że to ja jestem najważniejszym kotem na naszym podwórku...
        Ostatnio byli u mnie dosyć głośni fachowcy montujący szafę. Mały siedział z nimi w pokoju i uciekał jedynie wtedy, gdy uzywali wiertarki udarowej (zresztą ja też sie wtedy chowałam)- inne dźwieki go nie przerażały.
        Nie wydaje mi się, bym swoim działaniem "złamała" kota. Nie chodzi mi o poskromienie zwierzęcia za wszelką cenę, ale pokazanie mu jego miejsca w rodzinie. TO nie on rządzi i nie jego mają się ludzie słuchać.

        Dziękuję
        • blueluna Re: BARDZO agresywny kot - do blueluna 05.02.06, 19:39
          jaagna napisała:


          > Wyjasniam: przyczyną agresji niekoniecznie musiała byc nuda. Agresja mojego
          >kot a nasilała się, gdy byłam w domu i bawiłam się (a raczej próbowałam się z
          >nim bawić). Gdy wracałam z pracy kot był stęskniony, pozwalał się dotykać,
          >głaskać, oczywiście z czasem zaczynał gryźć, ale na początku było widać, ze
          >cieszy sie z mojego przyjścia.

          Mam siedem kotow wiec mam doskonala okazje obserwowac jak wiele sie dzieje
          miedzy nimi w ciagu dnia. Wspolne zabawy, pieszczoty, czasem awantury i gonitwy.
          Prawie kazdy kot ktory do mnie trafial byl kociakiem - widzialam jakim byl
          wulkanem energii i jak fajnie ja rozladowywal na kocich kumplach.
          Gdyby ich nie bylo - robilby to na mnie.
          Moje koty mimo iz dorosle, caly czas sa energiczne - a kocurki niewiele sie
          zmienily od czasow kociectwa - jak byly dwa wariaty tak sa smile
          Wiekszosc kotow jakos sobie z ta energia calkiem fajnie radzi, niektore sa
          przez nia roznoszone. Gdyby nasz Okruszek byl jedynym kotem w domu - to
          zwariowalby on, jego ludzie i wszyscy w okolicy wink
          Moja uwaga nie do konca byla krytyczna - wiele osob majac jednego kota - nie
          wie jak wiele ten kot traci nie majac kociego kolegi z ktorym moglby sie bawic
          nie kilka godzin dziennie - ale czesto w ciagu dnia.
          Czlowiek - nawet jesli ma ochote i mozliwosci - nigdy tak nie wyszaleje sie z
          kotem jak drugi kot.
          Rzadko ma tez okazje robic to wielokrotnie w ciagu dnia.


          > Kot nie wygląda teraz na zastraszonego czy zestresowanego:

          I bardzo dobrze smile
          Chodzilo mi jedynie o to ze ja uwazam iz poprzednie zachowanie wynikalo nie z
          checi zdominowania Was (4 - 5 miesieczny kociak nie ma takich zapedow, zreszta
          inaczej to wyglada) ale z nadmiaru niespozytkowanej energii.
          Gdyby kocurek mial okazje ja wyladowac, najlepiej z innym kotem o podobnym
          temperamencie - to sam by zaprzestal tych niepozadanych zachowan.
          Ty osiagnelas to przy pomocy kar. Nauczyl sie pohamowywania pewnych zachowan,
          zreszta z wiekiem tez sie pewnie troszke uspokoil.
          Efekt ten sam w sumie - ale ja bedac na miejscu kota wolalabym pierwsza
          metode smile
        • beali Re: BARDZO agresywny kot - do blueluna 06.02.06, 12:54
          Gratuluję Jaagna!!! Nie ugięłaś się,nic Cię nie przeraziło i wygrałaśsmile
          Twój post świadczy,że można sobie poradzić z normalnym psych.,ale agresywnym kotem. Link do niego można będzie podawać,gdy ktoś będzie miał podobny
          problemsmile U Ciebie podziałała metoda pokazania kotu, że Ty tez potrafisz zaatakować,jesteś silniejsza od niego i że nie ma liczyć,iż jego ataki pozostaną bez echa.Ubiegałaś go w tych atakach i to było sedno powodzenia całej wychowaczej akcji.
          Cieszę się,że Twój kot uspokoił się i nie sprawdziły się moje obawy,że może coś ma nie tak z główką.
          Powalcz jeszcze z gołymi stopami,jestem pewna,że może Ci się udaćsmile
          Ze swoich doświadczeń wiem,że kot,który jest pewien miłości swojej pani,nawet gdy ona go ukaże nie obraża się/oczywiście nie mam tu na myśli dręczenia kota,ale korektę jego zachowania/-mam tak z moimi.
          Ważne jak widać jest nie poddawać się,działać na wyczucie,znać swojego kota,obserwować go i być konsekwentnym. Jeszcze raz gratuluję,tym bardziej,że po Twoim pierwszym poście byłam przerażona.
          Pozdro.
Pełna wersja