wiesia.and.company
15.09.06, 10:15
spokojne flegmatyczne mlamlanie. Tak mi się jakoś ten wątek nasunął po naszych
opowieściach (w tym o Frydze i Filipku) i doświadczeniach z szykowaniem
jedzenia.
A zaczęło się u mnie tak nieźle: dwa koty (z tego samego stada, nie
rodzeństwo), które grzecznie czekały na podłodze kuchni, tylko buźki
wzniesione do góry i czekające z napięciem na miseczki z jedzeniem. Czasem
tylko popędzające mnie miauknięcie.
A teraz: rozwydrzona banda. Chyba je rozpuściłam, jak to się stało? No i
najśmieszniejsze, że mi to tak bardzo nie przeszkadza (a normalnie biłabym po
łapach, gdyby mi ktoś z talerza szykowanego na ludzkie przyjęcie podkradał
kanapki).
Pozdrawiam. Wiesia + 7