Okropnie mi smutno.. :-((((

14.05.06, 16:05
Idąc do pracy spotkałam kocurka, którego znam z widzenia i zobaczyłam ze
zgrozą, że nieborak jest poważnie chory. Jedno oczątko ognistoczerwone i
przymknięte, sączy się wydzielina, kocię kicha. Okropne sad Biedak na mój
widok miauczał żałośnie, jakby prosił o pomoc. Dzwoniłam do schroniska,
powiedziałam, że jestem gotowa finansować leczenie, tylko czy jest możliwe
skontaktowanie mnie z wolontariuszem, który gotów jest przyjąć kota na czas
choroby. Niestety - w schronisku mają wysyp kociąt-sierot, osesków
wymagających opieki i szukają rozpaczliwie dla nich domów tymczasowych.
Dowiedziałam się też, że biedaka czeka prawdopodobnie uśpienie. Powiedzcie mi
proszę, czy jest możliwe leczenie tego kocurka w warunkach polowych? No i
jakie jest ryzyko, że zarażę mojego osobistego kocura? Co w ogóle robić?
    • pluszowa Re: Okropnie mi smutno.. :-(((( 14.05.06, 17:39
      smutne sad((

      mysle, ze jezeli ten kot przyjdzie do ciebie, da sie dotknąc, to może powinnaś
      spróbowac go leczyć, dawać krople czy inne lekarstwa. mozna tez podawac leki w
      jedzeniu, jesli go dokarmiasz. gorzej, gdy dzikus jest i nie da sobie nic
      podać. wtedy mozna go sprobowac zlapac i leczyc w lazience, etc. ryzyko
      zarazenia twojego kota domowego pewnie jest, ale na pewno zalezy tez od
      chorobska, na ktore choruje biedaczek. moze sprobuj go zlapac, zawieźc do weta
      i on ci cos doradzi. ja sie niesety dobrze nie znam na kocich chorobach..

      trzymam kciuki za zdrowie kotka!
      • po.prostu.ona Re: Okropnie mi smutno.. :-(((( 14.05.06, 18:11
        Byłam łapać kotka z panem ze schroniska (urwałam się na chwilę z pracy).
        Niestety, kotek nam uciekł. Wystraszył się obcego mu człowieka. Umówiliśmy się,
        że będę kontaktować się z paniami karmiącymi koty, by pomogły mi złapać kocurka
        (mam transporter i w razie czego mogę go tam wpakować) i wtedy mogę zawieźć go
        do schroniska. Tam zajmie się nim weterynarz, a ja mogę być wirtualnym
        opiekunem. Oby się wszystko udało.
        • pluszowa Re: Okropnie mi smutno.. :-(((( 14.05.06, 19:41
          hmm, ale chcesz go potem z tego schroniska zabrac? czy zostawic? prosze, tylko
          go tam nie zostawiaj, bo w schronisku zarazi sie wszystkimi innymi chorobskami.
          schroniska to umieralnie... sad( zabierz go po leczeniu i wypuść spowrotem na
          osiedlu.

          a moze zamiast do schroniska to do jakis znajomych do domku tymczasowego na
          leczenie lub do lecznicy ze szpitalikiem?? tylko nie schronisko...
    • seniorita_24 Re: Okropnie mi smutno.. :-(((( 14.05.06, 19:42
      Hej, użyj do łapania kociszcza klatki-łapki. Możesz ja pozyczyć z TOZu lub
      organizacji prozwierzęcej działającej w twojej okolicy (skąd jesteś?).
      Tak jak wczesniej wspomniano kota należałoby odseparowac od rezydentów i
      przetrzymac w zamnknietym pomieszczeniu. Super, że chcesz mu pomóc. Powodzenia!
    • mii.krogulska Re: Okropnie mi smutno.. :-(((( 14.05.06, 23:54
      Witam,
      jestem z Warszawy, gdyby była potrzebna pomoc w stylu samochód lub klatka, daj
      znać. Mogę dać ogłoszenie na naszych stronach www, że potrzebna opieka.
      Pisz na mkrogulska@albireo.pl

      Pozdrawiam, Mii
      • po.prostu.ona Dzięki za wszystkie odpowiedzi :-) 15.05.06, 10:25
        mii.krogulska - serdecznie dziękuję za gotowość pomocy, ale niestety nie jestem
        z Warszawy. Nasze schronisko cieszy się dobrą opinią, prowadzi je zasłużona dla
        zwierząt organizacja prywatna - ale naprawdę odddana sprawie. Kota nie
        chciałabym tam zostawiać, zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej wypuścić go -
        wyleczonego, zaszczepionego i wykastrowanego - z powrotem na osiedle. Jest tu
        spora grupa karmicielek, koty nie są tępione, mają budki... Choć oczywiście
        cudownie byłoby, gdyby ktoś adoptował kocurka, ma około 2 lat, jest pięknego,
        czekoladowego koloru (taki głęboki, ciepły, świetlisty brąz). Wiem jednak, że
        to raczej nierealne sad
        • pixie65 Re: Dzięki za wszystkie odpowiedzi :-) 15.05.06, 10:49
          Hej, a nie możesz się ...dokocić...? Sama wiem, jak to jest, moja Dzidzia jest
          taka...nieplanowana. Na początku byłam zdecydowanie na "nie" ponieważ zajmuję
          się kotami wolno żyjącymi i perspektywa powiększania domowego zwierzyńca na
          powierzchni 18 metrów kwadratowych przyprawiała mnie o histerię...W
          międzyczasie trafiały się jeszcze inne "kocie przypadki", faktycznie tymczasowe
          i mogę powiedzieć, że UDAJE się znaleźć domki dla kociejów...Może mogłabyś
          spróbować??? Dzidzia została bo była zasmarkanym kotem i tak ma do dzisiaj, ale
          parę innych szczęśliwie znalazło własnych Ludzi...Trzymam kciuki...A przede
          wszystkim, skoro okolica jest "kociopozytywna" możesz go rzeczywiście po
          wyleczeniu wypuścić na osiedle...
          • wiesia.and.company Re: Dzięki za wszystkie odpowiedzi :-) 15.05.06, 10:55
            Zgadzam się z pixie65. To mądre. Albo po leczeniu zostawić kotka u siebie
            (jeśli jest przylepą, to i z domownikiem się wcześniej czy później pogodzi)
            albo po wyleczniu i kastracji zwrócić go kociemu stadu (jeśli jest z tym stadem
            choć trochę zaprzyjaźniony), skoro warunki stworzone przez karmicielki nie są
            złe.
            Pozdrawiam i dziękuję w imieniu moich kotów za opiekę nad pobratymcem.
            Wiesia + 6
            • po.prostu.ona Re: Dzięki za wszystkie odpowiedzi :-) 15.05.06, 12:57
              Oj, niestety dokocenie nie wchodzi absolutnie w rachubę sad Ubolewam nad tym,
              ale mam sytuację rodzinną, zawodową, mieszkaniową taką, że wprowadzenie
              trzeciego zwierza jest niemożliwe.
              Osiedle jest spokojne, zaciszne, koty zadbane, tłuściutkie, błyszczące i
              przyjazne. Dużo zieleni. Kocie karmniki na tyłach dużego skweru, ukryte wśród
              drzew. No i zorganizowana grupa pań-karmicielek.
Pełna wersja