czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych)

28.11.06, 19:47
Czy traktujecie swoje futrzaki tak samo?
Mam panienke i facecika (Lub one mają mnie jak kto woli).Wszystko jak w
przykładnej rodzinie - córeczka tatusia, synek mamusi(czyli mój)Lubię naszą
kocicę ale ona kocha swojego pana (pomimo że to ja ją przyniosłam i ratowałam
jak była chora, ja ją karmię i bronię jak coś zbroi)
"Mój"facecik to co innego- wykarmmiony smoczkiem od maleńkości, kochamy sie
straszną kocią miłością (tak bardzo,że nie mogę opuścić domu na dłuzej niż
dzień bo wielkie kocie cierpienie, głodówka - siedzi nastroszony w kącie i
nie odzywa się do żadnego karmiciela)
Przez to chyba nie jestem obiektywna -"mojemu" kotu potrafię wybaczyć dużo
więcej, częściej go przytulam... Czy też tak macie?
    • misia007 Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 28.11.06, 20:19
      Ja traktuje moje zdecydowanie tak samo.To dziwne bo one bardzo się róznią
      charakterami i stosunkiem do nas.Czarek jest najslodszą przylepką, tylko głaski
      i przytulanki na okrąło.Wacuś to taki macho, uwielbia wszelakie zabawy ruchowe a
      jak wchodzi na kolana to taki lekko zawstydzony i na krótko.Nina jest u nas rok
      ale trzyma nas na dystans, pieszczoty są zarezerwowane dla chłopaków.Jakoś mi to
      nie przeszkadza bo jest taka sliczna, ze sam jej widok wywołuje usmiech.Chyba je
      traktuje jak jednego kota w trzech osobach.
      • smolimo Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 28.11.06, 20:36
        Traktuje tak samo, zawsze wszystkie musza rowno dostac przysmak, tyle, ze w
        ustalownej kolejnosci wedlug kolejnosci przychodzenia do naszego domu. W ciagu
        dnia zawsze sprawdzam co robia, zwykle kazdy znajduje sobie swoj kacik do
        spania i kazdego po kolei wyglaskuje. Na poczatku, gdy pojawil sie drugi kot
        Smoli, Kicia-rezydent przezyl to bardzo i wpadl w depresje i wtedy chyba mu
        wiecej poswiecalam czasu, zeby wiedzial, ze nadal jest kochany, ale teraz jest
        po rowno. Czasem po prostu jeden chce wiecej uagi niz drugi, widac, ze Kicia
        jest bardziej zazdrosny, zas Smolemu to chyba wisi czy dluzej glskam Kicie czy
        jego.
    • minerwamcg Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 28.11.06, 21:03
      Nie, bo każdego trzeba traktować inaczej. Fred po ostatnich pierepałach
      zdrowotnych jest trochę na specjalnych prawach. Jeśli George wlezie gdzieś,
      gdzie nie powinien, np. na klawiaturę albo stół w czasie obiadu, bez ceremonii
      ląduje na podłodze. Freda nie zrzucam - zestawiam. O ile z George'a można
      tarmosić i przewracać, co z sobie wiadomych powodów uwielbia, o tyle Freda
      głaszczę bez tarmoszenia. Poza tym George jest niemożliwie miziaty i swoją
      porcję pieszczot egzekwuje do granic przyzwoitości i poza nie, a Freda czasem
      trzeba po prostu wziąć na kolana i dogłaskać. Fred jest chudszy - pilnuję, żeby
      zjadł, wychodząc z założenia, że ten żarłok jego brat sam o siebie zadba.
      George zresztą też robi miejsce przy misce i raczej mu nie wyżera. Mamy zatem w
      domu jednego kota zdrowego i jednego specjalnej troski.
      A i tak bardziej kocham George'a... Ale ciiii...
      • marta.kunc Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 29.11.06, 10:44
        nie do konca. tiger to moj rozpieszczony niemozliwie pierwszy, wymarzony,
        wyteskniony, idealny, szarobyrobezowolesny kocur. kocham go miloscia gwaltowna.
        mozna sie z nim pobawic w 'wojne', aportuje kulki itp. ma duzo wlasnych spraw i
        nie nalezy mu przeszkadzac w pilnowaniu obejscia. no to nie przeszkadzam.
        coffee to bidulajka, seniorka, przytulaczek.jest malutka, drobniutka i ja
        miziam, przytulam i traktuje jak laleczke z porcelany.
        tigera tarmosze i caluje 'zdubeltowki', coffee miziam pod brodka i caluje w
        czolka.
        poz wzgledem jedzeniowym sa traktowane rowno. wolno im w zasadzie wszystko. ale
        nie naduzywaja przywilejow. takie kochane sa.

        ps. minerwasmile obstawiam, ze zaraz po tym niecnym wyznaniu polecialas wycalowac
        fredasmile BO KOTY WIEDZAsmile ja tak zawsze robie. wyznaje do jednego a zaraz lece z
        przeprosinami do drugiego big_grinDD
        • misia007 Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 29.11.06, 11:06
          Tez sobie pomyślałam, biedny Fred przeciez on to czuje.Minewra MUSUISZ nad tym
          zapanować, nie rań Freda.
          • napolnoc Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 29.11.06, 11:30
            hehe, u nas tez, kocur to mamicycek a kotka to ksiezniczka tatusia big_grinDDD

            Froukje przychodzi do taty na kolanka, mimo, ze kilka razy niezlego klapsa od
            niego dostala.
            Alexy zas ma oczy we mnie wpatrzone az moj chlop jest zazdrosny smile))

            Traktuje je nieco inaczej, Froukje jest piekna i inteligentna, a Alexy jest,
            coz, mily smile
            Mniej od niego wymagam, bo wiem, ze ma malutki mozdzek i ciezko sie uczy, za to
            lobuzerka niezle mu wychodzi.
          • minerwamcg Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 29.11.06, 12:57
            Nie sądzę, żeby z tego powodu cierpiał. To mimo choroby jest bardzo dumny,
            niezależny kot i na ludzkich uczuciach zależy mu o tyle, o ile przekładają się
            na wymierne korzyści smile)) No i ma, dyktator jeden, ma co chciał - bo
            rzeczywiście z samego poczucia winy, że to on jest ten mniej kochany, miziam go
            dubeltowo. George jest uczuciowiec niemożebny - żeby być kochanym stanąłby na
            ogonie i zatańczył sambę. A Fred to będzie robić, co sam chce robić, i co tu
            robić z takim kotem smile))
            • marta.kunc Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 29.11.06, 13:13
              kochac minerwa, kochac. kochac do utraty tchusmile)))
              • minerwamcg Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 01.12.06, 11:33
                marta.kunc napisała:

                > kochac minerwa, kochac. kochac do utraty tchusmile)))

                No ba. Ja w ogóle nie rozumiem, jak można nie kochać kotów. To znaczy rozumiem -
                tak jak można nie mieć jednej nogi albo być uczulonym na gluten: jest to
                kalectwo lub choroba, w każdym razie takiemu człowiekowi czegoś istotnego w
                życiu brakuje. Tyle, że kotów częściej nie lubi się z własnej winy...

                Kot to jest kwintesencja tego, co w przyrodzie najpiękniejsze. Stwórca jak
                stwarzał kota, musiał mieć fantastyczny humor - połaczył wielką urodę ze
                skomplikowanym charakterem, a wszystko okrasił masą wdzięku i Tym Czymś, co
                sprawia, że nasze życie bez kotów byłoby dotkliwie niekompletne.
    • snow.queen Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 29.11.06, 11:42
      Moje trzy kocice traktuję dopasowując się do ich osobowości i oczekiwań. Gdybym
      Tosię wytarmosiła po brzuszku tak jak lubi Amelka to ilość ran ciętych i
      kłutych na mym ciele byłaby zapewne niepoliczalna i długo by się goiło...
      Staram się traktować je sprawiedliwie, nie dopuszczam, by któras dostała
      przysmak a inna nie. Pieszczoty muszę dostosowywać do indywidualnych potrzeb.
      Kocham je wszystkie szalenie, ale to najbardziej strachliwa i mająca
      najtrudniejszy start Mróweczka ma szczególne miejsce w moim sercu smile
    • aga-kocio Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 30.11.06, 19:03
      dziękismile cieszę się że u innych wielokotnych też tak bywa.Sądzicie że kocica
      czuje że facecik jest dla mnie nr 1? Staram się niby rozdawać głaski jednakowo,
      ale tak mądrego zwierza jak kot trudno oszukać... Poza tym ona jest
      sprytniejsza i niekiedy przejawia kocie ADHD(przez co więcej broi i więcej
      zbiera psików)
    • annb nie 01.12.06, 08:30
      mam wyrzuty sumienia ze gaba nie jest juz jedynym kotem
      jest inna od malej, taka bardziej zamknieta
      dlatego czasem dostaje wiecej głasków i uwagi
      zresztą mała woli mojego m. i nie mam wyrzutów sumienia
    • kawka74 Re: czy traktujecie je tak samo(do wielokotnych) 01.12.06, 15:23
      tak samo
      obie to sieroty pokrzywdzone przez los (najwyraźniej ten sam los chce, żebym
      przygarniała wyłącznie kocie nieszczęścia), wobec czego obie są równo
      rozpieszczane i kochane, obu się wiele odpuszcza i obie mają do nas identyczny
      stosunek - tzn. mnie poważają i czują lekki respekt (a nuż nie da jeść),
      natomiast do męża odnoszą się z pobłażaniem, czasem z lekceważeniem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja