kawka74
01.08.06, 11:33
Po śmierci Grubej Rudej postanowiłam przygarnąć kolejną kotę i oto jest, od
kilku dni, prawie roczna sierściucha dwukrotnie większa od małej czarnej.

Dobrze się sprawuje, leje do kuwety, tylko ma lęk przed wyjściem do
przedpokoju, w związku z czym mój mąż ją zanosi do miski z jedzeniem (a
obżartuch z niej straszliwy), jest łakoma i nie krępuje się wejść państwu w
kanapki i sprawdzić, co to i czy się nadaje do konsumpcji. Z reguły się
nadaje, Wielka Biała lubi parówki, żółty serek, mokrą karmę i - niestety -
jest potwornym, przerażającym pieszczochem.
Dlaczego potwornym?
Dzisiaj mieliśmy pobudkę o 2, o 4 i o 6 rano. Wielka Biała wylazła zza
kanapy, wskoczyła na łóżko i hajda się dopieszczać, lulać i przytulać.
Państwo śpi? Jak to, nie ma spania, głaskać, ale już! Wyrzucić jej z pokoju
nie mogę, bo ma swoje miejsce za kanapą, poza tym jest u nas zbyt krótko,
raptem kilka dni i jeszcze nie zna całego mieszkania.
Jest nachalna, bezczelna i strasznie kochana

Myślę jednak jeszcze o trzecim, a nawet i czwartym kocie. Mój mąż mnie pewnie
zjedzie straszliwie, ale mam ogromną potrzebę zapewnienia jeszcze jakimś
kocim bidom dachu nad głową, miski z żarciem i głaskania. Sama jeszcze nie
jestem pewna, ale - gdybym się zdecydowała - to chyba nie jest dobry moment
ze względu na Wielką Białą, która jeszcze nie ustaliła z Małą Czarną, kto tu
rządzi, jeszcze nie zna domu, boi się różnych dziwnych rzeczy. Czy to nie
byłby dla nich obu zbyt wielki stres? Sama nie wiem. A może to najlepszy
moment?