kasia_pyza
18.06.06, 13:53
Witam!
Piszę na tym forum po raz pierwszy zachęcona na innym

)))
Chciałam podzielić się z Wami pewną niesamowitą historią która nadal dzieje
się w moim życiu. Kociarą jestem od dwóch lat ale to co teraz się dzieje to
istny cud!
Ale od początku.
Mojej kochanej przyjaciółce zginął kotek pod kołami samochodu. Jej synek
bardzo rozpaczał i chcieli szybko drugiego kota. Czego nie robi się dla
przyjaciół! Znalazłam panią, która zajmuje się adopcją kotów. Zbiera biedaki
z osiedli, szczepi, leczy, sterylizuje i szuka dla nich domów. Swoją drogą
niesamowita kobieta. I miała na stanie gotową biało-czarną kotkę do oddania.
Pojechałam ją odebrać i... zobaczyłam CUDO!
Małe, rude, z zielonymi oczami... Nie mogłam się oderwać! Ruda włazła mi na
ręce, zaczęła się tulić i mruczeć jak szalona. Myślałam, że nie wyjdę z
tamtąd. Pani powiedziała, że to kotka po przejściach, miała jakieś uderzenie
w głowę i wstrząs mózgu, i nie wiadomo, czy wogóle przeżyje.
No to zabrałam biało-czarną kotkę dla przyjaciólki i pewnie to byłby koniec
tej historii gdyby nie te zielone oczy!
Mężuś ukochany zaprotestował bardzo mocno i intensywnie! Na trzeciego kota
nie chciał się zgodzić... Jeszcze żeby kot ale kotka?!
U nas na stanie same baby: ja, dwie córcie (trzecia w brzuchu), dwie kocice i
suka Balbina...I nasz Król jedyny!!!!!!
Ale czego nie robi się dla kochanej żoneczki... Zajęło mi to trzy dni i w
końcu się zgodził. Nawet sam wymyślił dla niej imię! Lea
Cieszyłam się jak dzieciak! Mimo iż wiedziałam, że biorę do domu chorego
kota. To było ok 5 tyg temu.
Od razu pojechaliśmy do lecznicy. U Lei wykryto koci katar i do tego
powikłany bakteryjnie. Dostała antybiotki i leki uodparniające. Katar
wyleczyliśmy w trzy dni ale jej stan wcale się nie poprawiał, wręcz
przeciwnie! Przestała jeść, miała biegunkę. Diagnoza bardzo okrutna...
Panleukopenia kocia... Miała 10% szans na przeżycie. Została w szpitalu i
przez trzy dni dzielnie walczyła. Wiem, że to może głupio wygląda, że można
się tak związać z kotem, ale na prawdę bardzo to przeżywałam, ona miała coś
niesamowitego w sobie!
W końcu dostałam pierwszą dobrą nowinę, że Lea zaczęła jeść i wzrosły jej
wyniki! Po następnych czterech dniach wróciła do domu!!! Zdrowa!!!
Ale to nie koniec!
Po dwóch tyodniach rekonwalescencji w domu, na specjalnej karmie
zauważyliśmy, że ona tak jakoś dziwnie wygląda, i strasznie dużo je. No ale
po takich przeżyciach to zrozumiałe. Ale już mnie coś tknęło i pojechałam do
lecznicy...
I co się okazało? Lea jest w ciąży!!!!!!!!
Pani dr mało nie zemdlała! Powidziała, że czegoś takiego nie widziała w
życiu! Ta kocica sama powinna już nie żyć a ona jeszcze nosi życie w sobie!
Małe kotki jeszcze w brzuszku ruszają się i rosną! Nie wiem kiedy urodzi, ale
dam znać i obiecuję, że nauczę się zamieszczać zdjęcia na necie!
Jesteśmy dwie ciężarówki pod jednym dachem!!!
Cuda się zdarzają!
Pozdrawiam!
Kasia