Dodaj do ulubionych

Bandyta a dokocenie.Proszę, poradźcie!!!

28.06.06, 17:48
Dziewczyny (i chłopaki) ja wiem, że o dokacaniu było już nie raz, ale proszę
Was bardzo okazcie cierpliwość i zrozumienie i poradźcie w tej konkretnej
sytuacji.
Nasz Miniu to 4-letni wykastrowany kocur, wielki indywidualista i bardzo
rozpuszczony osobnik. Przez 13 miesięcy swojego zycia był z nami sam,
najwazniejszy w domu, wszystko się robiło z myślą o Miniu.Poczuł się jak pan
i władca, a my bylismy traktowani jak słuzba do podawania jedzenia i
pieszczot, ale nie za często, bo Miniu nie nalezy do kotów przytulastych.
Potrafi nawet uderzyć łapą osobę, która go dotknie nie wtedy, kiedy on chce.
Potem urodził się synek i Miniu obraził się na mnie śmiertelnie na cały
miesiąc, ale potem mu przeszło.Dodam jeszcze, ze zwierzątko nie poszło w
odstawkę, bo wiem że u niektorych ludzi tak niestety bywa. Dziecko do dziś
traktuje z wielkim dystansem, chociaż synek Minia kocha i bardzo dobrze się z
nim obchodzi.Przepraszam, że tak się rozpisuję, ale chcę naświetlić sytuację.
Ostatnio była u nas przez chwile w domu mała kotka, ta ktora zadomowiła się
u moich rodziców.Miniu na jej widok doznał szoku, jego reakcja była okropna,
wydawał potworne odglosy, warczał, gulgotał, syczał i chodził bokiem.Jego
reakcja mnie przeraziła.
Powiedźcie, czy w takiej sytuacji może być tak, że on nie zaakceptuje nowego
kotka w domu? Same wiecie, nie muszę Wam tego mówić,łatwo jest wziąć kotka,
tylko co potem? Z tego co czytam, to najlepsza byłaby młoda ale nie mała
kotka, łagodna i skłonna sie podporządkować. nawet jest taka jedna
kandydatkasmile))
Bardzo chcemy mieć jeszcze koty. czy jest to możliwe przy takim kocim
bandycie? Mój mąż boi sie ,że Miniu nam zwariuje od tego stresu.Dodam
jeszcze,że dokocenia u mamy przebiegały bezboleśnie, ale żaden z jej kotów
nie jest taki agresywny jak mój. Co myślicie? Proszę, pomóżcie! Dziękuję Wam
i pozdrawiam.
Kaśka
Obserwuj wątek
    • misia007 Re: Bandyta a dokocenie.Proszę, poradźcie!!! 28.06.06, 18:42
      Keit moim zdaniem nie ma takiego bandyty coby sie nie dało go dokocić.Dokacałam
      sie kilkakrotnie ale chcę napisać o pierwszym , bo najbardziej tu pasuje.Fredek
      miał 5 lat i był kotem tzw.ostrym.Nigdy nie myslelismy o dokoceniu ale w naszej
      piwnicy pojawiła sie koteczka ok 8 miesięcy.Zeszłam ja zobaczyć(płakała),
      przykucnęłam a ona wskoczyła mi w ramiona no i już tam została.Fredek na jej
      widok oszalał z wściekłości syczał, prychał, warczał.Kotka wskoczyła w panice na
      wysoki regał i tam siedziała przez nastepne dwa tygodnie.Schodziła tylko do
      kuwety i na jedzenie ata nasza bestia tylko na to czychała i dalej za nią.Na
      regał jednak nie wskoczył, nie wiem dlaczego i za jakis czas chyba go to
      znudzilo, bo przestał sie nia interesować.Kotka długo schodziła mu z drogi i
      nigdy się nie polubili ale jakos tolerowali przez parę lat do śmierci Fredka.
      Pózniejsze nasze dokocenia miały przyjemniejszy przebieg i zaowocowały wielkimi
      przyjażniami.Keit najwazniejsze to przetrzymać te pierwsze dni , w naszym
      przypadku było naprawdę strasznie ale poniewaz nie moglismy kotki zesłac z
      powrotem do piwnicy musialo się udać.W listopadzie do dwóch kotów przybyła Nina
      i oni zwariowali na jej punkcie od razu i na zawsze.
    • pierozek_monika Re: Bandyta a dokocenie.Proszę, poradźcie!!! 28.06.06, 21:50
      Gdy do Milusi przybyła syjamka Pelasia, to pierwsza rzecz jaka zrobiła, to
      rzucila sie na Milunię. Poprostu gdyby nie interwencja, to rozniosła by ja na
      strzępy.
      Na forum pamiętam mi doradzano, ze z takiego dokocenia nic nie wyjdzie, ż
      esyjamy sa rozbójnikami, że ktos tam znajomy pół roku próbował i nie wyszło,
      pozostały tylko szycia.
      Nam się udało smile
      Izolacja przez pierwszy tydzień, wąchanie się przez drzwi, potem stopniowe ich
      uchylanie, mniejsza kontrola, pozwalanie na więcej, ale to trwało.
      Nie od razu Kraków zbudowano. Potem tak sie polubiały, że jedna drugą
      pielęgnowała, wylizywała łepetynkę.....
      Nie wiem co radzić, bo wiadomo - każda sytuacja jest inna.
    • m_orsetti Re: Bandyta a dokocenie.Proszę, poradźcie!!! 28.06.06, 22:43
      Witam w bandyckim wątkusmile

      1. Jeśli potrzebujesz kotki- pieszczoszki- to wiesz, gdzie szukaćwink.
      2. Postaw na dyplomację stwora, który dogadał się ze wszystkimi na podwórku smile
      3. Nie daj się szantażować Kocurowi, co się nie da pomiąchaćwink

      4. A teraz na poważnie:
      Moja przyjaciółka dokacała się stopniowo. Teraz ma 4 koty- bidy zbierane z
      ulicy. Po przyjęciu do domu czwartego- pierwsza kotka w domu- kapryśnica i
      indywidualistka przesiedziała rok pod stołem wychodząc tylko do kuwet i jeść.
      Ciężko przeżyła detronizację- bo w wyniku kocich ustaleń straciła pierwszą
      pozycję w domu- i musiała zaakceptować drugie miejsce w stadzie. Przyszło jej to
      z trudnością- ale mądry wet podpowiedział: nie ingerować w kocie stosunki- dać
      kotce czas. Teraz jest już dobrze, choć to było najtrudniejsze dokocenie, jakie
      widziałam. Niestety- częstokroć dokocenie jest niełatwe. Ale- wiesz- jeśli koty
      są do tego zmuszone- po pewnym czasie zaczynają się lizać, przytulać... No
      wiesz. I kochają się zupełnie inaczej niż człowieka- który całe życie jest dla
      kota Mamą.

      Kocur najczęściej bez problemu większego akceptuje kotkę. Sądzę, że lepiej nie
      brać chłopca- tylko kotkę. Nie powinna być bardzo wiekowa- lecz nie kocię
      małe-powiedzmy- młoda Damawink- ale rozumna.

      A teraz opowiem o ciekawym dokoceniu dziewięcioletniej rezydentki kotem
      schroniskowym- Felixem. Na początku było pranie Felixa przy każdej okazji.
      Obrażenie, fochy itd. Ale- Felix okazał się dyplomatą, który nie zwracał uwagi
      na kaprysy Miśki. Patrzył na nią z wyrazem pyska: "i co się ciskasz- przecież ja
      tu spokojnie siedzę i niczego Ci nie zabieram"smile. Po tygodniu koty wspólnie
      spały. Dodam, że Felix miał lat 6- czyli oba koty mocno dojrzałe. A Miśka (lat 9
      w momencie dokocenia) najbardziej narowista kotka, jaką widziałamsmile))).

      I tak to.

      Decyzję podejmij spokojnie i rozważnie- ale jeśli myślimy o tej samej kocie-to
      wiem, że szczęście może dać niezwykłe. Bo ja za nią tęsknię, jak jestem w domu,
      a ona na podwórku....

      Monika
      --
      www.alkaida.com.pl
    • boykotka Re: Bandyta a dokocenie.Proszę, poradźcie!!! 29.06.06, 06:52
      Ja wzięłam małą 4-miesięczną kotkę do domu, tylko i wyłacznie w celach
      towarzyskich dla kocura, którym się opiekowałam, gdy koleżanka wyjechała do
      Irlandii. Jej kot był po przejściach - straszny traumatyk. Gdy przywiozłam
      kicię niespodziewanie wieczorem w niedzielę mój kocur - łagodne i zastraszone
      stworzenie mało co nie zagryzło maleńkiej kici; mnie się też oberwało - do dziś
      mam blizny po jego zębach. W poniedziałek szłam do pracy, zamknęłam ich w
      oddzielnych pomieszczeniach - o dziwo kot nie wyszedł ze swojego pokoju. Na
      wieczór już się obwąchiwały a we wtorek mała zaczęła lizać kocura; mniej więcej
      po tygodniu stanowiły już nierozłączną parę do tego stopnia, że "pańcia"
      zamieniła się w istotę otwierającą lodówkę i dającą jeść.
      • wiesia.and.company Re: Kejt35, nie musisz się bardzo obawiać 29.06.06, 10:55
        I ja miałam okropne problemy z dowódcą (samozwańcem) Uranem. Czarny, 7-
        kilogramowy, był utrapieniem moich kotów. Kiedy wprowadziłam dorosłego,
        niewykastrowanego Bartusia (to była szansa na jego przeżycie), Uran po prostu
        oszalał z wściekłości i ze strachu. Warczał na mnie, rzucał się na mnie (ale
        nie dopadał fizycznie, ja też unikałam), cofał, rzucał, pluł, warczał, uciekał,
        to znów doskakiwał do Bartusia.
        Przeszło (ale trwało trochę, no na pewno nie dwa miesiące). Mieli dla siebie
        wzajemny szacunek, a Bartuś poddał się przywódcy. Uran rządził, Bartuś się
        podporządkował, a sobie podporządkował Misiunię.
        Kiedy przyniosłam za dwa leta jeszcze Lusię, to bidulka bała się kontaktów z
        kotami (w krzakach była samotna, nie chciała kontaktów z inną koteczką, nie
        lubiły się). Tak więc dorosła Lusia, unikając bezpośrednich kontaktów z moimi
        kotami, przemieszkała tydzień na półce pod sufitem w łazience, jadła na niższej
        półce, schodziła tylko do kuwety na podłogę. Potem mieszkała na parapecie w
        pokoju, schodziła do kuwety w pokoju na podłodze, potem przeniosła się do
        drugiego pokoju w róg, aż nagle okazała się zaprzyjaźniona z kotami, Bartuś ją
        pierwszy zaakceptował i wylizywał pysio.
        Różnie było, najgorszy właśnie Uran z fochami przywódcy. Ale teraz (przy
        kolejnym dokacaniu, zwłaszcza przy małych) po prostu trochę pofuka, żeby mu
        nie przeszkadzano, potem ignoruje, potem jest zaciekawiony, potem jest
        obojętny, ale lubi obserwować harce.
        Nie ma obawy: nigdy jakoś nie było, żeby jakoś nie było. U Was kot poczuł się
        przywódcą i to kochanym, potem sobie ustawi kocię, a potem znów będzie
        przywódcą i też kochanym. Dojdzie do wniosku, że nic mu nie zagraża, a ma się
        na kim wyżyć i podyrygować. Będzie dobrze.
        Pozdrawiam. Wiesia + 7
    • karus100 Re: Bandyta a dokocenie.Proszę, poradźcie!!! 02.07.06, 13:30
      Ja też prosiłam na forum o pomoc w podobnej sprawie.
      3 tyg. temu wzięłam do domu małą kotkę, a wtedy mój zadomowiony już kotek bardzo
      ją gryzł, ganiał... Teraz zaś są dobrymi kumplami!! Myślę, że u Ciebie też się uda!

      Smutną stroną tego jest to, że Groszek (kot-rezydent) do tej pory jest na nas
      trochę obrażony.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka