barba50
29.03.06, 14:29
W poniedziałek wieczorem wyrwała się mężowi z rąk, przewróciła kubek z gorącą
herbatą i poparzyła. Mokre były tylne łapki i brzucho. Taki wypadek zdarzył
się po raz pierwszy więc nie zdając sobie sprawy z możliwych następstw nie
zrobiłam NIC. Kocina zaszyła się w kąciku, lizała brzuszek. Później
zachowywała się w miarę normalnie, przespała przy mnie całą noc. Wczoraj
wczesnym popołudniem zadzwonił z domu syn, że Lolka ma na brzuchu łyse
miejsce z otwartą, poparzeniową raną. Nie obyło się bez wizyty u weta.
Dostała dwa zastrzyki /antybiotyk i lek gojący skórę/, 3 x dziennie
przemywamy rankę rivanolem. Jutro kolejna wizyta u weta. Na łebek założony
kołnierz, niestety wprowadzony zakaz wychodzenia na dwór. Stan nie jest jakoś
specjalnie groźny, ale gojenie będzie dość długo trwało.
Piszę o tym ku przestrodze, choć czasami nie sposób ustrzec zwierzaka przed
grożącym niebezpieczeństwem, to można było zminimalizować skutki. Pierwsze
o co spytał lekarz to czy wsadziliśmy kota pod zimną wodę, ew. czy
przykładaliśmy do brzuszka lód. A mnie to wtedy nie przyszło do głowy...
Aaa - w czasie jazdy samochodem moja mała grubcia Lolka /z natury bardzo
małomówna/ płakała i skarżyła się jak małe dziecko: ojjej, ojjejjku,
aałłłaa...
Została przy okazji zważona - wynik jest imponujący - 5.400 kg /11 m-cy/
Grube jest piękne...