milak13
25.02.06, 19:54
Dzisiaj zaczęłam rozmyślać nad pewną sprawą i coraz badziej się niepokoję.
Więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi lękami.
Mam 2 koty. Mieszkam w domku z ogródkiem w spokojnej okolicy. Oba koty są
wychodzące. I trudno mi to zmienić, bo jak to w takim domeczku, jak tylko
robi się ciepło, drzwi cały czas na oścież otwarte. Koty mają kuwetę ale
używają jej tylko w sytuacjach ekstremalnych: jak nas długo w domu nie ma,
jak jest ulewa lub mróz i straszno wyjść na dwór. Ale wolą to załatwiać w
ogródku.
W ogródku są też ptaszki. Wiosną i jesienią jest bardzo dużo pięknych i
dziwnych ptaszków, bo mieszkamy w miejscu, które znajduje się na trasie
przelotów wędrownych ptaków.
Ptaszki czasami same wpadają do kociego pyszczka - szczególnie takie słabe,
zmęczone wędrówką. Z początku mnie to szokowało i oburzało, ale z czasem
pogodziłam się z tym. Natury nie zmienię a dzwoneczków kocikom do obróżek też
nie chciałabym instalować. Sądzę, że by je to mocno wkurzyło.
I tak jak do tej pory uważałam tę całą panikę związaną z ptasią grypą za
przesadzoną, tak teraz siedzę i dumam: a jak moje kociki upolują takiego
chorego ptaszka, czy coś im grozi? Przecież choruje się od zjedzenia surowego
mięsa. Córka mnie nastraszyła, że gdzieś na wschodzie padły tygrysy w zoo po
zjedzeniu zakażonych ptaków. Jak tygrys to i kot może przecież.
To co robić? Trzymać w domu dorosłe koty, które całe życie wychodziły na dwór
to bardzo trudne. A może jednak trzeba? Jak myślicie?