Lolka znowu w kołnierzu:(

29.03.06, 14:29
W poniedziałek wieczorem wyrwała się mężowi z rąk, przewróciła kubek z gorącą
herbatą i poparzyła. Mokre były tylne łapki i brzucho. Taki wypadek zdarzył
się po raz pierwszy więc nie zdając sobie sprawy z możliwych następstw nie
zrobiłam NIC. Kocina zaszyła się w kąciku, lizała brzuszek. Później
zachowywała się w miarę normalnie, przespała przy mnie całą noc. Wczoraj
wczesnym popołudniem zadzwonił z domu syn, że Lolka ma na brzuchu łyse
miejsce z otwartą, poparzeniową raną. Nie obyło się bez wizyty u weta.
Dostała dwa zastrzyki /antybiotyk i lek gojący skórę/, 3 x dziennie
przemywamy rankę rivanolem. Jutro kolejna wizyta u weta. Na łebek założony
kołnierz, niestety wprowadzony zakaz wychodzenia na dwór. Stan nie jest jakoś
specjalnie groźny, ale gojenie będzie dość długo trwało.
Piszę o tym ku przestrodze, choć czasami nie sposób ustrzec zwierzaka przed
grożącym niebezpieczeństwem, to można było zminimalizować skutki. Pierwsze
o co spytał lekarz to czy wsadziliśmy kota pod zimną wodę, ew. czy
przykładaliśmy do brzuszka lód. A mnie to wtedy nie przyszło do głowy...
Aaa - w czasie jazdy samochodem moja mała grubcia Lolka /z natury bardzo
małomówna/ płakała i skarżyła się jak małe dziecko: ojjej, ojjejjku,
aałłłaa...
Została przy okazji zważona - wynik jest imponujący - 5.400 kg /11 m-cy/
Grube jest piękne...
    • wiesia.and.company Re: Lolka znowu w kołnierzu:( 29.03.06, 16:13
      Oj, to bardzo przykre zdarzenie. Nie można jednak takich rzeczy przewidzieć.
      No trudno, będzie trochę dyskomfortu. Dzięki za przypomnienie, że muszę uważać
      z piciem herbaty, bo mój Kubuś tak tryka łbem mocno i nieoczekiwanie, że już
      parę razy wytrącił mi z ręki mój kubek.
      Pozdrawiam i pogłaszcz biedną Lolkę. Oparzenia trudno się goją, sama wiem jak
      długo trwało gojenie palców, kiedy odkryłam pokrywkę i buchnęła para. Dobrze,
      że nie nachyliłam głowy, żeby wywąchać cudowny aromat z garnka. I to ja sama....
      Całuj małą. Pozdrowionka
    • misia007 Re: Lolka znowu w kołnierzu:( 29.03.06, 16:15
      Barbra tak mi przykro z powodu biednej Lolki ale dobrze, ze o tym piszesz bo do
      glowy by mi nie przyszlo, ze koty sa tak narażone na poparzenia.Myslalam jak sie
      okazuje głupio, ze futerko chroni przed takimi urazami a ono wyłazi.Wygłaskaj
      biedna Lolke a raczej po gabarytach oceniajac Lolę niech sie biedaczka zwasza
      pomocą szybko wykuruje.Wiesz Barbra ja najbardziej lubie masywne, grubaski wiec
      specjalnie mi biedaczki szkoda.Pozdrawiam z chuda jak szkapina Ninką.
      • barba50 Misiu - tak cichutko szepnę, że... 29.03.06, 16:53
        najbardziej czuję się związana właśnie z tą grubcią. Pepek jest zdecydowanie
        kotem męża, a Ksika nie pozwala się specjalnie hołubić.
        A Lolka jest gruba i jest piękna. Tyle, że niestety za jej gabarytami idzie
        dużo mniejsza sprawność fizyczna. I tak ostatnio taka sytuacja: oba bure na
        dworze, na zewnątrz ogrodzenia. Pepek nie poszedł na łatwiznę i przeskoczył
        bramę w najwyższym miejscu. Lola usiłowała znaleźć jakąś dziurę, spoglądała na
        ogrodzenie tęsknym wzrokiem i nie wiadomo jak długo zostałaby na ulicy, ale
        pani czyli mnie zmiękło serce - odsunęła bramę i wpuściła grubą na podwórko.
        Będzie jeszcze gorzej, bo jak zrobi się cieplej i koty będą na dworze większość
        dnia jej ograniczona sprawność będzie miała bardzo duże znaczenie /pozostałe
        dwa koty wychodzą z domu przez okna połaciowe w dachu, z dachu domu przeskakują
        na dach garażu i dopiero są w ogrodzie/
        Chyba będę musiała ograniczyć jej jedzeniesad((
        • misia007 Re: Misiu - tak cichutko szepnę, że... 29.03.06, 18:44
          MOze poczekaj z tym odchudzaniem, zrobi sie cieplej ,Lolka bedzie wiecej biegac
          i sama schudnie.To takie przykre odmawiac jedzenia proszacemu kotkowi.Z moich
          tylko Koksik wykazuje tendencje do tycia ale jak spojrzy na mnie błagalnie tymi
          gorejącymi, żółtymi ślepiami to juz lecę z chrupkami.Głaski dla chorej biedaczki.
Pełna wersja